WZGÓRZE PSÓW / PRZESMYK (2025) - recenzja Tomasza Raczka
Moja ocena:WZGÓRZE PSÓW - 5/10PRZESMYK - 6/10[współpraca reklamowa]Skorzystaj z bezpłatnego okresu próbnego w aplikacji BookBeat. Zarejestruj się na stronie: https://cutt.ly/De6E2tvR
Czyli książki Jakuba Żulczyka. No i pomyślałem sobie, że to jest świetna okazja, żeby porównać jak się słucha książki i jak się ogląda książkę w postaci serialu. Przy czym w aplikacji BookBeat, gdzie pojawił się audiobook WZGÓRZA PSÓW, To oczywiście jest również możliwość nie tylko słuchania, ale i czytania w postaci ebooka, ale mnie zainteresował audiobook. Zresztą sprawdźcie to sami, bo partnerem tego odcinka jest właśnie BookBeat. I dogadałem się z BookBeatem, że jest taka możliwość dla każdego z was, żeby sobie sprawdzić po prostu jak to działa za darmo.
Dzisiaj postanowiłem porównać, jak to wygląda w serialu, a jak odbiera się tę samą książkę, tę samą opowieść. O, tę samą opowieść w postaci audiobooka. Potem będzie Przesmyk, czyli serial bardzo gorący, bo pokazujący co się mogło stać, a może nawet dalej może się stać na granicy polsko-białoruskiej, jeżeli by miała miejsce jakaś prowokacja. W końcu II wojna światowa rozpoczęła się od sławnej prowokacji gliwickiej w rozgłośni radiowej w Gliwicach, a właściwie Dokładnie chodziło o wieżę nadawczą. No i to oczywiście był pretekst, to oczywiście była prowokacja, ale na tyle skuteczna, żeby usprawiedliwić dalszy tok działań.
No to z tego, że w całej tej historii chodzi o to, że w tym miasteczku dzieją się różne rzeczy, ale przede wszystkim kiedyś zginęła dziewczyna, taka Laura Palmer i nie wiemy właściwie co się stało z Laurą Palmer. W naszej historii o tyle wiemy, że została zamordowana, ale w jakich okolicznościach? Kto i czy wcześniejsze domysły były słuszne czy niesłuszne? No to o tym jest właśnie ta opowieść. I nagle nasz Mateusz Kościukiewicz, który Przyjechał, żeby no może też trochę się pojednać z ojcem, ale też trochę się dowiedzieć, jak to tam było, bo ta dziewczyna, która nie żyje, to jest jego dziewczyna, to była jego dziewczyna.
A w dodatku, no nasz Mateusz Kościukiewicz jest pisarzem, jest takim jakby Jakubem Żulczykiem i właśnie opisał to wszystko w książce. Książka wyszła i stała się bestsellerem, jak to książki Żulczyka. No i on teraz przyjechał w glorii tego autora bestselleru. Wszyscy czytali oczywiście jego książkę, niektórzy mają mu za złe. Niepotrzebnie tam różnych rzeczy nazdradzał i nawypisywał, ale generalnie taki pan z Warszawy, który ma sukces i ma żonę, która jest dziennikarką śledczą. Idealne towarzystwo do tego, żeby odkrywać zbrodnie sprzed lat.
Ani z aktorami, ani z historią opowiedzianą w scenariuszu bardzo chromym, ale przede wszystkim nie dali sobie rady z aktorami, ponieważ nie udało im się stworzyć z tej grupy aktorów Pewnego zespołu, który posługuje się jednorodnymi środkami, może nie jednorodnymi, ale komponującymi się środkami wyrazu, które by dawały wrażenie jednolitej estetyki tego serialu. Ona jest szarpana w zależności od tego, jak który aktor umie bądź nie umie grać. O tym znowu będzie za chwilę.
I to tak naprawdę też jest jej rola, żeby dopilnować tych reżyserów. Mamy tu dwójkę, dwie osobowości. Dopilnować, żeby oni stworzyli jednorodną estetykę tego serialu, tej opowieści i zadbać o to, żeby aktorzy też nie grali od przypadku do przypadku. Są takie sytuacje w tym serialu i jest mi strasznie przykro to powiedzieć. Ja nie lubię takich opinii wygłaszać. Ale mam wrażenie chwilami, że aktorzy grają tu jak w takiej kiepskiej telenoweli. Telenoweli, czyli w takim serialu, który realizuje się szybko, który realizuje się tak co tydzień, nowy odcinek.
