WDOWA Z CZERWONEGO KRZYŻA
MIEJSCE AKCJI: WARSZAWAMieszkanie przy ulicy Czerwonego Krzyża stało się sceną jednej z najbardziej zagadkowych spraw sądowych lat trzydziestych. Olga Raszyńska, wdowa po urzędniku ministerstwa, raz była ofiarą, a raz oskarżoną. Do dziś nikt nie wie, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 222Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 280Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 281Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 340Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 343Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1937 nr 265Dzień Dobry, 1936 nr 281Dzień Dobry, 1936 nr 344Dzień Dobry, 1937 nr 61Express Kaliski, 1936 nr 233Express Kaliski, 1936 nr 281Express Kaliski, 1937 nr 61Express Poranny, 1936 nr 113Express Poranny, 1936 nr 222Express Poranny, 1936 nr 344Express Poranny, 1936 nr 69Express Poranny, 1937 nr 265Kurjer Polski, 1936 nr 278Kurjer Polski, 1937 nr 61Kurjer Polski, 1937 nr 69Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1936 nr 112Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1937 nr 61Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1937 nr 263Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US
Kiedy 53-letni Zygmunt Raszyński został odnaleziony w swoim fotelu z raną postrzałową, wszyscy uznali, że był to desperacki krok mężczyzny, którego przytłoczyło życie. Już kilka dni później sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Na komisariacie policji zjawiła się małżonka Nenata, 45-letnia Olga Raszyńska, która poinformowała, że śledczy byli w błędzie. Zygmunt nie odszedł z tego świata z własnej woli. To ona pociągnęła za spust. Dlaczego kobieta postanowiła obciążyć samą siebie zeznaniami? Czy nie powinna się cieszyć, że zbrodnia uszła jej na sucho?
Czy sytuacja rzeczywiście tak wyglądała? Zależy komu uwierzymy. Ale żeby móc w ogóle spojrzeć na tę sprawę z różnych perspektyw, to musimy sobie zacząć od początku. Olga Raszyńska była z pochodzenia Austriaczką. Podobno dość urodziwą, ale z uwagi na brak materiału fotograficznego musimy tutaj zawierzyć osobom relacjonującym tę sprawę. To właśnie we Wiedniu poznała Zygmunta Raszyńskiego, polskiego urzędnika, który pełnił funkcję w polskim poselstwie w stolicy Austrii. Raszyński wiódł życie, które mogło imponować. Dla Olgi związek z urzędnikiem z zagranicy oznaczał nie tylko stabilność, ale i prestiż.
Sygmunt Raszyński, pracując w polskim poselstwie, zajmował intratne stanowisko. Nie mógł narzekać na wypłacaną pensję. Wręcz przeciwnie, mógł liczyć na pewnego rodzaju luksusy. Miał samochód, ziemię, a jego styl życia odpowiadał wizerunkowi dobrze sytuowanego urzędnika dyplomacji. Na pierwszy rzut oka było widać, że ma się do czynienia z człowiekiem zamożnym, na co wskazuje już fakt posiadania samochodu, na co na początku minionej epoki mogli pozwolić sobie tylko nieliczni. Olga, młoda Austriaczka, czuła się w tym świecie swobodnie. Było to jej miasto rodzinne, które dobrze znała. Otaczali ją sami znajomi.
Wiedeńskie lata Raszyńskich upływały więc w rytmie spotkań towarzyskich, spacerów po mieście i codziennej rutyny dyplomatycznej służby, która niosła za sobą zarówno obowiązki, jak i przywileje. Dzieci się jednak na świecie nie pojawiły. Ich małżeństwo zaczynało się więc od obietnicy stabilności i życia w dobrobycie, ale ten obraz szybko miał się rozpaść. Ich sytuacja zaczęła się zmieniać. Kilka lat po ślubie Zygmunt Raszyński został odwołany z poselstwa w Wiedniu. Zakończyła się jego praca w świecie dyplomacji, a wraz z tym także etap życia w austriackiej stolicy. Małżonkowie spakowali swoje rzeczy i przenieśli się do Warszawy, gdzie na Zygmunta czekało już stanowisko urzędnika w Ministerstwie Komunikacji.
