Prof. Piotr Zbróg: Niektóre słowa trzeba wziąć pod dużą lupę
Czy język zawsze znaczy to, co chcemy powiedzieć? Dlaczego Polacy tak bardzo przejmują się poprawnością, a jednocześnie coraz częściej „idą na skróty”? O słowach, emocjach i życiu prywatnym w audycji „Dzień dobry, to ja. Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” opowiada prof. Piotr Zbróg.
Dzień dobry, to ja. Rozmowy inne niż wszystkie. Witamy Państwa w kolejnym odcinku. Dzisiaj naszym gościem prof. Piotr Zbróg, językoznawca z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Dyrektor Instytutu Literaturoznawstwa i Językoznawstwa UJK. Dzień dobry, panie profesorze. Dzień dobry Państwu. Lubi pan brać słowa pod lupę? No, to jest moja praca. To jest moja praca. I te słowa czasem trzeba wziąć pod lupę, pod bardzo dużą lupę. Bo słowa tak są skonstruowane i takie im nadajemy znaczenie, że często jest niemożliwe wręcz ustalenie, co autor miał na myśli. Kiedy na przykład jest opinia taka czy inna, prawna na przykład. Tu się okazuje, że interpretacja jest czasem tak trudna, że nawet nie wiem, czy autor zdawał sobie sprawę z tego, jak może być interpretowany jego zapis, bo to jest bardzo istotny aspekt naszego życia, funkcjonowania w słowach, że to jest ich cecha.
Rozumiemy je nie dlatego dwuznacznie czy trójznacznie nawet, że one mają dwa czy trzy znaczenia, tylko takie znaczenia im przypisujemy. Kiedyś na przykład można było być przytomnym. Jeżeli ktoś był przytomny, to tak jak my siedzimy teraz. Ja przy tobie, ty przy mnie, jesteśmy przytomni. Kto by z nas powiedział dzisiaj, że przytomny oznaczał fizyczną obecność jeden obok drugiego. A dziś przytomny to znaczy zdrowy na umyśle w pewnym stopniu, jeżeli chodzi o świadomość. To ta dosłowność przeniosła nam się na pewne abstrakcyjne rzeczy, bo pierwotny język był bardzo skoncentrowany na codziennym funkcjonowaniu, codzienności dotykalnej. Sąsiad to ten, który... Piotr Zbróg.
To ulubandus, godzkie elefantos, wielkie zwierzę. Niektórzy sobie myślą, że Warszawa pochodzi od Warsa i Sawy. Często chowa, bo się często chowa, jak się dojeżdża z jednej strony. Nie ma nic wspólnego, to jest taka etymologia ludowa. Warszawa pochodzi od imienia Warsz, Warcisław, to Wrocław też był, Wrocisław to jedno imię. W skrócie, tak jak Piotr, Piotruś, Piotrek, no Warsz to był takie zdrobnienie. Tak samo Częstochowa, to była osada Częstocha, czyli tego, kto coś robił często, powiedzmy, no w uproszczeniu. Niekiedy, mówiłem o chęcinach na przykład ostatnio w programie w Radiu Kielce, ta etymologia wcale nie jest taka oczywista, chociaż z chęciami się kojarzy, ale o jakie chęci chodziło i czy to była osoba, która się z tymi chęciami wiązała, czy to było jakieś inne zjawisko, czasem jest trudno rozstrzygnąć.
One są normalnymi wyrazami dla ludzi, tylko Nie w autobusie. Nie w szkole. Nie w radiu. Jeszcze na razie. Czyli samemu do lustra najlepiej? Nie! W sytuacjach, gdy wiemy, że inni je tolerują. Proszę tylko pamiętać, że dalej w miejscach publicznych za użycie wulgarnych słów można zapłacić mandat. To też o czymś świadczy. Prof. Piotr Zbróg, językoznawca z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach naszym gościem. W rozmowach innych niż wszystkie staramy się pokazać też ludzi prywatnie, więc takie pytanie z pogranicza językoznawstwa i prywatnej sfery. Jakie było pierwsze słowo, które Pan wypowiedział jako dziecko?
