Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane

HORROR W POKOJU HOTELOWYM

28.08.2025 ·48 min 47 s

MIEJSCE AKCJI - AUSTRALIAPostaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Truth, 1927.02.19Truth, 1927.02.20Truth, 1927.02.27Truth, 1927.03.05The Mirror, 1927.02.12The Daily News, 1927.02.09The Daily News, 1927.02.10Źródła internetowe: w komentarzuSpołeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

To oznaczało, że odcisk palca należał do mordercy. Znaleziono również fiolkę z lekarstwem wystawionym na nazwisko Jacka Thomasa, ale na niej nie odnaleziono już żadnych widocznych odcisków. Na tę chwilę nie było również wiadomo, kim był tajemniczy Jack Thomas. Autopsja w większości potwierdziła wstępne spekulacje, choć patolog uzupełnił raport o kilka mniej lub bardziej istotnych kwestii. Po prawej stronie szyi kobiety biegły zauważył lekkie otarcia naskórka o długości około 10 cm. To wskazywało, że sprawca obowiązał czymś szyję ofiary. Ale co ciekawe, po drugiej stronie szyi nie zauważono podobnych śladów.

Nie było ani jednej osoby, która wypowiedziałaby się o trzylatku negatywnie. Był grzeczny i uśmiechnięty, dobrze wychowany. Nigdy nie sprawiał większych problemów. Nie było szans, by czymkolwiek sprowokował napastnika. Według tego, co pamiętał Felix, to jego małżonka spotykała się z mężczyzną nazwiskiem Thomas. I tutaj śledczym zapaliła się lampka. Bo przecież w pokoju hotelowym odnaleziono fiolkę z lekami wystawionymi na to samo nazwisko. Wszystko wskazywało na to, że tajemniczym towarzyszem Lilian oraz jej mordercą był właśnie Jack Thomas.

Nie tylko kochankę, ale i jej dziecko. Poszukiwania mężczyzny podejrzanego o zbrodnię od samego początku były utrudnione. Wprawdzie śledczy wiedzieli, kogo szukają, jednak dane personalne mężczyzny to było wszystko, czym dysponowano. I tak Thomas, angielski imigrant. Nic więcej. Popularne imię i jeszcze bardziej popularne nazwisko. Żadnej fotografii. Na szczęście udało się sporządzić jak najbardziej szczegółowy rysopis sprawcy, który natychmiast przedrukowano we wszystkich lokalnych dziennikach. Szukano mężczyzny mierzącego od 170 do 172 cm wzrostu, pomiędzy 35 a 40 rokiem życia.

Jednak ustalenia patologa dały pierwszy argument przeczący tej teorii. Pamiętajmy, że chłopiec nie nosił żadnych śladów przemocy fizycznej. Niedługo pojawiły się kolejne. Ustalono, że Martinowie przybyli do Fremantle tego samego dnia, w którym doszło do morderstwa. Wcześniej, przez 9 dni, mieszkali w hotelu w Rockingham. Odległość dzieląca obie miejscowości nie była wyjątkowo duża, ale szanse, że para postanowiła udać się na zakupy do innego miasta, były raczej znikome. Ponadto znajomi opisywali Jacka jako wyjątkowo spokojnego mężczyznę.

Na pewno nie wykazywał agresji względem chłopca, przynajmniej w miejscu publicznym, bo jak widać jakoś nie miał większych problemów, by chwycić za brzytwę w zamkniętych czterech ścianach pokoju hotelowego. Sumując wszystkie te ustalenia, śledczy doszli do wniosku, że parą widzianą w butiku na tydzień przed zbrodnią nie byli Lilian oraz Jack. A tym samym motyw wciąż pozostawał nieznany. Wśród napływających zawiadomień jedno wydało się śledczym najbardziej interesujące. Osobnik odpowiadający rysobisowi Jacka Thomasa był widziany 9 lutego w pobliżu Rockingham. Mężczyzna, który zgłosił się na policję był przekonany, że w nocy 9 lutego o godzinie 2.30 rozmawiał z poszukiwanym Jackiem Thomasem.

