Mentionsy Mentionsy
Szkoła Bardzo Wieczorowa Radia Katowice
Szkoła Bardzo Wieczorowa Radia Katowice

Artur Rimbaud

04.03.2026 ·49 min 59 s

W Szkole Bardzo Wieczorowej profesorka Krystyna Wojtynek Musik przypomni życie i twórczość wspaniałego francuskiego poety Artura Rimbaud. Był zaliczany do grona tzw. poetów wyklętych, bowiem nikt przed nim i nikt też po nim nie tworzył takiej poezji, która wzruszała, bulwersowała, stawiała pytania i nie każdy do dziś potrafi ją zrozumieć. Pisał w swoim "Sezonie w piekle" tak " I wiosna przyniosła mi okropny śmiech idioty" Czyż nie jest ta poezja ciągle aktualna? O jego życiu i romansie z Paulem Verlainem, no ale głównie o twórczości z profesorką Krystyną Wojtynek Musik rozmawia Marek Mierzwiak.

Szkoła Bardzo Wieczorowa w Radiu Katowice. Dobry wieczór Państwu. Obok mnie pani profesorka Krystyna Wojtynek-Musik, która dziś przypomni życie i twórczość Artura Rimbaud. To młody, fantastyczny poeta, którego nazywano poetą wyklętym. Ale on już w wieku 15-16 lat pisał takie wiersze, które wywarły na jego znajomych ogromny wpływ. I te wiersze z tego bardzo młodego okresu są bardzo istotne dla jego dalszej twórczości. Pani profesorko, proszę powiedzieć, dlaczego Artura Rimbaud nazywamy poetą wyklętym i jak przebiegało jego młodzieńcze życie, bo on miał życie bardzo ciekawe.

Rzeczywiście, Artur Rimbaud to zjawisko, nazywany był mistykiem w stanie dzikim, Poetą rozjaśniającym wszystkie drogi życia, sztuki i religii, hipisi z lat sześćdziesiątych w Paryżu nazywali się dziećmi bomby atomowej i Rimbauda, zaraz wytłumaczę dlaczego, był systemem słonecznym lub czarną dziurą kosmiczną. Niepojętą i niedoścignioną w swoich głębiach. Był też samoistnym systemem słonecznym, a nasz polski Julian Tuwim nazywał go huraganem w dziejach poezji. No więcej nie trzeba, żeby zachęcić do poznania zarówno twórczości, jak i życia tego niezwykłego młodego chłopca, który urodził się w Charleville.

Na północy Francji, na zupełnej prowincji, na dodatek w niewesołych okolicznościach rodzinnych, ponieważ tata był człowiekiem mało odpowiedzialnym. Najpierw służył w wojsku, więc go nie było w domu. Niemniej pojawiło się czworo dzieci, którymi zajmowała się matka Rimbauda, a potem, kiedy już został odwołany ze służby, stwierdził, że tak czy inaczej życie rodzinne nie jest dla niego i poszedł sobie. Ale matka też mocną ręką trzymała te dzieci i jeżeli coś Artur zrobił nie tak, jak jej się wydawało, to go karała. Matka była surowa, bardzo religijna, z zasadami i rzeczywiście pracowała jako ojciec i matka jednocześnie.

Dyscyplinowała, nie lękała się kar cielesnych, karała także pracami w polu. Była bardzo konsekwentna w tzw. surowym wychowaniu według zasad religijnych. Artur jednak był jej faworytem, dlatego że ona bardzo szybko zorientowała się, że to dziecko jest niezwykłe. Na dodatek to samo powiedzieli, Nauczyciele, kolejni nauczyciele Rimbauda, to dziecko jest geniuszem, przyswaja wiedzę bardzo szybko, w sposób fenomenalny, na wszystko ma własny pogląd, jest niezależny myślowo i bardzo zdolny. Już jako dziecko rymuje po łacinie, przecież to język bardzo wyszukany, a on rymuje po łacinie i te wiersze są naprawdę sprawne według latynistów.

