Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane

HORROR W POKOJU HOTELOWYM

28.08.2025 ·48 min 47 s

MIEJSCE AKCJI - AUSTRALIAPostaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Truth, 1927.02.19Truth, 1927.02.20Truth, 1927.02.27Truth, 1927.03.05The Mirror, 1927.02.12The Daily News, 1927.02.09The Daily News, 1927.02.10Źródła internetowe: w komentarzuSpołeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

I tak też dokonano makabrycznego odkrycia. W zeszłej nocy pokój numer 4 stał się miejscem zbrodni. Na miejsce natychmiast wezwano policję. Ofiarami była kobieta oraz jej dziecko. Jak ustalono, była to mniej więcej 35-letnia Lillian Martin oraz jej 3-letni synek Daniel. Na wpół roznegliżowane ciało kobiety leżało na wznak, tuż obok łóżka, twarzą do ściany. Na jej ramionach spoczywała poduszka, a na jej poszewce pokryta krwią bializna. Najprawdopodobniej robiła ona zaknebel. Na jej materiale bowiem stwierdzono obecność śliny.

Prasownicy hotelu przyznali, że mężczyzna towarzyszący Lillian Martin często zachodził do ich restauracji i kupował napoje wysokoprocentowe. Ale nic nie wskazywało, by alkohol wywoływał w nim agresję albo by mężczyzna był jakimś nałogowcem. To właśnie butelki okazały się najistotniejszym dowodem w tej sprawie, bowiem na szyjce jednej z nich odnaleziono bardzo dobrze zachowany odcisk palca. Daktyloskopia była wówczas jeszcze w powijakach, ale śledczy wykonali fotografie odbitych linii papilarnych. Wstępna analiza wykluczyła, by należały one do zamordowanej kobiety albo jej dziecka.

Kiedy wrócił do pokoju, spostrzegł, że jego małżonka również się zbudziła. Kobieta poinformowała go, że w czasie, gdy on zażywał kąpieli, usłyszała jednorazowy, dziecięcy krzyk. Nie była jednak pewna, czy dochodził on z sąsiadującego pokoju. Małżeństwo wspólnie uznało, że nie ma się czym przejmować. Krzyki musiały należeć do dziecka przechodzącego ulicą nieopodal. Skoro się nie powtórzyły, to też nie ma potrzeby by reagować. Ale w świetle wydarzeń z zeszłej nocy stało się jasne, że Windsordowie słyszeli moment morderstwa Lillian Martin oraz jej syna. Wspomniany odgłos wymiotów musiał być momentem, w którym sprawca wpychał bieliznę do gardła swojej ofiary.

Późniejszy krzyk oczywiście należał do trzyletniego Daniela. To oznaczało, że matka i dziecko zginęli w okolicach pierwszej w nocy. To potwierdziło założenia śledczych. W pokoju Martinów nie doszło do kłótni, inaczej Windsordowie słyszeliby jakieś poniesione głosy. Atak na Lilian oraz jej dziecko musiał nastąpić niespodziewanie. Być może nawet sprawca zaatakował kobietę podczas snu. Po zbrodni był opanowany. Nie uciekł natychmiast z miejsca zdarzenia. Recepcjonista twierdził, że tego ranka, gdy mężczyzna opuszczał hotel, nie wykazywał żadnych oznak zdenerwowania.

Spojrzał nawet w niebo i rzucił z lekkim uśmiechem, że zanosi się na to, iż znów będzie upalny dzień. Zachowywał się jak każdy inny gość hotelowy. Nie wyglądał na kogoś, kto przed kilkoma godzinami pod wpływem emocji odebrał życie swojej partnerce i dziecku. Pierwsze podejrzenia padły na męża kobiety, Feliksa Martina. Ale okazało się, że sprawa nie była aż tak prosta. Mężczyznę dość szybko odnaleziono, a według niektórych informacji to sam zgłosił się na komisariat. To nie on był sprawcą. Nie mógł nim być. W chwili napaści nie tylko znajdował się w zupełnie innym miejscu, ale nie pasował też do rysopisu mężczyzny, który towarzyszył Lillian w hotelu.

