Mentionsy Mentionsy
ZGRZYT by Gimper&Revo
ZGRZYT by Gimper&Revo

SPOWIEDŹ KSIĘDZA - CAŁA PRAWDA O KOŚCIELE (ks. Sebastian Kostecki)

20.12.2025 ·1 godz 45 min

➡️ Wykorzystaj możliwości XTB, klikając w link i wpisując w trakcie rejestracji kod “ZGRZYT”: https://link-pso.xtb.com/pso/jXTLf Inwestowanie jest ryzykowne. Inwestuj odpowiedzialnie.🕒Rozpiska czasowa:(0:00)Przywitanie z księdzem (2:21)“Nowoczesny” ksiądz (3:57)Czemu tik tok? (9:32)Dlaczego został księdzem? (19:45)Czy można wierzyć bez Kościoła? (28:08)Kryzys dzisiejszego Kościoła (41:22)Straszenie ludzi w kościołach (47:58)Czy każdy człowiek może pójść do nieba? (50:09)Czy cuda istnieją? (52:33)Apostoł Dorożała (56:04)Która wiara jest najsłuszniejsza? (58:04)Kobiety jako księża (1:04:03)Celibat (1:20:23)Co Kościół może zaoferować młodym ludziom? (1:32:20)Czemu ksiądz śpiewają w kościele? (1:38:27)Polityka w Kościele (1:43:59)Sentencja księdza do widzów🔴KSIĄDZ SEBASTIAN:https://www.tiktok.com/@ks.sebastian.koseckihttps://www.youtube.com/@ks.sebastian.koseckihttps://www.instagram.com/ks.sebastian.kosecki🔴GIMPER:https://www.youtube.com/@Gimperhttps://www.instagram.com/gimperowski/https://twitter.com/t_dzialowy🔴REVO:https://www.youtube.com/@REVOtojahttps://www.instagram.com/revo_toja/https://twitter.com/REVOtoja📧 e-mail: [email protected]

Szczęść Boże czy siemanko? I szczęść Boże, i Bóg zapłaci, siemanko. Każde jest dobre. Ale właśnie dokładnie o to samo miałem zapytać. Jak się przywitać? Bo szedłem tutaj do studia i mówię, nie wiem, kurde, dawno się z księdzem nie widziałem. Pierwsze przywitanie tutaj, jak przyszedłem do was, to było głoskanie, chodzi o psa oczywiście, bo to jest, więc to było bardzo miłe. Jeśli chodzi o ludzi, ja jestem bardzo twardym człowiekiem, jestem nadal człowiekiem jako ksiądz, więc i siema, i dzień dobry, jest okej. Lubię też szczęść Boża, na przykład dzieciaki w szkole, szczególnie na religii, uczę też tego, że jednak to pozdrowienie jest takie dość szczególne dla księży, ale gdy mam ludzi, których traktuję jak znajomych, no to też spokojnie po imieniu. Można po imieniu. Czyli nie popełniliśmy faux pas żadnego. I don't think so. Dobrze. Nie. No i dobrze, ale jakby to, co powoduje ten taki dysonans, to to, że mało który ksiądz nosi bluzy z kapturem na, wiesz, na typowy strój.

Do końca tego roku seminarium. Spróbuj nie szukać siebie za 10 lat. Tylko spróbuj szukać Jezusa dzisiaj. Jeśli dzisiaj znajdziesz Jezusa, jeśli Jemu oddasz swoją drogę, to nie wiadomo, czy będziesz księdzem. Ale wiadomo, że twoje za 10 lat będzie git. Będzie najlepsze, jak sobie możesz wyobrazić, bo On jest tym, który ci to zapewni. I ja uwierzyłem w te słowa dość mocno. To mi dało taki wstępny pokój, powiedzmy. że jest w miarę rigidna, bo ostatecznie przecież ufam Panu Bogu. W psalmie 37 są takie słowa, że powiesz Panu swoją drogę i zaufuj Mu, On sam będzie działał. I to mi bardzo mocno wtedy towarzyszyło. Mówię, okej Panie, Ty się tym zajmij, ja robię swoje dzisiaj, tu i teraz, gdzie jestem, staram się jak najlepiej, a co mam być, to będzie. I Ty się o to zatroszcz i potem, gdy przyszedł koniec roku, potem przyszły wakacje, to jakoś to powoli, powoli zaczynało gasnąć. I ostatecznie, gdy już szedłem na drugi rok, no to to już był zupełnie inny rok.

