BAYER i MONSANTO JAK TRUJĄ ŚWIAT #BizON
BAYER i MONSANTO JAK TRUJĄ ŚWIAT #BizON
63 miliardy dolarów. Tyle niemiecki Bayer w 2018 roku zapłacił za amerykańską firmę Monsanto. Wystarczyło zaledwie kilka lat, aby początkowa euforia zamieniła się w prawdziwy koszmar, a kurs akcji firmy skurczył się do jednej czwartej wartości z czasu głośnego przejęcia. Ktoś katastrofalnie niedoszacował skali amerykańskich sporów prawnych. Monsanto ma zapłacić 289 milionów dolarów odszkodowania za to, że nie ostrzegło o ryzyku zachorowania na raka związanym ze stosowaniem swoich środków chwastobójczych. Pomyślcie tylko o rozmiarach tego błędu. W najgorszym momencie z kapitalizacji Bayeru wyparowało ponad 80 miliardów dolarów.
czyli jakieś 80% wartości całej firmy. Jeden z najstarszych i najbardziej szanowanych koncernów chemiczno-farmaceutycznych na świecie kupił spółkę, którą ekolodzy od lat nazywali największym trucicielem planety. Niemiecki gigant przejął przy tym w spadku tysiące procesów sądowych, między innymi Oranda. Pytanie więc, jak to się stało, że ponad 90% upraw soi, kukurydzy czy bawełny w USA do dziś obsiewa się nasionami GMO od RANDAPO? Ile miliardów dolarów Monsanto i Bayer zostawili w sądach? Dlaczego rakotwórczy środek został uratowany przez interwencję państwa i nadal może truć ludzi na całym świecie? Kto robi na tym fortunę i czego możemy się z tej historii nauczyć?
Zatem czas to pieniądz, więc... Zaczynajmy. Historia Bayeru i Monsanto, przełomowe odkrycia i bolesne związki z państwem. Kiedy w Polsce trwało jeszcze styczniowe powstanie pod rosyjskim zaborem, zachód Niemiec przechodził gwałtowną i silną industrializację. I to właśnie tam, dokładniej w miasteczku Barmen na terenie nadrenni północnej Westfalii, dwóch Friedrichów założyło pewną spółkę, która później odmieni życie milionów ludzi na całym świecie. Pierwszym z nich był Johann Friedrich Wescott. Pochodził z rodziny od wieków zajmującej się farbiarstwem. Nie miał jeszcze 16 lat, kiedy już terminował w warsztacie ojca, a potem dorobił się własnej farbiarni.
Koncern stworzył m.in. szereg leków uznawanych za przełomowe w leczeniu chorób układu krążenia Poprawa jakości życia, właśnie na tym opiera się działalność Bayera. Firma stawia czoła najpilniejszym globalnym wyzwaniom, nieustannie opracowując nowe rozwiązania. Jak to czasem w tego rodzaju firmach bywa, zdarzało się, że jakiś preparat lub lek okazywał się nietrafiony albo po prostu nie działał. Niemiecka firma wycofywała go wtedy z rynku, wypłacała odszkodowanie i zapominała o sprawie. W rozwijanej wtedy w Ameryce firmie Monsanto było zupełnie inaczej. W historiach tych firm znajdziemy wiele podobnych wątków, ale też wyraźne różnice w podejściu do odpowiedzialności i ludzkiego zdrowia.
Monsanto powstało kilkadziesiąt lat później niż Bayer. Firmę założył John Francis Quinney, weteran rodzącego się przemysłu farmaceutycznego. Od początku istnienia miała to być spółka chemiczna. Pierwszymi produktami firmy były towarowe dodatki do żywności, Takie jak sztuczny słodzik, sacharyna, kofeina i wanilina. W latach 20. XX wieku Monsanto rozszerzyło działalność na podstawowe chemikalia przemysłowe. Takie jak chociażby kwas siarkowy. Firma niemal od początku swojej historii nie miała większych dylematów związanych z produkcją szkodliwych lub niebezpiecznych substancji. Z drugiej zaś strony robiła bardzo wiele, aby te działania ukrywać przed władzą, regulatorem i opinią publiczną. W 1926 roku założyła na przykład miasteczko przemysłowe o nazwie Monsanto, później Soget w Illinois.
