Mentionsy Mentionsy
TECHNOFOBIA
TECHNOFOBIA

Wojna i technologia

31.03.2022 ·1 godz 18 min

Rozmawiam z Marcinem Ogdowskim, dziennikarzem, pisarzem i osobą, która przez kilka dekad był reporterem wojennym i dziennikarzem opisującym konflikty zbrojne. W rozmowie ze mną Marcin tłumaczy co dzieje się obecnie w Ukrainie, skalę konfliktu, problemy z modernizacją polskiej armii i naszymi szansami w starciu z wojskiem Putina. Zapraszam! Jeśli spodoba Ci się ten odcinek to zapraszam do subskrypcji. W jej ramach otrzymasz 12 godzin unikalnych treści związanych z zakładaniem i rozwojem startupu, dostęp do zamkniętej społeczności oraz 8 newsletterów w miesiącu z raportami i analizami. Zapraszam!

Jedna to jest taka, czy 300 tysięczna armia to w ogóle jest coś, co jesteśmy my w stanie jako... kraj Polska udźwignąć, a po drugie kwestię WOT-u jako formacji, o której wiemy już trochę, bo ona istnieje i ma swoje jakieś dokonania, versus to, co było pierwotnie planowane albo też co było jej, tej formacji przypisywane. Także zacznijmy może od kwestii tego, czy 300 tys. armia w Polsce to jest coś, co ma, czy ten pomysł w ogóle jest sensowny. On ani nie jest sensowny, ani nie jest realny. Z prostego powodu nie uda się ściągnąć z rynku ponad 150 tysięcy młodych, przede wszystkim młodych mężczyzn, chociaż kobiety też służą w wojsku, ale jest to jednak wybitnie męska sprawa.

czyli raczej marnie. Nie liczę tutaj oczywiście WOT-u, który jest trochę inną historią, mam na myśli wojska operacyjne, więc ten pomysł może się zderzyć i zderzy się przede wszystkim z takimi realiami demograficznymi i rynkowymi. To jest pierwsza rzecz. A druga rzecz, czy w ogóle potrzebujemy 300 tysięcznej armii? No nie i wojna w Ukrainie też to potwierdza. W tej chwili Ukraińcy angażują około 250 tysięcy żołnierzy, licząc z formacjami ochotniczymi, to rzeczywiście jest ich nawet 300 tysięcy, ale Ukraińcy... Są w tej chwili w sytuacji permanentnego zagrożenia, walczą o własne państwo.

A trzymać 300 tysięcy osób i dać im stare karabiny, stare hełmy, nie zapewnić solidnej ochrony balistycznej, no to jaki to ma sens? No chyba, że chcemy straszyć potencjalnego przeciwnika cyframi, ale wiadomo, że to nie przejdzie. Jeśli idzie o wodę, Mamy do czynienia z częściową porażką tego projektu. Trzeba sobie to jasno powiedzieć, bo proces formowania WOT-u miał się zakończyć pod koniec tamtego roku. Niestety nie zakończył się, bo z 50 tysięcy osób, które miały służyć tej formacji udało się dobić do poziomu 30 tysięcy.

Mimo tego, że obniżono kryteria zdrowotne w którymś momencie, no to jednak ten pomysł takiego wojska weekendowego niespecjalnie trafił do szerokiego odbiorcy, że tak powiem. Ale by nie pozostać takim wyłącznie krytycznym, WOT bardzo sprawdził się w momencie, w którym mieliśmy, czy wciąż mamy, ale bardzo sprawdził się w pandemii. Ci żołnierze realizowali szereg zadań związanych z taką, się brzydko mówi, obsługą epidemii. Tylko czy do tego potrzebujemy formacji uzbrojonej w karabiny i lekki sprzęt przeciwpancerny, a tym w istocie.

jest WOT? No raczej nie. To są zadania, które na co dzień realizowane powinny być przez obronę cywilną, a nie przez rodzaj sił zbrojnych, którym jest WOT. Kolejny kryzys, przed którym stanęły Wojska Obrony Terytorialnej i który pokazał na słabość koncepcji takiego terytorialnego i okresowego wojska, No to był kryzys graniczny, kiedy okazało się, że do ochrony granic trzeba było kierować, no poza oczywiście strażą graniczną, która powinna była sama załatwić ten problem. No ale stało się inaczej.

Wysłaliśmy wojsko i wysłaliśmy wojska operacyjne. Wysłaliśmy żołnierzy z jednostek pancernych, z jednostek zmechanizowanych, z innych bardziej wyspecjalizowanych jednostek. do tuptania wzdłuż granicy, podczas gdy tym powinni byli zajmować się, jeśli już wojskowi, to właśnie z obrony terytorialnej. No ale trudno jest zmobilizować kilkanaście tysięcy żołnierzy WOT-u i rzucić ich na granicę, gdy jest to wojsko, które... które na co dzień nie jest wojskiem i którego rzucać w różne regiony kraju nie można, bo ono z zasady ma działać na określonym dość precyzyjnie terenie.

