Mentionsy Mentionsy
Transformaty
Transformaty

#4. Historie z pracy: Amerykańska prowincja i wielki transformator

29.04.2025 ·19 min 21 s

W pracy oprócz codziennych obowiązków zdarzają się chwile, które nadają jej inny, ciekawszy kolor. W tym odcinku Podcastu Transformaty opowiadamy nietypowe historie z pracy – zabawne, zaskakujące i inspirujące.💡 Amerykańska prowincja i jej niespodzianki💡 Szwajcarski spokój w świecie inżynierii💡 Wielki transformator i inne nietypowe doświadczenia💡 Dlaczego takie historie zostają z nami na lata👉 Subskrybuj i napisz w komentarzu, jaka najdziwniejsza albo najciekawsza historia przydarzyła się Tobie w pracy.#historiezpracy #praca #zespoły #doświadczenie #kariera

Rafał, miałeś jakąś taką historię albo Tomek? Historia, którą mógłbym opowiedzieć, akurat łączy się z Tomkiem, bo razem kiedyś mieliśmy okazję wyjechać za ocean do pewnego miasta w Zjednoczonych Stanach Ameryki. I to jest zawsze, powiedzmy, inny świat, ja bym tak powiedział. To widać. Najciekawsze chyba w tym było to, że to nie było jakieś duże miasto pokroju, Nowy Jork czy Waszyngton, tylko małe miasteczko, Virginia. Żeby dotrzeć tak od nas tam, to to w ogóle niezła przeprawa, bo to 30 godzin.

I właśnie z tego co pamiętam, jak lecieliśmy, to mieliśmy taką sytuację, że samolot z Krakowa się spóźnił. Wysiadaliśmy we Frankfurcie i już nam, jak wysiadaliśmy z samolotu, który gdzieś tam stał na płycie i autobusy podjeżdżały po ludzi, to już pani czekała z tabliczką Washington. Dokładnie tak. I podwiozła nas pod bramkę bezpośrednio, gdzie lot właśnie do Stanów wylatywał. Nie można było podejść do tego tam, powiedzmy, biurka, który jest przy bramce, bo trzeba było mieć naklejkę w paszporcie, że zostało wszystko sprawdzone, że jest wiza i tak dalej. A tutaj właśnie Tomka chyba... Staying alive, staying alive. Tak, a wywoływali chyba kilka razy, że proszę podejść, że coś tam z kartą boardingową i tak dalej.

Więc to był początek tej podróży. Jak już się w końcu doleciało na miejsce, to okazało się, że ten bagaż trzeba pobrać i jeszcze raz nadać. To nie jest tak, że on leciał do docelowego miejsca, a trzeba było z Waszyngtonu jeszcze do Virginia przelecieć. No więc to była pierwsza taka nietypowa rzecz, że aha, że to oprócz tego, że tam przechodzi się, to jeszcze trzeba pamiętać, że ten bagaż leży. Tak, tak jest w Stanach. Też mi to się kilka razy przydarzyło. Kto tego nie wie, bagażu nie dostanie. Następna ciekawa rzecz. W Europie zawsze wszyscy serio traktują te instrukcje bezpieczeństwa. Jak się zapina pasy, gdzie wypadnie maskę i tak dalej. Siedliśmy już tam w lokalną minie, która leciała na miejsce docelowe.

Musieliśmy brać z hotelowego parkingu nasz samochód wypożyczony i podjeżdżać, bo inaczej mogłoby to być a niebezpieczne, b mogłoby też skończyć jakąś rozmową z lokalnym szeryfem niepotrzebną. Tym bardziej, że zdarzyło nam się w weekend, bo tam trochę byliśmy, właśnie tą typową taką sytuację z filmu. Przy drodze więźniowie coś tam jakieś robią naprawy, czyszczenia i stojący za mołd policyjny z dżentelmenami, którzy ich pilnują, żeby czasem nie chcieli dać dyla. Nie wiem, czy pamiętasz, jak w ramach tego wyjazdu wybraliśmy się do Waszyngtonu, jechaliśmy metrem i motorniczy, że go tak nazwę, metra, jak fantastycznie zapowiadał stację. Sam, bo to jak wracaliśmy, już był inny głos, inny motorniczy tegoż pociągu, ale w tamtą stronę, nie wiem, kim była ta osoba, gdybym miał okazję, serdecznie bym pozdrowił, ale z takim flowu zapowiadać stację.

Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.