Dlaczego akurat tam? Bo właśnie tam mieli minimalne regulacje środowiskowe i niższe podatki. 9 lat później Monsanto kupiło firmę chemiczną zwaną Swan Chemical Company w Anniston w Alabamie. W której udało się opracować opłacalną przemysłową produkcję polichlorowanych bifenyli, tak zwanego PCB, czyli bardzo trwałych i zarazem toksycznych związków przemysłowych. Jeden z historyków napisał potem, że duch słon Chemical Company stał się już na zawsze kulturą korporacyjną w Monsanto. O co dokładnie chodziło? Otóż w praktyce oznaczało to akceptację wysokiego ryzyka środowiskowego i zdrowotnego, W imię postępu technologicznego i oczywiście zysków. Firma zawsze miała silne przemysłowe podejście.
Była nastawiona przede wszystkim na produkcję masową i wejście na nowe rynki chemikaliów, nawet bez pełnego rozpoznania skutków ubocznych. W jej korporacyjnym amerykańskim DNA absolutnym celem nr 1 była ekspansja i komercjalizacja innowacji, a kwestie bezpieczeństwa i odpowiedzialności publicznej schodziły na dalszy plan. W konsekwencji historia Monsanto to w zasadzie niekończąca się ścieżka procesów sądowych. Były ich dosłownie dziesiątki tysięcy. Firmę pozywano regularnie i to na całym świecie, a w USA tak naprawdę najczęściej. Zwykle były to procesy o zanieczyszczenie środowiska jej preparatami oraz konsekwencje zdrowotne dla lokalnej społeczności. Na odszkodowania Monsanto wydało co najmniej kilkanaście miliardów dolarów.
Większość z nich dotyczyła popularnego środka znanego jako Rundup. Jednak potężnych środowiskowych i zdrowotnych wpadek Monsanto miało zdecydowanie więcej. Koncern był na przykład przez kilkadziesiąt lat, aż do 1977 roku, największym producentem wspomnianego PCB. O szkodliwości tych związków wiedziano już natomiast w latach 30., kiedy Monsanto rozwijało ich produkcję. Z czasem przybywało natomiast dowodów, że PCB są toksyczne, wyjątkowo trwałe i kumulują się w organizmach. Mimo tego przemysłowa produkcja trwała w najlepsze przez dziesięciolecia. Produkowano je, bo miały sporo zalet. Wykorzystywano je m.in. jako chłodziwa w transformatorach i kondensatorach wysokiej mocy.
Były też stosowane jako plastyfikatory i dodatki do tworzyw sztucznych, gumy, żywic i lakierów. Zwiększały przy tym elastyczność oraz odporność na ścieranie i temperaturę. Niestety, ale w trakcie produkcji tego jakże popularnego środka Monsanto często ignorowało, delikatnie mówiąc, podstawowe zasady bezpieczeństwa środowiskowego. W Anniston w Alabamie lokalna fabryka Monsanto świadomie odprowadzała zarówno odpady rtęciowe, jak i odpady obciążone PCB do lokalnych potoków i to przez ponad 40 lat. Mało tego, w 1969 roku firma zrzuciła 45 ton PCB do Snow Creek rzeki, która pośrednio dostarczała większość wody pitnej w okolicy.
Ugoda ta została odrzucona, a procesy ciągnęły się dalej jeszcze przez długie lata. Jeden z finałów miały zresztą dopiero niedawno. W styczniu 2025 roku ława przysięgłych przyznała 100 milionów dolarów odszkodowania od Monsanto, a tym samym od Bayeru, czterem osobom. Twierdziły one, że zachorowały wskutek ekspozycji na PCB w szkole w Monroe w stanie Washington. Dopiero na początku 2026 roku Bayer poinformował o poufnych ugodach kończących 8 pozostałych wyroków związanych z tą szkołą. I na tym długa lista przewinień Monsanto wcale się nie kończy. O kolejnych odszkodowaniach związanych z PCB zapewne wkrótce znowu usłyszymy. Do tego Monsanto dysponuje również w swoim portfolio tak zwanym DDT oraz wojskowym herbicydem znanym pod nazwą Agent Orange.
