Mentionsy Mentionsy
Literatura ze środka Europy
Literatura ze środka Europy

Ernest Hemingway - Śmierć po południu (1932)

04.03.2026 ·28 min 21 s

Polecam dzisiaj reportaż Ernesta Hemingwaya o corridzie (i śmierci). "Śmierć po południu" to piękny przykład bardzo literackiego i głęboko osobistego reportażu.▶️ Słuchaj dalej🎧 reportaż🗂️ Rozdziały(00:00) Intro(02:35) Struktura książki(07:20) Reportaż i esej nie tylko o corridzie(12:05) Fragment I (o literaturze)(17:10) Literatura o śmierci (nie tylko byków)(22:25) Dwa fragmenty (o śmierci)(26:30) Rodzaj zakończenia🔍 Detaleprzekład: Marek Cieślik

Literatura ze środka Europy. Podcast okołoksiążkowy. Dzień dobry. Przed mikrofonem Marcin Piotrowski. Witam Państwa w kolejnym odcinku podcastu Literatura ze środka Europy. W dzisiejszym odcinku literatura no poniekąd europejska, ale raczej amerykańska, bowiem dzisiaj przygotowałem audycję o książce Ernesta Hemingwaya Śmierć po południu. Okazja jest przednia, bo całkiem niedawno ukazał się nowy przekład tej książki.

Przekład autorstwa pana Marka Cieślika. Hemingwaya wydały marginesy w ramach swojej serii nowych przekładów tego pisarza, a książka w oryginale ukazała się w roku 1932. Książka w Polsce już funkcjonowała, bo ukazała się wcześniej w roku 1971, no ale teraz mamy nowy przekład, po 55 latach się ukazał. Ja na Hemingwaya miałem ochotę już dosyć długo, konkretnie na tę książkę, bo kiedy? 11 czerwca 2025 roku. Ukazał się odcinek podcastu nr 422, poświęcony książce Michela Leris.

Wiek męski, ale także tekstowi Literatura i Tauromachia. No to, o ile dobrze pamiętam, to zapowiadałem tam, że bardzo rychle pojawi się u mnie audycja o książce Hemingwaya właśnie. No bo książka Hemingwaya jest tam wspominana. Że jest wspominana nie dziwi to, wziąwszy pod uwagę, że książka Larisa ukazała się w roku 1939, czyli to było 7 lat po ukazaniu się książki Hemingwaya, więc w sam raz, żeby ten temat był obecny, w sam raz, żeby pojawiała się jako istotny punkt odniesienia. No i zapowiedziane w czerwcu 2025 roku. W marcu 2026 roku już jest, już ta audycja jest.

Nowe wydanie z marginesów zaskoczyło mnie. Zaskoczyło mnie objętością przede wszystkim. Bo kiedy spojrzałem na tę książkę, to zobaczyłem to misko, to misko, którego nie spodziewałem się po Hemingwayu. Ja wiedziałem, że to jest książka o charakterze reportażu, esej o reportażu, bardzo literacka, ale literatura faktu. No i nie spodziewałem się, że to taka wielka rzecz. No bo w tym wydaniu, które właśnie się ukazało, to jest 560 stron. Ale to nie do końca. Dlatego, że to wydanie z marginesów jest wydaniem, no powiedzmy, że pełnym. To znaczy na te 560 stron składa się 320 stron tej głównej części, czyli tekstu Hemingwaya, tego głównego.

Do tego w tym wydaniu marginesów jest 80 stron zdjęć. 80 stron fotografii robionych w większości przez Hemingwaya. Fotografii ilustrujących różne wątki, które w książce się pojawiają. Wiążę pod uwagę, że to jest jedna strona na fotografię. To oznacza, że jest tutaj około 80 zdjęć. Zdjęć czarno-białych oczywiście, zdjęć o charakterze reporterskim, zdjęć szczegółowo opisanych. To nie jest tak, że to jest jakaś ilustracja. To są zdjęcia z opisem, a ten opis sam w sobie jest też częścią całej książki. Bo Hemingway nie opisuje tego tak, jak się opisuje, bo ja wiem, ryciny w książce do historii.

