Mentionsy Mentionsy
Grecka Tragedia. Podcast kryminalny.
Grecka Tragedia. Podcast kryminalny.

Grecka Tragedia, Odcinek 9

21.12.2025 ·1 godz 7 min

Odcinek 9 Greckiej Tragedii to kolejna historia, która doskonale wpisuje się w schemat ginekoktonii. Sprawa rozegrała się w 1987 roku, a jej finał poraził i wstrząsnął grecką opinią publiczną.To opowieść o przemocy, kontroli i manipulacji — oraz o śmierci, której przyczyna budzi poważne wątpliwości. Czy był to nieszczęśliwy wypadek, a może zamierzone pozbawienie życia? Zostań ze mną do końca dzisiejszej opowieści.Dziękuję, że jesteś.P.

Przecież nie istniało nic, co mogłoby ich łączyć. Wręcz przeciwnie, wiele ich dzieliło. A może jednak było coś, co sprawiało, że lgnęli do siebie jak ćma do światła? Student dla Joi rozstał się ze swoją sympatią. Związek, który tworzył, trwał ponad 5 lat, a para miała poważne plany na przyszłość. Tym samym spowodował nie lada poruszenie w gronie swoich najbliższych. Rodzina miała względem niego ogromne oczekiwania, a tymczasem on rujnował to, co w ich oczach było doskonałe. To mógł być manifest tego młodego mężczyzny, który mówił, wybraliście mi szkołę, wybraliście mi pracę i nakazujecie jak żyć, żonę wybiorę sobie sam.

To oczywiście manipulacja emocjonalna z jego strony, ale żyj nie postrzegała tego w ten sposób. Po tych słowach para bardzo się pokłóciła, a w konsekwencji tej kłótni rozstała. Nie wiem, czy następne posunięcie pana Jotiego było przemyślane, czy może było tylko kaprysem, który miał wzbudzić zazdrość w Joi, ale chłopak wkrótce po rozstaniu z licealistką związał się z kolejną dziewczyną, a w niedługim czasie potem oświadczył się jej. Wkrótce potem do Joi dotarły wieści, że oto jej były chłopak planuje ślub. Wydawać by się mogło, że pana Jotis dopiął swego. Młoda i naiwna dziewczyna odebrała to jako porażkę.

Nie zdawała sobie sprawy, że pana Jotis z nią pogrywa i że ta jego Gierka miała jeden cel. Miała sprawić, że Joi zrozumie swój błąd i Głukorzona wróci do niego, że to ona będzie go prosić, ażeby dalej byli razem. Zrozpaczona poprosiła o rozmowę, w której błagała chłopaka, żeby ten zerwał zaręczyny i żeby do niej wrócił. Grecka Tragedia, Odcinek 9.

Ale ta ich miłość była zupełnie inna. Pełna intryg, emocjonalnych zawirowań i nieprzewidywalnych reakcji, które często wystawiały ich relacje na próbę. Była intensywna, burzliwa, momentami niemal niemożliwa do pojęcia dla osób z zewnątrz. Latem 1986 roku rodzina Garmani spędzała czas wolny w swoim domku w miejscowości Nawpaktos. Odległość między Atenami a tym nadmorskim miasteczkiem to ponad 200 km. Panagiotis, być może kierowany miłością, a być może nawet zazdrością, przyjeżdżał tam co weekend, żeby zobaczyć się z Joi.

Jednak jej zachowanie było pełne sprzeczności. Najpierw go zapraszała, a gdy już przybył, kazała mu wracać do Aten. Chłopak prosił nawet ojca dziewczyny, żeby pozwolił się jej z nim zobaczyć i jednak pan Jorgos nie wyraził na to zgody. Sytuacja, kiedy młoda dziewczyna raz dawała mu do zrozumienia, że chce się z nim spotkać, a kolejnym razem go lekceważyła i pogrywała sobie z jego uczuciami sprawiała, że pan Agiotis zamiast odpuścić, czuł swego rodzaju fizyczne i emocjonalne uzależnienie od Joi. Ekscytowało go to jej niezdecydowanie i te niedojrzałe nastoletnie gierki. Minęły wakacje, ale nie minęło zainteresowanie ze strony chłopaka.

Chcąc pokazać, jak bardzo zależy mu na dziewczynie i jak mocne żywi do niej uczucie, pan Agiotis udał się do domu Joi i oficjalnie poprosił rodziców o jej rękę. Para znała się zaledwie rok, a pan Yorgos nie był absolutnie przekonany co do faktu, że pan Agiotis Francis będzie dobrym mężem i zięciem. Po grecku jest takie powiedzenie, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza, że nie wypełnia mi oka. W praktyce natomiast możemy to zinterpretować jako fakt, że dana osoba nie wzbudza naszego zaufania, nie robi dobrego wrażenia, bądź nie wygląda obiecująco. Polskim odpowiednikiem tego wyrażenia jest zwrot nie wpaść w oko.