Pierwszy z tych preparatów to silny środek owadobójczy masowo stosowany w czasach II wojny światowej i po niej. Obecnie wiemy już, że jest silnie toksyczny i dewastujący środowisko. W kolejnych dekadach jego stosowanie było w coraz większej liczbie krajów zakazywane lub mocno ograniczane. W USA zasadniczy zakaz wszedł w życie w 1972 roku, choć na świecie DDT do dziś może być wyjątkowo stosowane do zwalczania wektorów chorób. Co nie zmienia faktu, że Monsanto swego czasu produkowało go tonami, jak najdłużej tylko mogło. Bez obaw co do skutków ubocznych i późniejszych procesów. Z kolei tak zwany Agent Orange to wojskowa nazwa bardzo silnego herbicydu defoliantu, używanego masowo przez armię USA podczas wojny w Wietnamie.
Preparat ten zawiera jednak wysoce toksyczną substancję chemiczną, która powoduje nowotwory oraz ciężkie wady wrodzone u dzieci. Koncern Monsanto dostarczał ten związek amerykańskiej armii w tysiącach ton. Był przy tym jednym z kilku jego producentów. Przez to tak naprawdę do dzisiaj jego prawnicy muszą odpierać pozwy m.in. byłych żołnierzy USA albo pracowników, którzy byli narażeni na kontakt z preparatem i przez to ciężko zachorowani. Rundup, czyli gwóźdź do trumny Bayeru. Dlaczego zna go każdy rolnik na świecie? Wszystkie wspomniane przed chwilą prawne boje bledną jednak przy sprawie Rundupu. To produkt, który zrewolucjonizował amerykańskie rolnictwo, przyniósł Monsanto miliardy dolarów przychodów, a później wpakował koncern w potężne tarapaty.
O mały włos nie zatopił też całego Bayeru. Historia Rundupa zaczęła się w Szwajcarii. To tam w 1950 roku Henry Martin, Chemik pracujący dla firmy farmaceutycznej SILAC po raz pierwszy zsyntetyzował glifosat, czyli substancję czynną w randapie. Co ciekawe, jego pierwotnym celem podobno miało być czyszczenie rur. Okazało się jednak, że substancje tworzące kamień, jak magnez i wapń, są również substancjami odżywczymi roślin. Dlatego gdy w farmacji nie znaleziono zastosowania dla płynu martina, 20 lat później w laboratorium Monsanto glifosat odkryto Zrobił to pewien chemik John E. Franz, którego poproszono o stworzenie silnego herbicydu, czyli środka chwastobójczego.
Ta trudna sztuka się udała. Glifosat zabija niemal wszystkie rośliny i to bardzo szybko. Jest też tani i nieskomplikowany w produkcji dla nowoczesnej firmy chemicznej. Monsanto opracowało i opatentowało stosowanie glifosatu do zabijania chwastów na początku lat siedemdziesiątych i po raz pierwszy wprowadziło go na rynek w 1974 roku właśnie pod marką RANDAB. Roundup od początku był reklamowany jako wyjątkowo bezpieczny, znacznie bezpieczniejszy od wszystkich innych herbicydów dostępnych na rynku. Niektórzy z pierwszych przedstawicieli handlowych firmy twierdzili nawet, że jest na tyle bezpieczny, iż można go wypić, a także, że jest bezpieczniejszy od soli kuchennej.
W 2008 roku naukowcy amerykańskiego ministerstwa rolnictwa opisali glifosat jako praktycznie idealny herbicyt. Dwa lata później jeden z nich poszedł z tym jeszcze dalej twierdząc, że glifosat jest jednym z tych odkryć ostatnich 100 lat, które są tak ważne dla niezawodnej globalnej produkcji żywności jak penicylina w walce z chorobami. To naprawdę mocne słowa i to o środku chwastobójczym. O co dokładnie chodziło, że aż tak wysoko oceniali go specjaliści od rolnictwa w USA? Odpowiedź znajdziemy w tym, co stało się w 1996 roku, ponad dwie dekady po tym, jak Monsanto zaczęło produkować Rundup. To na rynek amerykański gigant wypuścił pierwszą zmodyfikowaną genetycznie soję, Randap Redi.