Nie, nigdy nie chciałem być aktorem, w ogóle nie nadaję się na aktora. Mój główny powód zresztą, że nie mogę być aktorem, Polega na tym, nawet nie na braku talentu aktorskiego, tylko na tym, że ja nie potrafię zapamiętywać tekstu. Czyli jeśli scenarzysta by napisał dialogi, to ja i tak nie jestem w stanie mówić tych dialogów tak, jak on napisał, tylko zawsze swoimi słowami będę to mówił. I nie ma na to siły, bo ja po prostu w trakcie mówienia cały czas myślę i cały czas mi się wydaje, że jestem w stanie te myśli inaczej, lepiej wyrazić. No i koniec aktorstwa w tym momencie. Może to słabe usprawiedliwienie, ale chciałem dać jakiś taki dowód niezbity, że naprawdę nie chciałem być aktorem. Ale jednak się zgodziłem na zagranie tych ról i to były takie role, które się ciągnęły przez parę odcinków.
Także na przykład w Barwach Miłości to ja chyba z rok pojawiałem się w odcinkach i Kasię Zielińską trochę męczyłem, bo byłem jej przełożonym. Dlaczego tam poszedłem? Poszedłem dlatego, żeby zobaczyć jak wygląda praca na planie właśnie takiej telenoveli. Jak to jest realizowane. Nie żeby polegać na tym, co mi ktoś powiedział, albo jak mi się wydaje. Tylko zobaczyć, po prostu być w tym, doświadczyć tego i wiedzieć. Nie słyszeć, tylko wiedzieć. No więc wiem, jak to się robi. To się robi tak, że się dostaje parę kartek swojej roli, niby tych tekstów do wygłoszenia, które trzeba się nauczyć na pamięć.
Ja nie mogłem się ciągle nauczyć na pamięć, więc pisałem sobie na karteczkach i chowałem te karteczki gdzieś tam, jak siedziałem za biurkiem, to gdzieś miałem pod telefonem schowaną Miałem notes, który niby kartkowałem, a tam miałem w środku jakieś kawałki tych tekstów, żeby jednak wykonać swoją rolę. No i ci prawdziwi aktorzy oczywiście uczą się tego na pamięć i mówią z pamięci. Jest próba sytuacyjna. Raz, może dwa. To są krótkie kawałki nagrywane. Najczęściej raz i jedziemy. No i jest raz kamera jest na mnie, jeżeli rozmawiam z kimś.
Drugi raz jest kamera jest na tego, z którym rozmawiam. Trzecie jest daleki plan tak zwany. Jeszcze czasem jest robiony jeden raz dla dźwiękowców, żeby oni mogli mikrofony umieścić może nawet w taki sposób, że są widoczne, ale za to dobrze bardzo nagrywają dźwięk. Dzięki czemu potem można wykorzystać ten dźwięk montując ostatecznie film. No i tak to wygląda. Czyli o jakiejś pracy nad rolą nie ma mowy. Każdy mniej więcej tak gra, jak mu do głowy przychodzi i ile talentu ma albo ile talentu nie ma, jak w moim przypadku.
Otóż efekt takiego grania jest taki, że jak mówiła moja mama, oni grają życiowo, czyli tak jak w życiu, czyli tak jakby nie grali. No powiedzmy, no powiedzmy. I jeśli słabo grają, no to w życiu też różnie to bywa, można tak powiedzieć. Tak jak to mój kolega mówił, że on to ma taką... znaczy on nie bardzo umie gotować, bo on tak gotuje jak w domu. Ja mówię, no w domu, no to świetnie gotujesz. A on mówi, no wiesz, tak jak w domu, raz wyjdzie, raz nie wyjdzie. No więc tak samo mniej więcej jest z tym aktorstwem w telenovelach. No i teraz takiego aktorstwa w prawdziwych filmach albo w takich serialach, tak zwanych miniserialach, które mają już ambicje opowiadać językiem filmowym, tego się nie dopuszcza.