I to już wiedziałem, że chyba to jest ta droga, coraz bardziej byłem utwierdzony w niej, no i dzisiaj jestem tutaj. Ale to co, zakończyłeś relację z tą dziewczyną w ogóle? Znaczy to było tak, że... też nie wiem, czy ona wie do końca. To się dowie. To sami swoim. Bo ta relacja, w sensie to nie była żadna relacja jaka, że my nie byliśmy w związku, ani nic takiego, że my się współprzyjaźniliśmy. I nigdy oficjalnie takiej rozmowy nie było. Powiedzmy, że były moje takie podchody, coś takiego, nie wiem, czy ona się domyśliła, natomiast były takie myśli. I potem rzeczywiście nasza relacja się jakby troszeczkę, jakby poszliśmy w różne strony, może tak. Może to też ułatwiło. Okej, czyli to nie tak, że ona była zakochana i ty musiałeś powiedzieć, że przykro mi, wybieram Boga.

Pamiętam właśnie płacz. Pamiętam trud tego. Nie pamiętam, co powiedziałem dokładnie. Pamiętam, że byłem mega zestresowany tą sytuacją, bo to w ogóle takie gadanie o uczuciach dla mnie wtedy było... Dla nastolatka też, wiesz. Dokładnie. Więc... Czyli coś tam zagadałeś temat, rozumiem. A nie, że zostanę księdzem, więc... Nie, nie, nie powiedziałem tego. Nie, bo ja tak naprawdę dopiero to wyszło w trzeciej klasie liceum już po kilku miesiącach od tego zerwania, że o tym myślę. W ogóle to wyszło bardzo śmiesznie, bo ja chciałem do samego końca czekać z tym. Ale to poczekaj, to jeżeli wtedy jeszcze nie miałeś tych myśli, to czemu się z nią rozstałeś? Nie, wtedy już miałem te myśli, ale nie miałem co powiedzieć. Okej. To ja nie chciałem powiedzieć, no bo jakby to brzmiało, nie? Nie chciałem, żeby ona się poczuła, nie wiem, obraziła na Pana Boga. Może wtedy, że aha, wybiera Boga ode mnie, no to sorry, naraz Panem Bogiem. Więc... No, to już było 12 lat temu.

Czyli na początku idę na rozmowę zaraz z biskupem swoim, do którego diecezji jestem inkardynowany, z nim rozmawiam, on pewnie stara się jakoś porozmawiać, pomóc, ale jeśli totalnie się nie idzie dogadać, no to wtedy chyba przez sąd biskupi nasz, diecezjalny, idzie to dalej i chyba to bardziej tak prawnie oni załatwiają między sobą. Teraz tak bym wszedł trochę głębiej w ten temat, może też, wiesz, takiego ogólnego przedstawienia twojej osoby trochę o sprawach kościelnych, ale też w wielu wypowiedziach opowiadasz o tej całej strukturze, tutaj taki przełożony, taki, gdzieś te listy idą, jestem papież. Ale tak chciałem trochę z drugiej strony zapytać, czy człowiek w ogóle potrzebuje pośrednika w kontakcie z Bogiem? Dobre pytanie i też można je dość szeroko rozumieć, bo zależy o jakim pośrednictwie mówimy. Gdy chodzi o relacje z Panem Bogiem, nie. Każdy z nas się może modlić, każdy z nas może troszczyć się o te relacje przez Pismo Święte, przez właśnie naszą modlitwę.