Dla Olgi rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Wiedeńskie kawiarnie i znajome salony zastąpiło warszawskie codzienne zmaganie się z ograniczeniami. Czuła się osamotniona, oderwana od swojego świata, a różnice językowe i obyczajowe dodatkowo pogłębiały dystans. Co prawda kobieta uczyła się języka polskiego, ale według dostępnych informacji wciąż miała problemy, by swobodnie porozumiewać się z rodakami swojego ślubnego. Nie wiadomo czy to problemy z dopasowaniem i komunikacją, czy zmiana warunków życiowych, ale coś wpłynęło na zmianę w zachowaniu Raszyńskiej. A może wcześniej jej wady nie były po prostu tak widoczne, bowiem kobieta, zdaje się, że szczęśliwa w pierwszych latach swojego małżeństwa, nie miała żadnych powodów do narzekań.
Ale gazety pisały, że kobieta była posiadaczką wyjątkowo gwałtownego temperamentu. Była bardzo impulsywna. Nieraz i niedwa głośno okazywała swoje niezadowolenie z sytuacji, w jakiej się znalazła. Między małżonkami dochodziło więc do sprzeczek, które z czasem stawały się coraz częstsze. Choć na zewnątrz Raszyńscy uchodzili za zwyczajne, dobrze sytuowane małżeństwo, ich życie prywatne było pełne napięć. różnice w temperamencie w końcu zaczęły dawać o sobie znać. I to coraz częściej. Olka była żywiołowa, emocjonalna i nie zawsze potrafiła ukrywać swoją złość czy rozczarowanie.
On przeciwnie. Był zamknięty w sobie, unikał sporów i zamiast stawić czoła rozgoryczonej małżonce, może trochę ją udobruchać albo chociaż wyrazić swoją opinię czy poklepać po ramieniu, wybierał milczenie. Można powiedzieć, że w ten sposób uciekał od problemów. Może miał nadzieję, że jeśli zacznie udawać, że tego problemu nie ma, to on automatycznie zniknie. Ale jak wiemy z doświadczenia, takie podejście nigdy nie zwiastuje niczego dobrego. Ale też nie możemy powiedzieć, że Zygmunt uciekał tak cały czas, bo część świadków donosi tutaj, że w domu Raszyńskich coraz częściej dochodziło do kłótni, a zza ściany dało się słyszeć podniesione głosy, zarówno Olgi, jak i Zygmunta.
Uczestnicy tych wydarzeń wspominali, że bywały te awantury głośne, podczas których Olga nie kryła swojego niezadowolenia, a Zygmunt starał się wycofać, jakby chciał przetrwać burzę w spokoju, w samotności. Innymi słowy, może nie tyle nie kłócił się z małżonką i nie tyle zbywał ją milczeniem, co po prostu starał się bagatelizować problemy małżonki i machał ręką, że oj tam, oj tam, to nic takiego przejdzie. Tyle, że bardziej dosadnie. I chociaż na początku te spory nie były takie częste, to z czasem przestały być jedynie incydentami, ale elementem codzienności Raszyńskich. Nie było dnia, by małżeństwo nie darło ze sobą kotów. Brak dzieci dodatkowo pogłębiał ten dystans między nimi.
Z czasem zaczęli żyć obok siebie, dzieląc przestrzeń mieszkania, ale nie dzieląc już ze sobą emocjonalnej bliskości. O Raszyńskich krążyły nie tylko opowieści o awanturach w czterech ścianach mieszkania. W sąsiedztwie mówiło się też o tym, że Olga z trudem odnajdywała się w warszawskim środowisku. Jej akcent, styl bycia i sposób ubierania się wyróżniał ją na tle innych żon urzędników. Była bardzo dystyngowana, widać, że wywodziła się z wyższych sfer. Niektórzy sądzili, że czuła się lepsza od pozostałych. Inni, że w rzeczywistości była zwyczajną kobietą, tylko bardzo wyobcowaną, nieznającą języka, przez to czuła się samotnie, a to tylko potęgowało ten dystans między Raszyńską a pozostałymi żonami innych urzędników.
W rozmowach pojawiały się także spekulacje dotyczące finansów. Choć Raszyńscy żyli skromniej niż dawniej, to plotkowano, że Olga wciąż miała ambicje, by utrzymywać wizerunek eleganckiej damy z Wiednia. Bywało to odbierane jako próżność, a czasem nawet jako powód do złośliwości. Krążyły też szeptane komentarze, że nie wszyscy wierzyli w szczerość ich związku. Niektórzy twierdzili, że Zygmunt wciąż traktował życie zawodowe i dawną pozycję jako priorytet, a Olga w ich małżeństwie pozostawała bardziej ozdobą niż partnerką. Inni z kolei szeptali, że to ona miała większy wpływ na codzienność i że jej dominująca osobowość przytłaczała męża.
