HORROR W POKOJU HOTELOWYM
MIEJSCE AKCJI - AUSTRALIAPostaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Truth, 1927.02.19Truth, 1927.02.20Truth, 1927.02.27Truth, 1927.03.05The Mirror, 1927.02.12The Daily News, 1927.02.09The Daily News, 1927.02.10Źródła internetowe: w komentarzuSpołeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US
7 lutego 1927 roku do hotelu federalnego we Frimento weszła para z małym dzieckiem. Przedstawili się jako państwo Martin. Wynajęli pokój oraz zarezerwowali stolik w hotelowej restauracji na jutrzejsze śniadanie. Wieczór spędzili w kinie. Do hotelu wrócili w okolice o godziny 22.30. Był to ostatni raz, kiedy kobieta i dziecko byli widziani żywi.
Martinowie wydawali się normalną australijską rodziną. Kiedy pojawili się w hotelu, kompletnie nic nie wskazywało na to, by para miała jakieś problemy. Owszem, pan Martin zszedł nocą do baru i zakupił kilka butelek piwa. ale nie wyglądał jak ktoś, kto nadużywa alkoholu. Do personelu odnosił się grzecznie i kulturalnie. Był również schludnie ubrany. Nawet jeżeli coś wypił, zupełnie nie było tego po nim widać. Następnego dnia o godzinie 7.30 pan Martin opuścił hotel, zabierając ze sobą klucz do pokoju. Uchylił kapelusza przed recepcjonistą, pozdrawiając pracownika hotelu, życząc mu miłego dnia.
Był sam. Z jego kieszeni wystawała rękojeść od broni palnej. Zarezerwowany stolik czekał na panią Martin oraz jej synka. Ale gdy pomimo upływu czasu kobieta i jej dziecko nie zjawili się na śniadaniu, to zaniepokoiło służbę hotelową. Powoli zaczęto rozpytywać pracowników o ich interakcję z rodziną zameldowaną w pokoju nr 4. Tak też ustalono, że ostatnią osobą, która miała kontakt z gośćmi z pokoju nr 4 była jedna z pokojówek. Kobieta weszła nad ranem do spowitego mrokiem pomieszczenia. Dotychczas pokój zajmował pewien starszy jegomość, który każdego poranka prosił o przyniesienie filiżanki z gorącą herbatą.
Pokojówka tak się do tego przyzwyczaiła, że zaczęła parzyć napar jeszcze zanim gość zdążył wystosować swoją prośbę. Nie wiedziała, że poczciwy staruszek zdążył się wymeldować, a jego miejsce zajęła rodzina Martinów. Dlatego jak zawsze, po cichu, nie zapalając światła, otworzyła drzwi i wślizgnęła się do pokoju. Szybko zauważyła swoją pomyłkę, bowiem w środku stał mężczyzna, który w żadnym wypadku nie przypominał poprzedniego gościa. W pokoju było ciemno. Nie widziała wiele. Od razu wycofała się na korytarz, przepraszając za nieproszoną wizytę. Mężczyzna uchylił drzwi i wyjrzał za nią, a ta raz jeszcze, kajając się, wytłumaczyła, że zaszła pomyłka, a ona już więcej nie będzie mu przeszkadzać.
I tak też dokonano makabrycznego odkrycia. W zeszłej nocy pokój numer 4 stał się miejscem zbrodni. Na miejsce natychmiast wezwano policję. Ofiarami była kobieta oraz jej dziecko. Jak ustalono, była to mniej więcej 35-letnia Lillian Martin oraz jej 3-letni synek Daniel. Na wpół roznegliżowane ciało kobiety leżało na wznak, tuż obok łóżka, twarzą do ściany. Na jej ramionach spoczywała poduszka, a na jej poszewce pokryta krwią bializna. Najprawdopodobniej robiła ona zaknebel. Na jej materiale bowiem stwierdzono obecność śliny.
