Przed Wami Kataryniarz Jan
Elegancki Jan, w kapeluszu, jasnym garniturze i rękawiczkach, pięknie gra i śpiewa na warszawskiej Starówce. Janek to piewca folkloru warszawskiego, krzewi wśród rodaków sentyment do przedwojennych piosenek. Przypomina warszawskie szlagiery w aranżacji na katarynkę i przenosi nas w przeszłość.. O swojej pasji, budowaniu katarynek, klimacie Starego Miasta i ludziach rozmawia z Kamilem Jasieńskim.
Pojawił się już Jan Jastrzębski, znany także jako Kataryniarz Jan. Dzień dobry, cześć Janku. Dzień dobry, moje uszanowanie. Jeżeli ktoś w ostatnim czasie nie był w Warszawie, nie był na Starówce, no to można też znaleźć ciebie w internecie. Bardzo aktywnie działasz na Instagramie, na TikToku, no i pokazujesz jak wygląda życie Kataryniarza. Każdego dnia. Może zacznijmy od samego początku. Jak u Ciebie się coś takiego pojawiło w życiu? Pierwsza Katarynka. Jak wpadłeś na taki pomysł, żeby właśnie taki styl życia uprawiać? Katarynka jest moją orkiestrą. Potrzebowałem mieć podkład muzyczny, czyli najlepiej byłoby wynająć orkiestrę, ale wiadomo, jest to bardzo kosztowne. Więc wpadłem na pomysł, że można by było zbudować sobie katarynkę. Jest to taki instrument związany z Warszawą.
Mamy w Warszawie tradycję warszawskiego kataryniarza, który gra na Starym Mieście, więc połączyłem jedno z drugim i tak moja orkiestra akompaniuje mi przy śpiewaniu piosenek retro. Jeżeli ktoś chciałby pograć na katarynce, no to to nie jest chyba taki instrument, który można kupić od tak w sklepie muzycznym. Katarynki nie są dostępne w sklepach muzycznych. Katarynki zazwyczaj można sobie zamówić. Są wykonywane pod konkretnego klienta, ponieważ jest na to bardzo mały rynek. W Polsce może z 20 kataryniarzy by się znalazło, a tak można sobie zamówić katarynkę np. w Niemczech, we Francji i tam już jest większa ilość hobbystów. Ale ta Katarynka, którą tutaj widzimy teraz w studiu, no ona ma akcenty warszawskie. Z tej strony, z której ja ją obserwuję, jest syrenka.
Czy to jest Katarynka robiona na zamówienie? Czy ona już tutaj została podrasowana w Warszawie? To jest Katarynka robiona własnoręcznie z moją żoną. Piszczałki zamówiliśmy organmistrza i do kupy została zwożona. Okej, czyli to jest wasza autorska konstrukcja. To jak się konstruuje w takim razie taką Katarynkę? Jak dużo czasu trzeba na to poświęcić? No można powiedzieć, że tak z dwa miesiące trzeba by było pracować nad tym. To jeżeli Janku mógłbyś nam wyjaśnić dokładnie jak działa mechanizm w Katarynce, bo na twoim profilu można znaleźć takie filmiki objaśniające działanie Katarynki, ale ta, która tutaj pojawiła się w studiu jest zdecydowanie bardziej nowoczesna. Tak, katarynka jest instrumentem z grupy arofonów, czyli na powietrze. Tak samo jak organy w kościele, ma piszczałki.
Piszczałek tutaj w tej katarynce jest 37, czyli 3 oktawy. No i teraz te piszczałki potrzebują powietrza, żeby zagrały. Dawno temu była taka funkcja kalikanta. To była osoba, która pompowała powietrze do organów. I w gruncie rzeczy Kataryniarz jest takim kalikantem, kiedy kręci korbą, pompuje miechami powietrze. No i teraz to powietrze jakby dmuchnęło we wszystkie piszczałki, no to nie byłoby melodii. Więc teraz trzeba nad czymś zapisać melodię. Jak Państwo kojarzą pozytywkę, to w pozytywce melodia zapisana jest na wałku. I ten wałeczek obracając się zaczepia o blaszki i tak wygrywa na nich melodię. W Katarynce był bardzo podobny wałek, tylko że większy i kiedy obracał się zaczepiał o zawory. Podnosił te zawory i rozdzielał to powietrze do poszczególnych piszczałek. Tylko jak wiemy z pozytywki, jeżeli wałek się obróci, to melodia leci od początku. I taki Kataryniarz często grał w kółko jedną melodię.
