Janek w Tybecie
Dharamsala, czyli schronienie dla pielgrzyma - to tam swoje miejsce na ziemi znalazł Janek Szlagowski. Kultura tybetańska nie jest mu obca ale języka próbuje się nauczyć już ponad 6 lat. W czasie lockdownu mieszkał w chatce pasterskiej, teraz przeprowadził się do miasta żeby studiować, robić masaże, ceremonie kambo i obserwować makaki, które tyko czekają na okazję, żeby Go okraść.
Więc to było rzeczywiście, oczywiście miało swoje trudności, ale myślę, że było też dla mnie bardzo rozwojowe. I dało mi też dużo czasu, żeby zastanowić się nad tym, co dalej. Bo od tego roku zacząłem studia medycyny tybetańskiej. Właśnie w Dharamsali, w szkole, w Instytucie Medycznym Mencekang. który jest takim najstarszym, najbardziej prestiżowym, powiedzmy, instytutem uczącym medycyny i astrologii, bo w kulturze tybetańskiej medycyna i astrologia są ze sobą bardzo ściśle związane, więc to jest instytut, który został założony jeszcze w Tybecie, w Lhasie, W 1916 roku, ale którego kurikulum i podstawa nauczania, cały program, sposób nauczania w zasadzie niewiele się zmienił przez ostatnie 400 lat praktykowania medycyny tybetańskiej w Tybecie, wcześniej w Instytucie Czakpor i w innych miejscach.
Więc obecnie studiuje medycynę tybetańską. Jak wygląda taki twój dzień w Indiach? W sumie dużo czasu spędzam nie robiąc nic szczególnie produktywnego. Nauczyłem się przez lata dbać o siebie w taki sposób, żeby się też nie zarzucać i tego też nauczyłem się w Indiach. Nauczyłem się tego od Tybetańczyków i od Hindusów, żeby po prostu się nie spinać za bardzo, więc dużo czasu spędzam Po prostu relaksując, czytając książki, chodząc na spacery, medytując, ale też oczywiście bardzo dużo czasu spędzam studiując, ponieważ studia medyczne same w sobie są trudne, a nie ułatwia tego fakt, że odbywają się w języku tybetańskim, którego co prawda uczę się już od jakichś sześciu lat, ale tak jak wspominałem jest to bardzo trudny język i nadal są wykładowcy, którzy mają taki dialekt, że rozumie może 30% z tego co mówią,
Ale wyprowadziłem się do Dharamsali, do mieszkania po to, żeby być bliżej szkoły po prostu, do której codziennie jeżdżę. Codziennie wsiadam na motocykl i zjeżdżam z góry do instytutu, tam spędzam parę godzin i tak dzień w dzień, więc z praktycznych względów przeprowadziłem się do mieszkania. Też po to, żeby mieć regularnie prąd i internet, bo w tej chatce Co najmniej raz w tygodniu średnio jeden dzień bez prądu to był standard. Więc teraz jako student i pracując też online zmusiły mnie do tego okoliczności. Więc tak, mieszkam w Dharamsali. Ale to, że mieszkam w mieście, w mieszkaniu nie znaczy, że nie ma żadnych przygód. Ostatnio włamały mi się do domu małpy. I powiem Ci, że to jest coś, jakby skala zagłady jest niewyobrażalna.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Gość przedstawia się i opisuje swoją lokalizację w Dharamsali oraz powody, dla których tam zamieszkał.
Gość opisuje swoje zajęcia, takie jak nauka języka tybetańskiego i rozpoczęcie studiów medycyny tybetańskiej.
Gość opisuje swoje codzienne rutyny i opisywa lockdown, który przeżył w malutkiej chatce w górach.
Gość opisuje swoje studia medycyny tybetańskiej w Instytucie Mencekang w Dharamsali.
Gość opisuje możliwości zarabiania w Indiach oraz koszty życia w Dharamsali.
Gość opisuje incydent z włamywaniem się małp do jego mieszkania w Dharamsali.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.