Mentionsy

Raport z Literatury
Raport z Literatury
02.05.2025 17:25

Nienasycenie. Sorrentino, "Bogini Parthenope" i kino z drem Piotrem Sadzikiem

Nienasycenie. Sorrentino 

i „Bogini Parthenope”

— czyli o pięknie na granicy nieistnienia i traktacie o cudzie


O czym rozmawiamy?

czym jest sorrentinizm?  co łączy kino Paolo Sorrentino z Federico Fellinim? male gaze czy autoironia? O pierwszej bohaterce Sorrentino: Parthenope banalne piękno śródziemnomorza: Neapol i rozprawa o cudzie czym jest antropologia i co oznacza samo słowo „Parthenope”?piękno o dwóch obliczach, czyli zło i dobro jako rewers jednej monetytropy melancholii: od Gombrowicza przez Iwaszkiewicza po Casanovę słów kilka o męskości w zderzeniu z przemijającym czasie

… i last but not least: co łączy Parthenope z figurą czarownicy? 


dr Piotr Sadzik - Pracownik Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Ostatnio zajmuje się głównie zjawiskiem maranizmu i filozofią literatury w kontekście XX-wiecznej myśli żydowskiej.  Autor książki „Regiony pojedynczych herezji. Marańskie wyjścia w prozie polskiej XX wieku” (nominacja do Nagrody Literackiej Gdynia 2023 w kategorii „esej”). Juror Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. W Uniwersytecie Muri im. Franza Kafki kieruje Katedrą Nawiasu. Komentuje kino m.in. dla "Dwutygodnika" i "MINT Magazine"

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 34 wyników dla "Sorrentino"

Bogini Parthenope w reżyserii Paolo Sorrentino.

Jakieś takie nadpisania nad innymi filmami, też włoskimi, ale w ogóle ja Sorrentino osobiście bardzo lubię.

Jestem świadoma oskarżeń względem takiego male gaze'u, które się pojawiają i tego, że to jest bardzo czasami wydmuszkowe piękno, ale ja w Sorrentino lubię

Więc to jest trochę mój taki Sorrentino i jakieś takie przemyśliwania o tym, że kurczę, no ten czas leci.

Wypisałam sobie też taki fragment z eseju Damiana Jankowskiego, który napisał go do więzi, gdzie analizował właśnie Sorrentino.

Tematy, i tutaj cytuję, co jest u Sorrentino ważne, ja się pod tym podpisuję.

I myślę sobie, że właśnie to takie nienasycenie jest dla mnie bardzo ciekawe u Sorrentino.

Czy on był dla ciebie kolejnym Sorrentino, który jest taki sam?

No i którędy u ciebie ten Sorrentino?

I wydaje mi się, że warto o tym opowiedzieć nie dlatego, że moja historia tak niesłychanie szalenie ciekawa, tylko dlatego, że ona wydaje mi się symptomatyczna dla tego gestu, który wykonuje w tym filmie Sorrentino.

Powinien Sorrentino też mi być bardzo bliski, no bo jednak przydarzają się te wszystkie cytaty z Felliniego u Sorrentina, aluzje, bezpośrednie zapożyczenia i rzeczywiście ja mam z Sorrentinem tak, że traktuję go trochę jako takiego kuzyna w tym powinowactwie Felliniowskim, że on jest z rodziny po prostu.

Skala stężenia tego, co najgorsze w Sorrentino, Sorrentinie, bo to jednak deklinowalne, skala stężenia sorrentinizmu w tym filmie Sorrentina wydawała mi się jakaś niewiarygodna, absurdalna, to znaczy taki Sorrentino do kwadratu, jakby tak bardzo stężały, że zamieniający się w swoją karykaturę.

Byłem przekonany, że to jest właśnie ten Sorrentino, którego nie obejrzę, a potem z różnych stron niespodziewanie zaczęły płynąć do mnie głosy mówiące o tym, że

No i ja przeszedłem całą drogę od uprzedzenia do zaskoczenia, pozytywnego zaskoczenia, to znaczy jestem przekonany, że to jest być może najlepsze Sorrentino.

