Mentionsy

Ślady pamięci
Ślady pamięci
12.08.2025 19:00

Początek ofensywy psychologicznej w wojnie Wschodu i Zachodu

W czerwcu 1950 roku w Berlinie zachodnim doszło do spotkania Kongresu Wolności Kultury. Celem zorganizowanej pod auspicjami CIA kongresu było wzmocnienie środowisk antykomunistycznej lewicy. Tak rozpoczęła się zimna wojna kulturowa, która toczyła się przez dekady, aż do upadku komunizmu. Spotkanie intelektualistów o poglądach antykomunistycznych, choć często także lewicowych, ale przekonanych, że twórczość i kultura nie mogą być objęte ideologią zaowocowało powstaniem wielu czasopism, organizacją konferencji i seminariów, na których propagowano ideę kultury wolnej od ideologii. O znaczeniu Kongresu Wolności Kultury opowiadają prof. Rafał Habielski i Andrzej Mietkowski

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 33 wyników dla "CIA"

W tej batalii chodziło przede wszystkim o wzmocnienie przez strategów CIA środowisk antykomunistycznej lewicy.

Narzędziami, które powołano do życia, czasopisma różnojęzyczne, seminaria, kongresy,

Kilka lat po pierwszych obradach Kongresu Wolności i Kultury zaczęły przesączać się informacje o rzeczywistych sponsorach tego przedsięwzięcia o finansowaniu Kongresu Wolności i Kultury przez CIA.

Kiedy George'a Kinana zapytano o działalność CIA w kontekście Kongresu Wolności Kultury, on wyraził się, iż przecież USA nie miało Ministerstwa Kultury.

Takim źródłem, być może nie do końca szczęśliwym, były właśnie pieniądze, które płynęły kanałem przez CIA.

Było to, że CIA jest instytucją, poprzez którą te pieniądze zasilające kongres do tej instytucji płyną.

Pierwsze 20 lat funkcjonowania radiostacji Wolna Europa, Radia Swoboda, to był budżet płynący również wprost z CIA.

A naturalnie, że CIA to się łączyło znowu z prawicą.

Jedną z nich był projekt stworzenia Uniwersytetu Wolnej Europy, wypracowany właśnie przez Giedroycia i Czapskiego i z pomocą Bernama.

I Giedroyć chciał, żeby to była instytucja nie pomocowa, tylko taka, która przede wszystkim miała być z jego punktu widzenia instytucją, która uczyła współpracy i gasiła czy minimalizowała te wszystkie złe relacje, które mają w swojej historii przedstawiciele narodów środkowo-wschodniej Europy.

Tak, ten college powstał, tylko że on nie odpowiadał intencjom Giedroycia.

To znaczy on oczywiście po swojemu chciał, żeby różne osoby współpracujące z kulturą były wśród wykładowców czy bliskich współpracowników.

Zadania, które Kongres sobie stawia, no także przy pomocy nie tylko ich zdolności, obu tych osób organizacyjnych, także dzięki środkom, które mają do dyspozycji, one powodują to, że Kongres staje się jedną z najważniejszych, zauważalnych instytucji życia kulturalnego w Europie Zachodniej.

Która ma światową karierę, Ciemność w Południ, która jest dzięki zresztą wsparciu Kongresu Wolności i Kultury wydana przez Instytut Literacki Jerzego Giedroycia.

To znaczy, że oparcie się na takich tradycyjnych wartościach,

Dzoselsson powiedział Jeleńskiemu pod koniec życia, ja nie mogłem dawać pieniędzy wprost Instytutowi Literackiemu.

Natomiast nie mogliśmy wspierać samego Giedroycia, bo wiedzieliśmy, że w pewnym momencie cała konstrukcja, którą żeśmy zrobili z finansowaniem, może wyjść na jaw i wtedy uderzyłoby to Ministerstwo Literackie.

Chociaż brew nie docierało z jakiejś znaczącej ilości, nie przenikało przez żelazną kurtynę, było pismem znanym i czytanym także w kraju.

Dla Giedroycia, nie tylko ze względu na możliwości Jeleńskiego, będącego członkiem redakcji, było to pismo ważne ze względu na to, że autorzy kultury, no mówił o tym Czapski, mogli wypowiadać się.

Pomocne były kontakty z Kongresem Wolności Kultury w momencie, gdy Czesław Miłosz, sekretarz ambasady w Stanach, a potem oddelegowany do Paryża, postanowił wybrać wolność, przenosząc się wprost z placówki PRL do Maison Lafite, do kultury paryskiej, do Giedroycia i tam spędził pierwszych kilka miesięcy w odosobnieniu,

Brat redaktora Jerzego Giedroycia, Henryk Giedroyć, przypomina jak wyglądały pierwsze dni i tygodnie po ucieczce Czesława Miłosza, gdy przybył do Maison Lafite i skrył się w budynku redakcji.

Jedną z najbardziej interesujących pozycji literatury właściwie antykomunistycznej, mimo że intencje Czesława Miłosza, intencje autora może były troszeczkę różne, bo on nie tyle chciał zaznaczyć swoją antykomunistyczną postawę, ile pokazać prawdę o rzeczywistości.

Wydawał się prawdziwy i zgodny z rzeczywistością, ale wszyscy uważali, że to jest jedna z najciekawszych książek, czy nie najciekawsza książka, powołana do życia przez osoby, przez intelektualistów, którzy zrywali z systemem i usiłowali odnaleźć się w tej rzeczywistości wolnego świata.

Pisze o tym Kot Jeleński, że Hannah Arendt powiedziała, że Jocel Son miał całą wielką walkę CIA o niezależność kongresu.

Intencją Giedroycia, jak mówiliśmy o tym, było właśnie to, żeby do odbiorcy niepolskiego docierał przekaz o tym, co rzeczywiście dzieje się z Polską, jak wygląda sytuacja za żelazną kurtyną i towarzyszyła temu druga ważna

Ambicja Giedroycia, żeby budować jakieś takie przekonanie, że ta Europa nie może być podzielona, że podział Europy jest czymś absolutnie sztucznym.

Mówiliśmy nieraz o trudnościach, jakie miał Gustaw Helling-Grudziński, aby publikować we Włoszech, czy Józef Czapski ze swoją książką Na nieludzkiej ziemi, niemogący znaleźć we Francji wydawcy.

Po ujawnieniu związków Kongresu z Centralną Agencją Wywiadowczą, zapał Jerzego Giedroycia, mówienie o naszym Kongresie, ten zapał ochłodu, relacje wewnętrzne sprawiły, że Czapski był bliski trzaśnięcia drzwiami.

No więc wszystkie rzeczy, które wychodziły spod pióra Mieroszewskiego nabierały takiego charakteru oficjalnego stanowiska Giedroycia.

Te wszystkie informacje dotyczące finansowania zarówno wolnej Europy, jak i Kongresu przez CIA, to znaczy takich bliskich powiązań ze Stanami Zjednoczonymi, były o tyle niewygodne dla Giedroycia do tego, że on niesłychanie podkreślał niezależność.

Mnie się wydaje, że Jerzy, który jest właśnie polityk i który widział, że ta rzecz też i na nas rzuca cień, że my jesteśmy agentami CIA.

A nie zależności od kongresu, który jest zależny od CIA.

Kultura była redagowana przez jedną osobę, przez Jerzego Giedroycia,