BAYER i MONSANTO JAK TRUJĄ ŚWIAT #BizON
BAYER i MONSANTO JAK TRUJĄ ŚWIAT #BizON
czyli jakieś 80% wartości całej firmy. Jeden z najstarszych i najbardziej szanowanych koncernów chemiczno-farmaceutycznych na świecie kupił spółkę, którą ekolodzy od lat nazywali największym trucicielem planety. Niemiecki gigant przejął przy tym w spadku tysiące procesów sądowych, między innymi Oranda. Pytanie więc, jak to się stało, że ponad 90% upraw soi, kukurydzy czy bawełny w USA do dziś obsiewa się nasionami GMO od RANDAPO? Ile miliardów dolarów Monsanto i Bayer zostawili w sądach? Dlaczego rakotwórczy środek został uratowany przez interwencję państwa i nadal może truć ludzi na całym świecie? Kto robi na tym fortunę i czego możemy się z tej historii nauczyć?
Ta trudna sztuka się udała. Glifosat zabija niemal wszystkie rośliny i to bardzo szybko. Jest też tani i nieskomplikowany w produkcji dla nowoczesnej firmy chemicznej. Monsanto opracowało i opatentowało stosowanie glifosatu do zabijania chwastów na początku lat siedemdziesiątych i po raz pierwszy wprowadziło go na rynek w 1974 roku właśnie pod marką RANDAB. Roundup od początku był reklamowany jako wyjątkowo bezpieczny, znacznie bezpieczniejszy od wszystkich innych herbicydów dostępnych na rynku. Niektórzy z pierwszych przedstawicieli handlowych firmy twierdzili nawet, że jest na tyle bezpieczny, iż można go wypić, a także, że jest bezpieczniejszy od soli kuchennej.
W 2008 roku naukowcy amerykańskiego ministerstwa rolnictwa opisali glifosat jako praktycznie idealny herbicyt. Dwa lata później jeden z nich poszedł z tym jeszcze dalej twierdząc, że glifosat jest jednym z tych odkryć ostatnich 100 lat, które są tak ważne dla niezawodnej globalnej produkcji żywności jak penicylina w walce z chorobami. To naprawdę mocne słowa i to o środku chwastobójczym. O co dokładnie chodziło, że aż tak wysoko oceniali go specjaliści od rolnictwa w USA? Odpowiedź znajdziemy w tym, co stało się w 1996 roku, ponad dwie dekady po tym, jak Monsanto zaczęło produkować Rundup. To na rynek amerykański gigant wypuścił pierwszą zmodyfikowaną genetycznie soję, Randap Redi.
Dzięki przeprowadzonej modyfikacji była odporna na glifosat. Tym samym wylanie na nią całego Randapu zupełnie jej nie przeszkadzało. To był iście szatański wynalazek. Dzięki niemu farmer mógł kupić ziarna modyfikowanej genetycznie soi, zasiać je na swoim polu i potem od czasu do czasu polewać randapem. Ten następnie zabijał wszystkie chwasty dookoła i nie niszczył przy tym żadnej soi. W kolejnych latach Monsanto wprowadziło na rynek kolejne rośliny typu Randa Predi. Kukurydzę w 1998, bawełnę i rzepak w 1997, a około 2005 roku lucerne i buraki cukrowe. Przy okazji też firma stworzyła kukurydzę i bawełnę w odmianach, które samodzielnie produkowały pestycydy zabójcze dla owadów.
Ten sukces stał się zresztą widoczny nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Wielkoobszarowe rolnictwo w Ameryce Południowej również przeszło na plantację Randa Predi. Tak jest chociażby w Brazylii i w Argentynie. Między innymi właśnie dlatego tyle jest kontrowersji wokół umowy Unii z państwami Mercosur, bo w Europie większość używanych tam substancji została zakazana w obawie o zdrowie obywateli. Ta technologia jest też bardzo popularna w Kanadzie oraz nieco mniej w Indiach, gdzie dotyczy głównie bawełny. W Chinach korzysta się z niej głównie do produkcji soi przeznaczonej na pasze. Jak widać, nawet Chińczycy mają pewne opory, aby karmić swoich obywateli dobrami z pól polewanych randapem. Jeszcze mocniejsze są tutaj obawy w Unii Europejskiej.
