Życie na 4 psy. Rozmowa z Martą Lapsz
Liczba psów w Warszawie jest większa niż liczba mieszkańców Ełku albo Skierniewic – to aż 70 tysięcy. Mamy też 29 tys. kotów wolno żyjących, które pełnią rolę straży sanitarnej miasta. O 100 czworonożnych mieszkańcach stolicy Kamil Dąbrowa z warszawskiego ratusza rozmawia z Martą Lapsz, weterynarzem i wicedyrektorką Schroniska Na Paluchu imienia Jana Lityńskiego.Z rozmowy dowiemy się m.in.:Dlaczego najbardziej kochamy psy z dużymi oczami?Czy to dobrze, kiedy pies staje się członkiem rodziny?Czy ludzie często zwracają adoptowane zwierzęta?Czy psy lubią zasady?Co należy zrobić przed adoptowaniem psa, a co w przypadku kota?Czy koty wolno żyjące to „straż miejska” czy „gatunek inwazyjny”?Kastrować czy nie kastrować?Czy psy potrzebują ubranek na zimę?Zaprasza Kamil Dąbrowa.Zajrzyj na ➡️ ➡️ ➡️ stronę Palucha.➡️ Subskrybuj nasze kanały / @miastostolecznewarszawa 🏳️ Facebook / warszawa 📷 Instagram / miasto_warszawa 🐦Twitter / warszawa 🌐 Urząd m.st. Warszawy http://um.warszawa.pl#WarszawaDlaWszystkich #Warszawa #MiastoStołeczne #StolicaWolnegoCzasu#StolicaZieleni #StolicaWygody
To jest raczej trend nawet nie tyle ogólnopolski, co ogólnoświatowy. Objawia się to troszeczkę tym, jak wyglądają aktualnie rasy psów. Czyli wszystkie te takie psy, które przypominają małe dzieci, czyli buldoszki i mopsy, wszystkie takie z płaską twarzą, z dużymi oczami, które się patrzą na ciebie takim wzrokiem. Zaopiekuj się mną. Było gdzieś takie słynne opracowanie. Psy sobie wyewoluowały mięśnie, które powodują, że podnoszą brwi. I mają te wielkie oczy. Tak, i są takie zaopiekuj się mną. I faktycznie z przeprowadzanych badań m.in. wynikało, że tak, ludzie bardzo często sprawiają sobie pieski po to, żeby się nimi opiekować. Przede wszystkim warto nie podchodzić do tego, że dzieci chciały. Chyba, że dzieci są bardzo dorosłe, bardzo świadome. Psy bardzo lubią, jeżeli są jasne sytuacje.
Czyli np. jeżeli jedna osoba będzie się zachowywać tak, druga się będzie zachowywać inaczej albo będą niespójne w swoim zachowaniu, to też może psa w jakiś tam sposób konfundować. Więc warto sobie gdzieś w domu, myślę, ustalić zasady. Pies wychodzi o stałych porach. Ustalamy też, kto wyprowadza tego. Tak, też. Psy lubią to. Lubią, jeżeli rzeczy są powtarzalne, jeżeli wiedzą, że czegoś się mogą spodziewać. W jakiś sposób je to uspokaja, tak? Gdzie mają swój harmonogram dnia, mają swoje stałe pory posiłków, stałe pory spacerów i ogólnie jakby rzeczy są w miarę stałe. Warszawa mówi. Słuchaj miasta razem z nami. Zaprasza Kamil Dąbrowa. Liczba psów w Warszawie jest większa niż liczba mieszkańców takich miast jak Ełk czy Skierniewice i wynosi ponad 70 tysięcy.
Mamy też w Warszawie ponad 29 tysięcy wolno żyjących kotów, które jak się dowiedziałem pełnią rodzaj straży sanitarnej w naszym mieście. I właśnie o psach i kotach chciałbym dzisiaj porozmawiać w podcaście Warszawa mówi. Z tobą, z nikim innym, tylko z Martą Lapsz, lekarką weterynarii, kierowniczką Ambulatorium Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt Na Paluchu i wicedyrektorką właśnie Palucha, bo tak popularnie w Warszawie mówimy o tym schronisku, czyli schroniska dla zwierząt imienia Jana Lityńskiego. Marto, chciałbym zacząć od takiej mojej refleksji. Od wielu lat obserwuję wśród znajomych, ale nie tylko wśród znajomych, generalnie jest to taka szersza obserwacja, taki nowy model rodziny, który stał się popularny w naszym mieście.
