Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane

SEKRETY KANAŁÓW LA CHAPELLE, CZYLI HISTORIA VICTORA PREVOST

29.04.2026 ·46 min 54 s

Zaczęło się od nieznajomego mężczyzny kręcącego się w okolicy kanałów. Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Mercury_Clevedon_Nailsea_Portishead_Yatton_1879_12_13New_York_Mercury_1879_11_01Freeman_s_Journal_and_Daily_Commercial_Advertiser_1879_12_13Le Petit Parisien : journal quotidien du soir, 13-17 września 1979Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

To było za mało. I być może sprawa trafiłaby na półkę nierozwiązanych paryskich zagadek kryminalnych, gdyby nie pewien przypadek. Następnego poranka, kiedy pani Levi udała się na posterunek przy Rue de l'Evangile, doszło do pewnej niecodziennej sytuacji. Kobieta miała tylko złożyć dodatkowe wyjaśnienia. Ale po wejściu do środka zobaczyła jednego z obecnych na służbie policjantów. Miała wtedy powiedzieć, gdyby ten pan miał na sobie fartuch i czapkę, przysięgłabym, że to właśnie jego widziałam wczoraj. Słowa kobiety natychmiast zwróciły uwagę obecnych. Strażnikiem, którego wskazała pani Levi, był Victor Prevost.

Prevost miał zareagować uśmiechem. Po chwili jednak zbladł i wyglądał tak, jakby robiło mu się słabo. Komendant po sterunku postanowił przeprowadzić mały eksperyment. Posłał kogoś po fartuch i czapka. Chodziło o sprawdzenie, czy po założeniu tych ubrań Prevost będzie odpowiadał sylwetce mężczyzny widzianego poprzedniego wieczoru. Kiedy przyniesiono ubranie, kazano mu się przebrać. Prevost wykonał polecenie. Wtedy pani Levi nie miała już wątpliwości. Oświadczyła, że rozpoznaje w nim człowieka, który uciekł, gdy ona i handlarz Vinem zbliżyli się do miejsca, w którym rozrzucono szczątki.

Szok, jaki malował się na twarzach pozostałych stróży prawa, był nie do opisania. Jeden z nich został właśnie wskazany jako podejrzany w sprawie makabrycznej zbrodni. Według francuskiej prasy, koledzy mieli z niedowierzaniem pytać Prevost, czy kobieta ma rację? Czy to właśnie on jest odpowiedzialny za rozrzucenie ludzkich szczątków w okolicach kanału? A ten, skonfrontowany, spuścił głowę, zmrużył oczy i odpowiedział, że tak. Francuska prasa od razu zwracała uwagę na kontrast między charakterem zbrodni, a wizerunkiem człowieka, którego zaczęto z nią łączyć.

Prevost miał 43 lata. Był wysoki, przystojny i dobrze zbudowany. Nosił wąs z zakręconymi ku górze końcówkami. Przed wstąpieniem do paryskiej policji służył w wojsku. Przez lata należał do korpusu Saint-Garde, elitarnej formacji kawaleryjskiej związanej z dworem Napoleona III. Do takich oddziałów nie trafiali ludzie przypadkowi. Wybierano mężczyzn wysokich, silnych, dobrze prezentujących się w mundurze i o nienagannym przebiegu dotychczasowej służby. Prevost spełniał te wymagania. Według niektórych relacji to wyróżniał się wzrostem i wyglądem nawet na tle pozostałych żołnierzy tej formacji.

Innymi słowy, chłop był dobrą partią wizualną, tak to sobie ujmijmy. Urodził się 11 grudnia 1836 roku w Mormont. Jego ojciec Pierre Prevost był woźnicą. Matka nie pracowała zawodowo i zajmowała się prowadzeniem domu oraz wychowywaniem dzieci. Victor miał dwóch starszych braci, Leona i Adolfa. Do Paryża trafił jako czternastolatek, kiedy rodzice oddali go na naukę zawodu. Początkowo został uczniem u wytwórcy krat lub ogrodzeń przy Rue Saint-Jacques. Według późniejszych opisów jego warunki pracy były bardzo ciężkie.

Miał spać bez materaca, pracować jak dorosły robotnik i być karany za swój nadmierny apetyt, które otoczenie brało za zwykłe łakomstwo. Po kilku kolejnych perypetiach ostatecznie trafił do sklepu rzeźniczego i rozpoczął tam naukę zawodu. Szybko się okazało, że ma bardzo pożądany w tej pracy atut. Siłę fizyczną. Bez problemu przenosił ciężkie partie mięsa. To właśnie tam zaznajomił się z techniką rozbierania zwierząt, skórowania i oddzielania mięsa od kości. To wyjaśniało, dlaczego tak sprawnie obrobił swoją ofiarę, mówiąc kolokwialnie. Po pracy urzeźnika Prevost trafił do wojska.

