Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane

SEKRETY KANAŁÓW LA CHAPELLE, CZYLI HISTORIA VICTORA PREVOST

29.04.2026 ·46 min 54 s

Zaczęło się od nieznajomego mężczyzny kręcącego się w okolicy kanałów. Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Mercury_Clevedon_Nailsea_Portishead_Yatton_1879_12_13New_York_Mercury_1879_11_01Freeman_s_Journal_and_Daily_Commercial_Advertiser_1879_12_13Le Petit Parisien : journal quotidien du soir, 13-17 września 1979Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

Najpierw znaleziono kawałek ramienia, później płaty skóry i inne fragmenty ciała. Łącznie było ich około setki. Brakowało głowy, kilku wnętrzności i jednego palca lewej ręki. Szczątki rozrzucone w okolicy kanałów w paryskiej dzielnicy La Chapelle zdecydowanie były pochodzenia ludzkiego. Śledczy mieli niekompletne ciało i zeznania świadków, którzy widzieli wysokiego mężczyznę w sześnickim fartuchu, uciekającego w stronę fortyfikacji. Kim był? I dlaczego, gdy już ustalono jego tożsamość, wywołało to tak ogromny szok?

W środę 10 września 1879 roku wieczorem w paryskiej dzielnicy La Chapelle zauważono mężczyznę, którego zachowanie wzbudziło podejrzenia przypadkowego świadka. Według relacji francuskiej prasy młoda kobieta wracała z pracy, gdy przy ruku reale dostrzegła człowieka, którego ubiór przypominał uniform pracownika rzeźni. Mężczyzna podszedł do wlotu kanału i wrzucił do niego przedmiot, który wyciągnął spod fartucha. Świadek początkowo miała odnieść wrażenie, że wrzucany przedmiot przypomina jej małe dziecko. Chcąc sprawdzić, o co właściwie chodzi, ruszyła w stronę mężczyzny. Ten, widząc, że kobieta się zbliża, zaczął popychać nogą to, co wyrzucił.

Zupełnie tak, jakby chciał wepchnąć przedmiot głębiej. Następnie uciekł, zanim doszło do bezpośredniej konfrontacji. Kilka minut później w pobliżu doszło do bardzo podobnej sytuacji. Pani Levy, mieszkająca lub przechodząca w rejonie Rue de la Chapelle, po przejściu przez Rue du Guy potrąciła nogą bezkształtną masę leżącą na ziemi. Początkowo uznała, że jest to kawał zepsutego mięsa. Kiedy jednak przyjrzała się bliżej, zorientowała się, że ma przed sobą fragment ludzkiego ciała. Ramie. Prawdopodobnie męskie.

Pani Levy weszła następnie do lokalu prowadzonego przez handlarza winem przy Rue de Chapelle 170 i poprosiła go, aby poszedł z nią na miejsce znaleziska. Kiedy oboje dotarli w pobliże szczątków, zauważyli wysoką sylwetkę stojącą w cieniu. Mężczyzna wydawał się ich obserwować. Gdy ruszyli w jego stronę, uciekł w kierunku fortyfikacji. Po chwili zniknął w oddali. O zdarzeniu natychmiast zawiadomiono policję. Komisarz Masse przybył na miejsce około godziny 10 wieczorem i polecił rozpocząć przeszukiwanie okolicznych kanałów. W ciągu następnych godzin odnajdywano kolejne fragmenty ludzkich szczątków.

To było za mało. I być może sprawa trafiłaby na półkę nierozwiązanych paryskich zagadek kryminalnych, gdyby nie pewien przypadek. Następnego poranka, kiedy pani Levi udała się na posterunek przy Rue de l'Evangile, doszło do pewnej niecodziennej sytuacji. Kobieta miała tylko złożyć dodatkowe wyjaśnienia. Ale po wejściu do środka zobaczyła jednego z obecnych na służbie policjantów. Miała wtedy powiedzieć, gdyby ten pan miał na sobie fartuch i czapkę, przysięgłabym, że to właśnie jego widziałam wczoraj. Słowa kobiety natychmiast zwróciły uwagę obecnych. Strażnikiem, którego wskazała pani Levi, był Victor Prevost.

Prevost miał zareagować uśmiechem. Po chwili jednak zbladł i wyglądał tak, jakby robiło mu się słabo. Komendant po sterunku postanowił przeprowadzić mały eksperyment. Posłał kogoś po fartuch i czapka. Chodziło o sprawdzenie, czy po założeniu tych ubrań Prevost będzie odpowiadał sylwetce mężczyzny widzianego poprzedniego wieczoru. Kiedy przyniesiono ubranie, kazano mu się przebrać. Prevost wykonał polecenie. Wtedy pani Levi nie miała już wątpliwości. Oświadczyła, że rozpoznaje w nim człowieka, który uciekł, gdy ona i handlarz Vinem zbliżyli się do miejsca, w którym rozrzucono szczątki.