Można na to w ten sposób spojrzeć, tylko że znów budowanie rezerw w taki sposób, jakim jest WOT, to też jest średnio opłacalne z finansowego punktu widzenia. Pojawiły się przy okazji Ukrainy jakieś entuzjastyczne często opinie, z których wynika, że ten konflikt bardzo dobrze pokazuje, jak ważne są tego rodzaju wojska, jak ważna jest sama koncepcja obrony terytorialnej, ale to przede wszystkim wynika z takiego zamętu informacyjnego i też takiego zamętu

niewłaściwego rozumienia struktury organizacyjnej Armii Ukraińskiej. To, co my bierzemy za WOT, to w Ukrainie nie jest WOT, to jest Gwardia Narodowa. WOT jako taki podobny do naszego powstał całkiem niedawno, kilkanaście, maksymalnie kilkanaście tygodni temu. a Ukraińska Gwardia jest formacją, na której w dużej mierze spoczywał wysiłek prowadzenia walk w Donbasie. Czyli mówimy tutaj o formacji, która poza tym, że jest dobrze wyposażona i uzbrojona, ma też bardzo duże doświadczenie bojowe. Wielokrotnie rozmawiając z ludźmi, którzy wskazują na dobre przygotowanie WOT-u do działań wojskowych, ja zadawałem bardzo proste pytanie, dlatego że dla mnie kluczowe jest to, że wiadomo, że nie chciałbym sprawdzić tego nigdy jako obywatel polski,

No to teraz wracamy do ludzi, którzy mają być szkoleni w trybie weekendowym. Ja próbowałem dowiadywać się od znajomych, którzy brali udział w takich szkoleniach WOT-u, no to przypominało mi to trochę harcerstwo tak naprawdę z elementami oczywiście jakiegoś strzelania, no ale umówmy się, że to nie jest poligon w dwa dni w miesiącu, czy tam może trochę więcej, nie da się za bardzo wdrożyć tych podstaw, a jednocześnie na początku ku mojemu wielkiemu zdziwieniu było mówione na początku formowania że to mają być operatorzy niemalże posiadający dostęp do karabinów snajperskich, do broni właśnie typu wyrzutni przeciwpancernych.

I to ma być oczywiście trzymane gdzieś tam w tych małych miejscowościach na gdzieś, żeby po prostu można było szybko się dostać do tych zapasów i podjąć działania. Więc nie rozumiem też... przedstawianie WOT-u trochę jako komandosów, używanie tego określenia terytorialsi, pokazywanie tych zdjęć, jak oni właściwie są obwieszeni sprzętem i biegają i właściwie są taką, nie wiem, dużo osób uważa ich za zwiadowców, nie wiem dlaczego i jak rozmawiałem ostatnio z ludźmi, którzy pokazywali, że słuchaj, no palcem, tak, jeżeli wchodzi ci armia obca, no to na jej czele właśnie idą zwiadowcy, ale to są tacy prawdziwi zwiadowcy, no w przypadku Rosjan to będą to będą ludzie, którzy naprawdę zjedli na wojnie zęby, więc co ci ludzie, którzy na co dzień mają małe doświadczenie wojskowe, mają na takich specjalistów sobie poradzić.

Więc jak rozumiem, WOD tak naprawdę pełni funkcję służby, która raczej zabezpiecza tyły, pomaga ludności, ale czy ona miała w ogóle być brana pod uwagę jako siła uderzeniowa? Absolutnie nie. To o czym mówisz też jest po części efektem takiego zamieszania informacyjnego, które wynikało z jednej strony z takiej nachalnej propagandy, która miała nas przekonać do samej idei WOT-u. Propagandy czynionej także na przekór jakimś intencjom, na przekór zdrowemu rozsądkowi dotyczącemu wojska i wykorzystaniu wojska i tworzeniu tego rodzaju formacji.

Macierewicz był tutaj mistrzem. Jego idiotyczne stwierdzenia z jednej strony o używaniu WOT-u do tłumienia demonstracji, z drugiej strony o używaniu WOT-u jako oddziałów, które byłyby w stanie stanąć naprzeciw rosyjskiego specnazu. To wszystko powodowało taki krzywy odbiór, taki niewłaściwy odbiór. Ja znam wiele osób, które służy w WOC-ie i one bardzo realnie oceniają swoje kompetencje i oceniają swoje możliwości. Wiadomo, że jest to służba, że jest to rodzaj wojska, który absolutnie nie nadaje się do działań frontowych,

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.