Dzięki przeprowadzonej modyfikacji była odporna na glifosat. Tym samym wylanie na nią całego Randapu zupełnie jej nie przeszkadzało. To był iście szatański wynalazek. Dzięki niemu farmer mógł kupić ziarna modyfikowanej genetycznie soi, zasiać je na swoim polu i potem od czasu do czasu polewać randapem. Ten następnie zabijał wszystkie chwasty dookoła i nie niszczył przy tym żadnej soi. W kolejnych latach Monsanto wprowadziło na rynek kolejne rośliny typu Randa Predi. Kukurydzę w 1998, bawełnę i rzepak w 1997, a około 2005 roku lucerne i buraki cukrowe. Przy okazji też firma stworzyła kukurydzę i bawełnę w odmianach, które samodzielnie produkowały pestycydy zabójcze dla owadów.
Jaki był tego efekt? Farmerzy wręcz rzucili się na te wynalazki. Skala tego sukcesu była absurdalna. Wyobraźcie sobie, że dzisiaj w USA w zasadzie nie uprawia się już innej soi, kukurydzy i bawełny niż te zmodyfikowane genetycznie. Dobrze słyszeliście, ponad 90% amerykańskiego areału soi, kukurydzy i bawełny obsiewa się wyłącznie odmianami genetycznie zmodyfikowanymi, odpornymi na herbicydy, szkodniki albo łączącymi w sobie obie te cechy. Świetnie wzrost popularności upraw tzw. GMO pokazuje choćby ten wykres. A więc koncern Monsanto na zawsze zmienił oblicze rolnictwa w USA, jak nikt inny wcześniej, ułatwiając przy tym przejście do całkowicie fabrycznej produkcji żywności.
Tysiące procesów i miliardy odszkodowań. Jak sukces Randapa zamienił się w koszmar? Amerykańska firma uważała, że Randap to samo dobro i zero toksyczności. Na etykietach preparatu nie było żadnych ostrzeżeń, chociażby, że może być rakotwórczy, ani też zaleceń, aby przy jego aplikacji odpowiednio się ubrać. Co ciekawe, największe na świecie agencje rządowe odpowiadające za bezpieczeństwo środowiskowe również podzielały te opinie. Przez lata dominująca ocena regulatorów była więc dla Monsanto bardzo wygodna. Nie było większych badań, więc nie było też większych podstaw, aby ostrzegać na etykiecie przed ryzykiem, na przykład zachorowania na raka. Dopiero z biegiem lat okazało się dlaczego panowała taka zmowa milczenia.
Tak się składa, że już w 2003 roku główny toksykolog Monsanto napisał w e-mailu tak. Nie można twierdzić, że Rundup nie jest rakotwórczy. Nie przeprowadziliśmy niezbędnych badań całej formulacji, które pozwalałyby wydać takie stwierdzenie. Rozumiecie to? Wewnątrz firmy panowało przekonanie, że wszystko powinno być w porządku, ale tak naprawdę to nikt tego przez dekady nie sprawdził. Prędzej czy później moment odraczanej przez lata weryfikacji musiał jednak nadejść. Jednym z najgłośniejszych alarmów medialnych było wtedy badanie opublikowane w 2012 roku, Przez zespół francuskiego biologa Gillesa Erika Seraliniego, w którym karmiono szczury zmodyfikowaną genetycznie kukurydzą, w niewielkim stopniu zanieczyszczoną randapem.
Monsanto oczywiście nie zgodziło się z wnioskami tych badań i wezwało WHO do zwołania pilnej narady. Odbyła się ona w 2016 roku i była dla firmy kluczowa. Nieco oddaliła bowiem ryzyko w czasie. W komunikacie wydanym po naradzie stwierdzono, że zarówno genotoksyczność, jak i rakotwórczość glifosatu dla ludzi jest mało prawdopodobna przy jego przewidywanej zawartości w diecie. Zwróćmy jednak uwagę na specyficzne wyrażenie przy jego przewidywanej zawartości w diecie. A co jeśli ktoś z tym run-upem przesadzi, bo na przykład codziennie przez lata pracuje przy opryskiwaniu pól? Może i nie zajada się tym run-upem kilogramami, ale środek na nim osiada, dostaje się do płuc, oddycha nim i tak dalej i tak dalej.