Stąd też jak się mówi, że ktoś gada jak Katarynka, to właśnie znaczy, że się tak powtarza i może nawijać bez końca. Moja Katarynka jest unowocześniona, tak jak już wspomniałeś. Ona ma sterownik, który steruje zaworami. Pod każdą piszczałką jest zawór na elektromagnesie, dzięki czemu ja nie potrzebuję żadnych wałków, żadnych papierowych rolek do sterowania pneumatycznego, tylko właśnie wybieram sobie na sterowniku melodię, uruchamiam ją, zawory startują, zaczynają sobie klepać i kiedy kręcę korwą, już jestem tylko tym kalikantem, który pompuje powietrze. Czyli można powiedzieć, że to jest cyfrowa Katarynka. Jakbyśmy powiedzieli, że jest cyfrowe, tak jak np. pianino cyfrowe, to wydawałoby się wszystkim, że dźwięk jest sztuczny, że jest elektroniczny. Tutaj dźwięk jest naturalny, tutaj grają piszczałki fletowe, tylko po prostu sterowanie jest unowocześnione. Większość teraz organów w kościołach też ma sterowanie tych tradycyjnych, sterowanie elektroniczne, ponieważ też jest dużo łatwiej grać.
Naciskamy przycisk i od razu otwiera się zawór, nie trzeba czekać, nie ma tych opóźnień. A jeśli chodzi o samą formę zgrywania utworu, wgrywania utworu do Katarynki, to jest w jakimś konkretnym formacie? Jakoś ten utwór musi być przetworzony, żeby później można było go usłyszeć, czy można wgrać każdą mp3? Nie no, mp3 nie można wgrać, ponieważ potrzebny jest zapis tak jakby nutowy, czyli najprostszy system MIDI zero, który po prostu wysyła sygnał do elektromagnetu, dźwięk jest albo go nie ma, więc albo się otwiera, albo się zamyka. Piszemy sobie jakąś melodię na komputerze, przenosimy ją na karcie pamięci. Właśnie w nocy dostałem utwór od pana Tadeusza, który większość numerów dla mnie zaaranżował. Mam tutaj nową piosenkę, więc możemy zrobić premierę. Ze śpiewaniem. Tak. Janku, to może teraz jakieś krótkie takie zakręcenie korbą i za chwilę jeszcze oczywiście wrócimy do rozmowy.
Janek tutaj stanął za Katarynką i już za chwilę usłyszymy. Jacek Makarewicz Kataryniarz Jan jest dzisiaj razem z nami, jest też w studiu Piękna Katarynka. Janku, czy to z jakiego drewna Katarynka jest wykonana ma też wpływ na jej brzmienie? Tak, zazwyczaj osoby, które znają się na instrumentach wiedzą, że każdy rodzaj drewna odpowiada za różną barwę, za brzmienie instrumentu, więc każdy stara się, żeby to było jak najlepsze drewno.
Tylko, że w przypadku Katarynki większego znaczenia to nie ma ze względu na to, że taka Katarynka gra na ulicy. Tak ten hałas jaki jest na ulicy powoduje to, że nie ma większego znaczenia cóż to będzie za drewno. Chociaż poprzednia moja Katarynka miała troszeczkę bardziej ciepłe brzmienie, skrzynia była bukowa, bardziej taka ciężka bym powiedział, masywna. Ta jest zrobiona z drzewa meranti. Zdecydowałem się na egzotykę ze względu na odporność, na wilgoć i na grzyby różne, że po prostu jest mniejsza rozciągliwość tego drewna. Ale też takie mam wrażenie z tego, co tutaj zagrałeś, ta głośność jest na jednym poziomie, czy ze względu na to, że tutaj są różne sterowniki, można też głośniej i ciszej grać na tej Katarynce? Nie, sterownik nie ma wpływu na głośność. Na głośność mamy wpływ kręcąc korbą. Jeżeli troszeczkę szybciej będziemy kręcili, zapewnimy większą ilość powietrza i wtedy będzie troszeczkę głośniej, ale ta Katarynka jest cicha.