Felix był weteranem wojennym. Został ranny na froncie. Pocisk trafił go w dolną część szczęki, doprowadzając tym samym do trwałego uszczerbku na zdrowiu, już nawet nie wspominając o tym, iż mężczyzna został oszpecony. Miał na głowie opatrunek. W tle załączam wam jego zdjęcie, tak żebyście wiedzieli, o czym tutaj mówię. Towarzysz Lilian z całą pewnością był w pełni sprawnym mężczyzną. Nie miał żadnych widocznych urazów. Choć Felix nie mógł być poszukiwanym sprawcą, to okazał się przydatnym świadkiem. Opowiedział policji o tym, jak wyglądało życie jego małżonki na przestrzeni ostatnich tygodni.

Od kilku miesięcy żył z żoną w separacji. Powody tej decyzji nie są znane. Czy Lilian opuściła męża z powodu odniesionych na froncie ran? Możliwe, a nawet i wysoce prawdopodobne. Ale nie chodziło tutaj o to, że mężczyzna stracił swoje walory wizualne, a o to, że mężczyzna nie mógł zarabiać na rodzinę. Ale Feliks nie wydawał się jakoś być głęboko zrozgotany rozstaniem. Raczej nie darzył małżonki szczególną miłością. Za to bez wątpienia kochał synka. Śledczy, którzy poprosili mężczyznę o zidentyfikowanie ciał, niemal siłą odciągali oszalałego z rozpaczy mężczyznę od ciała Daniela.

Nie było ani jednej osoby, która wypowiedziałaby się o trzylatku negatywnie. Był grzeczny i uśmiechnięty, dobrze wychowany. Nigdy nie sprawiał większych problemów. Nie było szans, by czymkolwiek sprowokował napastnika. Według tego, co pamiętał Felix, to jego małżonka spotykała się z mężczyzną nazwiskiem Thomas. I tutaj śledczym zapaliła się lampka. Bo przecież w pokoju hotelowym odnaleziono fiolkę z lekami wystawionymi na to samo nazwisko. Wszystko wskazywało na to, że tajemniczym towarzyszem Lilian oraz jej mordercą był właśnie Jack Thomas.

A przypadek Lilian Martin, choć jak na razie nieco zagadkowy, był bardzo dobrą pożywką dla organizacji feministycznych. Podkreślano, że motywem sprawców, którzy obierają za swój cel kobiety, jest głównie zazdrość. Na drugim miejscu klasyfikowała się oczywiście zbrodnia z lubieżności. Ciało Liliany nie nosiło znamion przemocy seksualnej. Ale czy kobieta mogła paść ofiarą zazdrosnego partnera? To już miało ustalić śledztwo. Dlatego policji tak bardzo zależało, by odnaleźć Tomasa żywego. Tylko on mógł zdradzić prawdziwy motyw. A jak na razie nikt nie wiedział, dlaczego mężczyzna postanowił zabić.

Na pewno nie wykazywał agresji względem chłopca, przynajmniej w miejscu publicznym, bo jak widać jakoś nie miał większych problemów, by chwycić za brzytwę w zamkniętych czterech ścianach pokoju hotelowego. Sumując wszystkie te ustalenia, śledczy doszli do wniosku, że parą widzianą w butiku na tydzień przed zbrodnią nie byli Lilian oraz Jack. A tym samym motyw wciąż pozostawał nieznany. Wśród napływających zawiadomień jedno wydało się śledczym najbardziej interesujące. Osobnik odpowiadający rysobisowi Jacka Thomasa był widziany 9 lutego w pobliżu Rockingham. Mężczyzna, który zgłosił się na policję był przekonany, że w nocy 9 lutego o godzinie 2.30 rozmawiał z poszukiwanym Jackiem Thomasem.

Fremantle i Rockingham dzieliło odległość zaledwie 30 kilometrów, więc niewykluczone, że po dokonaniu zbrodni Thomas zbiegł na południe. Zwłaszcza, że jeszcze przed kilkoma dniami to właśnie tam mieszkał wraz z Lillian i jej dzieckiem. Choć trop wydawał się obiecujący, to nie doprowadził do żadnego przełomu. I nic dziwnego. Wkrótce bowiem ustalono, że szanse na to, iż Thomas przebywał w Rockingham 9 lutego, były znikome. Jacka Thomasa odnaleziono jakiś tydzień później, w południowym Perth. A w zasadzie to odnaleziono to, co z niego zostało. Lokalny mieszkaniec spacerujący brzegiem morza z żoną i dziećmi zauważył, że w krzakach mniej więcej jakieś 250 metrów od linii brzegowej coś leży.