Fremantle i Rockingham dzieliło odległość zaledwie 30 kilometrów, więc niewykluczone, że po dokonaniu zbrodni Thomas zbiegł na południe. Zwłaszcza, że jeszcze przed kilkoma dniami to właśnie tam mieszkał wraz z Lillian i jej dzieckiem. Choć trop wydawał się obiecujący, to nie doprowadził do żadnego przełomu. I nic dziwnego. Wkrótce bowiem ustalono, że szanse na to, iż Thomas przebywał w Rockingham 9 lutego, były znikome. Jacka Thomasa odnaleziono jakiś tydzień później, w południowym Perth. A w zasadzie to odnaleziono to, co z niego zostało. Lokalny mieszkaniec spacerujący brzegiem morza z żoną i dziećmi zauważył, że w krzakach mniej więcej jakieś 250 metrów od linii brzegowej coś leży.

Coś, co przypomina ludzkie ciało. O poszukiwaniach Thomasa było wówczas głośno już nie tylko w Frumentoli i okolicach. Ale powoli sprawa stawała się głośna na całym kontynencie. Policja uczulała mieszkańców, że gdy mężczyzna opuszczał hotel, był uzbrojony. Nie było pewności, czy swojej zbrodni nie dokonał przecież pod wpływem szaleństwa. Może być groźny dla otoczenia. Może i motyw zbrodni był bardziej prozaiczny, może nie było żadnej choroby psychicznej, a mężczyzna zabrał ze sobą rewolwer, ponieważ chcąc uniknąć odpowiedzialności za swój czyn, planował odebrać sobie życie. Ale lepiej było dmuchać na zimne.

Natomiast nagłówki prasowe informowały również swoich czytelników, że poszukiwania mogą dotyczyć także ciała, nie tylko żywego mężczyzny. Dlatego Spacerowicz był czujny. Postanowił sprawdzić, czy jego przeczucia są słuszne. Poinstruował małżonkę, by ta zabrała dzieci, oszczędzając im makabrycznego widoku. Kiedy rodzina znajdowała się w bezpiecznej odległości, mężczyzna sprawdził, co takiego leży w zaroślach. I okazało się, że dobrze wyczuł. Pod drzewem leżało ciało mężczyzny w zaawansowanym stadium rozkładu. Przybyła na miejsce policja, od razu wysnuła przypuszczenia, że denatem jest nie kto inny jak poszukiwany Jack Thomas.

Był przekonany, że tak było i tym razem. Stan, w jakim odnaleziono szczątki, również wskazywał na to, że ciało od kilku dni było wystawione na działanie promieni słonecznych. twarz mężczyzny była już nie do rozpoznania. Dlatego choć zakładano, że odnalezione szczątki należą do poszukiwanego Jacka Thomasa, to nie można było tego stwierdzić ze stuprocentową pewnością. Dopiero gdy porównano odciski palców Denata z odciskami odnalezionymi na butelkach po alkoholu pozostawionymi w pokoju hotelowym i uzyskano pełną zgodność, można było być pewnym, że odnaleziono ciało należy do poszukiwanego sprawcy zbrodni.

Teoretycznie sprawa była rozwiązana. Była zbrodnia, był sprawca, można nawet powiedzieć, że była też kara, choć sprawca wymierzył ją sobie sam. Śledztwo można było zamknąć. Jednak nikt nie lubi pytań bez odpowiedzi. Ponadto, z tego co się zorientowałam, to w ówczesnych czasach na kontynencie australijskim obowiązywało prawo, według którego, aby uznać sprawę za rozwiązaną, należało przedstawić przed obliczem sądu odpowiednie dowody świadczące o winie podejrzanego, nawet jeżeli był on już martwy. Inaczej sprawa trafiłaby na półkę spraw nierozwiązanych, a tego przecież nikt nie lubi, bo to psuje statystyki. Śledczy zaczęli więc rozpytywać o Thomasa w kręgu jego znajomych.

