Mentionsy Mentionsy
DZIEŃ DOBRY, TO JA! ROZMOWY INNE NIŻ WSZYSTKIE W RADIU KIELCE
DZIEŃ DOBRY, TO JA! ROZMOWY INNE NIŻ WSZYSTKIE W RADIU KIELCE

Sławomir Szmal - piłkarz ręczny, prezes ZPRP

01.06.2025 ·48 min 1 s · 17 rozdziałów

Skromny chłopak z Zawadzkiego chciał pracować w hucie jako tokarz, a został najlepszym piłkarzem świata. Sławomir Szmal, prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce był gościem programu „Dzień dobry, to ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce”. W rozmowie z Magdą Galas-Klusek i Tomkiem Dudkiem Sławomir Szmal opowiedział o swoim dzieciństwie i młodości. Wspominał, że urodził się w Strzelcach Opolskich, ale swoje dzieciństwo i młodość spędził w Zawadzkiem. W kilkutysięcznym miasteczku na Górnym Śląsku głównym ośrodkiem pracy była huta i właśnie tam swoją przyszłość widział młody Szmal. - Miałem 17 lat i chciałem zostać w Zawadzkiem. Skończyć technikum i pracować w hucie. To była jedyna perspektywa pracy w mieście. Zakochałem się i wydawało mi się, że nie da się łączyć piłki ręcznej, w którą grałem od najmłodszych lat, ze związkiem - mówi Sławomir Szmal. Jego pierwsza miłość okazała się tą jedyną na całe życie. Anetę, również piłkarkę ręczną, poznał podczas nocnego czuwania w kościele. - Jeździłem do niej codziennie 13 kilometrów rowerem. Wtedy nie było jeszcze telefonów komórkowych, komunikacji internetowej. Kiedy trenowałem w Krakowie do Anety jeździłem już pociągiem - wspomina. Sportu nie porzucił dzięki szczęśliwemu splotowi zdarzeń oraz rozmowom z bliskimi. Sławomir Szmal do dziś nie przepada za dużymi miastami. I dlatego, chociaż obecne obowiązki prezesa PZPR pełni w Warszawie, to codziennie dojeżdża do stolicy z podkieleckiej Bilczy. - Lubię spokój, nie przepadam za miejskim zgiełkiem. Kiedy skończyłem karierę bramkarza i zacząłem pracować w Związku Piłki Ręcznej w Polsce myślałem, że będę miał więcej czasu. Niestety mam go znacznie mniej niż wcześniej. Jak skończy się moja kadencja prezesa ZPRP chcę się jeszcze nauczyć nowych rzeczy, na przykład tańczyć. Uwielbiam też grać w bilard, jeździć na rowerze i motocyklu. Może kiedyś założę agroturystykę, albo będę pływał żaglówką? – mówi. Ojciec Sławomira Szmala był piłkarzem ręcznym, ale mimo to „Kasa” swoich sił początkowo próbował w piłce nożnej. – Byłem zbyt energicznym chłopakiem. Kilka bramek w ciągu 90-minutowego meczu nie mogło się równać z dynamiką gry w piłkę ręczną, gdzie bramek pada kilkadziesiąt – wyjaśnia. Sławomir Szmal po zakończeniu kariery zaczął działać w Związku Piłki Ręcznej w Polsce. - Dzieci bardzo dużo korzystają z telefonów komórkowych. Czytałem, że w ciągu dnia mają ponad tysiąc strzałów dopaminy, hormonu szczęścia do mózgu. Dla porównania dorośli mają ich 200. Oni mają w telefonach tylko szczęście, ciężko ich przekonać, żeby spróbowali czegoś innego. Sport, trening może być jednym ze sposobów – mówi.