Takie odczucia towarzyszyły ojcu Joi, zarówno podczas wakacji, kiedy przyjeżdżał do Navpaktos, jak i teraz, kiedy stał przed nim i zapewniał o poważnych zamiarach względem jego córki. Według pana Jorgosa, Joi tak naprawdę bywa jeszcze dzieckiem, które powinno spędzać czas z koleżankami, cieszyć się życiem i poznawać je na każdej płaszczyźnie. Uważał, że małżeństwo jako zwieńczenie relacji między dwojgiem kochających się ludzi jest jak najbardziej naturalną koleją rzeczy, ale w swoim czasie. Teraz było to zdecydowanie za wcześnie. Niepokoiła go również spora różnica wieku między nimi. Chłopak był starszy od Joey o 9 lat.

Panagiotis został więc odprawiony z kwitkiem, ale upór jaki go charakteryzował nie pozwalał mu odpuścić. Któregoś dnia zawitał do domu rodziny Garmanis wraz ze swoimi rodzicami. Sytuacja wyglądała bardzo poważnie. Państwo Garmanis i Państwo Franzis poznali się i wydawałoby się, że doszli do porozumienia. Pana Jotis i Joi otrzymali zgody najbliższych i tym sposobem, po 14 miesiącach znajomości, młodzi pobrali się w grudniu 1986 roku. Młode małżeństwo zamieszkało w wynajętym w dzielnicy Cato Patissia mieszkaniu, czyli w okolicy, w której oboje się wychowywali i którą dobrze znali z dzieciństwa.

Blok przy ulicy Nemesios 21 był w bliskim sąsiedztwie domu rodzinnego Joi, jak również mieszkania rodziców pana Jotiego. Teraz, kiedy pana Jotis osiągnął swój cel i kiedy para była już oficjalnie małżeństwem, wydawać by się mogło, że nic już nie zakłóci ich sielanki, bo przecież tak powinno być, nieprawdaż? Dwie młode, kochające się i szalejące na swoim punkcie osoby wreszcie były razem. Wreszcie zabawa w kotka i myszkę się skończyła i można było odetchnąć z ulgą. Ale czy aby na pewno? Początek roku 1987. W małżeństwie Joey i pana Jotiego, oprócz stanu cywilnego, nie zmieniło się zupełnie nic.

Relacja między nimi to nadal ciągłe kłótnie, wyzwiska, sceny zazdrości, a nawet rękoczyny. Nie mieli wspólnych przyjaciół, zainteresowań ani tematów do rozmów. Dziewczyna chciała spędzać czas z koleżankami, wychodzić z nimi na kawę i do klubów i nie musieć się przy tym nikomu z niczego tłumaczyć. Pana Jotis natomiast łączył studia z pracą w butiku Ojca i przez wiele godzin przebywał poza domem. Kiedy wracał, nie otrzymywał należytej uwagi ani wsparcia od żony. Joi co rusz prosiła męża, żeby ten zaopatrywał ją w nową garderobę, bo jak twierdziła, wszystkie rzeczy zostawiła w domu rodzinnym. Kiedy wysłał ją po nie, ta miała odpowiedzieć, że rodzice odprawili ją z kwitkiem.

Kiedy pana Jotis zapraszał kolegów do siebie i wspólnie spędzali czas, Joi przesiadywała w innym pokoju. To akurat rozumiem, że mogła nie chcieć uczestniczyć w męskim spotkaniu. Jednak student twierdził, że jego żona nie wykazywała absolutnie żadnego zainteresowania czymkolwiek. Na propozycję wyjścia z większą grupą znajomych czy podjęcia dyskusji na jakikolwiek temat pozostawała zupełnie niewzruszona. Młody Franz jej zwyzna później. Doszliśmy do etapu, kiedy kłóciliśmy się bez powodu tylko po to, żeby była między nami jakaś interakcja. Z początku nawet się nam to podobało, ale później obelgi i poziom języka wymknął się nam zupełnie spod kontroli.

Sytuacje te doprowadzały go do szału. To, co niegdyś go w niej urzekło, jej uroda, charakter i sposób bycia, dzięki którym zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, teraz stawało się jego przekleństwem. Nienawidził tego uczucia, ponieważ nie mógł nad nim zapanować. Coraz częściej ogarniał go lęk, że może ją stracić. Wspomniałam wcześniej, że między małżonkami dochodziło do rękoczynów. Pewnego razu Pana Jotis spoliczkował żonę w miejscu publicznym. Ślady uderzenia na twarzy Joi wzbudziły poważny niepokój jej matki i ojca. Natychmiast wezwali do siebie zarówno zięcia, jak i jego rodziców, domagając się obietnicy, że Pana Jotis już nigdy więcej nie podniesie ręki na ich córkę.