Prasownicy hotelu przyznali, że mężczyzna towarzyszący Lillian Martin często zachodził do ich restauracji i kupował napoje wysokoprocentowe. Ale nic nie wskazywało, by alkohol wywoływał w nim agresję albo by mężczyzna był jakimś nałogowcem. To właśnie butelki okazały się najistotniejszym dowodem w tej sprawie, bowiem na szyjce jednej z nich odnaleziono bardzo dobrze zachowany odcisk palca. Daktyloskopia była wówczas jeszcze w powijakach, ale śledczy wykonali fotografie odbitych linii papilarnych. Wstępna analiza wykluczyła, by należały one do zamordowanej kobiety albo jej dziecka.
Ale wszystko wskazywało na to, że sprawca mógł mieć jakiś ukryty motyw, by odebrać życie kobiecie i jej dziecku. Zwłaszcza, że zeszłej nocy nikt nie słyszał, by z pokoju zajmowanego przez Martinów dobiegały jakieś niepokojące odgłosy. A raczej prawie nikt. Frank Winsard, emerytowany kapitan portu, żył wraz z rodziną w hotelu federalnym. Jego pokój na pierwszym piętrze sąsiadował z tym zajmowanym przez państwa Martin. Winsard zeznał, że 7 lutego o godzinie 22 położył się spać. Po pewnym czasie zbudził go huk dochodzący zza ściany, ale nie był to odgłos wystrału z broni palnej.
Kiedy wrócił do pokoju, spostrzegł, że jego małżonka również się zbudziła. Kobieta poinformowała go, że w czasie, gdy on zażywał kąpieli, usłyszała jednorazowy, dziecięcy krzyk. Nie była jednak pewna, czy dochodził on z sąsiadującego pokoju. Małżeństwo wspólnie uznało, że nie ma się czym przejmować. Krzyki musiały należeć do dziecka przechodzącego ulicą nieopodal. Skoro się nie powtórzyły, to też nie ma potrzeby by reagować. Ale w świetle wydarzeń z zeszłej nocy stało się jasne, że Windsordowie słyszeli moment morderstwa Lillian Martin oraz jej syna. Wspomniany odgłos wymiotów musiał być momentem, w którym sprawca wpychał bieliznę do gardła swojej ofiary.
Późniejszy krzyk oczywiście należał do trzyletniego Daniela. To oznaczało, że matka i dziecko zginęli w okolicach pierwszej w nocy. To potwierdziło założenia śledczych. W pokoju Martinów nie doszło do kłótni, inaczej Windsordowie słyszeliby jakieś poniesione głosy. Atak na Lilian oraz jej dziecko musiał nastąpić niespodziewanie. Być może nawet sprawca zaatakował kobietę podczas snu. Po zbrodni był opanowany. Nie uciekł natychmiast z miejsca zdarzenia. Recepcjonista twierdził, że tego ranka, gdy mężczyzna opuszczał hotel, nie wykazywał żadnych oznak zdenerwowania.
A przypadek Lilian Martin, choć jak na razie nieco zagadkowy, był bardzo dobrą pożywką dla organizacji feministycznych. Podkreślano, że motywem sprawców, którzy obierają za swój cel kobiety, jest głównie zazdrość. Na drugim miejscu klasyfikowała się oczywiście zbrodnia z lubieżności. Ciało Liliany nie nosiło znamion przemocy seksualnej. Ale czy kobieta mogła paść ofiarą zazdrosnego partnera? To już miało ustalić śledztwo. Dlatego policji tak bardzo zależało, by odnaleźć Tomasa żywego. Tylko on mógł zdradzić prawdziwy motyw. A jak na razie nikt nie wiedział, dlaczego mężczyzna postanowił zabić.
Na policję zaczęły wpływać zawiadomienia. Jedne były bardziej, inne mniej aktualne. Tak na przykład ekspedientka jednego z lokalnych butików twierdziła, że na tydzień przed głośnym morderstwem obsługiwała parę odpowiadającą rysopisowi pani Martin i jej kochanka. Był z nimi kilkuletni chłopiec. Mężczyzna widocznie nie pałał do dziecka wielką miłością, a kobieta ignorowała zachowanie partnera. W pewnym momencie klient miał nawet kopnąć chłopca, rzucając pod nosem, że ten zawsze musi pętać mu się pod nogami. To zeznanie początkowo było traktowane bardzo poważnie. Śledczy starali się ustalić motyw zbrodni, a niechęć do chłopca i agresja mężczyzny dawały jakiś punkt zaczepienia.