Ona, on i pies. Pies z takiego najlepszego przyjaciela człowieka stał się, jak mówią niektórzy, psieckiem. Moja znajoma mówiła, mówi na swojego psa Psyn. Więc to jest taki początek dla par czasami do pewnego rodzaju socjalizacji, wdrożenia się. Czy ta zmiana w jakiś sposób cię zaskakuje? Czy obserwujesz to również? Czy uważasz, że moja obserwacja jest w jakiś sposób odosobniona i tendencyjna? Nie jest to tylko, znaczy generalnie twoja obserwacja jest słuszna, natomiast nie jest to tylko kwestia Warszawy. To jest raczej trend nawet nie tyle ogólnopolski, co ogólnoświatowy. Nawet niedawno oglądałam serial na jednym z popularnych streamingowych
Na jednej z popularnych streamingowych platform o weterynarzu pracującym w Hiszpanii, gdzie też stykał się z takimi przypadkami jak na przykład psiecko, pies, psies, psies, psies. Także tak, to jest trend ogólnoświatowy, ogólnopolski i trochę też niestety niebezpieczny. A powiedz, co ten trend mówi o nas? Zastępujemy właśnie dzieci zwierzętami? Nie potrafimy albo nie chcemy mieć dzieci i stąd taka próba zastąpienia sobie tego kolejnego członka rodziny właśnie psem czy kotem? No tego nie wiem, trudno jest jakby wypowiadać mi się na temat wszystkich ludzi, ale trochę tak. I też jest to kwestia, która była badana i objawia się to troszeczkę tym, jak wyglądają aktualnie rasy psów.
Czyli to jest trochę też tak, że z jednej strony to my sprawiamy sobie pieski czy kotki, a z drugiej strony, tak jak powiedziałeś, przez to ewolucyjne dostosowanie, to kotki i pieski sprawiają sobie nas. To one ewolucyjnie wykształciły w sobie coś takiego, co sprawia, że my chcemy się nimi zaopiekować, że one są, przyciągają nas w jakiś sposób. No w pewien sposób tak, natomiast trudno powiedzieć, że buldożki czy mopsy powstały jakoś tam na drodze ewolucji, tylko raczej jest to już... Hodowla. Tak, sztuczna praca człowieka, która właśnie gdzieś tam idzie w tę stronę, że to się podoba. Takie psy. A powiedz, jako specjalistka, lekarka, weterynarka i też osoba, która na co dzień pracuje z bezdomnymi zwierzętami, czy to dobrze, że my emocjonalnie tak bardzo uczłowieczamy te zwierzęta, że stają się dla nas, no ja podam taki przykład, mówimy o adopcji zwierząt, prawda?
I to jest bardzo taki oficjalny, powiedziałbym poprawny politycznie język. Niedawno mój przyjaciel do mnie powiedział tak, mówi Kamil, Psa to się bierze, albo kota. Adoptuje to się dziecko. Co ty na to? Odpowiem na pierwszą część pytania. Czy to dobrze, że tak emocjonalnie podchodzimy? I tak i nie. Z jednej strony patrząc czysto od strony dobrostanu zwierząt. To dobrze. Tak, bo bardziej zwracamy uwagę na to, jak to zwierzę odczuwa. Bardziej zwracamy uwagę na to, czy gdzieś tam czuje ból. Bardziej patrzymy na to, czy nie rozwija się jakaś choroba. Generalnie bardziej dbamy. Z drugiej strony niedobrze. Bo jednak musimy sobie cały czas zdawać sprawę, że pies to nie jest człowiek.
Czyli nie możemy sobie patrzeć na to, że to jest taki mały ludzik, którego będziemy traktować jak małego ludzika, bo pies ma swoje potrzeby, ma swoje instynkty. W momencie, gdy zbyt emocjonalnie podchodzimy gdzieś, gdy traktujemy tego psa bardziej jak dziecko, Też możemy mu sprawić krzywdę. Czyli na przykład... Widziałem niedawno psy w wózkach. Byłem w Japonii, chyba ten trend się właśnie trochę wziął z dalekiej Azji, ale w Polsce też już widywałem psy wożone w wózkach. Co ty na to? To też jest niebezpieczny trend. Znaczy ja rozumiem, że jeśli na przykład mamy do czynienia z jakimś starszym pieskiem, który ma problemy z chodzeniem i chcemy, żeby sobie zwiedził trochę świata. I żeby poszedł na spacer po prostu.