29 stycznia pani Martin wsiadła z chłopcem do taksówki i wyjechała. Nie mówiła gdzie i dokąd, ale nie wspominała też, by planowała się wyprowadzać. Dlatego pani Andrew założyła, że Lilian wkrótce wróci. W tym samym domu, choć w osobnym pokoju, mieszkał Jack Thomas. Para była ze sobą blisko, ale trudno powiedzieć, czy był to oficjalny związek. Nie wiadomo również, jakie relacje panowały pomiędzy panią Martin a jej mężem, ale z tego, co mówiła pani Andrew, to ich stosunki mogły być napięte. Inna lokatorka nazwiskiem McNamara powiedziała jej, iż widziała pewną sytuację i podsłuchała rozmowę Jacka i Lily.

Jack miał kupić Lilian rewolwer. Podobno wręczył go kobiecie mówiąc, by ta zrobiła z niego użytek, jeżeli Bronk będzie wtrącał się w ich sprawy. Bronk to był przydomek Feliksa Martina, czyli męża kobiety. Skoro Lily potrzebowała broni, to musiała czuć się zagrożona. A skoro czuła się zagrożona, a osobą, której się obawiała, był jej małżonek, to para rzeczywiście musiała mieć między sobą jakiś zatarg. Ale co dokładnie miał tutaj na myśli Jack, to niestety nie wiadomo. Tak samo jak nie wiadomo, czy ten konflikt pomiędzy Lillian a Felixem rzeczywiście istniał. Równie dobrze mógł to być wytwór wyobraźni Jacka, albo Lily najzwyczajniej w świecie go okłamała, robiąc ze swojego męża agresora.

Posiadamy tutaj zbyt mało informacji, by poznać prawdę. Ale to, co jest tutaj istotne, to rewolwer, który prawdopodobnie posłużył później Jackowi do odebrania sobie życia. Oficjalnie Lily i Jack żyli osobno. Ale tuż po wyjeździe Lilian, Jack również zniknął. Oba wyjazdy dziwnie zbiegły się w czasie, więc prawdopodobnie para podróżowała razem. Ale jaki był cel ich podróży? I czemu wciąż się przemieszczali? Znajomy Thomasa, 60-letni Henry Keeley, nie wiedział o nim zbyt wiele. Ale uważał, że Jack musiał być dość majętny. Kili nigdy nie widziałby mężczyzna gdziekolwiek pracował, a pieniądze zawsze skądś miał.

Scharakteryzował go jako wyjątkowo spokojnego, opanowanego mężczyznę, co stoi nieco w opozycji do dalszych jego zeznań. Kili opowiedział bowiem o pewnej sytuacji, podczas której Jack wyjątkowo się zdenerwował. Powiedział Henry'emu, że dał jakiejś kobiecie 25 funtów, ale kręci się koło niej inny facet, któremu ma ochotę strzelić je w łeb. I to jest autentyczny cytat. Wyglądało to tak, jakby mężczyzna był o kobietę zazdrosny. Sytuacja miała miejsce pod koniec 1926 roku, więc teoretycznie mogło chodzić o Lillian Martin. ale Kelly nie mógł potwierdzić tego w stu procentach, bowiem żadne imię podczas rozmowy nie padło.

Natomiast zdarzyło się też, że Jack chodził poddenerwowany i psioczył pod nosem, że wysłał do Perth list z poleceniem odbioru, ale ten, mimo że został odebrany, pozostał bez odpowiedzi. Wszystko więc wskazywało na to, że kobietą, o którą Jack był zazdrosny, była właśnie Lillian Martin. Seznanie Henry'ego Killeya udało się potwierdzić m.in. dzięki Frankowi Martinowi. Mężczyzna dostarczył śledczym list, który, jak twierdził, odnalazł w rzeczach osobistych swojej małżonki, kiedy udał się do jej mieszkania, by odebrać swoje rzeczy. Nadawcą listu był właśnie Jack Thomas. Nie będę wam tutaj cytować jego treści, bowiem mężczyzna był dość monotematyczny.