To są w ogóle takie bezdzikowe rzeczy, że modlitwa, oddech duszy, to jak św. Teresa mówiła, to jest podstawa. Natomiast są takie przestrzenie, w której potrafimy się zjednoczyć z Chrystusem tak bardziej, których nie da się zrobić bezpośrednika, bezpośrednictwa, którym jest Kościół. I tu chodzi o sakramenty. Żadnego sakramentu nie możemy sobie sami udzielić. Ani ludzie świeccy, ani ja sobie też nie mogę udzielić. Każdy sakrament wymaga drugiej osoby. zazwyczaj wyświęconej, czyli chodzi po prostu o księdza. Chociażby najważniejsze chyba trzy sakramenty, które mamy, chrzest, komunia i spowiedź, no to wiadomo, chrzestu już mówiliśmy sobie o tym, jakby bramach wszystkich sakramentów, ale msza święta się sam nie odprawia. Więc msza święta znowu dla mnie jako osoby wierzącej, dla ludzi wierzących, no to jest pokarm, który umacnia na tę drogę, który tak naprawdę prowadzi do życia, takiego życia Bożego w łasce Bożej.

No i spowiedź, która nas udania do tego, żebyśmy mogli w ogóle Eucharystię przyjąć, bo jeśli nie mamy łasku święcającego, jeśli jesteśmy w grzechu ciężkim, to nie możemy, a znowu sami się nie rozgrzeszymy, nie wyspowiadamy, więc jest potrzebny ten sakrament. Więc i tak i nie. Ale to jest... Przepraszam, tylko tak dokończę, bo to mnie strasznie intryguje ten motyw, bo pamiętam, że kiedyś dokładnie takie samo pytanie w liceum bodajże zadałem właśnie na lekcji religii. I cię wyrzucili. Nie, i ksiądz generalnie... Ja wiem, ja tak to odebrałem i tak to zapamiętałem. Bardzo mocno kluczył w tej odpowiedzi, bo miałem wrażenie, że odpowiedź brzmi, no generalnie nie potrzebujesz pośrednika, bo najważniejsza jest twoja relacja z Bogiem i wiara, ale nie chciał odejmować sobie roli, rangi i generalnie, wiesz, przedstawiać się, że w sumie to jest trochę niepotrzebny, więc zaczynał opowiadać o różnych aspektach, kiedy ja jednak potrzebuję, bo jestem niedoskonały, bo jednak ta osoba z zewnątrz jak oceni, jest w stanie właśnie jakieś sakramenty dać i tak dalej.

Przy czym właśnie tu się pojawia całe takie dookoła pytanie, jaka jest różnica pomiędzy tą wiarą a Kościołem i czy można być osobą wierzącą w takim razie, nie należąc do Kościoła. Bo czy wtedy, nie wiem, ja jestem jakoś, mam gorszą relację z Bogiem, Bóg gorzej na mnie patrzy. Pytam o instytucję. Jasne, super. Temat Kościoła w ogóle, właśnie tej instytucji Kościoła, to jest temat, ja osobiście go bardzo lubię, on dla wielu ludzi jest kontrowersyjny, ale ja lubię o nim mówić z prostego powodu, bo uważam, że jest bardzo dużo jakiejś takiej niejasności i trochę źle przekazanego obrazu Kościoła, jakby istoty. Tak więc, podstawowe pytanie, czy mogę być wierzącym, niepraktykującym, tak to nazwijmy. Ja uważam, gdy chodzi o wiarę katolicką, w którą ja wyznaję, nie. Gdy chodzi o jakieś pewnie inne religie, no to pewnie da się.