Innymi słowy, chłop był dobrą partią wizualną, tak to sobie ujmijmy. Urodził się 11 grudnia 1836 roku w Mormont. Jego ojciec Pierre Prevost był woźnicą. Matka nie pracowała zawodowo i zajmowała się prowadzeniem domu oraz wychowywaniem dzieci. Victor miał dwóch starszych braci, Leona i Adolfa. Do Paryża trafił jako czternastolatek, kiedy rodzice oddali go na naukę zawodu. Początkowo został uczniem u wytwórcy krat lub ogrodzeń przy Rue Saint-Jacques. Według późniejszych opisów jego warunki pracy były bardzo ciężkie.

Ze względu na wzrost i posturę przydzielono go do kawalerii. Służył m.in. w pułkach kirasjerów, brał udział w kampanii włoskiej, a nawet otrzymał medal za swoje zasługi. W styczniu 1866 roku trafił do wspomnianego nieco wcześniej prestiżowego szwadronu Saint-Garde. Po zakończeniu służby w 1869 roku, prawo zostało przyjęte do paryskiej policji municypalnej. Pomogły mu rekomendacje, wojskowa przeszłość, dobre opinie z armii i fakt, że posiadał odznaczenia. Przydzielono go do osiemnastej dzielnicy, w rejon Rue de l'Evangile i La Chapelle.

Koledzy z pracy znali go jako człowieka małomównego i, jak to określano, niezbyt błyskotliwego w rozmowie. Choć mógł to być jedynie błąd w tłumaczeniu i chodziło nie o to, że Prevost wykazywał jakieś braki intelektualne, ale po prostu nie był wyjątkowo rozmowny. Ożywiał się dopiero wtedy, gdy konwersacja dotyczyła tematyki kryminalnej. Zwłaszcza interesowały go zabójstwa. Miał rzucać uwagi, które traktowano jako makabryczne żarty. Mówił na przykład, że jeżeli ktoś by go zaczepił, to on by tutaj nie miał problemu, żeby go pokroić i wypatroszyć. Po aresztowaniu zaczęto łączyć wszystkie kropki i te jego wypowiedzi i fascynacja śmiercią nie brzmiały już jak gadanie ekscentryka, a wyglądały jak sygnały alarmowe, których nie wyłapano na czas.

Prevost był więc człowiekiem, którego trudno było jednoznacznie sklasyfikować. Z jednej strony dawny żołnierz elitarnej formacji, medalista, policjant, mężczyzna znany z siły, urody i pozornej uprzejmości. Z drugiej funkcjonariusz zaniedbujący swoje obowiązki na rzecz płci pięknej, który miał dziwnego kręćka na punkcie śmierci. Taki skrajny dualizm. Po przyznaniu się podejrzanego dokonano rewizji w jego pokoju przy Rue Riquet 75. Sam pokój według opisu był utrzymany we względnej czystości. Okna wychodzące na ulicę zasłaniały muszlinowe firanki.

Był to pośrednik w handlu biżuterią, niejaki Lenoble. Aleksandr Lenoble miał 38 lat. Pracował jako courtier en biżuterie, czyli pośrednik albo commie voyageur handlujący biżuterią. Do niedawna był związany z domem jubilerskim Dubille, gdzie zajmował się pośrednictwem i przyjmowaniem zamówień. Około trzy miesiące przed śmiercią postanowił rozpocząć pracę na własny rachunek. Wynajął niewielkie pomieszczenie na szóstym piętrze kamienicy przy Rue Saint-Sebastien 26 w domu swojego dawnego pracodawcy. Stamtąd każdego ranka wychodził do klientów z próbkami biżuterii.

Był człowiekiem spokojnym, uprzejmym i pracowitym. 13 lat wcześniej ożenił się z Marie Grenier, a z tego małżeństwa narodziło się dwóch synów. Starszy Alphonse miał 11 lat, młodszy Maurice 6. Lenoble zazwyczaj jadał śniadania lub obiady u swojej teściowej, pani Grenier, mieszkającej przy Boulevard des Filles du Calvaire. Tam przebywali również jego synowie, którymi za niewielką opłatą opiekowała się właśnie ich babcia. Żona Aleksandra także pracowała. Była zatrudniona jako bieliźniarka. Około dziewiątej lub dziesiątej wieczorem Lenoble odbierał ją z miejsca pracy i razem wracali do domu.