Tego nie wiem, podobno mama powiedziałam, ale to każdy tak mówi. Każdy tak mówi, więc pewnie tak. Nie miałem jakiejś refleksji, rodzice nie wspominali. O! Mówiłem Piotro i zaknął oczy. I wtedy myślałem podobno, że mnie nie widać. Jak zamykałem te oczy, no i zdarzało się, że przewracałem się w czapce na ziemię i tyle było z tego, jak z tymi zamkniętymi oczami szedłem i podobno śpiewałem. Tylko śpiewałem kościelne piosenki. Babcia mówiła, że kiedy jechała ze mną, dość często dziadkowie się z Kielc, rodzice ojca mojego, zajmowali mną. Kiedy jechałem Sienkiewicza i różnymi tymi głównymi ulicami śpiewałem wszystkie kościelne piosenki, a wtedy były to czasy niekoniecznie sprzyjające takiemu publicznemu manifestowaniu przywiązania do wiary.
Czyli chciano, aby wyrównać szanse i ta szkoła dawała wzorce, które jeżeli nie były reprodukowane, były niszczone kijem. Normalnie jeszcze przychodziłem do szkoły, w której pani od geografii biła dzieci wskaźnikiem po rękach. I tak niszczono gwarę. Dzisiaj do tej gwary się wraca jako do pięknego pierwiastka, ale nie wyobrażam sobie funkcjonowania gwary i języka oficjalnego na równym poziomie, no bo wtedy byśmy wrócili do wieku czternastego. Tak właśnie wtedy. Piotr Zbróg. Piotr Zbróg.
Tak ceniona, ale też wraca się do pierwiastka gwarowego jako świadectwa tradycji, czegoś, co dowodzi, jak mówiliśmy kiedyś. Prof. Piotr Zbróg, dyrektor Instytutu Literaturoznawstwa i Językoznawstwa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, jest państwem naszym gościem w audycji DZIEŃ DOBRY, TO JA! ROZMOWY INNE NIŻ WSZYSTKIE w Radiu Kielce. A czym zajmowała się mama? Jaki był ten język? Mama zajmowała się, powiedzielibyśmy, gospodarstwem domowym. Miała trzech synów. Miała wykształcenie średnie. Była również, powiedzielibyśmy, budowlanką. Skończyła technikum budowlane. Zaczęła też pracować na budowie. I tam poznali się z moim tatą, który był jakimś tam inspektorem z ramienia ministra.
Natomiast czasem wielką satysfakcję mają ci, którzy mówią, a przed chwilą powiedziałeś tak, a tak się nie mówi. Spokojnie, spokojnie. No i tam pokazuje wtedy, że można czasem też tak powiedzieć. Próbują mnie tak czasem niektórzy na tych błędach złapać, złowić. No ja tym się całe życie zajmuję, w związku z tym znaleźć by taki przykład było miło czasem niektórym. Prof. Piotr Zbróg, dyrektor Instytutu Literaturoznawstwa i Językoznawstwa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, jest państwem naszym gościem w audycji DZIEŃ DOBRY, TO JA! ROZMOWY INNE NIŻ WSZYSTKIE w Radiu Kielce. Nie popełnia pan błędów językowych, a czy w czasie np. rozmów, czy to z bliskimi, choćby wracając do tego domu rodzinnego, czy użył pan za dużych słów np.?
