Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane

WDOWA Z CZERWONEGO KRZYŻA

30.09.2025 ·42 min 44 s

MIEJSCE AKCJI: WARSZAWAMieszkanie przy ulicy Czerwonego Krzyża stało się sceną jednej z najbardziej zagadkowych spraw sądowych lat trzydziestych. Olga Raszyńska, wdowa po urzędniku ministerstwa, raz była ofiarą, a raz oskarżoną. Do dziś nikt nie wie, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy.Materiał posiada charakter dokumentalno-historyczny. Wzbogacony o wątki sfabularyzowane, ma na celu przybliżyć obyczaje oraz prawo panujące w dwudziestoleciu międzywojennym.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 222Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 280Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 281Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 340Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1936 nr 343Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony, 1937 nr 265Dzień Dobry, 1936 nr 281Dzień Dobry, 1936 nr 344Dzień Dobry, 1937 nr 61Express Kaliski, 1936 nr 233Express Kaliski, 1936 nr 281Express Kaliski, 1937 nr 61Express Poranny, 1936 nr 113Express Poranny, 1936 nr 222Express Poranny, 1936 nr 344Express Poranny, 1936 nr 69Express Poranny, 1937 nr 265Kurjer Polski, 1936 nr 278Kurjer Polski, 1937 nr 61Kurjer Polski, 1937 nr 69Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1936 nr 112Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1937 nr 61Kurjer Warszawski - wydanie poranne, 1937 nr 263Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

Kiedy 53-letni Zygmunt Raszyński został odnaleziony w swoim fotelu z raną postrzałową, wszyscy uznali, że był to desperacki krok mężczyzny, którego przytłoczyło życie. Już kilka dni później sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Na komisariacie policji zjawiła się małżonka Nenata, 45-letnia Olga Raszyńska, która poinformowała, że śledczy byli w błędzie. Zygmunt nie odszedł z tego świata z własnej woli. To ona pociągnęła za spust. Dlaczego kobieta postanowiła obciążyć samą siebie zeznaniami? Czy nie powinna się cieszyć, że zbrodnia uszła jej na sucho?

Czy sytuacja rzeczywiście tak wyglądała? Zależy komu uwierzymy. Ale żeby móc w ogóle spojrzeć na tę sprawę z różnych perspektyw, to musimy sobie zacząć od początku. Olga Raszyńska była z pochodzenia Austriaczką. Podobno dość urodziwą, ale z uwagi na brak materiału fotograficznego musimy tutaj zawierzyć osobom relacjonującym tę sprawę. To właśnie we Wiedniu poznała Zygmunta Raszyńskiego, polskiego urzędnika, który pełnił funkcję w polskim poselstwie w stolicy Austrii. Raszyński wiódł życie, które mogło imponować. Dla Olgi związek z urzędnikiem z zagranicy oznaczał nie tylko stabilność, ale i prestiż.

Para wpadła sobie w oko i zaczęła się spotykać. Wkrótce niewinny romans przerodził się w poważniejszy związek. Kraszyński klęknął przed Olgą z pierścionkiem zaręczynowym, choć nie wiem, czy wówczas posuwano się do tak romantycznych gestów, czy doszło tutaj po prostu do umowy. Oboje szukali kogoś na stałe i wzajemnie wydawali się dla siebie dobrą partią. Jakby nie było, to kobieta przyjęła jego oświadczyny. Niedługo później Zygmunt i Olga stanęli na ślubnym kobiercu i rozpoczęli wspólne życie. Początki ich małżeństwa upływały w miłej atmosferze. Wiedeń lat dwudziestych był miastem kosmopolitycznym, pełnym kawiarni, eleganckich pasaży i życia kulturalnego.

Sygmunt Raszyński, pracując w polskim poselstwie, zajmował intratne stanowisko. Nie mógł narzekać na wypłacaną pensję. Wręcz przeciwnie, mógł liczyć na pewnego rodzaju luksusy. Miał samochód, ziemię, a jego styl życia odpowiadał wizerunkowi dobrze sytuowanego urzędnika dyplomacji. Na pierwszy rzut oka było widać, że ma się do czynienia z człowiekiem zamożnym, na co wskazuje już fakt posiadania samochodu, na co na początku minionej epoki mogli pozwolić sobie tylko nieliczni. Olga, młoda Austriaczka, czuła się w tym świecie swobodnie. Było to jej miasto rodzinne, które dobrze znała. Otaczali ją sami znajomi.

