Mentionsy Mentionsy
SpoilerMaster
SpoilerMaster

S04E12: "Kabaret" (1972) -- CLASSIC

08.04.2022 ·2 godz 8 min

Opowiadam o filmie „Kabaret” (1972) Boba Fosse’ego. O kontekście międzywojennego Berlina opowiada prof. Iwona Luba (Uniwersytet Warszawski). 00:00:00-00:00:19 CZOŁÓWKA (kompozytor: Artur Guza) 00:00:19-00:11:19 POWITANIE 00:11:19-00:16:02 ROZDZIAŁ 1: Kilka słów o „Kabarecie” 00:16:02-00:29:45 ROZDZIAŁ 2: Kim był Christopher Isherwood? 00:29:45-01:01:00 ROZDZIAŁ 3: Berlin epoki Weimarskiej 01:01:00-01:22:05 ROZDZIAŁ 4: Kabaret Broadwayowski 01:22:05-01:30:25 ROZDZIAŁ 5: „Kabaret” filmowy - początki 01:30:25-01:42:52 ROZDZIAŁ 6: „Kabaret” filmowy - zdjęcia 01:42:52-01:50:20 ROZDZIAŁ 7: „Kabaret” filmowy - arcydzieło 01:50:20-02:02:00 ROZDZIAŁ 8: „Kabaret” filmowy - recepcja 02:02:00-02:08:09 ROZDZIAŁ 9: Drugie życie „Kabaretu”

Sięgnąłem do autobiografii producenta Saja Fewera pt. I got the show right here. The amazing true story of how an obscure Brooklyn horn player became the last great Broadway showman. Sięgnąłem także do autobiografii Joella Greya pt. Master of Ceremonies, a memoir wydanej w Nowym Jorku W 2016 roku. Artykuł Alicji Hellman pt. Sully Bowles ukazał się w miesięczniku Kino w roku 2018 w numerze pierwszym i stanowi pigułkę wstępu do postaci Sully Bowles. Opowiadania Christophera i Sherwooda Pożegnanie z Berlinem w przekładzie Marii Skroczyńskiej-Miklaszewskiej wydał w roku 1992 czytelnik. Nie jest to jedyne polskie wydanie tych opowiadań, ale ja korzystają właśnie z tego.

Ale to właśnie Kabaret przyniósł Fossiemu ogromny splendor, włącznie z Oscarem dla najlepszego reżysera. Film opowiada o brytyjskim pisarzu, młodym, nieopierzonym Brianie Robertsie, w tej roli Michael York, który w roku 1931 przyjeżdża do Berlina u schyłku epoki Republiki Weimarskiej. Troszkę więcej o Republice Weimarskiej mówiłem w odcinku poświęconym Błękitnemu Aniołowi, Josefa von Sternberga, Odsyłam także do tamtego odcinka, a za chwilkę więcej o Berlinie opowie nam profesor Iwona Luba. Brian poznaje ekscentryczną i wyzwoloną szansonistkę kabaretową Sally Bowes, Amerykankę graną przez Liza Minelli, która wynajmuje pokój w tej samej czynszówce, a właściwie w rodzaju pensjonatu prowadzonej przez

Brian, który na początku deklaruje Sully, że jest albo aseksualny, albo homoseksualny, koniec końców wikła się w romans zarówno z nią, Jak i z Maximilianem von Heunem, zamożnym niemieckim arystokratą, który najpierw rozkochuje w sobie oboje, a następnie oboje porzuca. Sally jest w ciąży. Przez moment planują razem z Brianem wspólne wychowanie tego dziecka, ale Sally zmienia zdanie. Bez rozmowy z Brianem dokonuje aborcji, co niszczy między nimi zaufanie. Brian zbiera się do wyjazdu Z Niemiec żegnają się na dworcu i Brian zostawia ze sobą i Sally Bowles, która odchodzi w swoją niepewną przyszłość pełną marzeń o sławie, i Berlin, który, jak widzimy w ostatnim ujęciu, jest coraz to pełniejszy na ramiennych swastek.

