KONIEC DUBAJU Historia i Problemy Miasta „Luksusu” #BizON
KONIEC DUBAJU Historia i Problemy Miasta „Luksusu” #BizON
Być może właśnie to uchroniło Dubaj od losu podobnego do Wenezueli czy Rosji, gdzie tzw. klęska surowcowa przekłada się na zastój w innych sektorach. Mimo to rozwój Zjednoczonych Emiratów był silnie zależny od globalnych cen ropy. Sam Dubaj stał się klasycznym przykładem państwa rentierskiego, gdzie początkowo to dochody z surowców zastępowały dochód z klasycznego ściągania podatków. Tego stanu rzeczy nie można było jednak utrzymywać wiecznie. Trzeba było wymyślić coś innego. Emir Dubaju słusznie postanowił więc zdywersyfikować gospodarkę Emiratu, wykorzystując moment, w którym ropa płynie jeszcze szerokim strumieniem. Szejk Rashid powiedział, Mam dobre i złe wieści. Znaleźliśmy ropę, ale nie za dużo. Rozwój miasta nie był już jednak uzależniony od sprzedaży ropy.
To największy port stworzony przez człowieka. Port bez granic. Generał Ali ma przestrzeń do rozwoju, a Dubaj ma determinację i biznesową bystrość, by go rozbudować. Już w 1985 ruszyły ich własne globalne linie lotnicze, które stały się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Może i nie największą, ale najbardziej słynącą z luksusu i połączeń dalekodystansowych. Emirates to chyba najlepszy przykład tego, jaką rolę dla Dubaju przewidział jego monarcha. Znana dubajska linia lotnicza nie lata na krótkich dystansach. Korzysta głównie z dużych samolotów dalekodystansowych, dla których macierzyste lotnisko jest zwykle hubem przesiadkowym. Prestiżowa linia stworzona od zera za 10 milionów dolarów obecnie osiąga miliardowe przychody i na koniec marca 2025 roku przyniosła ponad 6 miliardów dolarów czystego zysku.
To naprawdę ogromnych rozmiarów sukces. Wartość Emirates szacuje się obecnie na około 50 miliardów dolarów, choć nie jest to firma notowana na giełdzie i w całości należy do rządu Dubaju. Własna spektakularna linia lotnicza to tylko jeden z przykładów tego, jak władcy Emiratu widzieli potencjał w szybkim rozwoju konkretnych usług. Globalne linie lotnicze, wolne strefy ekonomiczne czy gigantyczne projekty infrastrukturalne miały przyciągnąć do Dubaju jeszcze większy kapitał. Tani kredyt z początku lat 2000, rosnące ceny ropy oraz ambitny nowy władca Sheikh Rashid pomogły przekształcić zarówno linię lotniczą jak i miasto. A celem było przekształcenie Dubaju w to, czym od dekad starał się być.
Ci pracownicy gościnni stanowią ponad 85% całej populacji Emiratów. Innymi słowy, to oni utrzymują gospodarkę w ruchu. To wszystko sprawia jednak, że Dubaj jest najliczniej zaludnionym ze wszystkich siedmiu Emiratów i jego populacja wynosi już niemal 4,5 miliona mieszkańców. Z kolei w całych Emiratach żyje około 11,5 miliona obywateli, z czego 1,33 miliona stanowią rodowici Arabowie. Czyli zaledwie jakieś 11,5%. Z tego powodu zdecydowana większość mieszkańców, bo ponad 63%, to mężczyźni w większości w wieku produkcyjnym. Ktoś w końcu musiał wybudować te wszystkie legendarne inwestycje. Większość tej siły roboczej stanowią mieszkańcy Azji Południowej, pracujący na budowach za niskie płace i przez długie godziny w złych warunkach, często niemogący wrócić do domu, ponieważ ich paszporty są zatrzymywane.
W związku z rozwiniętymi gospodarkami Zachodu to ogromny potencjał zwrotu, który ciężko było przeoczyć zorientowanym. Tym samym doskonale widać, jak bardzo Dubaj stał się samospełniającą się przepowiednią. Przepowiednią, którą dosłownie i w przenośni zbudowano na piasku. Trochę na zasadzie amerykańskiego fake it till you make it, bo ze sztucznego tworu, od początku budowanego dla bogaczy, stał się miejscem, które przyciągnęło kapitał jak magnes. A jak Dubaj radzi sobie w czasach kryzysu? Jeszcze kilka lat temu globalne sprawdzam rzuciła mu pandemia COVID-19. W marcu 2020 roku Emirates tymczasowo zawiesiły niemal wszystkie swoje loty pasażerskie do i ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, z wyjątkiem lotów repatriacyjnych do około tuzina krajów.
Ten spadek ruchu pasażerskiego doprowadził do pierwszej straty w 30-letniej historii firmy. W listopadzie 2020 roku grupa Emirates ogłosiła półroczne straty netto w wysokości 3,8 miliardów dolarów. To oczywiście jedynie przykład jednej z usług, ale dość dobitne. Wyjątkowość i unikalność w czasach kryzysu to jednak często kłopot, a nie atut. Bo daje przewagę bardziej stabilnej i mniej łakomej konkurencji. Firmom, które koncentrują się na dostępności, skali i obsłudze klienta masowego. To właśnie zasadnicza wada modelu opartego na niedostępnym luksusie. Dubai obecnie. Unikalność i luksus stał się modelem problematycznym, Na początek ustalmy sobie może prostą prawdę. Warunki, które stworzył Dubaj, ale również inne Emiraty, przyciągają każdy rodzaj kapitału.
A ten niestety może kiedyś się skończyć lub po prostu znaleźć sobie inną, ciekawszą przystań. A przede wszystkim bezpieczniejszą. Dubaj w odróżnieniu od innych krajów regionu nie uzależnił się tak bardzo od ropy, co od globalizacji i od turystyki. A obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie zdaje się podważać stabilność takiego rozwiązania. Co istotne, ta wojna nie rozluźnia wcale więzów Emiratów z ich najważniejszymi partnerami, tylko jeszcze bardziej je cementuje. Co ta wojna oznacza dla porozumień zawartych między Emiratami, Stanami Zjednoczonymi i Izraelem? Mam na myśli takie rzeczy jak pokój dla dobrobytu, zobowiązania inwestycyjne wobec Stanów Zjednoczonych czy porozumienia abrahamowe. Jak to zmienia całą dynamikę? W żaden sposób.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
KONIEC DUBAJU Historia i Problemy Miasta „Luksusu” #BizON