Prevost znał Lenobla jeszcze z czasów, gdy ten był zatrudniony w Dibouillon. Kiedy dowiedział się, że rozpoczął swój własny biznes, wyraził chęć kupna złotego łańcuszka. Dlatego też panowie umówili się na okazanie towaru i ewentualne podpisanie umowy sprzedaży. Spotkanie wyznaczono na 10 września między południem a pierwszą po południu. Miało się ono odbyć w mieszkaniu Prevost przy Rurike 75. Ten już poprzedniego wieczoru poprosił o 24-godzinny urlop, tłumacząc, że musi pomóc koledze przy przeprowadzce, ale w głowie miał już ułożony plan zbrodni.

Myślę, że najlepiej będzie, gdy przytoczę Wam, jak sam o tym opowiadał. Wyznaczając Lenoblowi spotkanie, powziąłem zamiar zamordowania go, aby ukraść mu biżuterię oraz wartościowe przedmioty, które mógł mieć przy sobie. Rankiem tego dnia, w którym popełniłem zbrodnię, wniosłem do swojego pokoju pięć lub sześć butelek wody, a następnie kupiłem duży nóż i tasak. Potem czekałem. Kwadrans po dwunastej Lenoble przybył. Rozłożył swoje towary na moim łóżku, a ja wybrałem łańcuszek. Następnie, pod pretekstem wzięcia pióra i atramentu, aby podpisać weksle, odsunąłem się nieco od łóżka.

Prace rozpocząłem o pierwszej, a zakończyłem o piątej. Następnie płynne szczątki wyrzuciłem do ustępu, po czym, gdy zapadł zmrok, włożyłem fartuch Napełniłem kosz szczątkami Lenobla i poszedłem wyrzucać je do kanałów, na puste place i wszędzie tam, gdzie sądziłem, że zdołam się ich pozbyć, pozostając niezauważonym. Około 9.30 wieczorem Prevost pojawił się u handlarza winem przy Rurike 86. Był to lokal znajdujący się niedaleko jego miejsca zamieszkania. Według zeznań właściciela, Prevost zamówił cielęcinę oraz kiełbasę, ale prawie ich nie ruszył.

Kobieta nazywała się Marguerite Adèle Blondon. Około 1874 roku Marguerite Adèle Blondon miała 41 lat. Pracowała wcześniej jako gosposia w domu dyrektora dużej instytucji finansowej. Pracodawca miał darzyć się zaufaniem i ze względu na jej oddanie oraz nienaganną opiekę najzwyczajniej w świecie ją lubił. Chyba bardzo, bo dał temu wyraz. Gdy pod koniec roku zmarł, okazało się, że w testamencie zapisał jej część swojego majątku. Dzięki temu zapisowi Adele znalazła się w posiadaniu niewielkiej fortuny. Nie musiała już szukać kolejnej posady.

Najostrzej reagowali jej siostra i szwagiel, a także wujostwo. Rodzina robiła jej wyrzuty, że związała się z mężczyzną bez ślubu. Adel próbowała załagodzić sytuację. Pojawiły się nawet wstępne rozmowy o zalegalizowaniu związku. Ale po pewnym czasie rozmowy o zamóżpójściu ustały. Adel nie chciała już wracać do tematu małżeństwa. Gdy krewni próbowali na nią naciskać albo zwracali jej uwagę, że tak przecież nie wypada, ta miała odpowiadać, że jest dorosła i może sama decydować o swoim życiu. Od tego momentu jej kontakty z rodziną zaczęły się rozluźniać.

Prevost pod naciskiem przyznał się do zabójstwa Adele Blondon. Według relacji miał powiedzieć, że po prostu chciał się jej pozbyć, ponieważ stała się dla niego ciężarem i przeszkadzała mu w innych planach. Z jego późniejszych wyjaśnień wynikało, że Adele przyszła do niego do mieszkania i położyła się na łóżku. Miała śmierdzieć alkoholem. Co mogłoby się zgadzać, bo przecież była u handlarza winem tuż przed wyjazdem. Udusił ją, gdy spała. Następnie, podobnie jak później w przypadku Lenobla, rozczłonkował ciało. Do tego celu użył noża i piły. Szczątki wyrzucał do kanałów.

Wraz z tym wyznaniem wokół sprawy zaczęły pojawiać się pytania o jeszcze inne możliwe ofiary. Prasa pisała o dawnych, niejasnych zaginięciach, które teraz próbowano łączyć z nazwiskiem zbrodniarza. Wspomniano m.in. o funkcjonariuszu, który miał zniknąć bez śladu kilka lat wcześniej. Pojawiła się także historia kobiety z wyższych sfer, podróżniczki i wdowy, która w czasach, gdy Prevost służył jeszcze w formacji Songard, miała utrzymywać z nim znajomość. A potem też jakoś tak dziwnie zniknęła. Brakowało jednak dowodów pozwalających postawić Prevost kolejne zarzuty, a ten twierdził, że nikogo więcej nie zabił.

Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.