Wolna wigilia | Co mi to da
Ile będzie nas kosztować wigilia ustawowo wolna od pracy? Czy warto wierzyć w nagłówki o tym, jak dużym obciążeniem dla gospodarki są święta państwowe? I dlaczego wciąż mówimy o Polsce jako o kraju na dorobku, którego nie stać na takie fanaberie? W trzecimodcinku “Co mi to da” Miłosz Wiatrowski-Bujacz przygląda się alarmistycznej narracji wokół wolnej wigilii.
W tym roku po raz pierwszy, 24 grudnia, jest Dniem Ustawowo Wolnym od pracy. Jest to efekt ustawy, która przeszła przez Sejm i Senat pod koniec 2024 roku. I być może już tego nie pamiętacie, ale nie obyło się bez kontrowersji. Pełno było nagłówków o tym, ile to będzie strat dla naszej gospodarki, ile miliardów złotych będzie nas to kosztować. Jak bardzo my, kraj na dorobku, nie możemy sobie na to pozwolić. Szczególny opór stawiał minister finansów Andrzej Domański. Według szacunków ministerstwa wolna wigilia miała oznaczać straty dla gospodarki w wysokości prawie 4 miliardów złotych. Nawet Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza mówiło, że to będą dwa miliardy i w momencie, w którym Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza szacuje utratę dla gospodarki z racji jakichś świąt albo innych socjalistycznych wymysłów na niższą kwotę niż Ministerstwo Finansów, no to naprawdę można się zdziwić.
To dyskutowanie o tym, czy możemy sobie pozwolić na to, żeby Wigilia była dniem wolnym ustawowo od pracy. i że okej, być może możemy, ale w takim razie musimy dołożyć dodatkową niedzielę handlową, bo inaczej nasza gospodarka się załamie, jest całkowitym absurdem. Nie wiem, jak jednocześnie możemy żyć w świecie, w którym Polacy pracują prawie, że najwięcej w Europie. I to nie jest tylko kwestia tego, że no bo jesteśmy państwem na dorobku, ponieważ pracujemy w tej chwili dłużej niż Niemcy pracowali w połowie lat dziewięćdziesiątych. W momencie, w którym nasza gospodarka już nadgoniła poziom rozwoju do Niemiec z połowy lat dziewięćdziesiątych, no ten poziom już dosięgnęliśmy. Może nie jesteśmy jeszcze na poziomie rozwoju gospodarczego Niemiec z 2025 roku, ale pracujemy znacznie dłużej niż pracowali Niemcy w momencie, w którym mieli takie PKB jak...
my. Pracujemy znacznie dłużej niż inne kraje europejskie w momencie, w którym były na takim samym poziomie rozwoju gospodarczego jak my. W związku z tym to ciągłe poczucie, że my nie możemy sobie na to pozwolić, że nas na to nie stać, że to będą jakieś kolosalne straty dla gospodarki. I tu Wigilia jest naprawdę skrajnym przykładem, ale mówię o niej dlatego, po pierwsze dlatego, że są święta, drugie dlatego, że w tym roku po raz pierwszy mamy wolną Wigilię, ale też dlatego, że skoro nie możemy się dogadać, że możemy po prostu wprowadzić ustawowo Wigilię jako dzień wolny od pracy w momencie, w którym wszyscy mamy świadomość, że ta praca Wigilię kulała i i tak musimy dać za to dodatkowy dzień pracujący w handlu, w formie dodatkowej niedzieli handlowej. to trudno się dziwić, że dyskusja o skróceniu czasu pracy i o tym, że w Polsce pracujemy za dużo i tak naprawdę moglibyśmy sobie pozwolić na to, żeby pracować mniej jest w tym miejscu, w którym jest.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Ile będzie nas kosztować wigilia ustawowo wolna od pracy? Czy warto wierzyć w nagłówki o tym, jak dużym obciążeniem dla gospodarki są święta państwowe? I dlaczego wciąż mówimy o Polsce jako o kraju na dorobku, którego nie stać na takie fanaberie? W trzecim
odcinku “Co mi to da” Miłosz Wiatrowski-Bujacz przygląda się alarmistycznej narracji wokół wolnej wigilii.