Weto ws. SAFE. "Rząd słabo komunikuje, jakie będą skutki"
Nie milkną echa po decyzji Karola Nawrockiego dot. SAFE. W Polskim Radiu 24 prof. Krystian Dudek zwrócił uwagę, że rząd "słabo komunikuje, jakie będą konsekwencje decyzji prezydenta". - Wystarczyłoby zaprosić na dużą konferencję prasową trzech wojskowych, trzech ekonomistów, człowieka, który był w Ukrainie i widział wojnę. Pokazać ludziom zdjęcia, czym się to kończy i jak to wygląda - mówił politolog.
No dobrze, to kto na tym zyska, kto na tym straci? No bo pan prezydent z jednej strony mówi, przecież są pieniądze i to na 0%. Rząd odpowiada, nie ma tych pieniędzy i jedynym sposobem na to, żeby no właśnie jakby wspierać armię, to jest ta nisko oprocentowana pożyczka. Kto na tym zamieszaniu zyska, kto straci, pańskim zdaniem? Znaczy stracimy wszyscy my, Polacy, dlatego że, no ja bym zapytał, jeżeli ktoś krytykuje, ja rozumiem, że to politycznie pasuje na przykład prawej stronie, ale jak my spojrzymy generalnie na to, jakie jest poparcie dla Unii w Polsce, to korzyści z Polski... Korzyści z Unii Europejskiej w Polsce widzi 77% ludzi. Według sondaży, do których ja zaglądałem przed naszą rozmową, za pole exitem jest 24-25%.
Poparcie dla Unii tak w ogóle jest 69%. Więc my jesteśmy bardziej... Jeżeli już nie jesteśmy euroentuzjastami, to jesteśmy eurorealistami. Natomiast my dokładnie wiemy, ile ta Unia nam dała. Ale może w takim razie rząd powinien to też powtórzyć. Przecież wystarczyłoby zrobić kampanię informacyjną i powiedzieć ludziom, ile rzeczy w ich miastach powstało dzięki Unii albo ze wsparciem Unii. I to jest prosta odpowiedź na to.
Że my robimy wbrew sobie pewne rzeczy. My nawet dbając o bezpieczeństwo Polaków, musimy to robić wbrew sobie. Gdzie my możemy znaleźć lepszy wspólny mianownik? Mądrzejszy, rozsądniejszy, tak bardziej nad podziałami. No nasze bezpieczeństwo chyba jest... Pierwszym i jest liderem bezwarunkowym. No a tu i tak widzimy, że Polacy się potrafią o to pokłócić. Panie profesorze, kiedy szef kancelarii prezydenta, pan Zbigniew Bogucki, mówi, nie ma mowy o żadnym polexicie i według niego Karol Nawrocki przez cały czas swojej prezydentury jasno mówi, że miejsce Polski jest w Unii Europejskiej, to czuje się pan przekonany? Ja osobiście uważam, że nie ma miejsca dla poliexitu, bo widzimy, jak się to stało w Wielkiej Brytanii.
Zresztą przed chwilą w serwisie informacyjnym też to było tutaj wspominane. Natomiast to się ładnie nazywa soft exit discourse, czyli używamy tego argumentu, żeby straszyć. To jest takie narzędzie mobilizacji politycznej. I gramy sobie tym, bo musimy wokół czegoś się jednoczyć. Najlepiej jest mieć jakiegoś wroga. I teraz, jeżeli ktoś sprytnie znajduje jakieś paradoksy niedociągnięcia Unii Europejskiej, a przecież takie są, my wszyscy o tym wiemy, to nie jest idealna instytucja czy organizacja, i on teraz to powtarza i mówi, dlatego powinniśmy mieć tego dość, to część ludzi, którzy nie słyszą albo nie pamiętają, albo ktoś im nie przypomni tego, co ta Unia teraz daje i czy ona jest, czy jest, czy ma jakąś alternatywę, to ludzie powiedzą, no tak, tak, no to jest bez sensu.
No i na tych sentymentach się gra. A jeżeli Donald Tusk mówi, polexit to dzisiaj realne zagrożenie, pragną go obie konfederacje i większość PiS, Nawrocki jest ich patronem, rozwalić Unię chcą, Rosja amerykańska maga i prawica europejska z Orbanem na czele, dla Polski byłaby to katastrofa, zrobię wszystko, żeby ich powstrzymać. To straszenie polexitem przez premiera, to z punktu widzenia takiego politycznego marketingu, to jest odpowiednia strategia? Jak pan to ocenia? Dzisiaj rządzą emocje i im bardziej radykalne stwierdzenie i określenie, tym skuteczniejsze i ma większe zasięgi. Gdybym miał odpowiedzieć wprost, czy czuję w tym ziarno prawdy, to musiałbym się powołać na przykład na historię Wielkiej Brytanii, gdzie też taki euroexit sobie
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.