I okazało się, że każdy pisarz jakoś w nim się mieścił, a on z tego wyprowadzał własny pogląd na świat, własne widzenie życia. A zatem od samego początku mówimy o No genialnym chłopaku, czującym literaturę każdym nerwem, każdą komórką. Ale proszę powiedzieć, czy on uważany był już od początku właśnie za genialne dziecko, geniusza, był zrozumiały dla pozostałych, dla rówieśników, dla krytyków sztuki, dla rodziców? Przede wszystkim natura Rimbauda, jego charakter były tego rodzaju, że ludzie bali się go atakować, bo był zbuntowany, krnąbrny, agresywny, nie przebierał w słowach, nie trzymał się zasad, że tak powiem, obyczajowych, potrafił kląć, potrafił bluźnić, w związku z czym rozmowa z nim bywała naprawdę trudna.

Ale proszę powiedzieć, czy w czasie, kiedy on jest w Afryce i handluje i dokonuje jakichś niebotycznych interesów, on pisze? Nie. On nawet nie wie, że jego ekskochanek Verlaine wydaje Poetów Przeklętych, czyli takie studium o poezji powiedzmy sobie tej trudniejszej, tej bardziej ambitnej, wśród nich znajduje się również Artur Rimbaud. Ale on, czyli Verlaine, pisze o nim jako o poecie zmarłym. To jest niesamowite. Publikując jednocześnie jego iluminacje, publikując niektóre wiersze wybrane, a jednocześnie na swój sposób go zabija cywilnie, ponieważ uznaje go za martwego.

Faktem jest, że nie mieli już żadnych kontaktów. Rimbaud w ogóle nie wiedział, że w Europie, w Paryżu zaczął się jego mit. Młodzi najpierw symboliści, ale potem surrealiści robią z niego mistrza, mistrza słowa szalonego, wolnego, mistrza wyobraźni poetyckiej. Mistrza nowych form wersyfikacji, metryki tak zwanej rozzuchwalonej. Jednym słowem on nie wie o tym, że we Francji jest już osobą uznaną za mit. Fakt jednak szybciej nie pojawia nigdzie, że jest w tej Afryce konsekwentnie, nie rusza nic, co ma związek z literaturą, nie kontaktuje się z danymi przyjaciółmi.

To sprawia, że tak naprawdę większość jego dawnych kolegów po prostu nie wie, co się z nim dzieje, a on ich nie zamierza w żaden sposób o czymkolwiek informować. Nigdy zresztą nie tłumaczył się ludziom z tego, co robi, nigdy nie zamierzał kogokolwiek wtajemniczać w swoje zuchwałe plany, Nawet z rodziną rozmawiał ostrożnie, żeby nie być zatrzymanym. A więc ta niezależność, która jest tak wyraźna w literaturze, jest jednocześnie niezależnością chłopaka, który nie liczy się z niczym poza tym, co czuje i czego chce. Dziś, proszę Państwa, w Szkole Bardzo Wieczorowej pani profesorka Krystyna Wojtynek-Musik przypomina życie i wspaniałą twórczość Artura Rimbaud.

W tym obrazie życia człowiek jest pokazany jako istota zatruta jadem, może trucizną, ale na pewno niezdolna pojąć i naraz wiązać kontakt z tą boginią życia. Pani już powiedziała to nazwisko Verlaine. To był jego kochanek. Oni razem byli przez kilka lat, mieli naprawdę burzliwe życie. Proszę teraz przez moment przypomnieć ich relację, bo ona była bardzo burzliwa, żeby nie powiedzieć czasami aż kryminalna. Verlaine, no Verlaine jest o 10 lat starszy i kiedy Rimbaud czyta jego wiersze, to chce się z nim w jakiś sposób skontaktować.