Uchodził za człowieka spokojnego, uprzejmego i łagodnego. Podkreślano, że nie nadużywał swojej ogromnej siły, nie pił ponad miarę i w codziennych kontaktach sprawiał wrażenie miłego, serdecznego człowieka. Takiego, co zawsze mówił dzień dobry. Dlatego, kiedy po dzielnicy rozeszła się informacja o jego zatrzymaniu, wielu mieszkańców uważało, że to jakaś ponura pomyłka. Niemożliwe, żeby tak ceniony obywatel, jeszcze w dodatku stróż prawa, był odpowiedzialny za zbrodnię. Ale żeby nie było tak słodko, to Prevost miał też swoją ciemną stronę. Już od kilku lat do jego przełożonych wpływały na niego skargi. Przystojny mundurowy miał być świadom swojej aparycji i tego, jak działa na kobiety.

Koledzy z pracy znali go jako człowieka małomównego i, jak to określano, niezbyt błyskotliwego w rozmowie. Choć mógł to być jedynie błąd w tłumaczeniu i chodziło nie o to, że Prevost wykazywał jakieś braki intelektualne, ale po prostu nie był wyjątkowo rozmowny. Ożywiał się dopiero wtedy, gdy konwersacja dotyczyła tematyki kryminalnej. Zwłaszcza interesowały go zabójstwa. Miał rzucać uwagi, które traktowano jako makabryczne żarty. Mówił na przykład, że jeżeli ktoś by go zaczepił, to on by tutaj nie miał problemu, żeby go pokroić i wypatroszyć. Po aresztowaniu zaczęto łączyć wszystkie kropki i te jego wypowiedzi i fascynacja śmiercią nie brzmiały już jak gadanie ekscentryka, a wyglądały jak sygnały alarmowe, których nie wyłapano na czas.

Prevost był więc człowiekiem, którego trudno było jednoznacznie sklasyfikować. Z jednej strony dawny żołnierz elitarnej formacji, medalista, policjant, mężczyzna znany z siły, urody i pozornej uprzejmości. Z drugiej funkcjonariusz zaniedbujący swoje obowiązki na rzecz płci pięknej, który miał dziwnego kręćka na punkcie śmierci. Taki skrajny dualizm. Po przyznaniu się podejrzanego dokonano rewizji w jego pokoju przy Rue Riquet 75. Sam pokój według opisu był utrzymany we względnej czystości. Okna wychodzące na ulicę zasłaniały muszlinowe firanki.

Po lewej stronie od wejścia znajdował się kominek z czarnego kamienia z metalową płytą ochronną. Po prawej stało łóżko. Na środku pokoju znajdował się mały, okrągły stolik z drewna orzechowego z czterema krzesłami. Zwykły pokój, który nie wyglądał jak miejsce zbrodni. Nie było tam ścian obryzganych krwią. Jak ustalono, Prevost zdążył posprzątać. W pokoju znaleziono przedmioty, które jak zakładano, słusznie zresztą, należały do ofiary. Były to ubrania, szkatułki oraz biżuteria. Były także narzędzia, które łączono ze zbrodnią.

Nóż, tasak, kufer oraz żelazny przedmiot, którym Prevost miał zadać pierwsze ciosy. Najważniejsza jednak była głowa ofiary, której, jak przypominam, wcześniej nie znaleziono. Prevost wyjaśnił, że nie zdążył się jej pozbyć. Została w jego mieszkaniu. Według jednej z relacji znajdowała się w koszu ustawionym na podłodze. Według innych była ukryta w kominku. Niezależnie od wersji, Prevost sam wskazał policjantom, gdzie schował brakującą część ciała. Powiedział też, kim była ofiara.

Prevost znał Lenobla jeszcze z czasów, gdy ten był zatrudniony w Dibouillon. Kiedy dowiedział się, że rozpoczął swój własny biznes, wyraził chęć kupna złotego łańcuszka. Dlatego też panowie umówili się na okazanie towaru i ewentualne podpisanie umowy sprzedaży. Spotkanie wyznaczono na 10 września między południem a pierwszą po południu. Miało się ono odbyć w mieszkaniu Prevost przy Rurike 75. Ten już poprzedniego wieczoru poprosił o 24-godzinny urlop, tłumacząc, że musi pomóc koledze przy przeprowadzce, ale w głowie miał już ułożony plan zbrodni.