Tak się składa, że Europejczycy nigdy nie musieli delektować się produktami rolnymi Randa Predi. W większości krajów Unii obowiązuje bowiem zakaz upraw modyfikowanych genetycznie. U nas to zaledwie promil całego rynku upraw. Nie jesteśmy jednak całkowicie tego ryzyka pozbawieni, ponieważ jednocześnie importujemy na kontynent m.in. spore ilości genetycznie modyfikowanej soi wykorzystywanej na pasze. W Europie ograniczone jest też samo stosowanie Rundupu. Stosuje się go głównie do odchwaszczania, a nie na przykład do zabijania roślin przed zbiorem, co chętnie robiono w USA, aby ułatwić sobie żniwa. Problem Rundupu na pewno nie jest więc wielkim problemem w Europie, ale na świecie, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych, stał się niemal gwoździem do trumny legendarnej niemieckiej firmy.
Tysiące procesów i miliardy odszkodowań. Jak sukces Randapa zamienił się w koszmar? Amerykańska firma uważała, że Randap to samo dobro i zero toksyczności. Na etykietach preparatu nie było żadnych ostrzeżeń, chociażby, że może być rakotwórczy, ani też zaleceń, aby przy jego aplikacji odpowiednio się ubrać. Co ciekawe, największe na świecie agencje rządowe odpowiadające za bezpieczeństwo środowiskowe również podzielały te opinie. Przez lata dominująca ocena regulatorów była więc dla Monsanto bardzo wygodna. Nie było większych badań, więc nie było też większych podstaw, aby ostrzegać na etykiecie przed ryzykiem, na przykład zachorowania na raka. Dopiero z biegiem lat okazało się dlaczego panowała taka zmowa milczenia.
To co się wam przydarzyło wynika z tego, że nie umieściliście na rundupie ostrzeżenia na etykiecie i kosztowało was to 11 miliardów dolarów. Witamy w amerykańskim systemie prawnym. Trump rusza na pomoc. Czy randap jest zbyt ważny, aby być szkodliwym? Jedno jest w tej historii pewne. Problemu z randapem nie da się łatwo i szybko rozwiązać. Wielki agrobiznes nie jest w stanie żyć bez niego. Amerykańskie rolnictwo po prostu nie może w krótkim czasie rozstać się z tym środkiem. Zarówno z powodów zdrowotnych, technologicznych, jak i ekonomicznych. Jedną z głównych obaw jest to, że cokolwiek zastąpi randap lub glifosat może okazać się bardziej toksyczne. Jest to więc duży powód do niepokoju w środowisku rolniczym, kiedy patrzy się na potencjalne zamienniki.
Na ten moment nie mamy tak naprawdę naturalnego zastępstwa dla glifosatu. Stanowi on tak istotną część amerykańskiego systemu rolniczego. Otóż to zablokowanie stosowania glifosatu mogłoby mówiąc krótko wywrócić całe amerykańskie rolnictwo. Pamiętajmy, że wszystkie najważniejsze uprawy w USA są teraz niemal wyłącznie oparte na roślinach z tzw. randa predii. Skalę tego problemu szybko dostrzegła administracja Donalda Trumpa. Przedstawiciele prezydenta i całego państwa szybko zaczęli więc działać. W grudniu 2025 D. John Sawyer jako Solicitor General USA złożył przed Sądem Najwyższym stanowisko Stanów Zjednoczonych, popierające argumenty Bayera.
Chodziło o arcyważną sprawę Monsanto vs Durnell, w której USA poparło Monsanto również na etapie merytorycznym w marcu tego roku. Koncern Bayer wyraził poważną obawę, że jeśli te zobowiązania prawne, jeśli nadal będą mierzyć się z miliardowymi odszkodowaniami w USA, mogą być zmuszeni do wycofania glifosatu z rynku. Administracja Trumpa przekonywała, że byłoby to naprawdę katastrofalne w skutkach. Nie każdy zgadza się z tą oceną, ale bez wątpienia wywołałoby to ogromne zakłócenia. Wsparcie Białego Domu mogło więc mieć znaczący wpływ na wyrok, który zapadł pod koniec czerwca. Co z niego wynika? Pewnie już się domyślacie. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wstrzymał rozpatrywanie tysięcy pozwów w sądach stanowych, oskarżających firmę Bayer za nieostrzeżenie użytkowników, że substancja czynna zawarta w herbicydach RANDAP powoduje raka.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
BAYER i MONSANTO JAK TRUJĄ ŚWIAT #BizON