Czuje, że ten poeta, taki nostalgiczny, mistrz nastroju, zrozumie wyobraźnię i zuchwałość literacką Rimbauda. Wysyła do niego pewną ilość wierszy i Verlaine jest zachwycony. Natychmiast zaczynają się ze sobą kontaktować listownie, a potem Verlaine zaprasza Rimbauda do Paryża, gości go w swoim domu, chociaż jest żonaty, żona spodziewa się zresztą dziecka, ale zaprasza go, nie patrząc na protesty żony, do mieszkania, utrzymuje go i bardzo szybko dochodzi do miłości, namiętnej, gorącej miłości, homoseksualnej. Wtedy we Francji homoseksualizm był traktowany bardzo surowo, w związku z czym żona patrzy z niepokojem, rodzice matka jednego i matka drugiego się martwią, ale to nie ma znaczenia dla nich obu.

Jest miłość, miłość szalona i wariacka, natomiast zarówno Verlaine jak i Rimbaud Miewali też kobiety. Mówi się nawet, że Rimbaud na krótkość się ożenił z jakąś afrykańską pięknością, ale nie wiadomo czy to prawda, czy tylko taka opowiastka plotkarska. Natomiast chodzi o to, że ich połączyła najpierw namiętność do literatury, a potem fascynacja fizyczna. No i tu w tym momencie ja nie będę się bawiła w seksuologa, wiem tylko, że homoseksualizm jest miłością. I to była prawdziwa miłość dwóch bardzo niezwykłych istot. Przy czym całkowicie, bym nie powiedzieć, skrajnie innych, ponieważ Verlaine był dobrze urodzony, wychowany po drobnomieszczańsku, a więc przestrzegający zasad elegancji, właściwego zachowania się przy stole, w salonie, a Rimbaud wbrew

Introwertyk. Cichy, nieśmiały, jakim był Verlaine, zdumiewał się szaleństwem, wolnością, zuchwałością i bezstrzelnością i arogancją Rimbauda, a jednocześnie Rimbaud w jakiś sposób mu imponował właśnie tą wolnością od różnego rodzaju etykiet świata. Natomiast czy Rimbaud cokolwiek przejął od Verlaine'a, idąc za głosem krytyków i znajomych, nie. W tej parze dominował od początku do końca Rimbaud. Nawet wybuchy namiętności, te ucieczki, te podejrzenia o zdradę, wszystko to płynęło od Verlaine'a do Rimbauda, bo Rimbaud nawet tu się nie liczył z nikim. Miał ochotę się z kimś spotkać, to się po prostu spotykał.

Nikogo nie pytał o zdanie nigdy. W związku z czym dochodzi do dramatycznej sytuacji w drugim roku ich znajomości, kiedy Rimbaud znudzony już Verlaine'em mówi, dość tego, zostawiam cię, odchodzę, uciekam. Verlaine strzela. Znaczące jest to, że wcześniej kupił ten jednak pistolet i wyposażył go w naboje. Czyli liczył się, że może dojść do takiej sytuacji, że nie wytrzyma. Kto wie, czy nie chciał unicestwić wręcz Rimbauda, żeby wreszcie uwolnić się od tego demonicznego, szatańskiego młodzieńca. Rzeczywiście strzela, ale rani Rimbauda tylko w nadgarstek. Niemniej dla policji jest to wystarczający powód, usiłowanie zabójstwa, jakby nie było.

I dwa lata Verlaine spędza w więzieniu, pisząc, modląc się. Przechodzi tam bardzo głęboki kryzys religijny, postanawia wrócić na łono kościoła. Natomiast Rimbaud próbuje wycofać to oskarżenie policji, próbuje jakoś bronić, jakoś czuje, że to nie tak. Czuje się też winny, bo sposób w jaki traktował Werlena był po prostu okrutny. Ale policja nie słucha, ma miejsce rozprawa i Werlen dwa lata spędza w więzieniu. On się rozwodzi z żoną? Żona występuje o rozwód. Żona ma dość. Rodzi się synek. W zasadzie Veren w ogóle nie interesuje się ani nią, ani dzieckiem. Próby, jakiekolwiek próby, które jeszcze podejmuje podczas spotkania z Rimbaudem, łagodzenia żony, jakiegoś takiego polubownego załatwienia tego małżeństwa, nie wychodzą.