Wie pan, panie profesorze, że teraz bije pan się w piersi, to jest chyba pierwszy przypadek w audycji DZIEŃ DOBRY, TO JA!, gdzie ktoś przyznaje się do tego, że troszkę przeszarżował. Troszkę ja przeszarżowałem moc. Ale nasz radiowy przyjaciel poprosił o to, żeby zadać Panu takie... Kilka pytań poprosił, żeby Panu zadać, ale ja wybrałem z tej grupy dwa. Takie trzy słowa, żeby przejść do następnego wątku rozmowy. Trzy słowa, które charakteryzują Piotra Zbróga. Dla mnie tym słowem, które jest bardzo ważne, to jest indywidualne. Tylko czasem mówimy tak, każdy jest inny. Każdy jest inny. Ale to jest takie przetwarzanie, takie bezrefleksyjne. Taka mantra trochę.
Każdy jest inny. Każdy zachowuje się inaczej. I teraz, jeżeli indywidualność człowieka chcemy zrozumieć, to musimy zrozumieć, że on może coś innego chcieć, czegoś innego oczekiwać, lubić inne jedzenie, inne filmy, inne książki. Jeżeli my chcemy mu powiedzieć cały czas, żeby robił to, co my uważamy za najlepsze, to nie szanujemy jego indywidualności, kiedy próbujemy go zmusić i powiedzieć, nie, ty jednak, ty powinieneś... Czyli indywidualność, jedno słowo, pierwsze, drugie... Pracowitość. Punktualność. Te słowa określają Piotra Zbróga. A takie trzy słowa albo słowo, które w sposób taki znaczący określi nas.
Najlepiej, jak się ludzie boją. Prof. Piotr Zbróg, dyrektor Instytutu Literaturoznawstwa i Językoznawstwa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. Państwa naszym gościem dziś w programie DZIEŃ DOBRY, TO JA! ROZMOWY INNE NIŻ WSZYSTKIE w Radiu Kielce. Porozmawialiśmy trochę o rodzicach, a jeśli chodzi o pana szkołę, o te pierwsze lata szkolne, czy pamięta pan swoje pierwsze błędy językowe, których pan się teraz trochę wstydzi, poza malowaniem? Ja pisałem raczej poprawnie, byłem takim przyzwoitym uczniem, nawet w szkole podstawowej miałem srebrną tarczę, więc trzech uczniów tylko miało. Ja nie byłem orłem sokołem. A miał pan kumpli? Tak, tak, mieliśmy kumpli nawet za dużo czasem. Nie, ja byłem normalnie takim w cudzysłowie rozbójnikiem, a to zamalowałem tablicę z nazwiskami, musiałem ją potem przepisywać, bo tam sąsiadka zauważyła, a to ławkę z parku przynieśliśmy, bo ja mieszkałem w centrum na ulicy Czarnowskiej, tam takie trzy wieżowce, więc tam chodziłem do dwunastki, druga szkoła to była jedenastka, jedna miała opinię szkoły,
To bym zrobił w chwilę z przyprawami, z płatkami chili, bym zrobił chwilę. Bardzo dobrą kaczkę po pekińsku bym zrobił, ale trzeba poczekać na nią. Bo muszę poprzedniego dnia zacząć robić. Potrafię zrobić w zasadzie wszystko. Nawet sushi robiłem. Sushi. Ktoś by mnie poprawił. Placki ziemniaczane na przykład z polskich bardzo dobre. Robię ala schabowe, bo schabu nie do końca, bo za ciężki, ale z mięsa na przykład z indyka zrobię bardzo dobre. Zapiekanki. Żona na przykład się specjalizuje w pizzy. Nie ma lepszej pizzy niż jej pizza. Piotr Zbróg. Piotr Zbróg.
Piotr Zbróg. Nie ciągnie Pana do tego. Nie ciągnie, ma jakieś takie sentymenty. Nie chce Pan się powłączać? Nie, nie, nie, nie. Powłączać się nie chcę. Nie wypowiem tego nawet, ale już powiedziałem, dobrze, poszło. Powłączać się nie chcę, powłączać tym bardziej. A nawet ta Julka, ona sama z siebie, moja córka, sama z siebie chciała tak trochę poznać, bo ona tak lubi słuchać tych opowieści. Mój ojciec już nie żyje, ale jego brat jeszcze żyje. Kiedy czasem jeszcze nas odwiedzał, starszy od niego o dwa lata, uwielbiała słuchać wujka Zygmunta, który miał różne opowieści o tych rodzinnych tradycjach i o rodzinnych zwyczajach.
