Czekając na "nowego Tischnera"
Czasem mówił rzeczy trudne, za niektóre wypowiedzi był zresztą ostro krytykowany. Niemniej cieszył się szacunkiem i powszechnym autorytetem. Ks. Józef Tischner w trudnych latach po przełomie podpowiadał Polakom, jak nie pogubić się w nowej rzeczywistości. Inny punkt widzenia uznawał za wartość, a nie zagrożenie. Co z tamtego czasu w nas zostało i dlaczego dziś tak trudno o autorytety? Wyjaśnia poeta i publicysta, biograf ks. Tischnera, Wojciech Bonowicz.
Timothy Snyder, wybitny amerykański historyk, użył kiedyś takiego określenia, które bardzo pasuje do tego Tischnerowskiego programu. Bądź bardziej bezpośredni. Działaj bezpośrednio w świecie, prawda? Wychodź. Nie bądź tylko schowany i komentuj tam za klawiaturki, prawda, co się dzieje. Wstań z kanapy. Wstań z kanapy. Ta metafora kanapy nie jest bardzo bliska temu myśleniu. No jest. I o ile Franciszek mówił o synodalności, o tyle Tischner sugerował, że za twarz kościoła odpowiadają wszyscy wierni. Tak, tak. Ta metafora kanapy znowu jest bardzo taka dobra. Cieszę się, że pan ją przypomniał, bo Tischner na pewno był Przedstawicielem niekanapowego chrześcijaństwa.
Naprawdę, jak sobie o tym myślę często, jadę tu przez Warszawę, czy przez mój Kraków, czy przez inne miasta. A jeszcze bardziej to widać, kiedy się jedzie przez tak zwaną prowincję. Jedzie się po równej drodze. No nie wszyscy jeszcze mają równe, no nie daliśmy jako Polska niepodległa wszystkim równych dróg, ale coraz więcej miejsc jest takich, w których jedzie się elegancką, szeroką, pięknie wyasfaltowaną drogą. I myśli sobie wtedy człowiek, że no warto było, to znaczy warto było uwierzyć też w to, że Demokracja to nie jest słabość i że nie warto tęsknić za rządami autorytarnymi. To jest bardzo ważne, to Tischner na to zwraca uwagę. Ani w Kościele nie lubił takiego rządzenia, tego, że ludzie mają jakiś taki pęd na władzę w Kościele, ani poza Kościołem.
Nie, właśnie pęd ku współpracy, ku budowaniu mostów, jeszcze raz powtórzę, ku ustanawianiu tej poręczy, prawda, łączeniu. To jest to, co jest twórcze. Ale za swoje czasem wyraziste, ostre słowa pod adresem innych duchownych był często krytykowany, choćby kiedy powiedział, że nie zna nikogo kto. Przeczytawszy Marksa, jeśli dobrze pamiętam, straciłby wiarę, natomiast zna wielu ludzi. Którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem. No to jest mocne. Tak, tak. To bardzo mocne zdanie i jak je pierwszy raz przeczytamy, nawet dzisiaj ono jest mocne, prawda? Chociaż już żyjemy w innym kontekście. Śmielej się Kościół krytykuje. I też za rzeczy, o których Tischler chyba nie miał pojęcia, albo w każdym razie nie były one wtedy tak dostrzegalne jak dzisiaj.
Ale ciekawa sprawa. Kiedyś Jan Turnau badał jakby tę wypowiedź i kontekst tej wypowiedzi i znalazł gdzieś u kardynała Sapiehy jeszcze przed wojną, w latach 30-tych, wypowiedź bardzo podobną. Że właśnie człowiek przychodzi do proboszcza załatwić jakąś sprawę, a ten wyciąga rękę, daj, daj, prawda, przede wszystkim daj. No i wtedy się rodzi antyklerykalizm, wtedy się rodzi niechęć do Kościoła. Wtedy nagle wiara zostaje jakby sprowadzona tylko do załatwiania pewnych interesów. I myślę, że Tischner rzeczywiście był za tę wypowiedź nielubiany przez kolegów. Ale dlatego, że trafił niestety dosyć celnie.
To nie znaczy, że ludzie nie tracili wiary po czytaniu Marksa. Nie o to mu chodziło. Znał też ludzi, którzy poszli w kierunku ideologii, robili kariery. Czy temu Marksowi wierzyli tak do końca, czy po prostu chcieli kariery robić, to jest inna sprawa. Nie miejsce teraz, żeby o tym mówić. Natomiast widział ludzi poharatanych w konfesjonale, w kancelarii, w zakrystii, prawda? On tą wypowiedź, to jest bardzo ważne, że ta książka się ukazuje, bo my wreszcie widzimy, w jakim kontekście ta wypowiedź padła. A on rozmawia z kimś, kto miał taki właśnie problem. Jego dziecko zostało potraktowane właśnie przez proboszcza jako takie dziecko no niegodne, prawda, pojawiać się w kościele, bo matka wprawdzie katoliczka, ale ojciec innowierca, prawda, innej nominacji chrześcijańskiej.
I ten proboszcz zachował się bardzo brutalnie wobec tego dziecka i dziecko zapamiętało to na całe życie. Zachował się zresztą niezgodnie tak naprawdę z nauką Kościoła. Krótko mówiąc, żeby nie rozciągać, ale to są ważne słowa i myślę, że dobrze, że Tischner je powiedział. Wiele razy go zaniekrytykowano. Na pewno zapłacił za nie sporą cenę takiego odsunięcia, powiedziałbym napiętnowania, no nie formalnego, ale takiego właśnie, że ten Tischner to jakiś taki, prawda? Podejrzany. Podejrzany, ale z drugiej strony dzisiaj Coraz częściej słyszę, nawet zdarzało mi się i od duchownych słyszeć, miał rację, dobrze o nas powiedział. Znowu to jest ten franciszkowy rys, o którym pan tutaj wspomniał. Franciszek się też, nawet niektórzy mieli do niego pretensje, że trochę za dużo po tych księżach jeździł.
Że tak powiem kolokwialnie. No ale umówmy się, że tak samo jak Tischner, tak i Franciszek mówił jakby o sobie także, o swoim własnym doświadczeniu, o tym kapłaństwie, którego częścią on jest i które on też formował. To prawda i tutaj jeszcze trafiłem na inny cytat. Myślę, że nic tak nie szkodzi Kościołowi, jak Kościół sam sobie. Tak, no i to są słowa, które się bardzo potwierdziły. Możemy się nad tym zastanawiać, czy oczywiście wpływ na odchodzenie ludzi od Kościoła mają też inne czynniki, ale jednak w Polsce ten czynnik, taki powiązania Kościoła z władzą z jednej strony. Ta właśnie taka postawa wyższościowa, z góry, od której Tischner był wolny.
On wielokrotnie i w tych wywiadach, i w swoich tekstach rozmaitych przestrzegał, nie z góry, nie ponad człowiekiem, tylko posłuchać tego, z czym człowiek przychodzi, odpowiedzieć na jego jakiś głód. Jeśli Kościół ma jakąś siłę, to wtedy, kiedy odpowiada na głód, jaki człowiek w sobie nosi. To jest program Tischnera. Przychodzisz z pytaniami, to ja mam takie i takie propozycje. Ale nie żebym ja ciebie tu szantażował, albo ja ciebie tobą manipulował, żebyś ty przy tym kościele stał, tylko dlatego, że jesteś na przykład przerażony światem, nie? To absolutnie nie. I tu jeszcze jest inny ważny aspekt, mianowicie ja mam swój punkt widzenia, ktoś ma inny, ale to nie znaczy, że my nie możemy ze sobą rozmawiać.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.