Ona nie chce mieć nic wspólnego i występuje o rozwód. Od Werlena to zresztą urządza, tym bardziej, że po wyjściu z więzienia zostaje nauczycielem i zakochuje się w swoim uczniu. I na szczęście czy nieszczęście zarówno Rimbaud jest wolny od Werlena, jak i Werlen jest wolny od Rimbauda. Niemniej Werlen... Publikuje iluminację, wychwalając ją pod niebiosa, twierdząc, że to jest najszczyt poezji francuskiej i jest lojalny twórczo wobec Rimbauda. Przyznaje mu talent, przyznaje mu niesłychaną wyobraźnię literacką, wielką swobodę metryczną, wersyfikacyjną, swobodne poruszanie się po nowatorskim sposobie traktowania wiersza i liryki w ogóle.

Ale nie spotykają się już i prawdę mówiąc obaj zachowują w sobie ranę tego spotkania, które było tak dramatyczne. O tej niezwykłej miłości powstał film Agnieszka Holland. Kilka lat temu nakręciła właśnie obraz zatytułowany Całkowite zaćmienie. W roli Rimbauda widzimy tam Leonarda DiCaprio. Można ten film oglądać, ponieważ opowiada on o naprawdę dziwnej, niespotykanej miłości. Ale, pani profesor, wracajmy do twórczości. Artura. On jest w dalszym ciągu w Afryce. Miłość z Werlenem ma już poza sobą. Pisanie też. I jest biznesmenem.

Szalony, ale też wyklęty i wówczas chyba niezrozumiały do końca. Do dzisiaj są problemy z rozumieniem poezji Rimbauda, dlatego że trzeba przestać myśleć w kategoriach literatury prawdopodobnej. U niego nic nie musi być prawdopodobne. U niego wszystko może być wolną fantazją, wyobraźni, która nie zna granic. Ja bym chciała tu jednak przeczytać fragmencik Bardzo proszę. Z jego najsłynniejszego statku pijanego. To przepiękny poemat. Znam nieba pękające w gromy i wichrzyce, nawroty wściekłe wałów, prądy. Znam wieczory, znam jutrzenki srebrzyste jako gołębice.

Artura Rimbaud w Szkole Bardzo Wieczorowej wykłada pani profesorka Krystyna Wojtynek-Musik. Szkoła Bardzo Wieczorowa w Radiu Katowice. Nie śpij, bo nie będziesz wiedział. Pani profesorko, mam tutaj książkę Krystyna Wojtynek-Musik, Terra Rhetorica w poezji Rimbaud. Wydała ją pani w 2006 roku, ponieważ wydaje mi się, że od wielu, wielu lat jest pani zafascynowana jego poezją i jego życiem. Artur Rimbaud, co dla pani znaczy dziś? To jest niełatwe pytanie, dlatego że psychologicznie rzecz biorąc, to on mi imponuje.

Nie miałabym nigdy takiej odwagi jak on, nie potrafiłabym być nigdy taka wolna jak on, a poza tym nie mam takiego aparatu poznawczego, aparatu mownego, żeby tak kontaktować się z ludźmi jak on. Nie mam też tego genu ryzyka, przygody, nieznanego. Nie mam tego, ale kiedy czytałam jego poezję, wiedziałam bardzo wcześnie, na studiach już, czułam, że ta poezja odbiega od normy, ale ta norma była bezpieczna, w związku z czym wydawała się łatwiejsza dla studentów, bo rozumieli Baudelaire'a, Z Mallarmé już było gorzej, ale z Rimbaud było najgorzej.

Dlatego, że podczas lektury Rimbaud, nawet na ćwiczeniach, myśmy nie umieli tego świata jego połączyć w pewną całość. Tam wszystko wydawało się tętnić życiem, którego nie ma, które jest wyobrażone, które jest tylko potencjalne, wirtualne, ale nie rzeczywiste. I zrozumieliśmy wtedy, i to było zdanie większości... Wielokrotnie poziomy przeciętności, ale wtedy dostać się na te daleko idące schody jest bardzo trudno. Tym bardziej, że myśmy się uczyli jednak języka francuskiego jako obcego, to nie była nasza mowa polska.