Ale gazety pisały, że kobieta była posiadaczką wyjątkowo gwałtownego temperamentu. Była bardzo impulsywna. Nieraz i niedwa głośno okazywała swoje niezadowolenie z sytuacji, w jakiej się znalazła. Między małżonkami dochodziło więc do sprzeczek, które z czasem stawały się coraz częstsze. Choć na zewnątrz Raszyńscy uchodzili za zwyczajne, dobrze sytuowane małżeństwo, ich życie prywatne było pełne napięć. różnice w temperamencie w końcu zaczęły dawać o sobie znać. I to coraz częściej. Olka była żywiołowa, emocjonalna i nie zawsze potrafiła ukrywać swoją złość czy rozczarowanie.

Uczestnicy tych wydarzeń wspominali, że bywały te awantury głośne, podczas których Olga nie kryła swojego niezadowolenia, a Zygmunt starał się wycofać, jakby chciał przetrwać burzę w spokoju, w samotności. Innymi słowy, może nie tyle nie kłócił się z małżonką i nie tyle zbywał ją milczeniem, co po prostu starał się bagatelizować problemy małżonki i machał ręką, że oj tam, oj tam, to nic takiego przejdzie. Tyle, że bardziej dosadnie. I chociaż na początku te spory nie były takie częste, to z czasem przestały być jedynie incydentami, ale elementem codzienności Raszyńskich. Nie było dnia, by małżeństwo nie darło ze sobą kotów. Brak dzieci dodatkowo pogłębiał ten dystans między nimi.

Z czasem zaczęli żyć obok siebie, dzieląc przestrzeń mieszkania, ale nie dzieląc już ze sobą emocjonalnej bliskości. O Raszyńskich krążyły nie tylko opowieści o awanturach w czterech ścianach mieszkania. W sąsiedztwie mówiło się też o tym, że Olga z trudem odnajdywała się w warszawskim środowisku. Jej akcent, styl bycia i sposób ubierania się wyróżniał ją na tle innych żon urzędników. Była bardzo dystyngowana, widać, że wywodziła się z wyższych sfer. Niektórzy sądzili, że czuła się lepsza od pozostałych. Inni, że w rzeczywistości była zwyczajną kobietą, tylko bardzo wyobcowaną, nieznającą języka, przez to czuła się samotnie, a to tylko potęgowało ten dystans między Raszyńską a pozostałymi żonami innych urzędników.

W rozmowach pojawiały się także spekulacje dotyczące finansów. Choć Raszyńscy żyli skromniej niż dawniej, to plotkowano, że Olga wciąż miała ambicje, by utrzymywać wizerunek eleganckiej damy z Wiednia. Bywało to odbierane jako próżność, a czasem nawet jako powód do złośliwości. Krążyły też szeptane komentarze, że nie wszyscy wierzyli w szczerość ich związku. Niektórzy twierdzili, że Zygmunt wciąż traktował życie zawodowe i dawną pozycję jako priorytet, a Olga w ich małżeństwie pozostawała bardziej ozdobą niż partnerką. Inni z kolei szeptali, że to ona miała większy wpływ na codzienność i że jej dominująca osobowość przytłaczała męża.

Takie opinie, często sprzeczne i jak widzicie, prawdopodobnie przesadzone, budowały obraz małżeństwa, które samo w sobie stawało się tematem do plotek i sensacyjnych interpretacji. bo zdecydowanie wyróżniało się na tle innych małżeństw. A wiadomo, jak to jest z tymi, co się wyróżniają. Stają się najłatwiejszym celem. Jeżeli chodzi o kłótnie raszyńskich, to w opowieściach świadków przewijał się jeden szczególny incydent, który wracał jak bumerang na późniejszym etapie historii i stał się swojego rodzaju jednym z najistotniejszych wydarzeń i dowodów w sprawie. Podczas jednej z gwałtowniejszych kłótni Olga miała sięgnąć po rewolwer.

Jednym dowodził, że Olka była kobietą impulsywną i nieobliczalną. Dla innych był raczej dowodem na to, że w ich domu panowała atmosfera pełna napięcia, której wystarczyła iskra, by wybuchł konflikt. Tak czy inaczej, opowieść o strzale w drzwi stała się jednym z tych szczegółów, które na zawsze zapisały się w historii tego małżeństwa. A jeżeli już dochodziło do wystrzałów mniej lub bardziej intencjonalnych, to jedno jest tutaj pewne. To nie mogło skończyć się dobrze. Był kwiecień 1933 roku. W mieszkaniu Raszyńskich przy ulicy Czerwonego Krzyża panował pozorny spokój.