Czyli jeżeli nie, to jak takie osoby określić? Ja uważam, że to są osoby niewierzące. To są osoby, które są niewierzące, ale uznające prawdę o tym, że Bóg istnieje. Bo to jest coś innego. Dla mnie wiara to nie spogląd. Wiara to jest decyzja i relacja, to jest coś więcej. To św. Jakub o tym w swoim liście mówi, że wiara bez uczynków jest martwa. Czyli jeśli wiara bez uczynków, no to według tego co mówi św. Jakub, co mamy w Piśmie Świętym, jest tylko właśnie takim poglądem. I tych poglądów może mieć wiele. Na przykład niektórzy ostatnio na TikToku widziałem, że mają pogląd, że człowiek nie był na księżycu, nie stanął w końcu na księżycu. To jest kwestia jakiegoś tam poglądu. Można mieć różne przesłanki, jakieś swoje zdania, whatever. Tak więc, gdy chodzi o taką praktykę wiary, praktykę takiego życia Kościoła, czyli właśnie życia sakramentalne, spowiedź, Eucharystia, jakby to daje jako klucz, no bo to jest najważniejsze tak naprawdę, co nam daje Kościół dzisiaj.

no to to jest podstawa tej wiary. Czyli jeżeli naprawdę w to wierzysz, to niech twoje zachowanie o tym powie, a jak nie, no to to może znaczyć, że człowiek nie do końca w to wierzy. Dokładnie, bo to jest, za tym idzie, ja zawsze pytam, jak mam takie dłuższe rozmowy z osobami, które właśnie są wierzące, niepraktykujące, to pytam się, w co wierzysz, w kogo wierzysz. No oczywiście w Jezusa, to kim dla ciebie jest Jezus? No Jezus jest przyjacielem, wierzę, że jest Bogiem i że Jezus wychodził do wszystkich ludzi, nie potrzebował instytucji Kościoła i tak dalej, jakby słucham, co te osoby mówią, to wtedy się pytam, czy uważasz, że jest to osoba, której warto zaufać? No oczywiście, no bo stworzył świat, no bo i tak dalej. No to w takim razie, skoro ten Bóg ci mówi, skoro ten Jezus, o którym tak pięknie mówisz, skoro On ci mówi o Eucharystii, mamy fragment w Ewangeliach o tym, jak ustanawia Eucharystię, czyńcie to moją pamiątkę, który mówi do apostołów, odpuszczajcie, komu odpuścicie, będzie odpuszczone, komu zatrzymacie, będzie zatrzymane, niejako czyni sakrament pokuty i pojednania.

Skoro Jezus, to jest jakby Jego idea. to czemu ty mówisz temu nie? To był jego pomysł. No to ja mam kontrę. Albo nie mam czasu. Nie, nie. Mi się wydaje, że nawet lepszą mogę mieć kontrę. No bo nie chcę się na przykład identyfikować z instytucją, co do której mam wątpliwości, czy działa w odpowiedni sposób i która być może mam wrażenie, że nie reprezentuje godnie moich poglądów czy wiary. W związku z czym stawiam na relację z Bogiem. Ale nie chciałbym być oceniany przez pryzmat właśnie Kościoła, tego, który powstał na ziemi, który jest nadzorowany mimo wszystko przez ludzi, którzy są ułomni i popełniają różne błędy i w związku z tym też błędy większe, o których potem porozmawiamy i różne zarzuty wobec Kościoła. Więc uważam, tak z mojej perspektywy, że to nie umniejsza tej wiary, jeżeli żyje zgodnie z zasadami, które ustanowił Bóg, ale nie identyfikuje się z Kościołem.