Same te podpisy to jest już pewna deklaracja, to jest już pewne skomentowanie rzeczywistości. No więc 320 stron części głównej, 80 stron zdjęć, a potem 90 stron słowniczka korlidy. To są rzeczy, pojęcia związane z walką z bykami. Posługuję się już tutaj nową nomenklaturą wprowadzoną przez pana Marka Cieślika. 90 stron słownika i o ile na początku wydawało mi się, że nie będę tego słownika czytał, że będę tylko czasami zaglądał, żeby sprawdzić jakieś konkretne słowo czy zwrot, którego nie chce mi się szukać w internecie, tylko czytam książkę, to zajrzę jak Hemingway to opisał. No to przy pierwszym skorzystaniu z tego słownika odkryłem, że ten słownik można czytać.

Można go czytać po prostu, dlatego że o ile niektóre notki, o ile niektóre opisy, to są opisy jedno-dwuzdaniowe, nadal czasami złośliwe, czasami dowcipne, komentujące ten cały świat, o tyle niektóre pojęcia To są mikroteksty, to są jakieś mikroeseje. I lektura tych 90 stron to jest dodatkowy wymiar czytania tej książki. Można oczywiście bez tego się obejść, natomiast uważam, że dużo się traci, bo Hemingway był w Corridzie chyba zakochany. To jest coś, co go fascynowało bardzo. No i wynikiem fascynacji jest ta książka, ale do tego jeszcze przejdę. Poza częścią główną, poza fotografiami, poza słowniczkiem, są tu jeszcze materiały zupełnie dodatkowe, czyli na przykład zestawienie dat różnych wydarzeń związanych z korlidą z różnych krajów.

To jest poukładane chronologicznie, można sobie zobaczyć kiedy się odbywa, bo ja wiem, jakaś korlida w Walencji na przykład. To jest coś, co chyba się zestarzało, ale nie wiem, nie sprawdzałem tego. Jest krótki rozdział dotyczący reakcji na korylidę różnych osób. Kilka stron, kilkanaście, ale różne osoby przedstawione mówią co sądzą na temat korylidy. Jest opinia Hemingwaya na temat jednego z amerykańskich Torero, także tutaj załączone. No i do tego jest jeszcze posłowie tłumacza, znakomite, wprowadzające w kontekst tej książki. Czytałem to posłowie na końcu, jako ostatnią rzecz i chyba dobrze, chociaż gdybym niektóre rzeczy wiedział wcześniej, pewnie czytałoby mi się, nie wiem czy lepiej, ale pewnie zwracałbym uwagę bardziej na niektóre aspekty.

No, które teraz pewnie mi umknęły, ale w sumie może i dobrze. Czytałem tę książkę jako zwykły czytelnik. A cóż znalazłem na tych 320 stronach opowieści Hemingwaya o Corlidzie? No przede wszystkim znalazłem rzeczywiście esejo-reportaż. Coś, co można by określić jako, no nie wiem czy wyznanie miłości do Corlidy. Na pewno głęboką fascynację tą aktywnością człowieka. Na pewno głęboką fascynację Hiszpanią. Książka powstawała długo. Książka powstawała na przestrzeni prawie dziesięciu lat. Te Corridy regularnie oglądał i stał się do pewnego stopnia, chyba, tak mi się wydaje, no, specjalistą.

No i dostajemy rzeczywiście reportaż. Dostajemy reportaż, reportaż esej, momentami powieść o Corlidzie. Hemingway opisuje w tej książce, przedstawia całe zjawisko, przedstawia rytuał, przedstawia proces, historię, nawet hodowlę byków opisuje. To jest bardzo szczegółowe wejście w świat korylidy. Szczegółowe i moim zdaniem tworzone z myślą o osobach, które w ogóle nie wiedzą o czym to jest. W otwierającym po słowie fragmencie listu Hemingwaya, chyba do swojego wydawcy, kiedy pisze o tej książce, to mówi, że chciałby, żeby to było uczciwe i że ma wrażenie, że właśnie corrida jest jedną z tych rzeczy, która jest całkowicie niezrozumiała.