Nie było ono zbyt liczne. Mężczyzna nie utrzymywał z nikim zażyłych relacji. Miał kilku bliższych czy dalszych znajomych, ale nikogo, kto posiadałby jakieś bardzo istotne w sprawie informacje. Udało się jednak dotrzeć do kilku osób, które nieco wniosły do sprawy. Ann Andrew, starsza, siwowłosa kobieta, utrzymywała się prowadząc dom noclegowy w Baird. Można powiedzieć, że prowadziła tam coś na kształt prywatnego hotelu, tylko jej przybytek raczej nie otrzymałby żadnej gwiazdki. Jedną z lokatorek była właśnie Lillian Martin. Kobieta mieszkała tam wraz z synem. Pani Andrew wiedziała, że Lillian była w separacji, choć niektórzy szeptali, że podobno była już wdową.

29 stycznia pani Martin wsiadła z chłopcem do taksówki i wyjechała. Nie mówiła gdzie i dokąd, ale nie wspominała też, by planowała się wyprowadzać. Dlatego pani Andrew założyła, że Lilian wkrótce wróci. W tym samym domu, choć w osobnym pokoju, mieszkał Jack Thomas. Para była ze sobą blisko, ale trudno powiedzieć, czy był to oficjalny związek. Nie wiadomo również, jakie relacje panowały pomiędzy panią Martin a jej mężem, ale z tego, co mówiła pani Andrew, to ich stosunki mogły być napięte. Inna lokatorka nazwiskiem McNamara powiedziała jej, iż widziała pewną sytuację i podsłuchała rozmowę Jacka i Lily.

Jack miał kupić Lilian rewolwer. Podobno wręczył go kobiecie mówiąc, by ta zrobiła z niego użytek, jeżeli Bronk będzie wtrącał się w ich sprawy. Bronk to był przydomek Feliksa Martina, czyli męża kobiety. Skoro Lily potrzebowała broni, to musiała czuć się zagrożona. A skoro czuła się zagrożona, a osobą, której się obawiała, był jej małżonek, to para rzeczywiście musiała mieć między sobą jakiś zatarg. Ale co dokładnie miał tutaj na myśli Jack, to niestety nie wiadomo. Tak samo jak nie wiadomo, czy ten konflikt pomiędzy Lillian a Felixem rzeczywiście istniał. Równie dobrze mógł to być wytwór wyobraźni Jacka, albo Lily najzwyczajniej w świecie go okłamała, robiąc ze swojego męża agresora.

Posiadamy tutaj zbyt mało informacji, by poznać prawdę. Ale to, co jest tutaj istotne, to rewolwer, który prawdopodobnie posłużył później Jackowi do odebrania sobie życia. Oficjalnie Lily i Jack żyli osobno. Ale tuż po wyjeździe Lilian, Jack również zniknął. Oba wyjazdy dziwnie zbiegły się w czasie, więc prawdopodobnie para podróżowała razem. Ale jaki był cel ich podróży? I czemu wciąż się przemieszczali? Znajomy Thomasa, 60-letni Henry Keeley, nie wiedział o nim zbyt wiele. Ale uważał, że Jack musiał być dość majętny. Kili nigdy nie widziałby mężczyzna gdziekolwiek pracował, a pieniądze zawsze skądś miał.

Scharakteryzował go jako wyjątkowo spokojnego, opanowanego mężczyznę, co stoi nieco w opozycji do dalszych jego zeznań. Kili opowiedział bowiem o pewnej sytuacji, podczas której Jack wyjątkowo się zdenerwował. Powiedział Henry'emu, że dał jakiejś kobiecie 25 funtów, ale kręci się koło niej inny facet, któremu ma ochotę strzelić je w łeb. I to jest autentyczny cytat. Wyglądało to tak, jakby mężczyzna był o kobietę zazdrosny. Sytuacja miała miejsce pod koniec 1926 roku, więc teoretycznie mogło chodzić o Lillian Martin. ale Kelly nie mógł potwierdzić tego w stu procentach, bowiem żadne imię podczas rozmowy nie padło.