Nie jest to dla nich wskazane. Jasne. Podzielę się z Tobą taką własną trochę historią o moich psach, bo za chwilę przejdziemy do rozmowy o schronisku i o tym, czym jest adopcja i z czym się to wiąże, ale w moim życiu do tej pory były dwa psy. Pierwszy to był Bolek, znaleziony na stacji benzynowej na Mazowszu. Ktoś go po prostu porzucił. To był mój przyjaciel. Razem zaczęliśmy biegać. Był moim towarzyszem, no ale nie siedział z nami przy stole, tak jak moja wtedy najstarsza córka. Nie jadł też z domowych talerzy przeznaczonych dla ludzi. Był traktowany jak pies. W najlepszym tego słowa znaczeniu mam nadzieję.
Z czwartym starzejecie się razem, spacerując coraz wolniej, coraz głośniej gadając do siebie na ulicy. Nasze życie jest obliczone na cztery psy. Jest oblizane. Ładne, prawda? Ładny, dość taki przejmujący powiedziałabym wiersz i nawet myślę poniekąd prawdziwy, tak. Bardzo, tak bym powiedział. No to przejdźmy właśnie do tego, czym jest adopcja i porozmawiajmy o tym, jak adoptować psa. Ale chciałbym cię zapytać, czy ty jesteś wicedyrektorką domu Psiecka, czy po prostu schroniska dla psów? Schroniska dla psów zdecydowanie, tak. Aczkolwiek słyszałam takie pokątne żarciki na temat adopcji z palucha, że łatwiej jest adoptować dziecko niż zwierzę z palucha.
Zdementujmy to. Można adoptować na paluchu, a nawet trzeba. Opowiedzmy o tej procedurze trochę, jeżeli możesz, bo wiem, że w tej chwili na paluchu mieszka mniej więcej 450 psów, może trochę więcej, może trochę mniej, ta sytuacja jest oczywiście dynamiczna. Tak, to się zmienia. Tak. Schronisko nie tylko je przechowuje, ale opiekuje się nimi, leczy je, karmi, żywi, wolontariusze wychodzą z nimi na spacery. Powiedz, jak rozpocząć procedurę adopcyjną? Przyjechać na Palucha. I tak i nie. Ponieważ i tak zawsze procedurę adopcyjną zaczynamy od złożenia ankiety.
Tak. Jak te osoby reagują wtedy? Bardzo różnie, szczerze powiem. Natomiast oczywiście To tak naprawdę też w dużej mierze zależy od człowieka. Niektórzy zareagują spokojnie i powiedzą, okej, dobra, faktycznie, to nie są, nie jestem w stanie temu psu zapewnić takiej, tego wszystkiego, czego on potrzebuje. Natomiast są też osoby, które się bardzo, że tak powiem, irytują z tego powodu i mówią, że jak to, dlaczego, ja tutaj przecież wszystko mogę zrobić. Staramy się wtedy jak najbardziej wytłumaczyć temu człowiekowi, że potrzeby psa są takie. Dla nas, nie oszukujmy się, najważniejsze jest wspomnienie potrzeb naszych zwierząt. Nie chcemy, żeby psy wracały z adopcji, także to jest dla nich dodatkowy stres, więc tutaj staramy się jak najbardziej dopasować.
Więc tutaj ciężko mi powiedzieć tak naprawdę, jak bardzo ci ludzie reagują, źle czy dobrze. Tak jak mówię, myślę, że to w dużej mierze zależy. Indywidualnie od osoby. Wróćmy jeszcze do tej procedury. Ktoś przyjeżdża, wybiera psa, wypełnia ankietę. Wy konfrontujecie tę osobę ze zwierzęciem. Są pierwsze spacery. Jak to wygląda? Generalnie kontaktujemy osobę z wolontariuszem zajmującym się tym psem. Wolontariusz już przeprowadza spacery przedadopcyjne. Po tych spacerach wydaje rekomendacje, jakby wszystko, jeżeli wszystko jest okej. I mówi ta osoba czy ta rodzina może adoptować tego psiaka. Tak, jest ok, jest między rodziną a psem flow.