Takie opinie, często sprzeczne i jak widzicie, prawdopodobnie przesadzone, budowały obraz małżeństwa, które samo w sobie stawało się tematem do plotek i sensacyjnych interpretacji. bo zdecydowanie wyróżniało się na tle innych małżeństw. A wiadomo, jak to jest z tymi, co się wyróżniają. Stają się najłatwiejszym celem. Jeżeli chodzi o kłótnie raszyńskich, to w opowieściach świadków przewijał się jeden szczególny incydent, który wracał jak bumerang na późniejszym etapie historii i stał się swojego rodzaju jednym z najistotniejszych wydarzeń i dowodów w sprawie. Podczas jednej z gwałtowniejszych kłótni Olga miała sięgnąć po rewolwer.
Co dokładnie chciała zrobić? Nie wiadomo. Jedni twierdzili, że chciała przestraszyć męża. Inni, że był to wyraz desperacji i bezsilności wobec ciągłych sporów. Czy chciała strzelić do siebie, by zakończyć swoje męki? Możliwe, bowiem według znajomych pary Raszyńska miała tendencję do dramatyzowania i rzucania w eter, że ma dość wszystkiego i najchętniej by ze sobą skończyła. Według innej relacji Zygmunt miał nawet skomentować kiedyś zachowanie żony, mówiąc, że tutaj cytuję, ta wariatka się truje. Była to reakcja na kolejną scenę olgi, podczas której ta miała grozić, że połknie środek nasenny. Jego słowa były mieszaniną gniewu i bezradności.
Nie traktował zachowania żony całkiem poważnie, raczej bagatelizował je, nadając mu ton ironii czy znurzonego komentarza. Ot, nie przejmujcie się, ona tak już po prostu ma. Nie wiadomo na ile te groźby były realne, a na ile stanowiły formę szantażu emocjonalnego. Jednak fakt, że takie sytuacje miały miejsce, budował obraz związku, w którym desperacja i dramatyczne gesty stawały się częścią codzienności. A może Raszyńska zamiast do siebie chciała strzelić do męża? Raszyńska potrafiła w gniewie wypowiadać słowa, które można było odczytać jako groźby rzucane w kierunku ślubnego. Nie były to jednak jasne, jednoznaczne deklaracje w stylu zastrzelecie, lecz raczej takie gwałtowne reakcje podczas kłótni, rzucanie oskarżeń, krzyki, dramatyczne gesty, to wszystko przez ciebie, myślę, że wiecie o co chodzi.
Trudno więc powiedzieć, czy Raszyńska otwarcie groziła swojemu mężowi. Natomiast patrząc na jej raczej średnią stabilność emocjonalną, mogła w amoku skierować broń w stronę Raszyńskiego. Odpowiedź na to, jakie były jej intencje, pozostaje nieznana. Wiadomo jednak, że Zygmunt, widząc broń w dłoni swojej ślubnej, zareagował natychmiast. Udało mu się wyrwać rewolwer, jednak podczas szamotaniny doszło do wystrzału. Na szczęście nikt nie został ranny, a kula utkwiła we fremudze drzwi, zostawiając ślad, który stał się niemym świadectwem tej awantury. Ten epizod długo żył w plotkach i w sąsiedzkich rozmowach.
Jednym dowodził, że Olka była kobietą impulsywną i nieobliczalną. Dla innych był raczej dowodem na to, że w ich domu panowała atmosfera pełna napięcia, której wystarczyła iskra, by wybuchł konflikt. Tak czy inaczej, opowieść o strzale w drzwi stała się jednym z tych szczegółów, które na zawsze zapisały się w historii tego małżeństwa. A jeżeli już dochodziło do wystrzałów mniej lub bardziej intencjonalnych, to jedno jest tutaj pewne. To nie mogło skończyć się dobrze. Był kwiecień 1933 roku. W mieszkaniu Raszyńskich przy ulicy Czerwonego Krzyża panował pozorny spokój.