Natomiast zdarzyło się też, że Jack chodził poddenerwowany i psioczył pod nosem, że wysłał do Perth list z poleceniem odbioru, ale ten, mimo że został odebrany, pozostał bez odpowiedzi. Wszystko więc wskazywało na to, że kobietą, o którą Jack był zazdrosny, była właśnie Lillian Martin. Seznanie Henry'ego Killeya udało się potwierdzić m.in. dzięki Frankowi Martinowi. Mężczyzna dostarczył śledczym list, który, jak twierdził, odnalazł w rzeczach osobistych swojej małżonki, kiedy udał się do jej mieszkania, by odebrać swoje rzeczy. Nadawcą listu był właśnie Jack Thomas. Nie będę wam tutaj cytować jego treści, bowiem mężczyzna był dość monotematyczny.

Choć list był dość długi i zawierał kilka akapitów, to w każdym z nich mężczyzna pisał praktycznie to samo, jedynie inaczej formułując swoje myśli. Krótko mówiąc, to Jack zarzucał Lillian, że ta odbiera jego listy, ale nawet nie raczy na nie odpowiedzieć. Patrząc na to, jak prowadzona była narracja, to gołym okiem widać, że Jack był ogromnie zaborczy. Można to zobaczyć chociażby w zdaniach takich jak Jeśli masz czas, by odebrać list, to powinnaś mieć go również na to, by na niego odpisać. Załączam ci znaczki pocztowe, byś mogła odpowiedzieć.

Powiedz mi, co się z nimi dzieje, skoro mnie nie odpisujesz? I tak dalej, i tak dalej. Niby można zrozumieć frustrację, kiedy ktoś nas ignoruje, ale moim zdaniem na kilometry czuć tutaj, że było w tym coś więcej. Jakoś tak zbyt agresywnie zostało to wszystko napisane. Tym razem Lily odpisała, ponieważ w marynarce, w którą Jack był ubrany w chwili śmierci, prócz wspomnianej gazety, odnaleziono kopertę. W środku niej był właśnie list, autorką którego była Lillian Martin. Kobieta przepraszała w nim za zwłokę i taki długi okres oczekiwania na jej odpowiedź. Choć z kontekstu można wywnioskować, że zanim dotarł do niej list pełen pretensji, to kobieta zdążyła już nadać na poczcie inną odpowiedź.

Tylko niecierpliwy Jack zamiast poczekać, to wylał swoje frustracje. Lilian pisała bowiem, że jej poprzedni list zapewne już do niego doszedł, ale odpisuje i na ten, by dać mu znać, co u niej. Kobieta ubolewała nad swoim losem. Pisała o tym, że jej mąż wciąż przebywa w szpitalu, a ona została bez środków do życia. Nie mogła pobierać renty przysługującej wdową po poległych żołnierzach, ponieważ jej mąż żył. A to, że jego rana była na tyle poważna, że uniemożliwiała mu zarabianie na rodzinę, zresztą z oddziału szpitalnego raczej ciężko się zarabia, to już za bardzo nikogo nie interesowało. Lilian prosiła Jacka o przesłanie kilku szylingów, ponieważ znalazła się w trudnej sytuacji, a on jest jedyną osobą, do której może zwrócić się o pomoc.

Moody'emu wydało się to wyjątkowo dziwne. Przecież dopiero co poznał kobietę i nic prócz krótkiej pogawędki pomiędzy nimi nie było. I to pogawędki, przy której Jack również był przecież obecny. Była to pierwsza rysa na wizerunku Jacka, który jak dotąd opisywany był jako człowiek o spokojnym usposobieniu. Ale jednak, jak widać, aż tak spokojny to on chyba nie był. Za sprawcę zbrodni w pokoju hotelowym uznano Tomasa. Założono, że głównym motywem była zazdrość. Jednocześnie część winy przerzucono na ofiarę. Uważano, że Lilian była kobietą, która wodziła mężczyzn za nos.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.