Prace rozpocząłem o pierwszej, a zakończyłem o piątej. Następnie płynne szczątki wyrzuciłem do ustępu, po czym, gdy zapadł zmrok, włożyłem fartuch Napełniłem kosz szczątkami Lenobla i poszedłem wyrzucać je do kanałów, na puste place i wszędzie tam, gdzie sądziłem, że zdołam się ich pozbyć, pozostając niezauważonym. Około 9.30 wieczorem Prevost pojawił się u handlarza winem przy Rurike 86. Był to lokal znajdujący się niedaleko jego miejsca zamieszkania. Według zeznań właściciela, Prevost zamówił cielęcinę oraz kiełbasę, ale prawie ich nie ruszył.

Wyglądał na poruszonego albo zmęczonego. Zapytany o powód swojego stanu, odpowiedział, że jest wyczerpany, ponieważ pomagał koledze przy przeprowadzce. Było to to samo tłumaczenie, którym posłużył się wcześniej, prosząc o dzień wolny. Obok Prevost na stole leżał pakunek zawinięty w gazeta. Właściciel lokalu dotknął go i wyczuł pod papierem coś miękkiego. W tamtej chwili nie wiedział, co znajduje się w środku. Dopiero później, po ujawnieniu sprawy, Prevost wyjaśnił, że w pakunku znajdowała się skóra zdarta z ciała ofiary.

Po krótkim pobycie u handlarza winem, Prevost wrócił do swojego mieszkania, po drodze pozbywając się paczki. Twierdził, że później położył się spać. Następnego ranka ubrał policyjny mundur i udał się na służbę. Tam został rozpoznany. Po zatrzymaniu i pierwszych czynnościach, Prevost został przewieziony do paryskiej kostnicy. Tam znajdowały się już fragmenty ciała odnalezione poprzedniego wieczoru w okolicach La Chapelle. Szczątki zostały rozłożone na stole i przykryte płótnem. Kiedy Prevost wszedł do pomieszczenia, okazano mu wszystkie znalezione części ciała. Konfrontacja miała charakter formalny, ale jej przebieg opisano jako wyjątkowo chłodny.

Prevost patrzył na zrekonstruowane szczątki i bez widocznego poruszenia, bez żadnych większych emocji potwierdził, że jest to jego robota. Śmierć Aleksandra Lenobla była szokiem dla jego najbliższych. Rodzina przygotowywała się właśnie do przeprowadzki. W październiku mieli przenieść się do większego mieszkania. Wówczas planowali odebrać swoje dzieci od matki i wreszcie zamieszkać razem. Nie zdążyli. Zamiast tego rodzina musiała rozpocząć przygotowania do pogrzebu. Na tym etapie śledztwo o sprawie śmierci Lenobla było już w zasadniczych punktach jasne.

Policja miała zeznania świadków, którzy widzieli podejrzanego mężczyznę przy kanałach, miała rozpoznanie dokonane przez panią Levy, miała głowę ofiary znalezioną w mieszkaniu Prevost, przedmioty należące do Lenobla oraz oczywiście, co najważniejsze, przyznanie się samego podejrzanego. Pozostawało ustalić tylko pełny przebieg wydarzeń, wartość skradzionych przedmiotów i ewentualnie to, czy zabójstwo pośrednika w handlu biżuterią było jedyną zbrodnią, którą należało przypisać byłemu wojskowemu. Okazało się, że niekoniecznie. Prasa pisała, że kilka lat wcześniej Prevost miał kochankę, która zniknęła w tajemniczych okolicznościach.

W roku 1875 mieszkała przy Rudenku II. Prowadziła życie niezależne, zwłaszcza jak na kobietę wywodzącą się z jej klasy społecznej. Często jadała posiłki w lokalu znajdującym się naprzeciwko jej mieszkania, pod numerem 5. To właśnie tam, według relacji, miała poznać Victora Prevost. Adele była opisywana jako kobieta atrakcyjna i towarzyska. Prevost, wysoki, silny i cieszący się powodzeniem u kobiet, szybko zwrócił jej uwagę. I jak to bywa w takich przypadkach, znajomość szybko przekształciła się w romans.

Dla rodziny blondą ta relacja była dość problematyczna. Nie chodziło wyłącznie o samą różnicę w statusie materialnym czy o to, że Prevost nie lubili. Bo przeciwko mężczyźnie tutaj żadnych większych obiekcji nie mieli. Chodziło głównie o to, że para zaczęła funkcjonować w sposób, który krewni odbierali jako zbyt jawny i niezgodny z obyczajami. Prevost nie tylko spędzał sporo czasu w towarzystwie Adele, ale zdarzało się, że zostawał na noc w jej mieszkaniu. A toż to jak na tamte czasy przecież skandal. W praktyce wyglądało to tak, jakby żyli razem, choć nie byli małżeństwem.