Tam już powinien być czas na próby, tam już powinna być taka bezpośrednia, gęsta współpraca reżysera z aktorem, tam powinna być możliwość dopracowywania roli, pracy nad rolą. Ale nie ma. W serialu WZGÓRZE PSÓW nie ma. Po prostu mam takie wrażenie, jakby barwy szczęścia tam były grane. I to nie jest dobra opinia przy takim serialu. Tak jak powiedziałem, on jest patchworkowy. Dlaczego patchworkowy? No dlatego, że złożony jest z różnych elementów, różnych też jakościowo. No więc powiedzieliśmy sobie, że scenariusz, który napisał sam Żulczyk, autor adaptowanej książki plus Piotr Domalewski, nie jest dobry, bo jest chwilami zagmatwany, chwilami taki cienki, to znaczy nie ciągnący nas, że chcemy wiedzieć co dalej, ale on ma skazę.
I moim zdaniem to jest skaza, którą bym nazwał skazą kompromisu. Ja po prostu czuję, ile razy ten scenariusz był cięty, ile razy ktoś przychodził z boku, nie wiem czy pani Iza, czy jacyś script-doktorzy, czy jacyś jeszcze inni mądrale, którzy mają wpływ na to, jaki ostatecznie ma być ten serial. W każdym razie przychodzili I mówi, nie to nie, to jest za długie, tu trzeba skrócić, to jest niejasne, trzeba coś jakoś wyjaśnić, bo głupi widz tego nie zrozumie. Oni tak mówią o widzach, wiecie jak mówią w telewizji o widzach? Ci, którzy robią programy dla widzów, mówią ludożerka na was. Ludoszerka tego nie zrozumie, więc trzeba to uprościć, trzeba to pociąć.
Ja znam te sceny, ja słyszę te głosy i potem widzę takie skazy. To nie jest jeden kawałek autor książki, tak by sam nie napisał, bo to jest tak jakby ktoś popruł krawcowi ściegi. I nagle oddaje do domierzenia garnitur i nagle widzi, że tu pod rękawem jest dziura. No żaden porządny krawiec tak by nie zrobił. Ale jak mu tam przeszywali rękawy i pomyślili się i wzięli rękaw od innego garnituru, no to zabrakło tutaj miejsca i jest dziura. Znaczy zabrakło materiału i dlatego jest dziura. I tak właśnie takie są efekty poprawek krawieckich na scenariuszach. I źle poprawiono ten scenariusz i ostatecznie ten scenariusz nie jest dobry, o czym przekonałem się słuchając audiobooka o tym za chwilę, bo na szczęście trafiłem na audiobooka w aplikacji BookBeat.
No więc tak, ale wracamy do patchworka, więc scenariusz już wiecie dlaczego słaby, reżyseria wiecie już dlaczego słaba, nie ma współpracy z aktorami, wszystko to jest jakieś chaotyczne, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, żołądek chodzi tak do góry i do dołu. Jednocześnie cały czas widać, jak się tam zezują na tego Twin Peaksa, miasteczka Twin Peaks i myślą sobie, ale to było fajne, zrobimy tak coś podobnego, taki klimacik zrobimy. No, tylko to tak na tych starych kościach już się nie ugotuje dobrej zupy, no to są już wygotowane te kości. W związku z tym nie chwyta, no nie chwyta ten pomysł, no poza tym żaden z panów nie jest Davidem Lynchem.
I nie ma wizji, nie ma tego talentu do stwarzania świata, do stwarzania atmosfery. Nie ma tej magii, która powoduje, że jesteśmy zaczarowani, patrzymy i chcemy i w ogóle zapominamy o świecie, o życiu, o czasie, tylko chcemy oglądać, oglądać, oglądać. Trzeba być Davidem Lynchem. A jak się podoba to, co robił David Lynch, ale chce się po swojemu zrobić, to nie zawsze wychodzi, tym razem nie wyszło. No więc patchworku, scenariusz, reżyseria, aktorstwo. No różnie jak już powiedziałem, Robert Więckiewicz świetnie, no ale na przykład taki Mateusz Kościukiewicz, to przecież jest dobry aktor.