A jednocześnie funkcjonuje przez bardzo długi czas w prawie niezmienionej formie. Że jest bardzo pierwotna i że domaga się wręcz opisania. Może jest coś na rzeczy? No z pewnością jest to coś, co funkcjonuje od dawna. Z pewnością udało się Hemingwayowi opisać to w sposób z jednej strony poetycki, z drugiej strony bardzo okrutny, ale z pewnością literacki. No i opowieść o Corlidzie to jest zdecydowana większość tej książki. Mówię zdecydowana większość, bo ta książka nie jest opowieścią tylko i wyłącznie o Corlidzie. Bo przy okazji opowieści o walkach z bykami Hemingway prowadzi różne inne opowieści.

Jest to dla niego okazja do opowiedzenia czegoś o istocie powieści. O relacjach społecznych, o swoich własnych przypadkach różnych albo historii ludzi, których spotkał. Ten tekst ma elementy powieści szkatułkowej, bo czasami są tutaj zawarte historie w historiach, które są wtrącane. Hemingway bawi się także formą trochę. Wprowadza postać takiej starszej pani, z którą prowadzi dialog. To jest pani wyimaginowana, ona zadaje mu pytania, on na te pytania odpowiada. Przyznam, że to zupełnie do mnie nie przemówiło, bo o ile początkowa część tej książki, ten styl Hemingwaya, taki męski, nawet się dowiedziałem gdzieś, że to dla takich chłopców dużych,

No może, może, ja się w tym tekście dosyć odnalazłem. O tyle były fragmenty, które zupełnie mi nie leżały. No i chociażby ten fragment, czy może nie fragment, to jest dłuższy pasaż rozmowy z taką starszą panią. To jest wątek powracający. Traktowanie przez Hemingwaya tej pani, jakieś takie bardzo z góry, jakieś pouczające, komentowanie jej, no nie przypadło mi do gustu zupełnie. Ale przede wszystkim nie przypadło mi do gustu Hemingwaya rozumienie literatury. A dlaczegoż to? No, dlatego że... A cóż, no, przeczytam to państwu. Ten fragment rozpocznie wątek starszej pani, właściwie domknięcie tego wątku, a potem będzie część poświęcona literaturze.

i bez świadomego wysiłku oraz z inteligencją pozwalającą przyjąć lub odrzucić to, co już zostało przedstawione jako wiedza. Czytam ten fragment, żeby pokazać Państwu, że ta książka to nie tylko opowieść o Corvidzie. Że to także opowieść o literaturze, mimo że Hemingway pisze tu rzeczy, z którymi się fundamentalnie nie zgadzam i to są, można byłoby powiedzieć, bzdury. Że niby postać musi być prawdziwa. Że nie można esejów w usta czyjeś wkładać. No to straszne rzeczy. Straszne rzeczy. Nie będę tego komentował, bo to zaprzecza idei literatury, którą akurat wyjątkowo poważam. Ta książka na poziomie literackim ma znakomite zakończenie.

Ostatni rozdział w tej książce to coś zupełnie innego, bo to jest rozdział, w którym Hemingway już bawi się formą i pisze w tym rozdziale o rzeczach, których nie napisał, a które powinny były znaleźć się w tej książce. Ma on dosyć wyjątkową formę, no bo to jest rodzaj wyliczanki, oczywiście jakoś połączonej, ale mnóstwo, mnóstwo rzeczy tam się wydarza. Z tego ostatniego rozdziału udałoby się pewnie zrobić ileś powieści, bo tam jest tyle potencjału literackiego, tyle potencjału na inne opowieści. Tymczasem to jest tylko domknięcie. No ale widać w tym umiejętność pisania, widać w tym niesamowitą wrażliwość i podkreślam tę wrażliwość, bo sama książka i tematyka może sugerować, że tej wrażliwości Hemingwayowi zabrakło.

No i Hemingwayowi udała się rzecz niesamowita, bo przeczytałem książkę o Corvidzie, ale przede wszystkim książkę o śmierci, bo to jest książka o śmierci i o umieraniu. To jest książka o ryzyku, o rytuale, o jakiejś formie piękna, o podejmowaniu ryzyka, o jakiejś formie spełnienia w tym także. No i niesamowite było dla mnie to, że kiedy czytałem Hemingwaya, kiedy odkrywałem kolejne, nie chcę powiedzieć, że tajemnice Corridy, no bo to nie o to chodzi, ale kiedy ktoś mi pokazał ten świat i wyjaśnił, Powiedział na co zwracać uwagę, co jest czym.