Dzień dobry, to ja. Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce. Na spotkanie zapraszają Magdalena Galas-Klusek i Tomek Dudek. Witamy serdecznie w programie DZIEŃ DOBRY, TO JA! Rozmowy inne niż wszystkie. Przed nami kilka chwil, które spędzimy razem, rozmawiając o tym, co ważne, co ciekawe, a czasem o tym, co zaskakujące. A dziś naszym gościem będzie prawdziwa legenda nie tylko polskiego, ale także i światowego sportu. I pozwolą państwo, że posłużę się notatkami. Reprezentant kraju, rekordzista pod względem liczby oficjalnych spotkań międzynarodowych w kadrze seniorskiej, wicemistrz świata, brązowy medalista, mistrzostw świata, dwukrotny uczestnik Igrzysk Olimpijskich, a aktualnie prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce, Sławomir Szmal.

Szmal, dzień dobry panie Sławku, to pan? Dzień dobry, witam serdecznie. Czy trudniej obronić bramkę w ostatniej sekundzie meczu, czy czas dla siebie po takim życiu poza karierą sportowca czynnego, zawodowego? Mam problem, jeżeli chodzi o czas, organizację czasu, bo czasami doba staje się za krótka. Czasami jest problem ze znalezieniem jednego dnia w tygodniu, żeby pozbierać myśli i móc wypocząć. Pamiętam to, co po karierze rozmawiałem z małżonką, mówię, ok, teraz będziemy mieli trochę więcej czasu dla siebie. W tym momencie się okazuje, że jest to zdecydowanie mniej. Ale kadencja prezesa to są 4 lata i chciałbym ten czas wykorzystać maksymalnie na ile mogę, bo cele idąc do Związku Piłki Ręcznej, miałem założone to co chciałbym wchodząc do tej struktury, żeby pomóc dyscyplinie i co dalej to zobaczymy, bo rozumiem też jak bardzo jest ważne budowanie relacji z najbliższymi i to też jest ważne w życiu.

Ja miałem mam, fajną rodzinę, fajny dom, dużo rodzeństwa. No i tego podwórka było oczywiście również masę. Bardzo dużo spędzałem czasu na podwórku. I to też zasługa rodziców, że oni potrafili to wszystko łączyć. Wiadomo, to były też inne czasy, jeżeli chodzi o zamożność, w jakich teraz żyjemy, a wtedy, gdzie tak naprawdę na koniec miesiąca, pamiętam, że szukaliśmy złotówek, żeby kupić bochenę chleba na weekend, ale bardzo mile wspominam. To jest taki czas, gdzie człowiek tęskni. A za czym najbardziej się tęskni, jeśli chodzi o te pierwsze lata życia? Wiesz co, nad bliskością z innymi ludźmi, bo to było bardzo ważne, nad taką szczerością, którą właściwie w domu budowaliśmy, patrząc teraz, ile mamy w ogóle kontaktu, jeżeli chodzi z najbliższymi, to tam było zdecydowanie częstszy kontakt z tymi bliskimi.

Cóż jeszcze? To podwórko, które łączyło całe środowisko i tak naprawdę marzeniem każdego dziecka było, żeby na tym podwórku spędzał jak najwięcej czasu. Ja miałem to szczęście, że na tym podwórku była duża grupa ludzi, którzy wydaje mi się nie psociła, była ukształtowana, wiedziała mniej więcej jak się bawić i w którą stronę chce iść. I to było fajne. Urodziłeś się w Strzelcach Opolskich, to było blokowisko, czyli te pierwsze lata życia spędziłeś właśnie w blokowisku, czy to było gdzieś pod Strzelcami Opolskimi? Jakie było to otoczenie twojego dzieciństwa? Ja się urodziłem w Strzelcach Opolskich, ale całe życie do 2018 roku mieszkałem w Zawadzkim. Jest to miasteczko, około 8-10 tysięcy mieszkańców, było 10, jednak jest migracja, więc teraz w tych czasach to 8 tysięcy.