W Berlinie jednym z nich był Cozy Corner, a sam Isherwood wprowadził się w roku 1930 na ulicę Nollendorfstrasse nr 17. To właśnie widok z tego okna opisywał w ustępie, który przed chwilą przeczytałem. To tam, w tym mieszkaniu, poznał niejaką Jean Ross. Jean Ross była nie tylko aktorką, nie tylko piosenkarką, przynajmniej próbowała nią być, ale także, co bardzo ważne, była aktywną dziennikarką, aktywistką polityczną o zacięciu lewicowym, a później także scenarzystką dla wytwórni filmowej UFA w Berlinie. Innymi słowy, była postacią o wiele żywszym życiu politycznym i intelektualnym, Będzie to w przypadku postaci, którą zainspirowała, a mianowicie Sally Bowles.

Christopher Isherwood po raz pierwszy opisał Sally Bowles w opowiadaniu właśnie pod tym tytułem, ukończonym w roku 1936. W roku 1937 Isherwood publikuje powieść Pan Norris się przesiada, w 1939 roku publikuje zbiorek opowiadań Pożegnanie z Berlinem, a w roku 1945 zebrane jego historie berlińskie zostają opublikowane właśnie jako The Berlin Stories. Ważne jest, że później już po filmie w roku 1976 Christopher Isherwood wróci do swoich lat berlińskich i opisze je w trybie bardziej pamiętnikarskim. W opowiadaniach posługuje się swoim alter ego, które nazywa się Christopher Isherwood, ale jest przekręcane przez właścicielkę mieszkania, panią Thurau jako Herr Isilu.

Natomiast w książce z 1976 roku Isherwood już pisze bardziej w pierwszej osobie, dosłownie właśnie w trybie pamiętnikarskim, Co istotne, ta wspomnieniowa książka zostanie w 2011 roku przełożona na film BBC, film telewizyjny, pod tytułem takim samym jak książka, czyli Christopher and His Kind, czyli Christopher i Jemu Podobni, z Mattem Smithem jako Isher Woodem i Imogen Putz jako Jean Ross, nie Sally Bowles, albowiem, tak jak wspomniałem, tutaj trzymano się mocniej wydarzeń prawdziwych. Czytane dzisiaj opowiadania Sherwooda mają oczywiście walor kroniki obyczajowej tamtego czasu, bardzo luźnych obyczajów, stanowią także pewien rodzaj gry z czytelnikiem, albowiem homoseksualizm autora wciąż nie może się w całej pełni objawić na tych stronicach, chociaż wątek aborcyjny, który obecny jest później także w sztuce i w filmie już się pojawia, co także było kontrowersyjne,

Natomiast te opowiadania są faktycznie taką serią zdjęć, tak jakby rzeczywiście Isherwood był kamerą i na jednym z tych zdjęć uwieczniona jest właśnie aspirująca aktorka, cudowna w swoich manieryzmach i niekonsekwencji, a także w tym, co chyba Isherwood najbardziej w niej podziwia, czyli w pewnym rysie niepoprawnej marzycielki, a zatem właśnie Sully Balls. Kiedy po raz pierwszy pojawia się w opowiadaniu, które nosi jej imię, Czytamy o niej tak. Kiedy nakręcała numer, zauważyłem, że paznokcie ma pomalowane na szmaragdowo. Kolor dobrany niefortunnie, gdyż zwracał uwagę na jej ręce, mocno zażółcone nikotyną i brudne jak u małej dziewczynki. Była mocną brunetką i mogłaby uchodzić za siostrę Fritza.

Podeszła i usiadła na kanapie koło Fritza, zapadając z wystchnieniem w poduszki. Daj mi trochę kawy, kochasiu. Umieram z pragnienia. Pojawia się Sally Bowles na tych kartach i właśnie jest taka roztrzepana, zmysłowa, luźna w obyczaju, marząca o wielkich pieniądzach i więcej karierze i ciągle zależna od mężczyzn, z którymi się spotyka, ponieważ każdy kolejny ma być tym, który okaże się dla niej mostem do wielkiej kariery. Warto powiedzieć, że ta postać, której wcielenia będziemy dzisiaj śledzić, nie za bardzo przypadła do gustu samej Jean Ross, która stanowiła jej pierwowzór. Później dzieci Jean Ross twierdziły, że ich matka zawsze mówiła, mimo że pozostawała w przyjaznych stosunkach z Isherwoodem w zasadzie do końca swojego życia, on ją przeżył, ona zmarła na początku lat 70.,

Mianowicie, że mówiła swoim dzieciom, że tak naprawdę powieściowa Sully Bowes była rodzajem seksualnego kamuflażu, że tak naprawdę nie była nią, to znaczy Jean, tylko że jest zakamuflowanym portretem jednego z męskich kochanków. I Sherwooda, innymi słowy, jak powiedział o niej Alan Cumming w świetnym filmie dokumentalnym The Real Cabaret z roku 2009, który Wam polecam, jest dostępny na YouTubie, była rodzajem literackiej brody. A zatem broda w slangu gejowskim to kobieta zapraszana na oficjalną imprezę po to, aby zamarkować heteroseksualizm tego, kto zaprasza. W tym przypadku Sully Bowles byłaby tak naprawdę rodzajem maskowania, a pod maską Sully kryłby się jeden z kochanków i Sherwooda.

