104. Clickbait Events - EDA /Anti/Patterns
Kontynuujemy mini-serię o antywzorcach Event-Driven Architecture - ponownie z Oskarem Dudyczem. Tym razem jednak bierzemy na początek na warsztat puchnące zdarzenia: jedno “uniwersalne” zdarzenie, które próbuje zadowolić wszystkich naraz. Kolejne pole, kolejne ID “na wszelki wypadek”, aż w końcu wysyłamy w świat pół swojej bazy danych. Zupełnie jak w wierszyku o sznurku Jurka - ktoś dorzuci papierek, aż robi się góra śmieci. Jednak to tylko pretekst do tego, aby dotknąć właściwego tematu, czyli podziału między to, co publiczne, a to, co prywatne.
I jeżeli w rozmowach między zespołami Określimy właśnie, jakie są nasze potrzeby, czyli co Ty w zasadzie potrzebujesz. No bo ktoś mówi, no wyślij mi takie zdarzenie. No i wtedy powinniśmy się zapytać, no dobra, ale co Ty potrzebujesz właściwie? No jeżeli ktoś powie, no wiesz co, potrzebuję to wyświetlić u mnie na dashboardzie, czy gdzieś tam. No to wtedy mówimy, aha, no to to jest inna rozmowa. No i Martin Fowler ukłuł taką termin event state carried transfer, czyli zdarzenie przenoszone przez zdarzenie. Ja bardzo nie lubię tego terminu, bo to nie jest faktycznie zdarzenie. Ono nam nie mówi, że coś się wydarzyło, tylko coś się zmieniło i tyle, nie?
Z relacyjnej do Elastica. Może mieć to sens. Ale to, co tutaj wynoszę, to jest, Oskar, to, że muszę zrozumieć, jaki jest typ tego zdarzenia, bo tutaj nawiązałeś troszeczkę do tej klasyfikacji, która mi jest bardzo bliska i bardzo mi tam, wiesz, siedzi w sercu, ta klasyfikacja Fullera z tego jego artykułu What Doesn't Mean Event Driven, gdzie właśnie Fuller pokazuje ten podział na trzy rodzaje wiadomości, czyli właśnie Event Carriage Stand Transfer, Notification Event i Event Sourcingowy. Czasem tam gdzieś widać w internecie, że ktoś jeszcze dodaje do tej klasyfikacji czwarty rodzaj, czyli taki delta event, często to jest nazywane, że nie przenoszę stanu, tylko przenoszę różnicę pomiędzy tym stanem. W praktyce to jest inna forma przeniesienia tego stanu. W zasadzie to, co powiedziałeś, te konwencje Fowlera się pokrywają z tym, co wspomniałem od Gregora Hoppe, intencją.
No tak, ale to według mnie właśnie te koncepty się bardzo fajnie ze sobą spinają i polecam zresztą słuchaczom zrobić sobie taki właśnie prosty test, żeby wziąć swoje moduły, spróbować sobie wziąć ten kontekst mapy, nanieść I takie jakie są, bez wymyślania jak powinny być. Takie jakie są. I nanieść sobie komunikację, jakie wiadomości latają pomiędzy nimi i wtedy zastanowić się, czy faktycznie te relacje i typy tych zdarzeń, niezależnie czy podział Gregora Hoppe, czy Martina Fowlera, Czy widzą jakieś zależności albo czy widzą, że im coś nie gra? Oczywiście to ćwiczenie jest ryzykowne, bo może być, że nie jest tak jak trzeba, ale to jest bardzo ciekawe i pouczające według mnie ćwiczenie i to są takie narzędzia,
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróżnicy opisują problem z event driven architecture, gdzie eventy stają się zbyt komplikowane i nieefektywne.
Rozmowa o problemach z eventami, takich jak dorzucanie dodatkowych informacji i użycie słowników.
Opis antywzorca Clickbait Event, gdzie zdarzenie zawiera niepełną informację, wymagając dodatkowego kliknięcia.
Rozmowa o klasyfikacji zdarzeń i zastosowaniu enrichment lub anti-corruption layer.
Analiza różnicy między zdarzeniami publicznymi a prywatnymi oraz propozycje rozwiązań.
Omówienie konceptów takich jak Context Map i propozycje modelowania komunikacji między modułami.
Ważność zastanowienia nad celami rozszerzania kontraktu lub wprowadzania nowych zdarzeń.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Kontynuujemy mini-serię o antywzorcach Event-Driven Architecture - ponownie z Oskarem Dudyczem. Tym razem jednak bierzemy na początek na warsztat puchnące zdarzenia: jedno “uniwersalne” zdarzenie, które próbuje zadowolić wszystkich naraz. Kolejne pole, kolejne ID “na wszelki wypadek”, aż w końcu wysyłamy w świat pół swojej bazy danych.
Zupełnie jak w wierszyku o sznurku Jurka - ktoś dorzuci papierek, aż robi się góra śmieci. Jednak to tylko pretekst do tego, aby dotknąć właściwego tematu, czyli podziału między to, co publiczne, a to, co prywatne.