Atmosferę w mieszkaniu podgrzewały jednak dramatyczne słowa Olgi. Według świadków, kiedy wezwano pomoc, miała krzyczeć – zabiłam człowieka. Wstrząsające wyznanie natychmiast wzbudziło wątpliwości. Czy to była rozpaczliwa reakcja oszołomionej wdowy, czy też przyznanie się do zbrodni? Później wcale nie było łatwiej. Niejasności narastały, bo kiedy śmierć Zygmunta stała się faktem, atmosfera panująca w mieszkaniu Raszyńskich szybko przerodziła się w chaos. Olga była oszołomiona i rozchwiana. Najpierw krzyczała, potem zaczęła się wycofywać. Według relacji osób obecnych w domu i późniejszych doniesień prasowych, w chwili największego rozstrojenia próbowała odebrać sobie życie.

Reakcja otoczenia była natychmiastowa. Kobietę powstrzymano przed dalszym samookaleczeniem i zabrano pod opiekę. Inne dane mówią o tym, że Olga owszem targnęła się na swoje życie, ale kilka dni później, kiedy policja zaczęła zastanawiać się, czy czasem nie pomogła swojemu mężowi w odejściu. To nie był akt zrozpaczonej żony, która chciała dołączyć do męża. To strach przed aresztowaniem popchnął ją do tak drastycznego kroku. Jak było naprawdę? Po raz kolejny niestety muszę powiedzieć, że nie wiadomo. Narracja prasy w głównej mierze zależała od subiektywnego podejścia dziennikarza, który przedstawiał ten temat.

Jeszcze większe zamieszanie wywołało to, że w kolejnych dniach Olga zaczęła zmieniać swoją wersję wydarzeń. Oczywiście już po tym, jak opuściła szpital po własnej nieudanej próbie. Ciężko mi zachować chronologię jej zeznań, bo tutaj też mamy niezły bałagan. Dlatego przedstawię Wam, jak prawdopodobnie to wyglądało, ale z zaznaczeniem, byście nie brali tej części za pewnik i nie opierali swoich wyroków, bazując jedynie na zeznaniach Raszyńskiej. Przynajmniej nie na tym etapie. Na początku Raszyńska miała przyznać, że to ona pociągnęła za spust. Później jednak swoje przyznanie cofnęła. Mąż targnął się na życie sam, a ona obciążyła siebie tylko dlatego, że chciała go zrehabilitować w oczach opinii publicznej.

Te niejasności sprawiły, że sprawa z prostego aktu desperacji zamieniła się w zagadkę kryminalną. W oczach opinii publicznej Raszyńska przestała być jedynie wdową. Stawała się teraz potencjalną sprawczynią. Po Warszawie zaczęły krążyć plotki. Olga czuła, że staje się obiektem podejrzeń i że sama atmosfera niedopowiedzeń działa przeciwko niej. Być może właśnie dlatego któregoś dnia zjawiła się na komisariacie i po raz kolejny z własnej woli przyznała się do zbrodni. Mając jej przyznanie się do winy, prokuratura mogła wnieść akt oskarżenia. Tak też Raczyńska zasiadła na ławie oskarżonych. Proces budził ogromne zainteresowanie.

A to z kolei świadczyło o tym, że Raszyńska potrafiła posunąć do czynów mogących skutkować utratą życia. Sama Olga miała twierdzić, że wcale nie chciała krzywdzić męża, a wystrzał nastąpił przez przypadek. Chciała jedynie postraszyć Zygmunta. Przecież gdyby chciała posłać kulę w jego kierunku, to by to zrobiła. A to, że ta zamiast w jego ciele utkwiła we Fremudza, dobitnie świadczyło o tym, że nie miała żadnych zwrotniczych intencji. Wytłumaczyła również łuskę pod poduszką. Przed dzień tragedii targnęła się na własne życie. Strzeliła do siebie dwukrotnie, ale oba strzały były niecelne. Zapewne to właśnie w ten sposób łuska trafiła pod poduszkę.

A mianowicie podczas sekcji zwłok u Zygmunta Raszyńskiego stwierdzono złamanie jednego z żeber. Ten pozornie drobny uraz wywołał lawinę pytań. Jak powstał i czy mógł mieć związek z jego śmiercią? Dla prokuratora złamane żebro było potencjalnym dowodem na szarpaninę. Jeśli w domu doszło do walki o rewolwer, Olga mogła uderzyć lub odepchnąć męża, powodując uraz. W tej interpretacji złamane żebro stawało się śladem mężobójstwa, fizycznym dowodem, że Raszyński nie odszedł z własnej woli. Adwokaci twierdzili jednak, że złamanie mogło powstać zupełnie inaczej, np.