Niemniej, jeżeli jest ktoś, kogo można by W jakiś sposób zestawić się z Rimbaudem, no to był Przyboś na przykład. To był na pewno Tuwim w niektórych sytuacjach. To mogli być Skamandryci częściowo. Oni zresztą jakoś tam flirtowali z tą poezją. Iwaszkiewicz często mówił na ten temat. Tak, Iwaszkiewicz wręcz podziwiał, też przyznając, że takiej wyobraźni nie posiada, że jest zbyt prozaiczny, żeby być Rimbaudem. No i ja mogę powiedzieć to samo. Ja mogłam zajmować się ziemią, jak on tą ziemię przekształca, jak on z niej robi budulec poetycki. Jak ziemia jako przestrzeń, jako pokarm, jako osłona, azyl, jak ziemia jest przez niego traktowana?

I przyznaję, że czytając już jako osoba dorosła, zajmująca się symbolistami od kilku dobrych lat, wiem jedno – wyobraźnią nie ma sobie równych. Jak można łączyć tak odległe byty, tak odległe stworzenia, istoty? On zresztą mówi – chce kwiatów jak krzesła. Zamiast krzewu dajcie mi słup telegraficzny. Z wszystkiego wydobędę poezję, bo poezja jest wszędzie, jeśli tylko mamy zmysł jasnowidzącego. A powiedzmy sobie szczerze, że jasnowidzący człowiek nie zdarza się codziennie. Powiedziała Pani na początku tego wykładu, że hippisi też byli zafascynowani jego poezją. Jim Morrison, lider zespołu The Dolls, często powtarzał, że Artur Rimbaud to jego poeta.

Tak, a w Polsce Jonasz Kofta był wielkim miłośnikiem Rimbauda. Ale też czując jednocześnie przepaść między sobą a nim. O to chodzi. Morisson czy Kofta, prawda jest taka, że oni czuli pobratymstwo krwi, ale nie byli w stanie wydobyć z siebie takiego gejzeru wyobraźni. Takiej nieskrępowanej, spontanicznej halucynacji słów. To było naprawdę wyjątkowe zjawisko. Co dziś zostało z poezji Artura Rimbaud? Czy my możemy, czytając te jego wiersze dziś, doświadczeni przez wojny, doświadczeni przez to, co się dzieje na co dzień, bardziej możemy zrozumieć tę jego poezję, która jest nieosiągalna dla przeciętnego człowieka?

Jest tylko jeden sposób, żeby choć trochę zbliżyć się do Rimbauda. To jest zachwyt istnieniem. Istnienie jest dla Rimbauda największą tajemnicą kosmiczną, transcendentną. Co to jest istnienie? Skąd ono się wzięło? Jak ono funkcjonuje? Gdzie jest ten Bóg, który tym wszystkim zarządza? Dlatego się mówi o Rimbaudzie, że jest mistykiem, bo on czuje nieomal, jak to jest, kiedy powstaje życie, powstają formy, stworzenia, cała natura, chmury, gwiazdy, galaktyki. On czuje się kosmiczny. To jest niesamowite, ale dla mnie to jest najbardziej kosmiczne z poetów.

Tylko proszę mi powiedzieć, dlaczego w tym XXI wieku, w XX zresztą też, Rimbaud był w zasadzie nieznany, nie cytowany, nie wydawano jego poezji, został nie tyle poetą wyklętym, co poetą zapomnianym i na marginesie. No tak jak powiedziałam, bo to nie jest poezja łatwa. Pamiętajmy, że wchodzimy w świat, który jest dla nas nieosiągalny. Świat drugiego człowieka, zamknięty w jego mózgu, w jego wrażliwości malarskiej, muzycznej, obrazowej. A ten świat może być przekazany tylko słowem, bo słowo jest systemem komunikacji póki co, a już na pewno dla poety. Ale słowo jest

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.