Kanibal z Kentucky - Boone Helm
Po dziś dzień naukowcy i historycy spierają się, czy dziki zachód był faktycznie tak barwny, jak przedstawiają go pisarze i scenarzyści westernów. Nie ulega natomiast wątpliwości, że rozległe tereny i brak zorganizowanych służb strzegących prawa sprzyjały działalności wszelkiej maści awanturników, kryminalistów i morderców. Jedną z takich postaci był Boone Helm.
Dorwać bestię w RMFFN. Imię i nazwisko. Boone Helm. Pseudonim. Kanibal z Kentucky. Miejsce i okres działalności. USA. W przybliżeniu od 1850 do 1864 roku. Liczba ofiar. Co najmniej 11. Skazany na śmierć. No dawaj, na gołe pięści. Pokaż, co potrafisz. Na gołe pięści? A ten nóż to co? Niespodzianka. Po dziś dzień naukowcy i historycy spierają się, czy Dziki Zachód był faktycznie tak barwny, jak przedstawiają go pisarze i scenarzyści westernów. Nie ulega natomiast wątpliwości, że rozległe tereny i brak zorganizowanych służb strzegących prawa sprzyjały działalności wszelkiej maści awanturników, kryminalistów i morderców.
Jedną z takich postaci był Boone Helm. Urodził się w 1828 roku w Lincoln w Kentucky w rodzinie ciężko pracujących ludzi. Od małego miał trudny charakter, co szybko wykluczyło go z edukacji innej niż ciężka ręka ojca. Jeszcze za dzieciaka jego rodzina przeniosła się do Mizuri. Chłopak dojrzewał i przejawiał coraz większą skłonność do przemocy. Uwielbiał popisywać się siłą i umiejętnością władania nożem, co prowadziło do częstych bujek i konfliktów z lokalną społecznością. W wieku 20 lat ożenił się z 17-letnią Lucindą Browning, która wkrótce urodziła mu córkę. Znowu się schlałeś? Siko kobieto. Ośpysko biję. Ich małżeństwo było zupełnym przeciwieństwem sielanki.
Awanturniczy Helm często pił i bił żonę, co raptem dwa lata po ślubie zakończyło się rozwodem. Koszty rozłamu małżeństwa doprowadziły rodzinę Boona na skraj bankructwa. Wkrótce potem w Kalifornii wybuchła gorączka złota. Na fali szału, które ogarną wszystkich poszukiwaczy przygód i łatwego zysku, także Helm postanowił wyruszyć w drogę po bogactwo. Drogę, która obfitowała w trudy i niebezpieczeństwa. Jedź ze mną. Obłowimy się i ustawimy do końca życia. Tak, jeśli nie stracimy go po drodze przez góry i lasy. Nie bądź tchórzem. Zbieraj się. Daj mi spokój, nigdzie nie jadę.
Urzesz ty. Wściekły Helm chwycił za nóż i w napadzie szału zadźgał kuzyna. Gdy otrzeźwiał ruszył w drogę, by uciec od odpowiedzialności, ale brat i kumple Szuta dopadli go i zawlekli do szeryfa. Boone trafił do więzienia, w którym zachowywał się tak dziwnie, że władze postanowiły przenieść go do azylu dla niepoczytalnych. Helm wyciszył się i zamknął w sobie. Jedną z rutynowych czynności każdego dnia były spacery po lesie w towarzystwie strażnika. Dzień za dniem usypiał czujność człowieka, który miał go pilnować, aż podczas jednego z takich spacerów udało mu się zbiec. Ruszył w drogę ku raz obranemu celowi do Kalifornii. W drodze Helm spotykał różnych ludzi, dobrych i podobnych sobie.
Wiadomo natomiast, że podczas przemierzania szlaku na grupę napadli Indianie. W obawie przed kolejnymi atakami, wędrowcy porzucili podróż utartym szlakiem i postanowili przedzierać się przez góry. Wkrótce nadeszła surowa zima. I tak już ciężkie warunki zmieniły się w ekstremalne. Zapasy żywności szybko się wyczerpały. Zdesperowani zaczęli zabijać własne konie, jednak i to nie starczyło na długo. Przyroda brała co swoje, eliminując ich jednego po drugim. Wkrótce w drodze pozostali tylko Helm i człowiek o nazwisku Burton. Nie dasz rady iść dalej? Jeśli znajdę jakąś pomoc, to wrócę. Trzymaj się. Boone nie zdołał odejść daleko, gdy usłyszał strzał.
I dogonili. Niedługo potem, Helm wpadł w ręce władz. Posiadał jednak sporo skradzionych pieniędzy i dzięki pomocy swojego brata, zwanego Old Tex, udało mu się przekupić świadków. Wobec braku dowodów, sąd nie mógł skazać mordercy i Boone odzyskał wolność. Ruszył wówczas z bratem do jego rodzinnego Teksasu, ostatecznie jednak tam nie dotarł. Postanowił pozostać w dobrze sobie znanym rejonie i przyłączyć się do bandy owianego złą sławą Henry'ego Plamera. Jako członek gangu dalej rabował i mordował bez skrupułów, jednak działalność całej grupy łatwiej przyciągała uwagę władz niż pojedynczy człowiek. W grupie także trudniej zgubić pościg i to właśnie razem z czterema towarzyszami wpadł w ręce stróżów prawa w Montanie.
Złodzieje i mordercy. Ale wesoła ferajna, nie ma co. Ja? A skąd? Przysięgam na Boga, że jestem niewinny. Dobra, dobra, już my wiemy kto ty jesteś i coś nawyrabiał. Helm stanął przed sądem i... kłamał jak znud. Zarzekał się, że nigdy nie zabił człowieka. Sędzia postanowił sprawdzić jego stopień deprawacji i kazał mu przysiąc na Biblię. Boone zrobił to bez mrugnięcia okiem, jednak sąd nie dał wiary zdegenerowanemu kłamcy. Ostatecznie wściekły, Helm przyznał się do morderstw w Mizuri, ale nie do działalności w gangu i napadów na szlaku. Oto oskarżył jednego z aresztowanych z nim kompanów, Jacka Gallaghera. Za takie zbrodnie wyrok mógł być tylko jeden. Sąd w Virginia City skazał Boona Helma na śmierć przez powieszenie.
Na stryczek razem z nim miało iść trzech jego kompanów. W tamtych czasach od wyroku do egzekucji nie mijały lata, a co najwyżej dni konieczne do przygotowania widowiska. 14 stycznia 1864 roku na Boona i jego kompanów czekała szubienica przygotowana na kalenicę niedokończonego budynku oraz sześciotysięczny tłum gabiów. Gdy kat naciągnął pętlę na szyję Gallaghera, Helm bez cienia strachu powiedział. Wykopnij stołek stary. Ja będę następny. Za minutę widzimy się w piekle. Sam zrobił to, co podpowiadał kompanowi. Nie czekając na kata, zeskoczył ze stołka. Wprost do piekła.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.