Nic nie zapowiadało dramatu, który miał się rozegrać. Kilka godzin później Zygmunt Raszyński został znaleziony martwy w swoim fotelu. Miał 53 lata. Na jego twarzy widniała rana postrzałowa. Kula przeszyła górną wargę i czaszka. Obok leżał rewolwer. Początkowo wszystko wskazywało na to, że mężczyzna odebrał sobie życie. Taki wniosek nasuwał się sam. Broń należała do Raczyńskich, a on sam od pewnego czasu miał być przygnębiony, zamknięty w sobie i pogrążony we własnych troskach, których nikomu nie zdradzał. Pierwsze komunikaty policyjne mówiły więc o desperackim kroku człowieka przytłoczonego życiem.
Atmosferę w mieszkaniu podgrzewały jednak dramatyczne słowa Olgi. Według świadków, kiedy wezwano pomoc, miała krzyczeć – zabiłam człowieka. Wstrząsające wyznanie natychmiast wzbudziło wątpliwości. Czy to była rozpaczliwa reakcja oszołomionej wdowy, czy też przyznanie się do zbrodni? Później wcale nie było łatwiej. Niejasności narastały, bo kiedy śmierć Zygmunta stała się faktem, atmosfera panująca w mieszkaniu Raszyńskich szybko przerodziła się w chaos. Olga była oszołomiona i rozchwiana. Najpierw krzyczała, potem zaczęła się wycofywać. Według relacji osób obecnych w domu i późniejszych doniesień prasowych, w chwili największego rozstrojenia próbowała odebrać sobie życie.
Trudno więc ocenić, jak to z tą Raszyńską było. Natomiast tak, tak jak powiedziałam, wkrótce śledczy zaczęli mieć wątpliwości, czy sprawa odejścia Zygmunta Raszyńskiego była tak banalna, jak wydawało się na pierwszy rzut oka. Bo rzeczywiście, początkowo wszystko wydawało się jasne. Mężczyzna zastrzelił się we własnym mieszkaniu. Obok ciała leżał rewolwer, a sytuacja wpasowywała się w typowy obraz desperata, posyłającego kulę w swoim kierunku. Jednak już pierwsze godziny śledztwa zaczęły rodzić wątpliwości. Policjanci zwrócili uwagę na kilka szczegółów. Rana postrzałowa była umiejscowiona dość nietypowo.
Kula przeszyła górną wargę i czaszkę, co powiedziałam nieco wcześniej. A to w opinii biegłych mogło być mało prawdopodobne, gdyby Raszyński oddał strzał własną ręką. Dodatkowo łuska została odnaleziona w pościeli. dosłownie mówiąc pod poduszką. Jak tam trafiła, jeżeli mężczyzna strzelił do siebie siedząc w hotelu? Zwrócono też uwagę, że na twarzy Denata brakowało wyraźnych śladów osmolenia, a takie zwykle pojawiają się przy postrzale z bliskiej odległości. Do tego dochodziło zachowanie Olgi i dramatyczne okrzyki i zabiłam człowieka zapisane w raportach i przywoływane później przez świadków. To sprawiło, że śledczy zaczęli traktować je nie tylko jak wyraz rozpaczy, ale też możliwe przyznanie się do winy.
Jeszcze większe zamieszanie wywołało to, że w kolejnych dniach Olga zaczęła zmieniać swoją wersję wydarzeń. Oczywiście już po tym, jak opuściła szpital po własnej nieudanej próbie. Ciężko mi zachować chronologię jej zeznań, bo tutaj też mamy niezły bałagan. Dlatego przedstawię Wam, jak prawdopodobnie to wyglądało, ale z zaznaczeniem, byście nie brali tej części za pewnik i nie opierali swoich wyroków, bazując jedynie na zeznaniach Raszyńskiej. Przynajmniej nie na tym etapie. Na początku Raszyńska miała przyznać, że to ona pociągnęła za spust. Później jednak swoje przyznanie cofnęła. Mąż targnął się na życie sam, a ona obciążyła siebie tylko dlatego, że chciała go zrehabilitować w oczach opinii publicznej.
Tłumaczyła, że wolałaby ludzie widzieli ją jako zbrodniarkę, niż by wierzono, że Zygmunt sam odebrał sobie życie. Co, umówmy się, nie przynosiło zbyt dużej chluby. Dla jednych była to romantyczna, desperacka próba obrony pamięci męża. Dla innych typowy zabieg osoby, która próbowała zamącić w zeznaniach i odwrócić uwagę od prawdy. Śledczy i prokuratura interpretowali jej zachowanie jako dowód winy. Podkreślali, że tylko sprawca mógł krzyczeć w pierwszej chwili, że zabił człowieka. Ale i na to Raszyńska miała wytłumaczenie. Była w szoku, a jej zdolności komunikacyjne w języku polskim były na bardzo niskim poziomie.