Jasne, ale jeśli Jezus chce, żebyś się identyfikował z Kościołem... Jeśli Jezus by tak chciał. Chodzi o pytanie, czy wierzysz w Boga jako w Boga, czy w Boga katolickiego, tak jak On jest rozumiany, nie? No tak. Czy w Trójcę Świętą i wszystko, co za tym idzie. Ja mówię wszystko z perspektywy swojej wiary, którą ja wyznaję, w którą wierzę, bo ja ze swojej wiary wierzę w to, że Jezus założył Kościół. To jakby to był Jego pomysł, bo też ludzie często takie mają myślenie, to też wynika trochę z historii, nie? Że Kościół jest zrobiony po to, by księża mieli pieniądze, po to, by jakieś tam inne rzeczy, jakieś profity z tego były. No bo trochę tak. Były takie sytuacje, które rzeczywiście na to mogły wskazywać i były takie rzeczy tragiczne w Kościele. Z tym się zgadzam. Natomiast gdy chodzi o sam początek, gdy chodzi o jakąś taką istotę, no to ja patrzę na Słowo Boże i widzę Jezusa, który założył Kościół i obiecał, że ten w Kościele będzie zawsze.

Aż do momentu, w którym przyjdzie powtórnie na ziemię. Wierzymy w to szczególnie teraz w czas Adwentu, kiedy to nagrywamy. Jakoś co bardziej sobie to przypominam, że Jezus kiedyś przyjdzie tutaj na ziemię. I czy ja na przykład jako ksiądz uważam, że spowiedź taka, którą mamy jest git? Jako ksiądz mogę uważać nawet, że mogłoby jej nie być. Tym bardziej teraz czas Adwentu, my spowiadamy po kilka godzin, bo teraz dużo jest tych spowiedzi i mogłoby jej nie być. Ja mogę to sobie powiedzieć tak jakby moje zdanie i nie ma to znaczenia, co nawet ja, ksiądz Sebastian powiem, to nie ma znaczenia zdanie, bo Jezus wymyślił, że tak to ma wyglądać. Dlatego ja przyjmuję jakby wszystko, co Jezus nam dał. Mamy Słowo Boże, mamy całe funkcjonowanie Kościoła, które się rozwijało przez te lata. I ja uważam, że nikt z nas chodzących na świecie, włącznie z biskupami, z całym największym szacunkiem moim do nich, nie jest mądrzejszy od Jezusa. Dlatego ja patrzę na to, co Jezus od samego początku zrobił, patrzę na Kościół pierwotny, jaki jest i staram się jakby za tym iść.

I dla mnie to jest też taki sygnał. To oczywiście przykład anegdotyczny, nie? Ale ja sobie myślę, kurczę, no to skoro... tak głęboko wierząca osoba, gdzie mnie tata, wręcz jak byłem małym chłopakiem, to przymuszał, żebym chodził do kościoła. On mówił, że masz iść i w ogóle nie ma opcji. On mówił więcej. Masz założyć garnitur w niedzielę, godzina 8.30, ja chłopak 8 lat, pełen garnitur mnie wrzucał, czy było 30 stopni, czy 15, czy ile. I mówi, nie, no idziemy do kościoła, to jest oczywiste, że się chodzi do Pana Boga, podziękować za to, co było, pomyśleć nad przyszłym tygodniem i tak dalej. No i on mi dzisiaj mówi, że nie bardzo. To czy to nie jest, wiesz... Wiadomo, to jest anegdota, ale chyba generalnie Kościół ma kryzys dzisiaj taki potężny. Wiesz co, ja dodam do tego, o co mówisz. Mi też się to nie podoba, żeby to było jasne. Ludzie, którzy są naprawdę w Kościele, tak na serio zaangażowani, mówię o zaangażowanych księżach, ludziach świeckich, im też się to nie podoba.

Natomiast czasem trzeba po prostu iść, zrobić krok dalej, nie wiem, dojechać gdzieś, gdzie czujesz się, że tu jest kościół, którego Jezus chciał i ty czujesz, że to jest właśnie takie miejsce. A po co tego szukać? Właśnie czemu nie zrobić tak, wracając znowu już do rewo? Mhm. Czemu nie poszukać tego Boga, wiesz, w rozmowie, w modlitwie? Bo taka rozmowa nam nie daje zbawienia. Wiesz, Jezus powiedział, że kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ten ma życie wieczne, nie ten, kto się do mnie pomodli. Więc ja też, bazując mocno na Słowie Bożym, na tym, czego uczy też nas Kościół, ja nie chcę być mądrzejszy od tego, nie? Ja wiem, że my możemy czuć, że to jest lepsze, fajniejsze. Ja naprawdę teraz... Tylko, że no, Jezus powiedział inaczej. No, bo to jest takie sprytne, że jednak musisz w tej instytucji brać udział, żeby dostąpić zbawienia. A instytucja mówi, no to fajnie, no to jeszcze na tacę poprosimy troszkę, nie?