Mieszkałem na blokowisku, gdzie skupiało dużą liczbę młodzieży i tak naprawdę tam żeśmy próbowali przeróżnych rzeczy. Ja miałem te pecha, że zawsze ja wpadałem, jak zrobiliśmy coś głupiego, A robiliśmy też takie rzeczy, więc największą karą było oczywiście zakaz pójścia na dwór, więc to się wiązało z tym, że bardzo dużo się przez to też nauczyłem, chociażby przez to, że lubię być perfekcjonistą w niektórych rzeczach, więc jak miałem za karę posprzątać mieszkanie, to było posprzątane picobello, żeby jak najszybciej móc iść na dwór. To jest takie trochę nie do pomyślenia. Czasami trzeba dzieci siłą wypychać na podwórko. To jest jakby szeroki temat i to mnie bardzo interesuje, jeżeli chodzi o tą młodzież, bo uważam, że my mamy problem. My jako dorośli, ale też młodzież o zagospodarowanie naszego czasu.

I teraz ja się interesowałem bardzo często sytuacją, gdzie młody człowiek ci się urzeczy, spędza więcej czasu przed ekranem, albo telefonem, albo telewizorem. Będąc na pewnym wykładzie usłyszałem w Niemczech, że dzieciak, który spędza przed tym telefonem, komputerem, czas to dostaje 1200 szał dopaminy do mózgu. My, osoby, które normalnie funkcjonują i czasami spojrzysz na telefon, Ja nie mam czasu na gry, ale raz jakiś czas zagrasz, to masz tych szczałów 200 dopaminy do mózgu i teraz jak się zastanowimy, on ma tam cały czas szczęście i teraz weź przekonaj go, że jak wyjdzie na zewnątrz, będzie miał coś lepszego, no nie do końca i teraz ty musisz zorganizować ten czas tak naprawdę, żeby on się spełniał, a nie tylko mówić, że stary jesteś uzależniony, bo ja ten sam błąd popełniałem z moim młodym i to jest kwestia, gdzie wiem, że tutaj mamy dużo do poprawy, do przerobienia.

Jesteś sentymentalny, wracasz często do tych wspomnień, o których dzisiaj rozpoczynamy naszą rozmowę, czyli do tego domu rodzinnego, do tych czasów, kiedy byłeś nastolatkiem? Często nie, nie. Ja staram się żyć, planując przyszłość, jakby wracając, ewentualnie zwracam uwagę tam, gdzie popełniałem błędy, jeżeli chodzi o ten czas, który minął, ale raczej planuję, lubię planować to, co przede mną i starać się realizować te plany. Kto był pierwszym autorytetem w dzieciństwie? Chyba jak u każdego dzieciaka, rodzic, tata był takim autorytetem, który też zaraził ten sport w mojej ocenie, dla mnie, dla mojej osoby, bo była to osoba, która uprawiała jeszcze sport, była trenerem.

Fakt, że on nie powiedział, że Sławek, chodź pójdziesz na trening piłki ręcznej, bo ja to sam zrobiłem, wydaje mi się, że już świadomie, pomimo młodego wieku życia. Długi okres czasu był ojciec. Ta piłka ręczna często nazywana jest sportem w niektórych miejscach w naszym kraju, sportem takim drugiego, trzeciego, a może szóstego wyboru, bo ta piłka nożna jest popularna. Nie miałeś ochoty zostać najlepszym bramkarzem na świecie, ale w piłce nożnej. I tu Cię zaskoczę. Nie wiem, czy miałem zamiar zostać najlepszym piłkarzem w piłce nożnej, ale stanąłem w piłce nożnej na bramce, grałem jeden sezon w lidze, już nie pamiętam, chyba juniora młodszego i było to dla mnie za nudny sport, za mało się działo, za mało emocji.

Nie tylko swoje pokoje, ale mieliśmy obowiązek nie domu. Mieszkaliśmy w mieszkaniu trzypokojowym, ale to były nasze obowiązki. Najczęściej sprzeczki z rodzeństwem, kto za co jest odpowiedzialny, ale tak jak teraz spotykamy się i mama opowiada, no to jej najbardziej zależało, żebym ja robił ten ostatni szlif, bo wiedziała, że będzie czysto. A pamiętasz jakiś przedmiot z dzieciństwa, do którego miałeś niezwykłą słabość? Czy to może była piłka, czy książka, czy może coś innego? Słabość w sensie to, co lubiłem? Tak, taki talinizman może nawet. Jeżeli chodzi o przedmiot, to dla mnie ogólnie był ruch bardzo ważny. I ja byłem może dzieckiem, które być może miało ADHD, może nie, ale ja podczas wyjść tych nadwórstw, co się mówiło, bo w Krakowie na pole, to potrafiłem tę całą energię wydać na zewnątrz.