Jak na Katarynki ogólnie, ona jest cicha. Też przyjemnie się jej słucha na rynku, ponieważ ona jest takim tłem. Nie jest instrumentem pierwszoplanowym. Jeżeli słyszymy jak ktoś gra na przykład na saksofonie, no to ciężko jest to pominąć. A Katarynka na rynku ma stwarzać przyjemną atmosferę. Ma nikogo nie denerwować, tylko powodować to, żeby odczucia ze zwiedzania Starego Miasta w Warszawie były przyjemne. Żeby ten klimat był dopełniony w pewien sposób. Tak. Ja też śpiewam bez nagłośnienia, więc żeby ta Katarynka też nie była głośniejsza niż wokal. No właśnie, to jak taka praca katarynarza wygląda na co dzień? Teraz jest ciepło, więc no fajnie, miło i przyjemnie. Zimą to chyba jednak jest dosyć trudne wyzwanie tak cały dzień spędzić.
Dlatego nie gram przez cały dzień, ale zimą oczywiście ciepło się ubieram, staję na rynku niedaleko lodowiska, bo w zimie w Warszawie jest lodowisko na rynku i też gram. A z czym trzeba się mierzyć każdego dnia grając na Katarynce, pracując w takim miejscu, w jakim jest Starówka, gdzie jest bardzo dużo ludzi czasami, czasami mniej tych ludzi, no ale różni ludzie się tam pojawiają. Tak, no trzeba się mierzyć z problemami społecznymi, ponieważ na rynku jest wiele osób, no jest też ostatnio popularne hasło, handel ludźmi. I to nie chodzi o to, że ktoś handluje jakimś człowiekiem, jak towarem, tylko że wykorzystywani są ludzie do pracy w nielegalny sposób, zazwyczaj też dzieci, na przykład do żebrania. I ciężko jest z tym walczyć systemowo, ponieważ wiele osób jest przyzwyczajonych do tego, że widząc romskie dziecko, jest to normalna sprawa, że ono będzie żebrało.
One padają ofiarami, ponieważ wyobraźmy sobie, że jesteśmy małym dzieckiem, cztero czy pięcioletnim i podchodzi do nas taka baba jaga i mówi daj pieniądze. I to dziecko naprawdę jest przestraszone. To nie jest tak, że one podchodzą do grupy dzieci. One sobie wybierają ofiary, wybierają najsłabsze dzieci, dzielone od stada i osaczają takie dziecko i po prostu je okradają. To nie jest tak, że ona tam weźmie dwa złote, tylko dziecko otwiera portfelik i traci wszystkie pieniądze. W sezonie wycieczkowym, czyli właśnie kwiecień, maj, czerwiec i wrzesień, październik, przydałoby się, żeby był patrol policji na rynku, który by pilnował porządku. Janku, to może jeszcze coś zagrasz i za chwilę wrócimy do rozmowy. Janek tutaj znowu się przemieszcza do swojej Katarynki. Klik, klik, trzeba wybrać utwór i słuchamy.
Kataryniarz Jan jest razem z nami, a utwór Enola Gay za nami OMD w remiksie. W remiksie trochę tak współczesność, trochę historii. Janku, a jak u ciebie taka pasja do tego klimatu przedwojennego, do starej Warszawy? Jak u ciebie to się pojawiło? Czy tym klimatem zawsze tak się fascynowałeś? Żeby coś takiego robić na co dzień, trzeba chyba to kochać. Bardzo lubię historię. Przedwoły jedne filmy i na moje osiemnaste urodziny moja siostra cioteczna zabrała mnie na rekonstrukcję historyczną. Wkręciłem się w to troszeczkę i tak można powiedzieć mi zostało. Występowałem w trupie naturalnej warszawiaki. Różne właśnie przedstawienia związane z Warszawą, piosenki. Występowaliśmy w Warszawie. I no tak mi się to spodobało, że chciałem robić to na co dzień. Stąd właśnie ta Katarynka, która umożliwia mi występowanie codziennie dla ludzi.
To od tego początku fascynacji i historią do pierwszej Katarynki ile czasu minęło? 14 lat. Czyli trochę się rozwijała ten pomysł. Znaczy same piszczałki od 2014, same piszczałki spędziły 4 lata w szafie, bo nie byłem w stanie tego złożyć do kupy. Czyli ta konstrukcja, która tutaj jest, to jakby wszystko sam tworzyłeś? Nie, ta konstrukcja jest troszeczkę tak wymieszana, ponieważ moją pierwszą Katarynkę, tą ciężko odrobnianą, złożył mój przyjaciel stolarz, Michał Libertowicz. I ta jest przebudowana, więc tu już skrzynię sam złożyłem, wózek też jest mojego własnego projektu, tak żeby się ładnie składał do samochodu. Jest to wersja 1.2, a teraz niedługo będzie wersja 2.0. Zamówiłem piszczałki, 4 oktawy tym razem.