W trakcie rozmowy, w obecności wszystkich zgromadzonych, pan Agiotis zwrócił się do Żoi ostrym tonem mówiąc, że lepiej, żeby z nim nie pogrywała, bo może tego pożałować. Z kolei innym razem, podczas kłótni, Żoi popchnęła pana Agiotiego tak niefortunnie, że ten upadając doznał stłuczenia kolana, a w konsekwencji urazu łąkotki i był hospitalizowany. W małżeństwie, obok miłości, zaufania i lojalności, niezwykle ważnym elementem jest również życie intymne. Kiedy jest udane, potrafi spajać relacje, wzmacniać więź i sprawiać, że partnerzy nie szukają emocji gdzie indziej.

Dla Joi, Pan Agiotis był pierwszym mężczyzną, z którym współżyła. Dla niego natomiast Joie była kolejną z wielu kobiet, z którą miał bliskie kontakty. Joie, jako młoda i niedoświadczona dziewczyna, mogła być sporym rozczarowaniem dla mężczyzny pokroju pana Jotiego, który, jak twierdził, miał spore powodzenie u kobiet. Ich bliskie kontakty były toksyczne. Po każdej kłótni kończyli w łóżku, jakby było to jedyne miejsce, w którym potrafili się porozumieć. Ale czy na pewno? Tak na przestrzeni kilku kolejnych miesięcy wyglądało życie małżonków. Joy bardzo szybko uświadomiła sobie, że decyzja o ślubie była raptowna i niedojrzała. Z każdym dniem żałowała jej coraz bardziej.

Podczas drogi powrotnej do domu kłócili się w samochodzie i wzajemnie oskarżali. Kiedy dojechali pod blok, sfrustrowana dziewczyna wysiadła z auta i udała się do mieszkania, a pana Giotis został na zewnątrz, żeby znaleźć miejsce parkingowe. Z tym w Atenach jest odwieczny problem. Kiedy po chwili wszedł do budynku i próbował wejść do mieszkania, okazało się, że Żoi zamknęła się w nim i nie zamierzała wpuścić męża do środka. Mimo uporczywych próśb, osiemnastolatka nie zmieniła zdania. Chłopak zszedł więc na dół do kiosku i próbował zadzwonić do mieszkania, jednak przez długą chwilę nikt nie odbierał telefonu. Ponowił kolejną próbę i tym razem usłyszał w słuchawce głos Joi.

On sam twierdził, że także stracił panowanie nad sobą i w tym momencie doszło do wzajemnej szarpaniny i rękoczynów. Z relacji mężczyzny wynika, że to właśnie wtedy, że i miała zostać przez niego odepchnięta, w wyniku czego upadła na drewnianą krawędź łóżka. Kiedy osunęła się na ziemię bez oznak życia, mężczyzna zamarł. Widząc, że pozostaje w bezruchu, natychmiast podbiegł do niej, żeby sprawdzić czy żyje. Pozwólcie, że przytoczę jego słowa. Joi leżała na ziemi. Zbliżyłem się do niej, żeby sprawdzić czy oddycha i czy wyczuwalny jest puls.

Miał tam swoje stałe miejsce jako pamiątka z wakacji na Krecie. Kiedy jako pierwszą odciął rękę, uświadomił sobie, że teraz nie ma odwrotu. To, co zaczął, musiał skończyć. W trakcie tego bestiarskiego czynu płakał i wymiotował jednocześnie, a zapach krwi był wszechobecny. Ostatnią częścią ciała jego ukochanej Joi była jej głowa, którą po odcięciu przytrzymał w dłoniach i patrzył na oblicze, które jej niegdyś sprawiło, że zakochał się w niej bez pamięci. Teraz już nikt nie będzie na nią patrzył z pożądaniem, a ona nie będzie już z nikim flirtować. Zostanie jego na zawsze.

Publikacja tak makabrycznego obrazu została odebrana jako skandaliczne i nieetyczne nadużycie, a także brak jakiegokolwiek szacunku dla ofiary i jej bliskich. Z drugiej strony ujawniła bezwzględność greckich mediów, które w pogonie za sensacją były gotowe przekroczyć wszelkie granice etyki i dobrego smaku. Społeczeństwo zareagowało szokiem i niedowierzaniem. Wszyscy zadawali sobie to samo pytanie. Jak to możliwe, że coś tak bestialskiego wydarzyło się w ich kraju? Przerażenie mieszało się z odrazą i osłupieniem. Zdjęcie brutalnie okaleczonej Joi sprawiło, że pan Agiotis Fradzis w oczach opinii publicznej stał się kimś gorszym niż zwykły morderca.