Te niejasności sprawiły, że sprawa z prostego aktu desperacji zamieniła się w zagadkę kryminalną. W oczach opinii publicznej Raszyńska przestała być jedynie wdową. Stawała się teraz potencjalną sprawczynią. Po Warszawie zaczęły krążyć plotki. Olga czuła, że staje się obiektem podejrzeń i że sama atmosfera niedopowiedzeń działa przeciwko niej. Być może właśnie dlatego któregoś dnia zjawiła się na komisariacie i po raz kolejny z własnej woli przyznała się do zbrodni. Mając jej przyznanie się do winy, prokuratura mogła wnieść akt oskarżenia. Tak też Raczyńska zasiadła na ławie oskarżonych. Proces budził ogromne zainteresowanie.
Każdy chciał zobaczyć na własne oczy elegancką wdowę z Wiednia, która według sensacyjnych nagłówków dzienników stała się mężobójczynią. Nic więc dziwnego, że warszawiacy szturmem ruszyli do gmachu sądu, a sala rozpraw pękała w szwach. Proces rozpoczął się od przedstawienia zarzutów. Prokuratura podkreślała, że zeznania Raszyńskiej są pełne sprzeczności. Raz mówiła, że mąż się zastrzelił, innym razem obciążała samą siebie. Najmocniejszym argumentem oskarżenia były je własne słowa – zabiłam człowieka. Śledczy traktowali je jako spontaniczne, szczere przyznanie się do winy. Takie, które padło zanim Raszyńska zdążyła ułożyć sobie spójną wersję wydarzeń.
Prokurator przypomniał także wcześniejsze awantury w domu Raszyńskich, ten strzał we framugę drzwi, który początkowo też uważano, że mógł być dowodem na to, iż wystrzały były dwa. Groźby Olgi, opowieści o tym, że groziła wszystkim, że odbierze sobie życie, no umówmy się, tło nie było dla Raszyńskiej korzystne. Na racji oskarżyciela obraz był jasny. Małżeństwo od dawna żyło w konflikcie, a finałem tej historii był strzał w kwietniową noc. Ale nie był to strzał desperata. Był to strzał oddany przez historyczkę, która nie mogąc pogodzić się ze zmianą sytuacji życiowej, postanowiła zemścić się na mężu.
Obrona natomiast budowała zupełnie inny obraz. Adwokaci wskazywali na brak twardych dowodów. Broń leżała obok ciała, co pasowało do tego, że to właśnie Raszyński trzymał ją w dłoni. Brak śladów prochu na twarzy Donata można było wytłumaczyć techniką oddania strzału, a kula w czaszce, choć nietypowa, nie wykluczała tego, że Raszyński strzelił samodzielnie. Najważniejszym punktem obrony było jednak tłumaczenie samej Olgi. Jej krzyk miał być wyrazem rozpaczy, a nie przyznaniem się do winy. Na sali sądowej Raszyńska robiła wrażenie kobiety załamanej i rozbitej psychicznie. Opowiadała o swoim małżeństwie, o problemach i o swoim trudnym charakterze. Ale konsekwentnie zaprzeczała, by świadomie pociągnęła za spust.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
MIEJSCE AKCJI: WARSZAWAMieszkanie przy ulicy Czerwonego Krzyża stało się sceną jednej z najbardziej zagadkowych spraw sądowych lat trzydziestych. Olga Raszyńska, wdowa po urzędniku ministerstwa, raz była ofiarą, a raz oskarżoną. Do dziś nikt nie wie, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 222Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 280Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 281Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 340Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 343Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1937 nr 265Dzień Dobry, 1936 nr 281Dzień Dobry, 1936 nr 344Dzień Dobry, 1937 nr 61Express Kaliski, 1936 nr 233Express Kaliski, 1936 nr 281Express Kaliski, 1937 nr 61Express Poranny, 1936 nr 113Express Poranny, 1936 nr 222Express Poranny, 1936 nr 344Express Poranny, 1936 nr 69Express Poranny, 1937 nr 265Kurjer Polski, 1936 nr 278Kurjer Polski, 1937 nr 61Kurjer Polski, 1937 nr 69Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1936 nr 112Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1937 nr 61Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1937 nr 263Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US