Prawda na pewno jak w tych przypadkach literackich jest złożona i skomplikowana, jedno co na pewno wiemy to to, że Jean Ross była osobą o wiele bardziej politycznie świadomą od Sully, Sali ignoruje to, co dzieje się w Berlinie lat 30., niejako na jej oczach, a Jean Ross była mocno zaangażowana zarówno w swojej publicystyce, jak i w scenariopisarstwie, a także później, kiedy to pisała obszernie o hiszpańskiej wojnie domowej, była kimś mocno politycznie zaangażowanym. I to do końca swoich dni. Sali taka z pewnością. Pozostałe postaci, które pojawiają się na tych kartach to oczywiście liczna zaludniona galeria, ale może wymieńmy kilka, albowiem pojawiły się one później także w różnych wcieleniach kabaretu.

Warto pamiętać, że Berlin tamtego czasu był także przestrzenią literackiej inspiracji dla Isherwooda. To tam poznał wielu autorów, którzy go inspirowali, z którymi kłócił się i dyskutował o literaturze i jeden z tych autorów nawet użyczył nazwiska Sully Bowles, albowiem Sully Bowles nazywa się tak dlatego, że tak nazywał się ceniony przez Isherwooda Paul Bowles, autor wydanej w roku 1949 powieści Pod osłoną nieba. W 1903 roku Sherwood z Berlina wyjeżdża i w ten sposób domyka ten rozdział, albowiem resztę życia spędzi przede wszystkim w słonecznej

S04E12. S04E12. Więc to tam jest bardzo mocno wyczuwalne. Figurą z kolei centralną opowieści jest Sally, czyli Sally Bowles, która w filmie jest Amerykanką i marzy o tym, że do kabaretu, w którym występuje, oczywiście ona ma fryzurę trochę upozowaną na Louise Brooks z kolei, czyli na jedną też z ikon właśnie kina tamtego okresu, no ale jej marzeniem jest to, że któregoś wieczora do kabaretu Kit Kat Club przyjdzie Max Reinhardt kilkakrotnie o tym mówi. No i teraz pytanie właśnie, kim był na mapie tego miasta Max Reinhardt i czy było w ogóle prawdopodobne, żeby on rzeczywiście taki kabaret, nie wiem, może w poszukiwaniu nowego talentu odwiedził?

Była serią obrazków ukazujących właśnie owego kolorowego ptaka, jakim była Sally. Przypomnę, że w opowiadaniu I. Sherwooda i w tej wersji także Sally jest Brytyjką. To ona jest centrum spojrzenia i podstawowe jej rysy są już na miejscu. John Van Druten przyjął napisanie tej sztuki jako swego rodzaju wyzwanie. W rozmowie przeprowadzonej na przełomie lat 40. i 50. z autorką innego hitu, tzn. książki 101 dolmatyńczyków, niejaką Dodie Smith, Otóż Dodie Smith w tej rozmowie powiedziała mu przewrotnie, że nie wierzy, by opowiadania berlińskie Isherwooda dało się zaadaptować na potrzeby sceny.

Van Druten przyjął to jako wyzwanie i rzeczywiście zaadaptował Isherwooda, przy pełnej świadomości oczywiście autora, który już także snuł pewne plany i to nawet z W.H. Odenem, że być może wokół jego opowiadań berlińskich można by było nawet zrobić musical. Ale to te plany dopiero później zaczną pączkować. Tak czy inaczej sztuka I Am A Camera została przyjęta całkiem nieźle, mimo paru uszczypliwych także recenzji. Grająca Sally Bowles, Julie Harris otrzymała nawet za nią nagrodę Tony. Sali była fascynująca, jej wolność moralna i taka niespożyta wola życia przede wszystkim, na przekór wszelkim konwencjom, była czymś, co bardzo selektryzowało widownię.