Pręcz przeciwnie, chciała stanąć przed sądem, aby w oficjalnym procesie odczyścić się z wszelkich zarzutów. To miało tłumaczyć jej niekonsekwencje, te zmieniające się wersje wydarzeń i emocjonalne wybuchy. Po kilku dniach przesłuchań, analiz biegłych i gorących wystąpień obu stron nadszedł moment kulminacyjny. Prasa, ciekawcy, znajomi i sąsiedzi Raszyńskich czekali na decyzję sądu. I tak też wszyscy o nie mieli, kiedy sędzia ogłosił wyrok. Olka Raszyńska była niewinna. Uzasadnienie brzmiało jasno. Brakowało niepodważalnych dowodów, które pozwoliłyby jednoznacznie uznać ją za osobę odpowiedzialną za śmierć męża.

Prokuratorzy ponownie odwoływali się do dramatycznych słów Olgi, która w pierwszym odruchu twierdziła, że zabiła i do jej wcześniejszych awantur. Jej gruźb z bronią w ręku oraz do rzekomych prób trucia się. Znaczy, no nie do końca rzekomych, bo w końcu Raszyńska sama przyznała, że na dzień przed tragicznymi wydarzeniami połknęła środki nasenne. Wszystkie te okoliczności miały wskazywać na to, że Olga była osobą niestabilną, która już wcześniej stosowała względem męża przemoc. Jeśli nie fizyczną, o czym mogło świadczyć złamane żebro, to z całą pewnością psychiczną. Obrona jednak nie ustępowała. Wskazywała, że nie pojawiły się żadne nowe dowody, a eksperci wciąż nie byli zgodni co do tego, jak mógł zostać oddany śmiertelny strzał.

Zamiast tego bazuje się na niepotwierdzonych spekulacjach i burzliwym związku pary. Ale to, że Raszyńscy się kłócili, a Olga czuła się wyobcowana w nowej rzeczywistości i miała momenty załamania, nie miało związku ze sprawą. Tutaj liczyły się dowody, a takich jak nie było, tak nie ma. Sąd Najwyższy podzielał zdanie obrony. W uzasadnieniu podkreślono, że prawo nie pozwala skazać człowieka na podstawie przypuszczeń i niejasności. Wobec braku jednoznacznych dowodów kasację odrzucono, a wyrok uniewinniający Olgę Raszyńską stał się prawomocny. Tak zakończyła się historia, która przez długie miesiące rozpalała warszawskie gazety i była omawiana w kawiarniach i na ulicach.

Olga wyszła na wolność, ale pytanie o to, co naprawdę wydarzyło się w mieszkaniu przy Czerwonego Krzyża, pozostało bez odpowiedzi. Czy Olga była winna? Oficjalnie nie. Ale jak to mam w zwyczaju, przedstawię Wam, jak ta sprawa wygląda moimi oczami. Czy Olga zabiła? Tak. Ale czy strzelała intencjonalnie? Bynajmniej nie. W moim odczuciu pomiędzy małżonkami mogło dojść do kolejnej awantury. Olga, przebudziwszy się po zażyciu środka usypiającego, była otumaniona i zapewne rozczarowana kolejną nieudaną próbą odejścia z tego świata. Chwyciła za broń.

Prawdopodobnie zatoczył się i próbował zorientować się w sytuacji. Być może zahaczył wówczas o framugę czy inny twardy mebel. Tak też doszło do złamania żebra. Albo po prostu uderzył się w trakcie szamotaniny z małżonką. Szukał miejsca, w którym będzie bezpieczny. Dlatego instynktownie podszedł do fotela, na którym usiadł. Ponieważ rana była zbyt poważna, mężczyzna chwilę później skonał. A rewolwer leżący obok? To też jest proste. Podczas szamotaniny para wyrywała sobie broń. Prawdopodobnie, kiedy padł strzał, przerażona Olga puściła rękojeść. Broń została w rękach Raszyńskiego.

Mężczyzna wypuścił ją z dłoni, gdy opadał na fotel. To właśnie dlatego Raszyńska krzyczała, zabiłam człowieka, a jednocześnie była w stanie historycznym. To tłumaczy również jej próbę odebrania sobie życia. Nie zrobiła tego z żalu, a z poczucia winy. Nie sądzę, by Olga była kobietą aż tak zimną i złą. Była rozchwianą emocjonalnie historyczką, to nie ulega wątpliwości, ale raczej nie planowała zabijać. Albo chciała postraszyć małżonka, jak to miała już w zwyczaju, albo rzeczywiście podjęła się kolejnej próby odebrania sobie życia. Kiedy jednak kula trafiła Zygmunta, czuła się winna. Stąd jej histeria, stąd jej słowa i stąd jej późniejsze zachowanie.

Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.