Bardzo nie lubiłem przegrywać i to był mój duży minus. Dla mnie porażka to była najgorsza rzecz. Potrafiłem płakać po banalnej chociażby grze w kapsle. Jak przegrałem, to się denerwowałem. I całe życie miałeś ten problem z przegrywaniem, z akceptowaniem tego, że ktoś może być lepszy? Wiesz co, sport mnie nauczył tego. Sport mnie nauczył tego, bo tych porażek w piłce ręcznej jest sporo i pamiętam takim dużym wyzwaniem było dla mnie. Ja długo się tego też nie nauczyłem, taka jest prawda, bo grając w Kielcach czasami po przegranym meczu miałem takie odczucie, że nie chcę wychodzić na miasto, bo czułem się oceniany. I po pewnym czasie doszedłem do tego, że tak naprawdę to jest mój problem, a nie innych ludzi, ale to widać, trzeba było 30 lat jednak pochodzić po świecie, żeby nauczyć się akceptować, że możesz też popełniać jakieś błędy i siłą rzeczy ty jesteś zawsze oceniany w sporcie, po każdym występie.

Sport to są emocje. Wspomniałeś o tym, że czasami łza może polecieć. A jak to jest ze sportowcami? Czy te łzy często w szatni się pojawiały przez te lata? Zależy od osoby, bo każdy chyba ten moment porażki próbuje w różny sposób odreagować. Różnie osoby reagują, też zależy, co stawiają na pierestale, co jest dla nich w tym momencie najważniejsze, ale łzy pojawiają się w sporcie i to i u mężczyzn, i u kobiet. A jak sobie radziłeś z tymi właśnie porażkami? Czy to samodzielnie, czy trener pomagał w takich sytuacjach? I to też różnie, bo miałem w karierze wielu trenerów i tak naprawdę od takich totalnie liberałów, którzy próbowali się zaopiekować zawodnikiem, do osób, które dosyć twardo traktowały zawodnika jako osobę.

Co też uważam nie jest do końca dobre, bo 50 minut słabo i 10 minut dobrze i mówię super, będziemy szukać pozytywów tylko tych z 10 minut, to jest za mało na piłkę ręczną, więc różne osoby są i różnie reagują. Niektórzy zawodnicy wystarczyło pochwalić za jedną akcję i on był w niebo wzięty, a niektóry przykład, często będę przywoływał przykład Karola albo na przykład Grzegorza Skarczyka. To są osoby, które tak trzeźwo oceniały tą sytuację, jak wyglądał cały przebieg meczu, więc rozumiały to, że czasami trener próbuje ich podnieść na duchu, pomimo tego, że są w słabej formie. A tata był bardziej tatą czy trenerem czasami? Teraz rozumiem, że miał trudną rolę, bo on był dla mnie na boisku bardzo wymagający. I ja to widziałem, ale ja to jak najbardziej szanowałem.

Właśnie koledzy zauważali podczas meczów, że bardzo dużo ode mnie wymaga, ale ja z tym nie miałem problemów. Ja to lubiłem, ja byłem taką osobą, która jakbyś mi powiedział, Sławek, chodź po meczu, pójdziemy sobie jeszcze pobiegać i coś, to ja śmiało szedłem i to robiłem. Ojciec był wymagający. A gdy były takie sytuacje, że trzeba było coś wyjaśnić, to było tylko spojrzenie od taty, czy umawialiście się już poza halą na długą rozmowę? Nie, wiesz co, tata jest osobą taką, jeżeli chodzi o kontakt, ten kontakt nie był taki bardzo ciepły. Tata pochodził z domu, gdzie tam jednak takie trochę wojskowe wychowanie było, więc ta miłość nie była tak pokazywana na zewnątrz, ale odczuwałeś to jako dziecko.