Nie było ono zbyt liczne. Mężczyzna nie utrzymywał z nikim zażyłych relacji. Miał kilku bliższych czy dalszych znajomych, ale nikogo, kto posiadałby jakieś bardzo istotne w sprawie informacje. Udało się jednak dotrzeć do kilku osób, które nieco wniosły do sprawy. Ann Andrew, starsza, siwowłosa kobieta, utrzymywała się prowadząc dom noclegowy w Baird. Można powiedzieć, że prowadziła tam coś na kształt prywatnego hotelu, tylko jej przybytek raczej nie otrzymałby żadnej gwiazdki. Jedną z lokatorek była właśnie Lillian Martin. Kobieta mieszkała tam wraz z synem. Pani Andrew wiedziała, że Lillian była w separacji, choć niektórzy szeptali, że podobno była już wdową.
29 stycznia pani Martin wsiadła z chłopcem do taksówki i wyjechała. Nie mówiła gdzie i dokąd, ale nie wspominała też, by planowała się wyprowadzać. Dlatego pani Andrew założyła, że Lilian wkrótce wróci. W tym samym domu, choć w osobnym pokoju, mieszkał Jack Thomas. Para była ze sobą blisko, ale trudno powiedzieć, czy był to oficjalny związek. Nie wiadomo również, jakie relacje panowały pomiędzy panią Martin a jej mężem, ale z tego, co mówiła pani Andrew, to ich stosunki mogły być napięte. Inna lokatorka nazwiskiem McNamara powiedziała jej, iż widziała pewną sytuację i podsłuchała rozmowę Jacka i Lily.
Scharakteryzował go jako wyjątkowo spokojnego, opanowanego mężczyznę, co stoi nieco w opozycji do dalszych jego zeznań. Kili opowiedział bowiem o pewnej sytuacji, podczas której Jack wyjątkowo się zdenerwował. Powiedział Henry'emu, że dał jakiejś kobiecie 25 funtów, ale kręci się koło niej inny facet, któremu ma ochotę strzelić je w łeb. I to jest autentyczny cytat. Wyglądało to tak, jakby mężczyzna był o kobietę zazdrosny. Sytuacja miała miejsce pod koniec 1926 roku, więc teoretycznie mogło chodzić o Lillian Martin. ale Kelly nie mógł potwierdzić tego w stu procentach, bowiem żadne imię podczas rozmowy nie padło.
Natomiast zdarzyło się też, że Jack chodził poddenerwowany i psioczył pod nosem, że wysłał do Perth list z poleceniem odbioru, ale ten, mimo że został odebrany, pozostał bez odpowiedzi. Wszystko więc wskazywało na to, że kobietą, o którą Jack był zazdrosny, była właśnie Lillian Martin. Seznanie Henry'ego Killeya udało się potwierdzić m.in. dzięki Frankowi Martinowi. Mężczyzna dostarczył śledczym list, który, jak twierdził, odnalazł w rzeczach osobistych swojej małżonki, kiedy udał się do jej mieszkania, by odebrać swoje rzeczy. Nadawcą listu był właśnie Jack Thomas. Nie będę wam tutaj cytować jego treści, bowiem mężczyzna był dość monotematyczny.
Powiedz mi, co się z nimi dzieje, skoro mnie nie odpisujesz? I tak dalej, i tak dalej. Niby można zrozumieć frustrację, kiedy ktoś nas ignoruje, ale moim zdaniem na kilometry czuć tutaj, że było w tym coś więcej. Jakoś tak zbyt agresywnie zostało to wszystko napisane. Tym razem Lily odpisała, ponieważ w marynarce, w którą Jack był ubrany w chwili śmierci, prócz wspomnianej gazety, odnaleziono kopertę. W środku niej był właśnie list, autorką którego była Lillian Martin. Kobieta przepraszała w nim za zwłokę i taki długi okres oczekiwania na jej odpowiedź. Choć z kontekstu można wywnioskować, że zanim dotarł do niej list pełen pretensji, to kobieta zdążyła już nadać na poczcie inną odpowiedź.