Tego nie byłem świadom. Jest sporo naprawdę poruszających opisów w tej książce. Opisów zgonów, opisów ran, opisów tego, co było, kiedy ktoś nie uważał, kiedy ktoś odpuścił, kiedy ktoś torreo chciał się wykpić, kiedy nie potraktował tego byka z szacunkiem. Ta książka jest jakąś formą złożenia hołdu bykowi. Jest jakąś formą odpowiedzi na pytanie, dlaczego w Hiszpanii ta korlida i dlaczego w niektórych częściach Hiszpanii. Nie wiem, na ile Hemingway ma rację, opisując tę historię, no ale one się tutaj pojawiają, to znaczy te jego tezy, dlaczego tu, a dlaczego nie tu.

Jest to rzeczywiście pod tym względem książka, która zmienia. Oczywiście pewnie trafiło to na osobę obdarzoną ograniczoną empatią, no ale dla mnie było to zmieniające doświadczenie. Było to doświadczenie jednak jakiejś formy patrzenia na opowieść o śmierci. Bo pisze o tym Hemingway tak. Ostatecznie nie trzeba było się o niego martwić, bo miał za duże zdolności. Był zbyt dobry, zbyt utalentowany. Musiał zginąć, zanim zagrożenie w ogóle zdążyło się pojawić. Otóż istotą tego, co w walkach z bykami stanowi największą emocjonalną atrakcję, jest poczucie nieśmiertelności, którego doświadcza Torero w trakcie wspaniałej feny i które przekazuje widzom.

Tworzy on swoim występem dzieło sztuki, a zarazem igra ze śmiercią, zbliżając ją do siebie coraz bardziej i bardziej i bardziej. Ze śmiercią, o której wiadomo, że tkwi w rogach byka. Świadczał o tym przykryte plandekami trupy koni na piasku areny. Torero emanuje poczuciem, że jest nieśmiertelny, a w miarę jak go oglądamy, staje się ono także naszym udziałem. Kiedy zaś to poczucie ma zarówno on, jak i my, matador uzasadnia je pchnięciem szpadu. Kawałek dalej, kiedy Hemingway pisze o tzw. wielkich uśmiercicielach, o tych matadorach, którzy znajdują spełnienie w samym akcie zabicia byka, otóż pisze on tak.

A jeśli przy jego dojściu do byka najpierw lewym barkiem szpady uderzy w kość i nie zechce się wbić, albo jeśli uderzy w żebra lub brzeg kręgu i odchyli się tak, że wejdzie tylko na jedną trzecią długości. Taka próba zabicia ma taką samą wielką wartość, jak gdyby szpana weszła na całą długość i zabiła, ponieważ człowiek podjął ryzyko, a jego zamiar udaremnił tylko czysty przypadek. Hemingway opisuje całą fizykę tej śmierci. Tego, co trzeba zrobić, to jest coś, co dzięki tej książce zrozumiałem. Natomiast nie jest to z pewnością rzecz dla wszystkich. Mam wrażenie też, że ta książka do pewnego stopnia się zestarzała na pewnie jakimś poziomie społecznej akceptacji tego zjawiska.

Natomiast kiedy patrzyłem na liczby, to te liczby dostępne publicznie, no nie wskazują na to, żeby tych korit było mniej. Nie wiem, czy to jest tak, że zmieniły się czasy, czy teraz jest jakoś inaczej. No te konie są już mocniej pozabezpieczane, ale istota pozostaje taka sama. No i wierzę, dzięki książce Hemingwaya wierzę, że można w tym znajdować, no nie wiem, piękno. Names mentioned – Names mentioned –

Jeżeli lubią Państwo książki, które wyrażają opinie, to ta książka wyraża opinie. Hemingway jest tutaj momentami złośliwy, momentami zabawny, momentami ironiczny, bardzo bezpośredni. Tu padają konkretne nazwiska. Ten, Toreo, to jest człowiek, który jest gorszy od wszy, bo wesz, chociaż coś podejmuje, a ten nie podejmuje żadnej akcji. Ten Toreo jest taki, ten taki. Opowiada Hemingway historię ze swojego życia, kiedy swoje dziecko zabrało małe na korridę, jak ono to potem przeżywało. Mnóstwo rzeczy, które są bardzo, bardzo osobiste i bardzo wyraźnie zajmujące stanowisko. To nie jest zdystansowana książka.

Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.