Ale ja jakoś tak to wszystko już nie jest moją pasją, nie wiem. Nie przejmuję się jakoś specjalnie. Prof. Piotr Zbróg, dyrektor Instytutu Literaturoznawstwa i Językoznawstwa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, jest państwem naszym gościem w audycji DZIEŃ DOBRY, TO JA! ROZMOWY INNE NIŻ WSZYSTKIE w Radiu Kielce. No to tak powoli kończąc naszą rozmowę, co by pan chciał zostawić po sobie jako człowiek? Zawsze miałem do tego takie spostrzeżenie. Michał Anioł. Poeta jakiś, który umarł młodo, ale zostawił genialne teksty. Malarz, który został doceniony po śmierci, jego rodzina. W tych kategoriach wolałbym wszystko skonsumować za życia.
Bo po śmierci co mi z tego? Chciałbym, żeby być może moje dzieci No i jakieś takie pamiątki po mnie, może trochę tam będzie, jakieś tam książki, audycje, to wszystko może zostanie. Gdzie tam jestem, występuję. Dzisiaj do tego podchodzą trochę z takim przymrużeniem oka, ale może coś takiego pozostanie. Zajmuję się obecnie takim nowym modelem badania normy językowej. Chciałbym, tak, to bym może chciał, zostawić po sobie słownik, Piotra Zbróga. Może pod redakcją, może współautorstwa, ale taki, który byłby dobrym źródłem.
A ten obraz nie zawsze jest wiarygodny, mimo że teoretycznie pokazuje rzeczywistość przez szkiełko i to oko kamery niby jest uznawane za obiektywne. Nie, nie jest obiektywne. Ale zawsze skupienie na słowie, na muzyce przecież i na tym, co się dzieje w radio, tak wrażeniach, audio jest dla mnie zawsze pożyteczne i ja polecam państwu słuchanie radia, bo może ono też, mimo tej konieczności skupienia, zrelaksuje nas bardziej, można jechać i sobie posłuchać. Prof. Piotr Zbróg, dyrektor Instytutu Literaturoznawstwa i Językoznawstwa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Przedstawianie gościa i jego roli jako językoznawcy.
Przeanalizowanie znaczeń słów, ich zmian i interpretacji.
Przeanalizowanie etymologii słów i ich znaczeń.
Definicja użytkowników języka i ich stosunek do polszczyzny.
Analiza postawy Polaków wobec języka i jego zmian.
Zdanie o wulgaryzmach, ich użyciu i znaczeniu w polskim języku.
Opowieść o pierwszym słowie, jakim się wypowiedział jako dziecko.
Opowieść o decyzji wybrania językoznawstwa jako kierunek studiów.
Opowieść o zmianach w domu i szkole, wpływ na użycie języka.
Opowieść o roli matki w domu i jej wpływ na użycie języka.
Analiza gwary i jej użycia w różnych sytuacjach.
Opowieść o reakcji na błędy językowe i wpadki językowe.
Profesor opowiada o swoich wcześniejszych błędach językowych i relacji z żoną, podkreślając znaczenie indywidualności i pracy naukowej.
Profesor opisuje relację z żoną, jej pracę w szkole i własny styl pracy naukowej, podkreślając roli żony w domu.
Profesor opowiada o swoich obowiązkach domowych, w tym kuchni, i podkreśla pasje i zwyczaje, takie jak podróżowanie kulinarne.
Profesor mówi o swoich problemach z językiem obcym, takim jak angielski, i opowiada o zamiarze przygotowania drzewa genealogicznego rodziny.
Profesor podsumowuje rozmowę, podkreślając swoje wartości i podejście do języka, domu i pracy naukowej.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.