I nawet w roku 1955 Henry Cornelius, reżyser co prawda urodzony w Afryce Południowej, ale znany przede wszystkim z brytyjskiej komedii Genowefa o wyścigach samochodowych na angielskiej prowincji, nakręcił film I Am A Camera z Julie Harris powracającą jako Sully Bowles powtarzającą swoją rolę sceniczną i z Laurencem Harvey'em jako odpowiednikiem Sherwooda. Oczywiście te sztuki miały jedną poważną wadę, mianowicie nie mogły nawet sugerować homoseksualizmu postaci Isze Rudowskiej, przez co brak wszelkiego erotycznego zainteresowania między tą dwójką, tzn. sali i bohaterem głównym, był trochę trudny do wytłumaczenia.

Tak czy inaczej, Sully była postacią wyprzedzającą swój czas, zwłaszcza jak na połowę lat 50. w kinie brytyjskim i amerykańskim. Dość powiedzieć, że w wielu recenzjach powtarzało się, że film jest zbyt odważny, między innymi przez sugerowanie tematu aborcji, który co prawda został wygodnie pominięty, a właściwie wyminięty, najpierw wprowadzony jako możliwość, ale następnie Sully dowiadywała się, że ciąża była fałszywym alarmem. W ten sposób To pierwsze wcielenie teatralne Sally Bowles można powiedzieć było swoistym ziarenkiem, które powoli zaczęło kiełkować. Tak jak wspomniałem, nawet Christopher Isherwood zaczął się w pewnym momencie zastanawiać, czy może właśnie jego opowiadania berlińskie nie byłyby dobrą podstawą do muzycznego przedstawienia.

Obszar akcji właściwej, to znaczy tej, w której Isherwood, nazwany tu Cliffem, poznaje Sally Bowles, w której rozgrywa się także romans Frola i Schneider, czyli właścicielki domu, która zaczyna romansować z żydowskim właścicielem sklepu spożywczego, co następnie okazuje się problemem w kontekście wzrastających sił nazistowskich. A z drugą przestrzenią sceniczną byłby właśnie KitKat Club, na którym rządziłby nieco demoniczny mistrz ceremonii i piosenki na tej scenie komentowałyby akcje. Pomiędzy tymi dwiema przestrzeniami była przestrzeń tak zwanego limbo, czyli ani sceny, ani życia, to właśnie w przestrzeni limbo w pewnym momencie pod koniec przechodziła w znaczącym ruchu sali. To, co istotne, zapominamy o tym, kiedy znamy tylko film, który wyłącznie, z jednym wyjątkiem, umieszcza piosenki właśnie na scenie KitKat Clubu.

Otóż ten wątek bardzo, bardzo podkreślał właśnie ową niszczącą siłę uprzedzenia, jaka niszczy miłość tych dwójki, już starszych zresztą, Później te motywy oczywiście będą obecne, ale będą na różne sposoby ewoluować. Ważne jest, że oglądany dzisiaj, a są rejestracje całego kabaretu w sieci, można także przeczytać libretto, pokazuje wyrazistą właśnie tą dwoistość. To znaczy, że z jednej strony dzieje się wszystko to, co dotyczy dwóch par bohaterów, czyli właśnie Cliffa i Sully i Fräulein Schneider i Herr Schulze, a z drugiej strony mamy te Komentujące akcje piosenki rozgrywające się na scenie KitKat klubu.

I to jest bardzo pouczające doświadczenie. Cliffem, czyli Michelle Woodem, był na scenie Bert Convoy. W rolę Sally Bowles wcieliła się ulubiona aktorka Otto Premingera, Jill Haworth, która była swoją drogą dosyć krytykowana w tej roli. A co ważne, Prince odrzucił kandydaturę popieraną przez Candera i Eba, niejakiej Liza Minnelli, mimo że miała już na koncie tony właśnie za rolę Flory w Flora de Les Menes, ale jednak uznał, że uwaga, jest za zdolna. Sully Bowles nie powinna być zanadto zdolna, albowiem gdyby była tak świetną piosenkarką jak Liza Minnelli, no to przecież ktoś by w tym Berlinie zwrócił na nią uwagę. To będzie kość niezgody, która będzie dotyczyć także filmu.