Czyli klasyczny brak dowodów, bo umrzeć można przecież na wszystko. To jednak nie zakończyło tej historii. To, że Rundup może być jednak zabójczy, najpierw zasugerowały pierwsze relacje z miejsc, gdzie zaczął być masowo stosowany, wraz z uprawami Rundup Ready. A potem nastąpiła prawdziwa lawina procesów sądowych, wytoczonych Monsanto przez ludzi, którzy byli narażeni na długotrwałą ekspozycję na Rundup i, jak twierdzą, w związku z tym ciężko się rozchorowali. Zarzucali koncernowi Monsanto przede wszystkim brak odpowiednich ostrzeżeń na etykietach. Tak mówił chociażby w wywiadzie dla Deutsche Welle argentyński lekarz Avila Váquez w 2016 roku. My, lekarze, widzimy wyraźnie związek między zachorowalnością a stosowaniem glifosatu.
To, że jego obserwacje nie są oderwane od rzeczywistości, zaczęły też potwierdzać wyroki sądowe. Pierwszy głośny wyrok w sprawie zapadł w sierpniu 2018 roku, zaledwie dwa miesiące po tym, jak zakończyła się procedura zakupu Monsanto przez niemieckiego Bayera. Ława przysięgłych w Kalifornii przyznała wtedy aż 289 milionów dolarów Ogrodnikowi, Dwaynowi Johnsonowi, który zachorował na chłoniaka nieziarniczego. To naprawdę potworna odmiana nowotworu. Kwotę tę później co prawda mocno obniżono, ale dla Bayeru był to mocny sygnał alarmowy. Pan Johnson zachował dziś spokój na sali sądowej, gdy odczytywano wyrok. Dwayne Lee Johnson, pracownik odpowiedzialny za utrzymanie terenów szkolnych w rejonie San Francisco, opryskiwał preparatami Roundup przez około 4 godziny dziennie, wielokrotnie w ciągu roku.
Używał opryskiwacza zasilanego ciśnieniowo, rozpylając każdego ranka około 150 galonów preparatu. Jego narażenie na kontakt z tym środkiem było więc wyjątkowo duże. Niecały rok później zapada wyrok w podobnej sprawie małżeństwa Pilliod. W tej sprawie sąd przyznał bagatela 2 miliardy dolarów, później również mocno obniżone. To zaledwie dwa przykłady, natomiast pozwów związanych z run-upem przeciwko Monsanto i Bayerowi było w Stanach całe morze. Dokładniej odnotowano ich około 170 tysięcy do czerwca tego roku. Po przejęciu firmy Bayer wydał już około 10 miliardów dolarów na odszkodowania i ugody związane z falą spraw rundupu.
To jednak wcale nie koniec tego koszmaru i próby poszukiwania sprawiedliwości wśród osób poszkodowanych. W lutym 2026 MONSANTO zaproponowało jeszcze ogólnokrajowy program ugodowy o wartości do 7,25 miliardów dolarów. Koncern, którego właścicielem jest Bayer, dostał już nawet wstępną zgodę sądu, ale w chwili nagrywania filmu wciąż czeka na ostateczne zatwierdzenie. To naprawdę ogromne kwoty, które mocno cofnęły biznes niemieckiego giganta. Nie ma co się dziwić, że kurs Bayeru od lat niemal szoruje po dnie. Co ciekawe, w pewnym momencie z pomocą Monsanto, a tym samym Bayerowi, ruszył sam Donald Trump. Wielkie przejęcie z zamkniętymi oczami. Jak do niego doszło?
Zanim opowiem, co dokładnie zrobił amerykański prezydent, wróćmy jeszcze do samego zakupu Monsanto przez Bayer. Jak to się w ogóle stało, że poważna i ceniona niemiecka firma kupiła koncern, w którym chyba nikt dawno nie słyszał o czymś takim jak etyka w biznesie? Nie wiedzieli o tym zagrożeniu? Wiedzieli doskonale, tylko myśleli, że sobie z nim poradzą. Monsanto już wtedy cieszyło się złą sławą. Bayer złożył propozycję zakupu w maju 2016 roku, niedługo po tym, jak Międzynarodowa Agencja Badania Raka zaklasyfikowała glifosat jako substancję prawdopodobnie rakotwórczą dla ludzi i w chwili, kiedy w Brukseli Komisja Unii Europejskiej zastanawiała się, czy przedłużyć autoryzację rynkową glifosatu. Werner Baumann, szef Bayera, mówił wtedy, że jego firma
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
BAYER i MONSANTO JAK TRUJĄ ŚWIAT #BizON