Choć list był dość długi i zawierał kilka akapitów, to w każdym z nich mężczyzna pisał praktycznie to samo, jedynie inaczej formułując swoje myśli. Krótko mówiąc, to Jack zarzucał Lillian, że ta odbiera jego listy, ale nawet nie raczy na nie odpowiedzieć. Patrząc na to, jak prowadzona była narracja, to gołym okiem widać, że Jack był ogromnie zaborczy. Można to zobaczyć chociażby w zdaniach takich jak Jeśli masz czas, by odebrać list, to powinnaś mieć go również na to, by na niego odpisać. Załączam ci znaczki pocztowe, byś mogła odpowiedzieć.

Powiedz mi, co się z nimi dzieje, skoro mnie nie odpisujesz? I tak dalej, i tak dalej. Niby można zrozumieć frustrację, kiedy ktoś nas ignoruje, ale moim zdaniem na kilometry czuć tutaj, że było w tym coś więcej. Jakoś tak zbyt agresywnie zostało to wszystko napisane. Tym razem Lily odpisała, ponieważ w marynarce, w którą Jack był ubrany w chwili śmierci, prócz wspomnianej gazety, odnaleziono kopertę. W środku niej był właśnie list, autorką którego była Lillian Martin. Kobieta przepraszała w nim za zwłokę i taki długi okres oczekiwania na jej odpowiedź. Choć z kontekstu można wywnioskować, że zanim dotarł do niej list pełen pretensji, to kobieta zdążyła już nadać na poczcie inną odpowiedź.

Tylko niecierpliwy Jack zamiast poczekać, to wylał swoje frustracje. Lilian pisała bowiem, że jej poprzedni list zapewne już do niego doszedł, ale odpisuje i na ten, by dać mu znać, co u niej. Kobieta ubolewała nad swoim losem. Pisała o tym, że jej mąż wciąż przebywa w szpitalu, a ona została bez środków do życia. Nie mogła pobierać renty przysługującej wdową po poległych żołnierzach, ponieważ jej mąż żył. A to, że jego rana była na tyle poważna, że uniemożliwiała mu zarabianie na rodzinę, zresztą z oddziału szpitalnego raczej ciężko się zarabia, to już za bardzo nikogo nie interesowało. Lilian prosiła Jacka o przesłanie kilku szylingów, ponieważ znalazła się w trudnej sytuacji, a on jest jedyną osobą, do której może zwrócić się o pomoc.

Jak sama to ujęła? Już trzykrotnie pisałam do domu rodzinnego, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Nie potrafię tego zrozumieć. Kiedy nagle lądujesz na dnie, nikt nie przejmuje się twoim losem. Co też tutaj potwierdza, że to właśnie ona była kobietą, o której Jack opowiadał Henry'emu, tą, której dał 25 buntów. Lily pisała też coś o niejakim Benie. Z treści wynika, że mężczyzna czynił do Lily umizgi, ale ona nie była mu przychylna. Informowała Jacka, że tutaj dosłownie cytując, rzuciła w Bena rozgrzanym elektrycznym żelazkiem i od tej pory mężczyzna się do niej nie zbliża.

Sprawdziłam, czy nie jest to żaden idiom czy metafora, ale niczego nie znalazłam, więc zakładam, że słowa Lily możemy traktować dosłownie. To sugeruje, że ten tajemniczy Ben mógł być bardzo nachalny i nie przyjmował odmowy z jej strony. Przynajmniej ja tak to odbieram. Na samym końcu pani Martin ostrzegła Jacka, że nie podoba jej się jego zachowanie. Pisała. Będę z tobą, ale proszę kontroluj swoje emocje. co z kolei jest jasnym komunikatem, że Lily nie była głupia i również wyczuła agresję płynącą z poprzedniego listu Jacka. I tu powoli wyłaniał się prawdopodobny motyw sprawcy.