Sprawdziłam, czy nie jest to żaden idiom czy metafora, ale niczego nie znalazłam, więc zakładam, że słowa Lily możemy traktować dosłownie. To sugeruje, że ten tajemniczy Ben mógł być bardzo nachalny i nie przyjmował odmowy z jej strony. Przynajmniej ja tak to odbieram. Na samym końcu pani Martin ostrzegła Jacka, że nie podoba jej się jego zachowanie. Pisała. Będę z tobą, ale proszę kontroluj swoje emocje. co z kolei jest jasnym komunikatem, że Lily nie była głupia i również wyczuła agresję płynącą z poprzedniego listu Jacka. I tu powoli wyłaniał się prawdopodobny motyw sprawcy.
Zazdrość. W rzeczach osobistych kobiety odnaleziono bowiem kolejny list. Tym razem jego autorem nie był Jack Thomas, ale inny mężczyzna. Staje się, że również dość zamożny i co najważniejsze wykazywał on zainteresowanie pogłębieniem relacji romantycznej z panią Martin. Nadawca pisał Moja droga Lili, podziękowania za twój serdeczny list. Bardzo mnie ucieszyły wieści od ciebie, gdyż niemal już się poddałem, myśląc, że odeszłaś na dobre. Naprawdę się o ciebie martwiłem. Ogromnie mi przykro z powodu choroby, która nawiedziła twój dom. Mam nadzieję, że Tajk i Bronk wkrótce wyzdrowieją, a i ty będziesz miała się dobrze.
No cóż, madroga Lily, jak na razie nie jest u mnie aż tak źle, więc muszę się tego trzymać tak długo, jak to możliwe. Postanowiłem, że pojadę do Anglii, żeby spotkać się z moimi dawnymi znajomymi. Może miałabyś ochotę pojechać ze mną? Byłoby miło, prawda? I wspomnienie o Anglii oraz o planowanym wyjeździe mogło sugerować, że autorem listu był właśnie Jack Thomas. Zwłaszcza, że nadawca się nie podpisał. Tak jednak być nie mogło. Autor wspomniał w swoim liście o Jacku. Prosiłby mężczyzna przekierowywał jego korespondencję na nowy adres jego zamieszkania. Co sugeruje, że panowie nie tylko się znali, ale i możliwe, że obaj konkurowali ze sobą o względy pani Martin i zdaje się, że przez pewien czas albo razem mieszkali, albo pracowali.
Nie wiadomo kto napisał list, którego autor oferował kobiecie wspólny wyjazd do Anglii, ale ta oferta jasno wskazywała, że mężczyzna musiał być w bliskich relacjach z denatką. Byle komu nie oferuje się przecież wspólnego wyjazdu za granicę i nie przesyła 12 buziaków. Z treści wynikało, że on również czekał dość długo na odpowiedź ze strony pani Martin. co według narracji dziennikarskiej wskazywało, że kobieta żadnego z mężczyzn nie traktowała poważnie i grała ich uczuciami. Nie ulega wątpliwości, że kiedy sytuacja ją przypiliła, to już nie miała żadnych obiekcji, by nagle przypomnieć sobie o Tomasie i poprosić mężczyznę o zapomogę finansową.
Być może Jack obawiał się, że gdy Lily odkryje, iż nie ma wystarczających środków na ich utrzymanie, to przyjmie ofertę jego konkurenta i postanowi wyemigrować do Anglii. Wówczas straciłby ją na dobre. Patrząc na zebrany materiał dowodowy, wydaje mi się, że ta opcja jest najbardziej prawdopodobna ze wszystkich. Choć niewątpliwie w sprawie jest wiele pytań bez odpowiedzi i ciężko być czegokolwiek stuprocentowo pewnym. Nie wiemy dlaczego Martinowie postanowili się rozstać, nie znamy nazwiska mężczyzny, który tak jak i Jack był zainteresowany relacją z Lily, nie wiemy kim był wspomniany Ben, dlaczego nachodził panią Martin i po co tak naprawdę Jack Thomas kupował broń.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
MIEJSCE AKCJI - AUSTRALIAPostaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Truth, 1927.02.19Truth, 1927.02.20Truth, 1927.02.27Truth, 1927.03.05The Mirror, 1927.02.12The Daily News, 1927.02.09The Daily News, 1927.02.10Źródła internetowe: w komentarzuSpołeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US