Dług, pamiętają państwo? No to jest aktor. No i sobie dał małą rolę i zagrał. Jak on zagrał tę rolę, o święci pańscy. Zobaczcie chociażby dla tych scen, gdzie występuje Jacek Borcuch. Zobaczcie jak nie należy grać. To on to grał tak jak mówiłem o tych telenowelach. Myślę, że on te kwestie swoje przeczytał przed wejściem przed kamerę. Myślał w tym czasie o czym innym jak mówił te teksty. Prawdopodobnie już ustawia jakieś w głowie sobie inne sceny. Może myślał co ma powiedzieć tam komuś. W każdym razie na pewno nie myślał o tym co mówił.
I zagrał po prostu jak zły aktor, który nie opracował roli. Mówię to z premedytacją, bo panie Jacku, którego bardzo szanuję, szanuję dla dorobku, no trzeba dbać o takie trobiazgi. Jeśli Alfred Hitchcock Robił sobie zawsze miejsce dla swojej osoby i w każdym swoim filmie gdzieś wystąpił. No on występował naprawdę minimalnie, jako pieszyk, który przychodził, albo pan, który wsiadał do autobusu, nic nie mówił. No pan, panie Jacku, ma odrobinę większą tę rolę. Ale mimo wszystko, to jak wymyślał sobie Hitchcock, to on wymyślał za każdym razem tak, że to był ikoniczny epizodzik.
I potem te epizodziki ogląda się z rozkoszą, nawet w oderwaniu od filmu. Bo on dbał o jakość, nawet jeżeli to był minimalny epizodzik bez słów, ale był dopracowany. Więc ta rola... Ja tak trochę byłem zażenowany, jak patrzyłem. Myślę sobie, no kurczę, no dwóch ich było. No był drugi reżyser jeszcze, znaczy nie drugi w sensie gorszy, tylko równolegle. Piotr Domalewski, to nie mógł pan Piotr powiedzieć panu Jackowi, ty Jacek, słuchaj, nie wygłupiaj się, weź jeszcze raz to nagraj, no. To jest przecież, wiesz, tak nagrane z biegu i, wiesz, może czasu brakowało, nie wiem, na powtórki, ale nie, nie, tak to nie może być, nie.
No ale nie było. Ani pan Piotr, ani pani Iza Łopuch. Nikt tego nie powiedział. I poszło. I puścili. I to niedobrze, no bo potem taki Raczek siedzi i wygaduje te wszystkie rzeczy. To zostaje w internecie. Potem będzie dłużej... Kto wie, czy nie będzie dłużej tego mojego gadania niż serialu na platformie Netflix. Tym bardziej to jest ważne, że jak to na Netflixie, jak już tam serial wchodzi, to on jest tłumaczony na kilkanaście języków, to na końcu, jeśli dotrwacie do końca tablic, to tam jest pokazane, bo są dubbingi robione i w każdym języku tam iluś aktorów jest zaproszonych, żeby robili dubbing.
I to jest takie piękne, że tak siedzę, siedzę i tak się martwię jak oglądam ten serial i nagle jest takie ooo, a skąd im się to wzięło? A kto to znalazł takie dobre? A czyj to był pomysł? No nie wiem czyj, ale dobry. To był dobry pomysł i na koniec jakiś dobry akcent. No jak to w patchworku? Jest ładniejszy kawałek i mniej ładny. Kompozycja w sumie jest taka drugogatunkowa niestety. No więc wtórny jest jeszcze na dodatek i taki jakiś trochę poszarpany. Nie będę się już zmęcał. Tylko poproszę Miso, żebym nie przesadził. No, walnę w ciebie, a ty daj taki dźwięk, żebym uczciwie ocenił.