On zrobił tam takie stężenie swoich klasycznych chwytów sorrentinowskich, żeby powiedzieć, a spodziewacie się ode mnie właśnie takiego podłego wąsatego male gaze'owania i ja wam właśnie to dam w takim stężeniu absurdalnym.

W niej chyba też widać, że Sorrentino po prostu zagrał z nami tym trailerem.

To był ten klasyczny Sorrentino.

Swoją drogą śmieszna sprawa, bo niedaleko Neapolu jest jak najbardziej miasto Sorrento, którego zdrobnieniem byłoby Sorrentino właśnie.

To jest bardzo ciekawe, że akurat to piękno jest u Sorrentino zazwyczaj na kilka sposobów.

No i wiadomo, że kiedy dzieciak w ręce Boga mówi, że marzy o spotkaniu z Fellinim, to tak naprawdę Paolo Sorrentino mówi nam o tym swoim marzeniu.

Znaczy ona mogłaby grać Parthenopę, a z jakiegoś powodu jednak Sorrentino mówi guzik, nie dam tej roli Luisi Ranieri, tylko właśnie Czeleceda Laporta, a Ranieri gra tam tą starą, złamaną gwiazdę, która nosi perukę i jest wyłysiała, nie?

No i mówię, patrzę na to nieco z zewnątrz, nie wiedząc tak naprawdę jaka jest ta przestrzeń rzeczywiście, ale jak rozumiem, Sorrentino przekonuje nas, że ona ma być jakoś właśnie zwierciadlana na Parthenope, też w tym sensie, że ona sama mówi o tym.

To jest ciekawe z tą świętością, boskością u Sorrentina, bo w ogóle wydaje mi się, że Sorrentino jest takim jednym z najbardziej religijnych reżyserów współczesnego kina, tylko nie w takim rozumieniu... Może metafizycznych.

A zarazem Sorrentino stara się jakieś takie kontry przeciwko tej skończoności tworzyć.

I mam wrażenie, że Bogini Parthenope jest jakąś odpowiedzią Sorrentino też na wielkie piękno, na te pytania, które on tam zadaje.

Rzeczywiście wydaje mi się, że Sorrentino, gdyby znał ten cytat, polecamy mu, możemy napisać maila polecając mu, rzeczywiście jest takim gościem, który jak u Gombrowicza cały czas dochodzi do tego właśnie buntu przeciwko brutalnej perfilii natury.

Nie da się dokonać żadnej operacji tak, żeby on biegł inaczej, ale Sorrentino ciągle chce, i to jest jakby cały tragizm jego położenia czy jego perspektywy, on chce, żeby coś takiego się wydarzyło, jakiś taki uskok z czasu, żeby znaleźć jakiś wyłom w tej perfidii natury, która wpędza nas do grobu.

Tym przeświadczeniem, świadomością, nieubłagalnością tego, że przeminie, ono jest jakby na progu przemijania, ono właśnie już przemija, ale zarazem jest jakoś Sorrentino przywiązany do wszystkich tych chwil, no właśnie tak, żeby uchwycić się w tym takim momencie, w którym jest taki pik, taki maks, maks tej szczęśliwości, maks piękna.

Jak gdyby Sorrentino marzy sobie, żeby te niedostępne nam już w odczarowanej nowoczesności cuda niejako prokurować za sprawą samych filmów, że te cuda nie są dostępne w żadnej innej przestrzeni, to ja coś takiego zrobię, żeby tu się coś takiego wydarzyło, cudownego właśnie.

W tym sensie, ja mówiłem, że szkoda, że Sorrentino nie zna polskiego, żeby przeczytać Gombrowicza.

Znowu przydałoby się Sorrentino znać polski, bo wtedy mógłby sobie słuchać Marka Grechutę, a zwłaszcza piosenkę Wędrówka, w której przydarza się taka piękna fraza i tylko czasem będą chwile, gdy serce tak jak most zadudni.

I Sorrentino cały czas krąży dookoła tych momentów.

I być może to zadudnienie serca, zdarzające się rzadko w życiu, mówi Sorrentino,

Jak mówiłem, chce Sorrentino wykonywać jakby Felliniowskie gesty w świecie, w którym już też nie ma na nie miejsca, no nie?