Zazdrość. W rzeczach osobistych kobiety odnaleziono bowiem kolejny list. Tym razem jego autorem nie był Jack Thomas, ale inny mężczyzna. Staje się, że również dość zamożny i co najważniejsze wykazywał on zainteresowanie pogłębieniem relacji romantycznej z panią Martin. Nadawca pisał Moja droga Lili, podziękowania za twój serdeczny list. Bardzo mnie ucieszyły wieści od ciebie, gdyż niemal już się poddałem, myśląc, że odeszłaś na dobre. Naprawdę się o ciebie martwiłem. Ogromnie mi przykro z powodu choroby, która nawiedziła twój dom. Mam nadzieję, że Tajk i Bronk wkrótce wyzdrowieją, a i ty będziesz miała się dobrze.

No cóż, madroga Lily, jak na razie nie jest u mnie aż tak źle, więc muszę się tego trzymać tak długo, jak to możliwe. Postanowiłem, że pojadę do Anglii, żeby spotkać się z moimi dawnymi znajomymi. Może miałabyś ochotę pojechać ze mną? Byłoby miło, prawda? I wspomnienie o Anglii oraz o planowanym wyjeździe mogło sugerować, że autorem listu był właśnie Jack Thomas. Zwłaszcza, że nadawca się nie podpisał. Tak jednak być nie mogło. Autor wspomniał w swoim liście o Jacku. Prosiłby mężczyzna przekierowywał jego korespondencję na nowy adres jego zamieszkania. Co sugeruje, że panowie nie tylko się znali, ale i możliwe, że obaj konkurowali ze sobą o względy pani Martin i zdaje się, że przez pewien czas albo razem mieszkali, albo pracowali.

Tajemniczy mężczyzna zakończył swój list, załączając wyrazy miłości i przesyłając 12 pocałunków. Nie pytajcie, czemu akurat 12, bo nie wiem, może to jakaś symbolika. Czy możliwe, że ten list wpadł w ręce Jacka Thomasa, a ten, wiedziony zazdrością, postanowił odebrać życie swojej kochance? Teoria miała naprawdę mocne podłoże, ale czy w takiej sytuacji pomiędzy parą nie doszłoby najpierw do kłótni? Żaden z gości hotelowych nie słyszał, by z pokoju dobiegały jakiekolwiek podniesione głosy. Poza tym krzykiem dziecka słyszanym przez panią Windsor. A może list wpadł w jego ręce, kiedy Lily już spała i kobieta nie mogła krzyczeć, bowiem zanim zdążyła zareagować, jej usta blokował już knebel.

Na chwilę obecną ta ewentualność wydawała się jednak najbardziej prawdopodobna. Zwłaszcza po tym, jak udało się dotrzeć do kolejnego świadka, Franka Moody'ego. Moody zatrzymywał się w Rockingham, w tym samym hotelu co Jack i Lily. Mężczyzna opowiedział, jak doszło do ich zapoznania. Para przedstawiła się jako Martinowie, co z góry sugerowało, że są parą małżeńską. Moody miał jednak wrażenie, że stosunki Jacka i Lily są wyjątkowo napięte. Nie widział pomiędzy nimi żadnego uczucia, może poza wrogością. Jack był o swoją partnerkę chorobliwie zazdrosny. Zrobił wybranące scenę o to, że ta flirtuje z Frankiem.

Moody'emu wydało się to wyjątkowo dziwne. Przecież dopiero co poznał kobietę i nic prócz krótkiej pogawędki pomiędzy nimi nie było. I to pogawędki, przy której Jack również był przecież obecny. Była to pierwsza rysa na wizerunku Jacka, który jak dotąd opisywany był jako człowiek o spokojnym usposobieniu. Ale jednak, jak widać, aż tak spokojny to on chyba nie był. Za sprawcę zbrodni w pokoju hotelowym uznano Tomasa. Założono, że głównym motywem była zazdrość. Jednocześnie część winy przerzucono na ofiarę. Uważano, że Lilian była kobietą, która wodziła mężczyzn za nos.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.