Przepraszam, to pytam, czyli dziecko bez chrztu zasadniczo też idzie do nieba, tak? Ogólnie to jest tak, jakby to też się rozwija, ta nauka, chodzi o sakramenty. Zasadniczo najpewniejszą drogą do nieba jest zawsze chrzest. Dlatego można ochrzcić, na przykład pielęgniarka, jak dziecko umiera, może je ochrzcić po prostu wodą i zwykłą formułą. Jeśli dziecko jest nieochrzczone, my wierzymy, że to jest taka sytuacja, że umiera, w sensie, że nie ma takiej możliwości, bo umarło bardzo szybko, nieznaczone go ochrzcić. My wierzymy, że miłosierdzie Pana Boga jest większe. To jest zawsze wielka tajemnica, nie? No bo z jednej strony to chrzest jest tą bramą, która otwiera nam w ogóle niebo. Inaczej jest zamknięte. Natomiast wierzymy w to, że jakoś ta miłość Pana Boga, Jego miłosierdzie, Jego łaska jest jeszcze większa niż ta okoliczność, która wydarzyła się w przypadku tego konkretnego dziecka.

Właśnie odnośnie operowania strachem, bo z mojej perspektywy jest tak, że No z jednej strony ten Bóg jest miłosierny, ale... No właśnie. Nie umyj okien na Wielkanoc. Nie ochrzcisz dziecka, no to kto wie, co się z nim stanie. No nie będziesz przestrzegał tych przykazań, tam też są pewne jakieś, mogą być niuanse w interpretacji potem księdza, czy ci coś odpuści, nie odpuści, jaka pokuta. I że to wszystko jest trochę takie podszyte pewnym strachem, że... pamiętaj, że różnie może być i że jednak dobrze się zachowuj, bo będzie źle, nie? Czyli, że nie wynika to czysto z takiej relacji opartej na tylko i wyłącznie miłości, ale na pewnych konsekwencjach, co będzie, jak tego nie zrobisz. O, właśnie. Dodałeś to słowo, na które czekałem. Ja uważam, że to są dwie różne rzeczy, bo z założenia nie ma jakby takiej drogi, że strachem trzeba ludzi zachęcić do wiary, gdy chodzi o naukę Kościoła.

Podstawa to jest miłość, bo zawsze, gdy patrzymy na kartę Ewangelii, do tego się często dwuje, no bo to jest jakby fundament, tam ludzie się nawracali głównie, nie przez to, że jest mówił, bo tam się, bo zginiecie, tylko doświadczyli miłości. Ta kobieta, która, jest takie zdanie właśnie w Ewangelii, że kto bardziej miłuje, ten, który bardziej doświadczył wybaczenia. Jakby miłość jest zawsze drogą najlepszą do tego, żeby poznać Boga, który jest miłością. Natomiast właśnie wspomniałeś na końcu o słowo konsekwencje. Stracha, konsekwencja to są dwie różne rzeczy. I jeśli ktoś w jakiś sposób, nie wiem, załóżmy ksiądz głosi takie kazania po to, żeby ludzie się przestraszyli, się nawrócili, uważam, że nie do końca to jest dobra droga. Bo można mieć świadomość konsekwencji i to nie musi wzbudzać lęku, tylko taką świadomość i ogarnięcie się. Takie, człowieku, jakby konsekwencją tego i tego jest to i to. Więc na przykład, nie wiem, ja wiem, że konsekwencją tego, że pójdę do banku i okradnę, będzie to, że pójdę do więzienia.

