Mam coś z zupełnie przeciwległej strony, jeśli chcielibyśmy trochę zelżeć na chwilę. Tak. Będzie pszczulnie, będzie mrucząco, będą to kotki i będzie to Calico, która była jedną z gier... O proszę. Być może to trochę przewrotnie interpretowane jest tutaj ten temat naszego podcastu w tym przypadku, ale... To była gra, do której siadłem z po prostu dziką fascynacją, że jest po prostu taka cute, jest pięknie wydana, wszystko cudownie wygląda, jest takie aż do przytulenia. A to była tak postępująco dławiąca gra, że absolutnie odbiłem się od niej, w sensie byłem przerażony tym, jak bardzo rodzinna ona jest wizualnie, a jak wycieńczająca była dla mnie psychicznie.
50-50. Ale tam, gdzie grywam najczęściej, to Calico zastąpił... Bardziej hate niż love. Tak, niestety tak. No love for the cats. Natomiast poszliśmy w drugą stronę, czyli w kaskadię, która była w pewnym sensie odwróceniem Calico dla mnie, czyli mamy pełną swobodę, budujemy na zewnątrz, a nie do wewnątrz i to uratowało dla mnie te serie. I to było... No bo tam cię już gra nie ciśnie, tak? Nie wiem, nie grałem w kaskady, ale nie jest aż tak... Nie, tam możesz się rozbudowywać wszerz, prawie jak w karkasonie możesz sobie latać gdziekolwiek tylko dusza zapragnie i to poczucie tej duszności znika, mimo że nadal można się też... zakopać swoją nieuwagą, brakiem spostrzegawczości, bo to jest też w dużej mierze gra na wynajdywanie wzorków na planszy, ścieżek i połączeń.
Ale w Calico ten jakby zmniejszające się pole gry, zmniejszające się pole decyzyjne Było z rundy na rundę coraz bardziej wycieńczające dla mnie, mimo że to nie jest trudna gra, ale w jakiś specyficzny sposób ona swojego gracza przepuszcza przez taką maszynkę do wyciskania soków. To ja bym tutaj, nie mam na liście tej gry, ale skoro wspominamy o tego typu grach, to ja bym tutaj podrzucił od siebie Patchworka u Wendra Zeberka. Jak się ze mnie współgracze śmiali, kiedy ja brałem te tetrisowe klocki i musiałem sobie przyłożyć tam, żeby zwizualizować sobie, bo nie potrafiłem wyobrazić sobie, jaki kafelek wziąć, więc tam po prostu też mój mózg przestawał działać. Ja też za takimi tetrominowymi grami na coś nie biegam, więc to też jest dla mnie podobny vibe do Calico.
Albo sami byli w życiu nieszczęśliwi i pomyśleli, że sprowadzą trochę tego nieszczęścia na nas. Podzielą się smutkiem i mizerią własną. Co i rusz odkrywam takie rzeczy i mam do nich różny stosunek, ale akurat poza Calico to wszystkie te rzeczy, które dzisiaj wymieniałem, gdzieś tam jeszcze są cały czas albo w kolekcji, albo w kolekcji znajomych i na radarze. I wiem, że będę do nich wracać, bo jest to taki element poskramiania własnej nieumiejętności, własnej niedowiedzy i uczenia się tego, jak stawiać coraz większy opór tym złośliwym, brutalnym mechanizmom. Z mojej strony gra nie byłaby pełna, gdybym tutaj nie podał Królowej Żółci, zwanej też Cmentarną Suką.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Są gry które nas nienawidzą... O to one