Adele postawiła sprawę jasno. Albo najbliżsi zaakceptują jej wybory i jej partnera, albo ich drogi się rozchodzą. Z jednej strony można podziwiać jej upór i niezachwianą wiarę w słuszność swojej decyzji, bowiem nawet dziś bardzo dużo ludzi ugina się pod naporem osób trzecich. Z drugiej, niestety, Prevost nie był mężczyzną wartym tej walki, bo związek chwilę później zaczął się sypać. Po jednej z kłótni urodziwy wojskowy zerwał ze swoją kochanką. Po nagłym rozstaniu para nie widywała się przez kolejne cztery miesiące. Potem doszło do próby pojednania.

Prevost miał napisać Adele, że zgadza się odnowić relację, ale pod jednym warunkiem. Nie będzie już do niej przychodził. To ona miała odwiedzać jego. Ta się zgodziła. Przed swoim zniknięciem Adele miała poprosić jednego z sąsiadów, emerytowanego kapelmistrza, aby pomógł jej sprzedać imienne papiery wartościowe. Ich wartość szacowano na około 4000 franków. Tego dnia około południa Adele była ubrana w wełnianą suknię w szkocką kratę i szal z tej samej tkaniny. Przed opuszczeniem kamienicy zaprosiła dozorczynię, panią Soua, aby poszły razem napić się czegoś u handlarza winem, którego lokal znajdował się naprzeciwko.

Chłopiec wrócił z informacją, że ciotki nie ma w mieszkaniu, ale dozorczyni prosi go na rozmowę. Ten jednak zignorował prośbę, zakładając, że jego szwagierka specjalnie nakazała dozorczyni kłamać i udawała, że nie ma jej w domu. Sprawa nie dawała mu jednak spokoju. Tydzień później wrócił. Wówczas dozorczyni poinformowała go, że martwi się o Adel, bowiem kobieta od trzech tygodni nie pojawiła się w mieszkaniu. Szwagier natychmiast zgłosił je zaginięcie. W trakcie czynności śledczych przesłuchano Victora Prevost. To właśnie z nim kobieta miała się widzieć w dniu zaginięcia.

Ten twierdził, że owszem, Adel przyszła do niego tego dnia. Trzymała w ręku parasol i próbki materiałów na sukienka. Położyła te rzeczy na łóżku, a następnie poprosiła go, by poszedł z nią na obiad. Prevost miał zacząć się przygotowywać. Wtedy Adele, jak twierdził, zeszła na dół pod pretekstem pożegnania się ze znajomymi, którzy rzekomo jej towarzyszyli. Ale już nie wróciła. Nigdy też już więcej nie nawiązała z nim kontaktu. Kilka dni później sam pojawił się u pani Su Hua i pytał, czy wiadomo coś na temat Adele. Na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać jak zachowanie człowieka zaniepokojonego losem dawnej kochanki.

Po latach ten gest można było odczytać inaczej, jako próbę sprawdzenia, czy ktoś zaczyna coś podejrzewać. Udało się ustalić, że tuż po zaginięciu Adele, Prevost poprosił o 15-dniowy urlop i wyjechał w rodzinne strony. Tam miał nabyć dobra wiejskie albo grunty za sumę sięgającą kilku tysięcy franków. Była to okoliczność co najmniej zastanawiająca, bo zwykły policjant nie należał do ludzi dysponujących dużym majątkiem. Prasa zwracała uwagę, że funkcjonariusze tej kategorii utrzymywali się przede wszystkim z miesięcznej pensji, a ich oszczędności zwykle nie pozwalały na nagłe inwestycje w ziemię.

W relacjach pojawia się również informacja, że Prevost pokazywał jednemu z kolegów papiery wartościowe warte około 1200 franków. To wyglądało wyjątkowo podejrzaniem. Mimo to ówczesne śledztwo nie przyniosło rozwiązania. Nie odnaleziono zaginionej, a Prevost nie można było bezpośrednio połączyć z jej zaginięciem. Po zatrzymaniu Prevost za zabójstwo Aleksandra Lenobla, śledczy wrócili do sprawy Marguerite Adèle Blondon. Podczas kolejnych przesłuchań zaczęto konfrontować go z faktami z dawnej sprawy. Zabójstwo Lenobla pokazywało, że Prevost nie tylko potrafił zabić, ale też skutecznie usuwał ślady zbrodni.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.