Utwór będzie miał szersze brzmienie. Będzie więcej ważyła, mniej? Będzie więcej ważyła, ze względu na ilość elektromagnesu, ponieważ do każdej piszczałki potrzebny jest elektromagnes, a on jednak troszeczkę waży. Janku, to ta Katarynka ile waży? 24 kilogramy. A ta 2.0 ile będzie miała? Jeszcze nie wiem. Bo też jak na to patrzę, to myślę sobie o tym, że jednak taki zawód wymaga krzepy. Trzeba to za każdym razem codziennie zaciągnąć i ściągnąć z tej starówki, a tam podjechać samochodem, to jest wyzwanie. Parkujemy na podwalu póki jeszcze można, bo niedługo też mają zamknąć podwale. Ale można powiedzieć, że przydałoby się mieć krzepę. Ja jej nie mam, więc na szczęście mam żonę, która pomaga mi z transportem Katarynki. No tak no trzeba ją wyciągnąć, zaparkować na rynku, a ja sobie po prostu kręcę korbą i gram.
Trzymamy kciuki, żeby jak najszybciej powrócił. Tak jest, bo festiwal w Estonii w Tartu czeka. Okej, no jasne. To jeszcze tak się zastanawiam nad tym, Janku, z jakimi reakcjami ludzi się spotykasz? Cudownymi, cudownymi. To jest wspaniałe. Jak ja występowałem z warszawiakami, to graliśmy głównie na dużych scenach i kontakt z publicznością był ograniczony. A kiedy szliśmy na ulicę pośpiewać, to było zupełnie co innego. To jest reakcja tych ludzi, czuć emocje. To jest czuć emocje na wyciągnięcie ręki. Więc to jest też wielka satysfakcja, granie na ulicy, wzruszenie kogoś na ulicy. I przy Katarynce ludzie się wzruszają. I to jest piękne, jak łezka w oku się kręci nawet u takiego pana, który można by powiedzieć, że nigdy nie płacze. I wzruszyć taką osobę, to jest sama przyjemność.
Czasem powtarzam, mówiłem się z nią na dziewiątok, bo wiadomo, ludzie o to proszą, a było Złoty Pirszczonek, Kataryniarza jedyny. Więc mam te utwory, ale staram się przemycać takie rzeczy, których ludzie nie znają. Ale są też na przykład utwory przedwojenne, które cały czas się rozwijają. Pojawiają się nowe zwrotki na przykład. Tak, jak na przykład w saskim ogrodzie koło fontanny. To jest najstarsza warszawska piosenka, którą mam na Katarynce i w ogóle to jest chyba najstarsza warszawska piosenka. Ona się od właśnie połowy XIX wieku rozwija i cały czas są dopisywane kolejne zwrotki. To ile tych zwrotek już teraz jest? Nie wiem. Nawet nie wiem, ile ja mam, bo to jest... Ale nie pamiętasz wszystkich? Znaczy, pamiętam te, które śpiewam, nie wiem, bo często ludzie dopisują, jak przyszedł do mnie taki raper, to on też miał swoje zwrotki, też czasem staje obok mnie i śpiewamy razem.
Janku, dziękuję ci bardzo serdecznie za spotkanie. Kataryniarz Jan był razem z nami. Janek teraz tutaj przenosi się za Katarynkę i będzie pełnoprawny występ. Ja już się nie odzywam. Oraz głodzie, głupie ludzie, i pętaki, i krajaki, same dranie, też tubaki. Jeden za to nie jest matą, ale mężec i to właśnie ja. Bo ja jestem genialny acuś, nie laluś, cacuś, piekli tuś, bajduś jak duś. Coś niezwykłe co w głowie ma cóż, genialny ma cóż, sam nie wie co, ale cóż.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Jan Jastrzębski, znany jako Kataryniarz Jan, opisuje pochodzenie i cel utworzenia Katarynki.
Jan wyjaśnia, jak jest zbudowana Katarynka i mechanizm jej działania.
Jan opisuje nowoczesne funkcje i mechanizmy Katarynki, porównując ją do cyfrowych instrumentów.
Jan prezentuje nową piosenkę, grając na Katarynki.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.