I takie też stało. Udało się. Znacie się na takich trikach? Nie, myślę, że tutaj na tyle ten proces jest przeprowadzany przez doświadczonych wolontariuszy, że raczej by odkryli, że tutaj jest jakieś takie nie do końca. Więc tutaj jest to dość mocno weryfikowane, żeby jednak sprawdzić nie tylko zawartość kieszeni, ale też zawartość głowy i serca tej osoby. Warszawa mówi. Pierwszy podcast miejski. Jak wygląda taki zwykły dzień waszych podopiecznych na Palucho? Opowiedz o takim przeciętnym dniu psa albo kota. W dużej mierze to zależy od tego, czy zwierzę jest leczone, czy nie. Czyli zacznijmy od tego, że standardowo dzień zaczyna się o 8 rano.
No to właśnie teraz jak mówimy pieski, to też takie już trochę jest na granicy. O psach, dobra, poważnie. Mamy, akurat nasz oddział geriatryczny jest zaopiekowany przez bardzo prężną zarówno grupę wolontariacką, jak i przez opiekunki. Zdaje się, że to jest grupa, która ma chyba największy procent adopcji ogólnie z całego schroniska. Więc gdzieś tam te zwierzaki, nie wiem czy może brzydko zabrzmi to zapotrzebowanie na takie zwierzęta jest, natomiast sporo ludzi właśnie ma potrzeby adoptowania takiego starszego psa, pomimo tego, że gdzieś coś mu może dolegać. One są spokojniejsze, prawda? Dużo. Zazwyczaj tak, ale jakby też ten z jednej strony spokój, gdzie możemy podejrzewać, że taki pies nam nie zdemoluje domu, przypuśćmy, albo nie będzie się zachował jakoś niestosownie.
Natomiast też z drugiej strony mamy jednak gdzieś tam te choroby przewlekłe, które mogą wystąpić, jakieś ewentualnie problemy z chodzeniem, czy nawet, nie oszukujmy się, problemy z nietrzymaniem moczu, to się może zdarzyć. Czy problemy z zębami, więc tutaj jakby każdy adoptujący, który adoptuje od nas starszego psa jest w miarę świadomy, że może być potrzebna pomoc lekarska, że może to być dużo wyższy koszt. Natomiast myślę, że chętni są. W tej chwili... Nasi pacjenci geriatryczni od, niby tymczasowo, ale już od jakiegoś czasu mieszkają w takim zwykłym pawilonie. Czekamy na geriatryczność troszeczkę jak na zbawienie, bo bardzo dużo nadziei pokładamy w tym budynku, gdzie ci pacjenci będą mieli po prostu najlepsze możliwe warunki, jakie mogą być dla nich dostosowane.
I bardzo to doceniam, ale jednocześnie wzbudzało to we mnie szacunek, że ci ludzie faktycznie przejmują się i kontrolują i wykonują swoją pracę bardzo dobrze. Tak. Wy też to robicie. My to robimy, myślę, że w większej jednak mierze robią to wolontariusze niż pracownicy. Natomiast tak, faktycznie, znaczy pracownicy też, też pytamy co tam słychać u danego zwierzaka. Nasza tutaj niezastąpiona Maja, która się zajmuje szczeniakami, bardzo często utrzymuje kontakt aż do dorosłości z tymi psami. Doskonale je potem pamięta, jak pojawiają się u nas na przykład na zabiegach kastracji czy sterylizacji, rozpoznaje szczeniaka i mówi, że o, nawet czasami przychodzi tam się z nim przywitać, więc tak, gdzieś tam zostaje ta więź i ta chęć sprawdzenia, co się dzieje, tak.