WZGÓRZE PSÓW, serial Netflixa, 5 na 10. No, nie byłem taki straszny, co? 5 na 10, czyli średni jest ten film. Ale teraz powiem o prawdziwej atrakcji. Otóż w tym samym czasie pojawił się audiobook WZGÓRZE PSÓW czytane. Czyta pan Jakub Wieczorek. Długo czyta, bo cała książka, która ma 700 stron zdaje się, zajmuje 28 godzin. Wyobraźcie sobie Państwo, przez 28 godzin to można Słuchać i słuchać. No oczywiście dzielić sobie na części, ale jak się już ma te aplikacje BookBeat, no to można sobie w każdych warunkach słuchać, dlatego że nawet nie trzeba być online, ani nie trzeba mieć wi-fi.
Po prostu ściąga się to w momencie, kiedy jest połączenie z internetem, ściąga się tę książkę na komórkę swoją, no a potem można sobie odsłuchiwać. No jeśli to jest Coś przenośnego, najlepiej na komórkę. No to można wszędzie. Można sobie iść na spacer i puścić, żeby pan Jakub czytał nam WZGÓRZE PSÓW. To jest moim zdaniem bardzo fajne. Jak sam zostałem klientem BookBeata, To się zorientowałem, że tu jest realizowana pewna idea, która dawniej charakteryzowała intelektualistów, taką prawdziwą inteligencję. Pamiętam jeszcze jak rozmawiałem z Zygmuntem Kałużyńskim, pamiętają Państwo, krytyk filmowy, z którym w perłach z lamusa latami kłóciłem się o stare filmy głównie, ale o nowych też rozmawialiśmy.
Tłumaczenie tłumaczeniem, a ja jednak wolę sobie porównać, a ja jednak lubię poczytać w oryginale. No dawni ludzie uczyli się języków nie po to, żeby pojechać turystycznie do tego kraju, to swoją drogą bywało, Ale po to, żeby przeczytać w oryginale wiersze Baudelaire'a na przykład, jeśli już jesteśmy przy francuskim, no nie mówiąc o angielskim i nawet naszego Josepha Conrada, czyli Józefa Korzeniowskiego, który jednak pisał po angielsku, poczytać w oryginale i porównać jak jest po polsku. To właśnie możecie robić w BookBeat'cie, bo tam są książki w wielu wersjach językowych. W ogóle przy okazji można się języków uczyć, jeśli tę samą książkę się przeczyta po polsku, a potem po angielsku, po francusku, albo odwrotnie, albo na zmianę, porównując różne fragmenty.
Moim zdaniem to jest taka cecha BookBeatu, za którą bardzo polubiłem tę aplikację i pomyślałem sobie, że to jest dla ambitnych ludzi, dla takich, którzy nie tylko pochłaniają książki, Ale którzy chcą tak wejść schodek wyżej i na przykład doświadczyć cudowności oryginalnego języka i poznać jak to zostało napisane. No więc w BookBeat przypominam, rejestrujecie się, wpisujecie Raczek i możecie przez 30 dni, w ciągu 30 dni, 20 godzin różnych książek słuchać, ale pamiętajcie proszę, że zarejestrować się trzeba na stronie BookBeat www, ale potem korzysta się przez aplikację, więc potem jak już jesteście Państwo zarejestrowani, to trzeba ściągnąć za aplikację do telefonu czy do właśnie iPada czy tam, gdzie Państwo chcą dalej słuchać, no i potem z aplikacji to to już jest
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Tomasz Raczek przedstawia seriale WZGÓRZE PSÓW i PRZESMYK, a także opisuje audiobook WZGÓRZA PSÓW.
Raczek
partnerem tego odcinka jest właśnie BookBeat
Raczek analizuje serial WZGÓRZE PSÓW, podkreślając problemy z reżyserią i aktorstwem.
Raczek porównuje audiobook WZGÓRZA PSÓW z serialiem, podkreślając zalety i wady obu form.
Raczek podsumowuje serial PRZESMYK, podkreślając rolę aktorki Leny Góra.
Raczek analizuje reprezentację kobiecości w serialu PRZESMYK, podkreślając rolę aktorki Leny Góra.
Raczek podaje ocenę serialu PRZESMYK i podsumowuje swoje wrażenia z obu seriale.
Tomasz Raczka podsumowuje swoje obserwacje i wnioski z analizy serialu PRZESMYK.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Raczek
„partnerem tego odcinka jest właśnie BookBeat"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.