I jakoś, czy mnie to straszy? No nie, ja wiem, że taka konsekwencja, przyjmuję to świadomie, rozumowo i staram się nie okradać banku, żeby nie pójść do więzienia za to. Oczywiście bardzo to upraszczam. Gdyby nie to, to można by było. No właśnie. Przepraszam, wybiję. Tak, więc wydaje mi się, że jak najbardziej ważne jest to, żeby mówić o konsekwencjach grzechu, jakichś naszych decyzji, no bo to jest też kwestia jakiejś naszej zobowiązania do prawdy. My mamy głosić prawdę, w którą wierzymy, no i ona ma swoje konsekwencje, nie? I te przepiękne, pozytywne, no ale też takie... Ale to z tymi konsekwencjami też bywa różnie, bo to jest chyba taki klasyczny motyw rozważań ludzi na temat tego, w jaki sposób... nasze życie interpretuje, czy później ocenia Bóg przy okazji Sądu Ostatecznego.

Tobie się to może nie podobać, mi się to może nie podobać. Nie ma znaczenia. Ale zobacz, bo masz obok do kontrastu bardzo dobrą osobę, która pomaga wszystkim naokoło, ale nie wierzy. I ta osoba pójdzie do miejsca, gdzie Boga nie ma, czyli do piekła. I to też jakby prowadzi do... Troszeczkę tak może być. I to też powinno mieć tego świadomość, bo o co chodzi? Jakby takie myślenie, że ta właśnie osoba jest mega dobra, całe życie była naprawdę dobra, pomagała ludziom. ale całkowicie ateistka, całkowicie wierząca, odrzucająca Boga, trochę hejtująca Boga czy tam Kościół, ale ogólnie dla ludzi dobra, może nie jest zbawiona. Dlaczego? Bo my nie jesteśmy zbawieni naszymi dobrymi uczynkami, ale darmą łaską Chrystusa. To też jest kwestia naszej nauki. To znaczy, my nie musimy zapracować na swoje zbawienie.

My, każdy z nas, od samego początku Jezus oddał nam swoje życie, więc niebo jest za darmo. Ja nie muszę sobie zasłużyć na niebo. Natomiast ja muszę przyjąć tę łaskę. I teraz co znaczy przyjąć tę łaskę? Bo przyjmowanie łaski to jest właśnie wiara i wracając do samego początku naszej rozmowy, która nie jest założeniem, że Bóg istnieje, ale jest konkretną praktyką czynną. Dlatego w praktyce w jakimś stopniu to prowadzi do tego, że ja żyję po chrześcijańsku, ale nie po to, żeby zasłużyć, tylko naturalną konsekwencją zbawienia, czyli tą jakby odpowiedzią na ten dar, który dostałem już od samego początku jest to, że ja, dzięki Ci Panie, to ja żyję tak, jak mnie do tego zapraszasz, bo nie dość, że to jest moja droga do nieba, jeszcze tutaj na ziemi ja będę żył jako szczęśliwy człowiek. Okej, czyli niebo to nie jest miejsce po prostu dla dobrych ludzi, tylko to jest miejsce dla chrześcijan. Po prostu. Tak można by to nazwać, nie?

Dla zbawionych. Ja wolę bezpieczniejsze słowo dla... Może inaczej. Niebo jest miejscem dla każdego człowieka, który się urodził kiedykolwiek na tym świecie. Pod warunkiem, że dołączy tak do wiary w Jezusa. Tak, chociaż jakby też nam mówi to Nostra Tata chyba to było w tym dokumencie, że, jeszcze nie pamiętam dokładnie, natomiast, że jeśli są osoby, które urodziły się w całkiem innym kręgu kulturowym, w ogóle religijnym, w jakiejś tam innej, nie wiem, religia wschodu i tak dalej, ale gdy się urodziły, od samego początku, na tyle ile są świadomi, żyją... jakby zgodnie z tym, do czego Pan Bóg ich zaprasza, bo Bóg jest jakby jeden na cały świat dla wszystkich. Oni Go może inaczej rozumieją, inaczej Go odbierają, mają inne jakieś tam takie swoje doświadczenia, ale żyją jakby idąc za Jego Słowem, właśnie tym Dobrem i tak dalej. Przyjmując to, co Pan Bóg im daje, jakby największe Dobro, jak tylko potrafią, to też nie przekreślam, że ci ludzie będą potępieni.