I w tym momencie na przykład teraz w miarę taka sytuacja na świeżo była adopcja takiego psa, z którym my jako lekarze byliśmy dość mocno związani, dlatego że ze względu na swoje problemy zdrowotne dość długo przebywał w szpitalu. Bardzo sympatyczny poniekąd pies. Naprawdę super zwierzak, który sporo przeszedł w kwestiach takich medycznych. Jeden zabieg, drugi zabieg, nieistotne, nie będę wnikać w szczegóły. Pamiętasz, jak się wabił? Riesler. Riesler, jak najbardziej. No właśnie to jest niestety pies, który wrócił. Także gorąco zachęcam do adopcji Rieslera. I tutaj też właściciele dość długo, sam proces u nas jest dość długi i zakładamy, że jednak ta rodzina jest jak najlepsza i jak najbardziej świadoma tego, natomiast tutaj faktycznie Riesler po 4 dniach wrócił i właściciele...
Staram się nie oceniać, ale siłą rzeczy gdzieś tam z tyłu głowy mam, że kurczę, no można było troszeczkę dłużej nad tym popracować. Tutaj akurat problem się pojawił taki, że podobno rezydentka się zasmuciła, ci właściciele nie bardzo chcieli pracować, z behawiorystą nie bardzo chcieli poczekać. No my wszyscy uważamy, że jednak 4 dni to trochę za krótko, że należałoby psu dać szansę. Zdecydowanie. Właśnie powiedziałeś o pracy z behawiorystą czy z behawiorystką i to jest bardzo ciekawe, bo chciałbym zapytać Cię o takich pierwszych, największych problemach po adopcji. Jak się przed nimi uchronić? To kilka takich rad dla osób, które myślą o adopcji, wezmą tego psa do domu i potem z czym trzeba sobie poradzić? Albo jak rozwiązać problemy, te pierwsze, które się pojawiają?
I są to rzeczy, których my w schronisku nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jakby z przyczyn oczywistych, bo jesteśmy schroniskiem i też te psy u nas się zachowują inaczej. Więc tutaj już na poziomie tej ankiety przedadopcyjnej jakby troszeczkę weryfikujemy podejście ludzi do tego, co będą robić, gdyby się zdarzyło. Oczywiście wiadomo, że czasami pomimo tego, że się deklarują, że będą pracować z behawioristą, to jednak stwierdzają, że nie i pies wraca. A powiedz, jak przygotować się do takiej adopcji? Jakich rad byś udzieliła? Takie przygotowanie siebie albo rodziny mentalnie, organizacyjnie, finansowo, czy to jest jakieś, twoim zdaniem, wyzwanie specjalne? Nie wiem, trzeba usiąść przy stole z całą rodziną i powiedzieć, słuchajcie, będziemy chcieli adoptować psa, bo dzieci bardzo chciały, no my też już podjęliśmy taką decyzję i co teraz trzeba zrobić?
Natomiast myślę, że warto sobie w domu też wypracować jakieś schematy. Psy bardzo lubią, jeżeli są jasne sytuacje. Czyli na przykład, jeżeli jedna osoba będzie się zachowywać tak, druga się będzie zachowywać inaczej albo będą niespójne w swoim zachowaniu. To też może psa w jakiś tam sposób konfundować. Więc warto sobie gdzieś w domu ustalić zasady typu, że pies wychodzi o stałych porach, pies o starych porach dostaje posiłki. Myślemy też, kto wyprowadza tego psa. Tak, bo tak jak mówię, psy lubią to. Lubią, jeżeli rzeczy są powtarzalne, jeżeli wiedzą, że czegoś się mogą spodziewać. To w jakiś sposób je to uspokaja, gdzie mają swój harmonogram dnia, mają swoje stałe pory posiłków, stałe pory spacerów i ogólnie jakby rzeczy są w miarę stałe w domu.
No i wszystko inne to już tak naprawdę materialne rzeczy. Czy to będą super smyczki z diamentami, to naprawdę nie ma dużego znaczenia. Oczywiście, ale o tym rynku na końcu jeszcze chciałbym porozmawiać. O tym rynku, że tak powiem, dóbr luksusowych dla naszych pupili. Schronisko Na Paluchu ma imię Jana Lityńskiego od niedawna. Ja się z tego powodu bardzo cieszę. Miałem okazję poznać tego fantastycznego człowieka. Wyjaśnimy naszym słuchaczom dlaczego Jan Lityński jest patronem Schroniska Na Paluchu. Nie pamiętam dokładnie kiedy to było, ale tam faktycznie była taka sytuacja, że psy pana Lityńskiego wpadły do wody na kre, on się rzucił na ratunek.