Hartował się wtedy twój charakter? Nie, nie, bo ja jestem taką osobą i też dzieciakiem, które miało i dobry kontakt z mamą, i z tatem, i z rodzeństwem. Raczej próbowałem te konflikty równoważyć, bo wiadomo, w wieku nastolatków mamy różne odpały, to ja byłem chyba najspokojniejszą osobą. A jeśli chodzi o mamę, bo skupiliśmy się na tacie, mama wymagała, żeby w sobotę dom był posprzątany. Czy jest łagodną osobą? Jakie mieliście relacje w dzieciństwie? Raczej łagodną. Pamiętam, że wiedziała, że ja nie lubię się uczyć z tatą, bo to było zabawne, ale to już nie będę opowiadał. A mama raczej była tą łagodniejszą, ale jak Był przekaz na różne zadania, no to pilnowała tego, żeby to było realizowane.

Sławku, powiedziałeś, że nie, ale pozwolisz, że będziemy brnąć w ten temat. Czyli co? Było rozrysowywanie taktyki na dyktandę? Ja mówię o nauce w szkole, bo podstawówka to był dla mnie taki okres, że naprawdę nauka dla mnie nie była najważniejsza. Ja nie byłem słaby w nauce, ale po prostu była drugorzędna, że tak powiem. I tutaj rodzice tego pilnowali. Jak słyszałem, że Sławek, weź zeszyt i siadamy, żeby się pouczyć, no to wszystko robiłem, żeby tego zeszytu nie przynieść, albo nie znaleźć go, albo na chętnie, żeby wyjść najszybciej na zewnątrz. Psu podrzucałeś przez ja, tak? A jak wyglądała taka pierwsza kłótnia z rodzicami? O sport czy o naukę? Kurczę, ja wam powiem, że ja nie pamiętam, żebym miał kłótnię z rodzicami.

Więc widziałem, że bardzo im zależy na tym, żeby nas dobrze wychować i nie, nie mógłbym nic takiego powiedzieć, że coś wywarło na mnie jakieś duże raczej, chociaż nie. Jedna rzecz, jedna rzecz teraz zastanawiam się była, to fakt taki był, że miałem trudny okres, jeżeli chodzi o swoją pierwszą miłość, moją obecną małżonkę. I chciałem rezygnować ze sportu, bo już tak ustalałem sobie życie i wiedziałem, że sport w tym wieku łączenie już powoli sportu zawodowego, bo to jeszcze nie był zawodowy, z bycie razem będzie bardzo trudne i tam miałem taki moment dwóch miesięcy, że mówię, dobrze, już chyba będę kończył przygodę z piłką ręczną. I kto właśnie sprawił, że... Tak się życie ułożyło, że pamiętam, że tata zerwał Achillesa na treningu i był w szpitalu i mama poprosiła to... Dostałem wtedy powołanie do reprezentacji Polski.

Tak było mniej więcej to wyliczone. A i w dniu meczowym Pójście do Baru Mlecznego w wyższym standardzie. Takie były te pierwsze kontrakty, ale bardzo mile wspominam. Mówiliśmy trochę o tych porażkach, ale w jednym z wywiadów mówiłeś, że takie pierwsze wypalenie zawodowe, poważniejsze, to było właśnie po wielkim sukcesie, jak się dostaliście do Ligi Mistrzów. Jak sobie radziłeś z sukcesami? Czy właśnie one były większym wyzwaniem niż tak naprawdę porażki? Trudny moment. Taki dla mnie to była sytuacja, gdzie wygraliśmy Ligę Mistrzów z zespołem z Kielc. 2016 rok. Wcześniej uzyskaliśmy awans na Igrzyska Olimpijskie i tak naprawdę jako sportowiec planujesz sobie, nie wiem, sezon.