No właśnie, no bo to jest bardzo fajny aspekt, nie? Jak ktoś się urodził w takim miejscu, że on się nigdy nie dowie o istnieniu Boga. Naszego takiego w rozumieniu, jak, wiesz, jakby tutaj... Bezlunnej wyspy, znaczy bezlunnej to nie, ale no, że tak. Dobra, gdzieś, wiesz, głęboko w jakimś plemieniu. Są plemienia, w ogóle żyją sobie na jakichś wyspach, tam mają społeczności po dwieście osób, są niepiśmienne, na przykład, często nie bardzo się komunikują, nie dowiedzą się. To takie, tacy ludzie mogą wejść do nieba, nie mogą wejść do nieba, właśnie jak to wygląda według nauki. Właśnie to nie jest, jakby my wierzymy, że niebo nie jest dla nich zamknięte. To jest kwestia cały czas tego samego, czyli przyjęcia bądź odrzucenia. Mogą to być osoby, które totalnie nigdy nie słyszały o Jezusie. Dzisiaj jest to już bardzo dużo mniej prawdopodobne niż to było kiedyś w tych czasach, które mamy, ale są jeszcze takie potencjalne, załóżmy, sytuacje.

Jeśli ta osoba nie miała okazji, to nie jest jej wina, to nie jest zawinione, ale w tym swoim życiu, które miała, w tej drodze, w tym planie, który Pan Bóg dla niej miał, jeśli przyjęła to zbawienie, może nie do końca na zasadzie takiej świadomie przyjmuje Ciebie Jezusa jako Pana i Zbawiciela, tylko w taki sposób, jak się On objawiał tej osobie, tak najbardziej niebo też jest dla niej otwarte, w to chcemy wierzyć. Co znaczy sposób, w jaki się objawia? Do tego do końca ciężko mi jakby to powiedzieć, bo to jest dość abstrakcyjne dla nas, ludzi tego okręgu zachodniego, którzy urodzili się w kraju chrześcijańskim, więc każdy człowiek ma duszę, każdy człowiek ma sumienie, każdy człowiek ma jakby z jednej strony też doświadczenie grzechu pierworodnego, który... powoduje, że mamy jakąś taką skłonność do złego, a jednocześnie mamy też taką właśnie to sumienie, które nas uczy tego dobra, jakby naturalny głos Pana Boga w nas, który pomaga nam dobrze rozeznawać.

Jeśli za tym idziesz i przyjmujesz Pana Boga takiego, jakiego go masz w swoim życiu, no to wierzymy w to, że to może być wystarczające dla tych ludzi. Ale pewności nie ma. Z niczym nie mam tak naprawdę pewności, bo to nie byłaby wiara wtedy. No tak, to jest kwestia wiary i tak samo jest taki motyw, o którym często ludzie mówią, w sumie są dwa takie krańce, czyli z takich rzeczy, nie wiem, czy dobrze to określać, ale mistycznych, na zasadzie opętania oraz cudów. I to też są takie tematy, które wielokrotnie na YouTubie się pojawiają. Tutaj kwestia egzorcyzmów, tutaj kwestia jakichś doświadczeń ludzi, którzy mówią, że coś właśnie im się objawiło odnośnie swojego taty. No różne, są jakieś takie tematy. Jakie ty masz osobiste podejście do kwestii na przykład cudów? Czy... Wierzysz w to, interpretujesz jakoś, racjonalizujesz.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.