To był 2021 rok. Tak, dobrze, że tak pamiętam. Tak, pamiętam, bo się przygotowywałem do naszego spotkania, przypomniałem sobie, to była Narew, w dodatku było bardzo zimno i niestety to się skończyło śmiercią Jana Lityńskiego, ale ratował wtedy właśnie swoje psy. Ratował własne psy i stąd myślę, że gdzieś tam ten pomysł wykiełkował. Żeby takie imię nadać, żeby troszeczkę uczcić osobę, która jakby oddała życie za swoje zwierzaki. Warszawa mówi. Pierwszy podcast miejski. Warszawa kocha zwierzęta. Organizujemy bezpłatne czipowanie, również kastrację i sterylizację.
Natomiast tak jak mówię, myślę, że to jest kwestia na stu dziescu lat, gdzie na przykład zaczniemy właśnie traktować koty jako gatunek inwazyjny. Na chwilę obecną faktycznie pomagają. Co do karmy dla zarejestrowanych karmicieli, jak najbardziej tak. Natomiast ja bym tutaj jednak postawiła jeden bardzo ważny warunek, czyli że ci karmiciele kastrują koty. Czyli dostarczają koty albo do lecznic, głównie do lecznic. Ale jak dostarczyć dzikiego kota? Są klatki łapki. To się dzieje. Tak, można wyłapywać. Nam się też zdarzało wyłapywać koty z działek z okolic Palucha, żeby po prostu je wykastrować i wypuścić. Ale poczekaj, czy to nie będzie przeciwskuteczne, bo teraz tak się zastanawiam, bo jeżeli faktycznie te wszystkie koty dziko żyjące zostaną wysterylizowane i wykastrowane, no to one się nie będą naturalnie oczywiście rozmnażały, czyli to pokolenie wyginie, to kto wtedy będzie tą naturalną strażą sanitarną?
Bałem się, że będziemy sobie jakoś sami musieli radzić. To lepiej, żeby one były, czy lepiej, żeby ich nie było? Tutaj, tak jak my, też zdania są podzielone. A twoja opinia? Jako osoba, która bardzo często ma styczność z tymi kotami, które już trafiają do nas, czyli gdzieś po wypadkach, po urazach, cierpiącymi, z chorobami różnymi, przewlekłymi nerek czy zaniedbanymi, Nie jestem do końca przekonana, czy to tak dobrze, żeby te koty wolnożyjące były. Ze względu jakby na te... Na to jak cierpią. Tak, na to jak cierpią. Też na to, gdzie gdzieś tam kotki, które rodzą w tej chwili coraz częściej, przez to, że mamy coraz cieplejsze zimy, tych miotów jest więcej.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Liczba psów w Warszawie jest większa niż liczba mieszkańców Ełku albo Skierniewic – to aż 70 tysięcy. Mamy też 29 tys. kotów wolno żyjących, które pełnią rolę straży sanitarnej miasta. O 100 czworonożnych mieszkańcach stolicy Kamil Dąbrowa z warszawskiego ratusza rozmawia z Martą Lapsz, weterynarzem i wicedyrektorką Schroniska Na Paluchu imienia Jana Lityńskiego.
Z rozmowy dowiemy się m.in.:
Dlaczego najbardziej kochamy psy z dużymi oczami?Czy to dobrze, kiedy pies staje się członkiem rodziny?Czy ludzie często zwracają adoptowane zwierzęta?Czy psy lubią zasady?Co należy zrobić przed adoptowaniem psa, a co w przypadku kota?Czy koty wolno żyjące to „straż miejska” czy „gatunek inwazyjny”?Kastrować czy nie kastrować?Czy psy potrzebują ubranek na zimę?Zaprasza Kamil Dąbrowa.
Zajrzyj na ➡️ ➡️ ➡️ stronę Palucha.
➡️ Subskrybuj nasze kanały / @miastostolecznewarszawa
🏳️ Facebook / warszawa
📷 Instagram / miasto_warszawa
🐦Twitter / warszawa
🌐 Urząd m.st. Warszawy http://um.warszawa.pl
#WarszawaDlaWszystkich #Warszawa #MiastoStołeczne #StolicaWolnegoCzasu#StolicaZieleni #StolicaWygody