Jak opisuje w swojej książce Zbrodnie, które wstrząsnęły Grecją, jak je przeżyłem. Za publikację tej fotografii jako gazeta mieliśmy sądowe perypetie, ale w ostatecznym rozrachunku zostaliśmy uniewinnieni. Wspomniana książka i rozdział o pana Jotim Franzis w dużej mierze posłużyła mi do stworzenia scenariusza do tego odcinka. Panos Sobolos nie tylko opisuje głośne zbrodnie, ale sam był zaangażowany w relacjonowanie najgłośniejszych spraw kryminalnych w Grecji, co sprawiło, że jego głos w dziennikarstwie śledczym stał się naprawdę znaczący. Kontynuujemy naszą historię. Wspomniany dziennikarz, oprócz prokuratora, policjantów i lekarzy, był jednym z obecnych podczas wizji lokalnej w mieszkaniu Joi i pana Jotiego i miał niepowtarzalną możliwość porozmawiania z zabójcą.

Jorgos Garmanis, wracając wspomnieniami do początku znajomości córki z mordercą, miał powiedzieć, że Jojo w rozmowie ze swoją matką wyznała, że od jakiegoś czasu pod szkołą zaczepia ją starszy od niej chłopak. Był bardzo konsekwentny w swoim działaniu i za wszelką cenę chciał poznać szesnastolatkę. Ojciec dziewczyny twierdził, że nie wyrażał zgody na ich spotkania, jednak po wielokrotnych próbach i prośbach pana Jotiego uległ. Franzis mówił, że kocha jego córkę i chce, żeby wyszła za niego za mąż. Lekarz sądowy, Christos Lefkidis, który badał denatkę, wykluczył, jakoby Joi miała stracić życie tylko w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Ku jego wersji skłaniali się również dwaj specjaliści w dziedzinie medycyny sądowej, którzy pełnili rolę doradców technicznych obrony. Panowie twierdzili, że wybroczyny o charakterze asfiktycznym, który stwierdzono w sercu i płucach żoi, są zmianami spotykanymi przy każdym rodzaju niedotlenienia i mogą być również wytłumaczone poważnym urazem czaszkowo-mózgowym. Nie wykluczyli możliwości, że mózg dziewczyny doznał tak silnego urazu w momencie uderzenia o krawędź mebla, iż doprowadziło to do zatrzymania oddechu i w konsekwencji się udusiła. Teorie na temat śmierci Joey Garmanii były dwie. Dziewczyna zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku i taką wersję podtrzymywała obrona, natomiast lekarz sądowy stanowczo pozostawał przy tezie, że została uduszona.

Przesłuchanie snu nowej panegiotisa trwało prawie 8 godzin. Raz mówił spokojnie, innym razem przerywał, bo wybuchał płaczem, a chwilami wręcz się załamywał, nie będąc, przynajmniej pozornie, w stanie ustać na nogach. Prokurator prowadzący sprawę zastosował wobec niego bardzo interesującą taktykę. Poprosił oskarżonego, aby sam opisał jak widzi siebie i jak postrzega własny czyn. Dał mu tym samym przestrzeń, by opowiedział bez ograniczeń, bez sugerujących pytań. Pozwolił, by to on niejako własnymi słowami wystawił się na ocenę. Pana Jotis upierał się, że nigdy nie zamierzał zabić Joi, a jej śmierć była według niego nieszczęśliwym finałem kolejnej ostrej kłótni.

Mając do zaliczenia zaledwie cztery końcowe egzaminy, ostatecznie zrezygnował ze studiów i ich nie ukończył. Pomimo bestialskiego czynu, którego się dopuścił, pan Iotis Fradis uchodził w więzieniu za wzorowego osadzonego. Odpracował ponad 2000 dni prac społecznych i nigdy nie stwarzał problemów ani przełożonym, ani współosadzonym. Muzyka, którą zaszczepiła w nim matka, okazała się być ucieczką i sposobem na oczyszczenie. W więzieniu pisał piosenki, w tym kilka z nich poświęcił pamięci zmarłej Joi. W Grecji skazani, którzy opuszczają więzienie, nawet ci, którzy popełnili wyjątkowo brutalne przestępstwa, mogą ubiegać się o zmianę nazwiska, aby rozpocząć życie z czystą kartą.

Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.