Wyciek MyDr: 20 lat danych i zero komunikacji
W tym ocdinku: Blisko 19 milionów ludzi, tysiące przychodni i tydzień, w którym najłatwiej było dowiedzieć się czegokolwiek z Twittera a nie od instytucji. Rozmawiamy o tym, skąd w jednym systemie wzięło się tyle danych , dlaczego winnym robi się lekazarz, i co poszło nie tak w komunikacji państwa.
Bo z drugiej strony na przykład lekarze, ja byłem właśnie we wtorek, to byłem u swojej pani doktor. Która właśnie korzysta z MyDoctora. Nie wiem czy moje dane były ujęte, ponieważ też nie wiem ilu moich przeszłych lekarzy korzystało z MyDoctora, więc być może moje dane gdzieś tam faktycznie były, no ale ja jako aplikację, tak, mam dopiero od zeszłego roku. Więc w gruncie rzeczy, no też nie mogę za bardzo spać spokojnie, pomimo tego, że gdzieś tam to z przecieków medialnych, tak, możemy tylko powiedzieć, tak, bo to tam chyba do 2024. Ale nikt nie da sobie ręki za to obciąć. No właśnie, no właśnie, więc to też jest taki aspekt, który za bardzo nam nie daje zbyt dużo, zbyt takiego dużego poczucia.
Tak, dokładnie. Pierwszy kto napisze, ten, że tak powiem, ma rację. Tak, oczywiście. No i teraz mamy sytuację, gdzie hakerzy odezwali się do Adama. Chyba tak mi się wydaje, że taki był ciąg zdarzeń, że poinformując go Adama Hertle z zaufanej trzeciej strony z informacją właśnie o tym, że mamy dane takiej firmy i od tego już poszło lawinowo. A z tego co wiem, to tam były w ogóle jakieś problemy systemowe, bo tak jak mówię, miałem okazję rozmawiać ze swoją panią doktor, którą gorąco pozdrawiam zresztą, i ona mi powiedziała, że przez trzy dni ludzie nie mogli się do niej zapisać. Były problemy z systemem, z dostępem do tego, żeby ludzie mogli się na wizyty zapisywać przez MyDoctora.
Czyli jeżeli to nie jest przypadek, to być może to jest jakiś problem z aplikacją. No więc właśnie. No więc właśnie pytanie, gdzie tutaj, że tak powiem, inaczej być może, że tak powiem, oni już byli wtedy świadomi, że coś się wydarzyło i po prostu ograniczyli dostęp. Tak, też mógłby być. Minimalizować straty, tak. Żeby nie wiedzieli tak naprawdę, co się dzieje. No ale teraz, sam zresztą tak powiedziałeś, że prezesa MyDoctora, Tak, takie krążą plotki, więc ja tutaj tylko powtarzam. Plotki, proszę się na mnie nie powoływać, ale podobno jest utrudniony kontakt. Jest utrudniony kontakt. No ale generalnie od samego początku był w ogóle chyba utrudniony kontakt. Ja też tu właśnie wskazywałem, że tam oni mają w ogóle kilka tam chyba spółek w tej swojej grupie. Więc też może być na przykład taka sytuacja, że bardzo często właśnie w firmach takich rozproszonych, gdzie mamy różne jurysdykcje.
Co taka osoba ma zrobić? To znaczy, ja jestem w stanie się w skórę takiej osoby włożyć trochę, bo to jest tak, że ja wiem, że ludzie, którzy pracują w budżecie i zajmują się technologiami, to bardzo często nie jest tak, że piją kawę od 8 do 16, 15, tylko nie wiedzą, w co ręce wsadzić. Więc jeżeli taka, załóżmy, Wiemka, gdzieś ze starą bazą danych produkcyjnych być może została niewyłączona, to bardzo często może to wynikać nie stąd, że została niewyłączona, bo się komuś nie chciało albo zapomniało, tylko po prostu natłok prac wymusił coś. Tak, tak, tak. Przecież MyDoctor to też nie jest jakaś potężna firma. Tak, dokładnie. Więc to też musimy patrzeć na skalę. Ja to zawsze pokazuję, że jeżeli patrzymy na przykład na dużych dostawców, przecież tych wycieków też była masa.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym ocdinku: Blisko 19 milionów ludzi, tysiące przychodni i tydzień, w którym najłatwiej było dowiedzieć się czegokolwiek z Twittera a nie od instytucji. Rozmawiamy o tym, skąd w jednym systemie wzięło się tyle danych , dlaczego winnym robi się lekazarz, i co poszło nie tak w komunikacji państwa.