20:20 · Trudny moment po Ligach Mistrzów 2

Dla mnie było planem też, żeby pojechać na Igrzyska Olimpijskie i powalczyć o medal. Teraz zdawałeś sobie sprawę, że cały sezon się przygotowujesz z jednej strony do Mistrzostw Polski, później w pomiędzyczasie miałeś Mistrzostwa Europy. Miałaś eliminację do Igrzysk Olimpijskich, walczyłaś o Ligę Mistrzów, eliminację do Mistrzostw Świata i masz pojechać zaraz na Igrzyska Olimpijskie i tam masz zaledwie 5 dni wolnego i zaczyna się później, zaraz po Igrzyskach Olimpijskich, nowy sezon. I wtedy taki pierwszy miałem moment, gdzie głowa powiedziała, jest to bardzo ciężkie, obciążające i tak dalej. I jedyny raz pamiętam, gdzie uciekałem przed ludźmi. To był taki moment, gdzie lubimy w ciszy spędzać, zawsze wyjeżdżaliśmy w góry właściwie na odpocząć i pojechaliśmy w góry i tak jak słyszałem, że jakaś wycieczka rozpoznała moją osobę, to mówię, idziemy, idziemy, idziemy, idziemy.

No i znaleźliśmy się na jakiejś polanie po pas, nie wiem, w trawie, w jakichś chaszczach i zdając sobie sprawę, że jaki jestem bałwan, zamiast rzucać podpisać tym dzieciakom i iść dalej, to teraz nawet nie wiemy gdzie iść i cała rodzina idzie po pas w krzakach, więc to było takie... Takie dosyć trudne, zdałem sobie sprawę, że już głowa nie pracuje tak, jak ma. Górska legenda. Podobno już niejeden baca opowiada turystom o tym, co zrobił Sławomir Szmal podczas wycieczki. Sławku, ale wróćmy jeszcze do tego Krakowa, bo chcielibyśmy tym pociągiem wspomnień jednak dojechać do Kielc. Co się działo w Krakowie i co się działo tuż po Krakowie? Bo Kraków też jest dużym miastem, zupełnie jak Warszawa. Ale innym. Troszkę innym oczywiście, tak. I blisko Kielc. Tak, tylko że te Kielce pomimo to jeszcze były daleko dla mnie, dla mojej osoby, bo ja też potrafiłem ocenić swoje umiejętności i realną szansę gry mojej osoby w danym zespole.

22:14 · Górska wycieczka i związek z Anetą 4

A żona też była piłkarką ręczną, tak? Czy to był ten moment, który was połączył? Czy w tym samym czasie żona też trenowała, czy nie? U nas w ogóle taka śmieszna sytuacja, że raz zobaczyłem Anetę jak stała na bramce w piłce ręcznej. A poznaliśmy się i się wszyscy śmieją z tego na czuwaniu nocnym, więc to było, no jest zabawne, jak się mogłeś poznać na czuwaniu nocnym w kościele, no ale tak się wydarzyło i właściwie do dzisiaj jesteśmy razem. Myślę, jak porozmawiać. Była przerwa, tłumaczę, że była przerwa. A jeśli pojawiamy się w tym miejscu, co znaczy dla ciebie taka duchowość? Czy ona pomaga w sporcie? Czy czasami zawodnicy modlą się?

O to, żeby wygrać, czy o to, żeby nie złapać kontuzji? Przede wszystkim szukanie spokoju w tych wszystkich emocjach, jakie masz. Bo tych emocji jest dużo, tych bodźców jest dużo. To jest zabranie myśli. Dla mnie było jakby zdrowie najważniejsze, bo ja miałem, dosyć wcześnie zacząłem przygodę z kontuzjami, bo jeszcze przed ślubem dostałem kontuzji wiązadła krzyżowego i to było pamiętam 2000 rok, gdzie pierwsza opinia była, że to już jest po karierze, że wtedy... Operacja, bo się uda, albo się nie uda, ale to różnie wygląda i tak dalej, i tak dalej. No i mi tak się na szczęście ułożyło, że się udało, że odezwał się wujek z zagranicy, mówił, przyjedziesz, Sławek, do mnie, u mnie się operujesz tam w Niemczech i tam część rehabilitacji miałem w Niemczech.

