S07E11: "Podróż na Księżyc" (1902) || Gościnnie: prof. dr hab. Małgorzata Hendrykowska
O filmie "Podróż na Księżyc" (1902) Georges'a Mélièsa rozmawiam z prof. dr hab. Małgorzatą Hendrykowską (UAM).
Granego przez Mélièsa, dodajmy. Sam gra tę główną rolę. Pomnik, który jedną ręką wskazuje na stronę księżyca, w drugiej trzyma parasol, czyli tą broń, którą się posługiwali, a nogą naciska na... Na głowę księżyca, wyobrażenie księżyca, który ma bardzo skrzywioną, taką w bólu skrzywioną twarz. No to jest taki właśnie gest zdobywcy, ale najbardziej takie dla mnie poruszające jest to, że w samym finale pojawia się też ten nieszczęsny Selenita, który załapał się na... Wielki śmiech z tego wszystkiego, całego zadęcia państwowego.
A z drugiej strony jest to taka groza lekka, z tego przebija taka ironia bardzo gorzka, gdzie ci astronomowie okazują się takimi zdobywcami, którzy traktują przybysza z obcej planety jako zdobycz, jako dzikusa, którego zdobyli i teraz będą go pokazywać na sznurku. Ta finałowa scena jest tym dotkliwsza, że jesteśmy przecież we Francji kolonialnej, prawda, we Francji, która ma swoje zamorskie kolonie i tutaj... Nie jedną, tak. Nie jedną. I tutaj ten widok właśnie tego selenity, czyli mieszkańca Księżyca, który został, został niejako przywieziony, prawda, czy przynajmniej doczepił się do tej rakiety spadającej siłą grawitacji, to już odpuszczamy.
Bo mają ku temu tendencję. Mają ku temu tendencję, tak. Więc on ma pełne takie poczucie filmowości, ale skoro jeszcze mówimy o tej filmowości, to tam jest taki moment niezwykle interesujący, który świadczy o jego myśleniu filmowym. że pewne sceny są bardzo krótkie, a pewne są długie. I tutaj to nie jest tak, jak pisał na przykład Georges Sadul, że on tam po prostu klei te kawałki taśmy, które nakręcił. Na przykład ten cały moment przekomiczny i nie mający nic wspólnego. Z tym, co się naprawdę mogło wydarzyć, kiedy astronomowie uciekają przed selenitami, no i profesor, jak kapitan na statku, ostatni dobiega i udaje mu się wejść do rakiety, ale do tego doczepia się jeszcze, do jeszcze selenita, groźny selenita, no i razem odbywają ten podróż.
Jesteśmy w świecie wolnej wyobraźni. Całkowicie wolnej wyobraźni. Tutaj jest jedno zdanie, które najbardziej chciałbym podkreślić z całej książki, bo uważam, że ona dotyka sedna. Pani profesor pisze... Żelaznym, nieprzedawnionym kapitałem Mélièsa była wyobraźnia. I to chyba jest... Parasol może być grzybem, a teleskop... Może być też bronią, bo parasol służył do tego, żeby unieszkodliwić selenitę. Zaskakująco łatwo się to sztabu unieszkodliwia. Wystarczy dotknąć tym parasolem i oni już od razu giną. To są rzeczy niezwykłe. I gdzieś tam chyba można poprowadzić taką linię między Mélièsem a... A tym, co dzieje się dzisiaj, kiedy, nie wiem, James Cameron kręci Avatara na przykład, prawda?
podróż w stronę Jupitera, dokładnie o tym samym, albo podróż też na Księżyc, tyle że kończyła się tak, że rakieta lądowała nie w oku, a w ustach. A, taki remake, a w zasadzie wiatr. Wiatr, oczywiście. A z kolei ten Selenita, który wylądował na Ziemi, to okazywała się piękna księżniczka, która wyszła w zamurze jednego z astronomów. No, dziesiątki były takich rzeczy. Historia okazała się sprawiedliwa, bo nie te filmy się zachowały, znaczy przedostały się do naszej świadomości, tylko Podróż na Księżyc. Potem taka bardzo delikatna i nieprzyjemna sprawa z bratem Gastonem, który miał pilnować jego interesów w Stanach Zjednoczonych, a tymczasem on jako Gaston Georges, pierwsza litera imienia taka sama.
Trzeba ogromnej wyobraźni, żeby pokazać, że można odlecieć z Księżyca razem z selenitą, wylądować w morzu. W którym pływają ryby. W którym pływają ryby, bo to jest też jeden z trików Mélièsa. On filmował wiele rzeczy przez płaskie akwarium i uzyskiwał ten efekt głębi. No ale tam profesor siedzi na rakiecie i wiosłuje, a Selenita nadal uczepiony jest rakiety i płynie w kierunku brzegu. To jest taka materializacja wyobraźni bardzo Poetyckiej, która już później wydaje mi się była tylko naśladownictwami Mélièsa. To ma poza tym taki ogromny wdzięk, no broń Boże nie prymitywu, tak jak pisali historycy starszej daty, ale właśnie taki ogromny wdzięk przełomu XIX i XX stulecia.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.