Mówiłeś o tym, że chodziłeś do technikum. Kim chciałeś być wtedy? Zacząłem od szkoły zawodowej i tam skończyłem szkołę zawodową jako tokarz, później poszedłem do technikum, kierunek automechanik, ale nie chcielibyście, żebym zabierał się do auta, za auto, chociaż świetnie rozkręcam wszystko. A ta moja edukacja tak powoli, powoli, wydaje mi się, że ze świadomością szła do góry. Bo na początku, tak jak mówiłem, w szkole podstawowej ta szkoła dla mnie nie odgrywała najważniejszej roli. Właściwie później studia, tak wszystko musiałem do tego dorosnąć. Wiedzieć, co w tym momencie jest dla mnie ważne, albo nie w tym momencie. Planując przyszłość, co będzie dla mnie ważne.

Zawsze planowałeś przyszłość, czy czasami żyłeś tak spontanicznie? Zawsze planuję przyszłość i to jest denerwujące dla mojej małżonki. Potrafiłem planować, że samochód musimy dużo wcześniej spakować, grając w Niemczech, że wracamy do Polski i tu spakujemy samochód, to Aneta wtedy ty podjedziesz o tej godzinie po mnie, bo z autobusem wrócimy z meczu, żebym mógł tylko wysiąść z autobusu i jedziemy od razu Polski. Lubię planować, Aneta znowu trochę odwrotnie. Wróćmy do tego Krakowa. Co się działo po Krakowie? Wtedy, jako kibic pewnie pamiętam, jedną z najważniejszych lig na świecie była Liga Niemiecka. Gdzieś tam myślami, będąc już w hali w Krakowie, myślałeś o tym, że kiedyś podpiszesz kontrakt z ekstra drużyną Bundesligi?

27:21 · Kariéra w Kielcach i planowanie przyszłości 2

Ja w ogóle miałem takie marzenie takiego dzieciaka, jak pierwszy raz zobaczyłem w ogóle mecze reprezentacji Polski, to żeby założyć bluzę z orzełkiem na piersi, a później jak zaczęli pokazywać piłkę ręczną, gdzie dostaliśmy satelitarne programy i zobaczyłem, jak wyglądają mecze Bundesligi, to marzyłem, żeby tam wyjechać i żeby tam zagrać. I też się tak użył, że mój wujek, który i grał w reprezentacji, i wyjechał za granicę, i właściwie w Bundeslidze nie grał, ale mieszkał w Niemczech. Jadąc tam widziałem, jak to jest organizowane, jak to wygląda, ile ludzi przychodzi na mecze. To było zawsze dla mnie takim wyzwaniem, żeby tam się kiedyś pojawić. Ale jakby wiadomo, żyjesz w realiach innych w naszym kraju, to wiedziałem trochę, jak to jest odległe, ale nie, że jest niewykonalne.

No przecież Sławomir Szmal do tamtego momentu już urodził w sobie ten perfekcjonizm zawodniczy. Codziennie rano trening, wieczorem trening. No i jak trener jeszcze poprosił, czy pobiegamy, czy indywidualnie potrenujemy, to nie mówiłeś nie. Z jednej strony uczymy się od nauczycieli, uczymy się od osób, które możemy na co dzień podglądać na treningach. Starasz się od tych osób zabrać całe 100%. Ale druga rzecz, żeśmy się uczyli też to, co widzieliśmy w mediach. Każdy, kto oglądał trwały sport w naszym czasie, to tak jak chciał zostać Van Damme'em, ja oglądając piłkę ręczną chciałem kopiować te najlepsze interwencje tych ludzi, których obserwowałem. No i tak trochę wyglądało, że ja byłem trochę zwichrowany, że ja potrafiłem, nie wiem, pójść do rzeki i mówię, kurczę, będę trenował interwencję w rzece, tak jak, nie wiem, Michael Jordan biegał w basenie, nie?

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.