Christopher Aysewood powie właśnie Później, że film wydał mu się niewiarygodny, ponieważ gdyby na scenie berlińskiej występował ktoś tak utalentowany jak Liza Minnelli, to jak sam i Sherwood powie, zleciałoby się tam pół Europy i stałaby się natychmiast gwiazdą. Zostawiam to do Waszej oceny, ale zwracam uwagę, że to właśnie Jill Howard wystąpiła jako Sully na scenie. Był to tak duży sukces, także w postaci ośmiu nagród Tony i docenienia tego, że dorosłe tematy pojawiły się na scenie broadwayowskiej, że pojawiło się pytanie o to, czy będzie adaptacja. No, co do tego nie było wątpliwości, że w końcu Hollywood zapuka i upomni się także o Kabaret. Co bardzo istotne także, jeżeli znacie film i zapoznacie się z nagraniami musicalu nawet w postaci audio, jest to, że

Gene Kelly był świetnym choreografem, Billy Wilder znał Berlin jak własną kieszeń, no a Joseph L. Mankiewicz był intelektualistą i było wiadomo, że zainteresuje go taka postać jak Sully Bowles i przeniesienie tak szlachetnego materiału literackiego na ekran, ale jednak. Dobrze się stało, że Feuer zaufał Bobowi Fossemu. Bob Fosse był w tamtym momencie, w trudnym momencie swojej kariery. Słodka Charity, jego pierwszy film wedle musicalu, który sam rozwinął wcześniej z Gwen Verdon, opartym na Nocach Kabiri, Federico Felliniego odniósł klęskę finansową. Innymi słowy, pierwszy jego duży film Okazał się klęską i było na nim takie przekonanie, krążyło wokół niego, że on już kolejnego filmu nie zrobi.

Muriel Sparks napisała bardzo inteligentną adaptację i zobaczcie, jak trudno miała zadanie, bo korzystała jednocześnie z opowiadań Isherwooda, ze sztuki Johna Van Drutena, z musicalu Masterofa Ebba i Kandera i na dodatek jeszcze próbowała materiał współcześnić, właśnie odsłaniając bardziej seksualność Briana i otwierając się na tę biseksualną sytuację między Maxem, Brianem i Sully. A zatem J. Presson Allen wykonała świetną pracę, chociaż od pewnego momentu przestała się dogadywać z Fossim i także Hugh Wheeler miał pewien udział w przepisywaniu tego scenariusza. Ale koniec końców J. Presson Allen, nominowana do Oscara za ten scenariusz i później także za scenariusz Księcia Wielkiego Miasta, Sidneya Lumeta, wykonała naprawdę świetną scenariopisarską robotę przy tym filmie.

Marty Baum przede wszystkim się kontaktował z Fossim, film się okazał odrobinę za drogi, budżet został Przekroczony problemem były także słowa wulgarne, bo nie było wiadomo, jaką kategorię ten film otrzyma. Słynna scena, w której Sally i Brian rozmawiają i w pewnym momencie Brian mówi, pieprzyć Maksymiliana. Na co Sally odpowiada, ja go pieprzę. Na co z kolei Brian odpowiada, ja też. Była nagrana w dwóch wariantach. W jednej aktorzy używali słowa screw, a w drugim wariancie używali bardziej wulgarnego słowa fuck. Nie było do końca wiadomo, która wersja zostanie użyta. Jeżeli chodzi o samych aktorów, no to cóż mówić.

Kabaret. Wersja filmowa. Arcydzieło. Ukończony kabaret rzeczywiście jest arcydziełem. Wrócę na chwilę do sceny nazistowskiej pieśni Tomorrow Belongs to Me. Ta scena wydawałoby się prosta, w której widzimy jak Max, Sally i Brian raczą się posiłkiem pod gołym niebem w takiej birhale, ...lokalnej gdzieś na niemieckiej wsi powoli zmienia się w metaforę wzrastającego nazizmu, w miarę właśnie jak chłopiec grany przez Oliviera Goliniona śpiewa swoją piosenkę. A jednocześnie ta scena jest absolutnym arcydziełem montażu. Zwróćcie uwagę, jak poszczególne twarze, i tutaj dodam po raz kolejny, gdyby to było nakręcone w Stanach i gdybyśmy tutaj wyczuwali, że te wszystkie twarze to są po prostu amerykańscy statyści, nie uwierzylibyśmy w tę scenę.

Są to niesamowicie mocne, ostre przejścia montażowe pomiędzy zakrapianą kolacją, pełną kawioru, sali Maxa i Briana, a leżącymi na ulicy ciałami zakrwawionymi komunistycznych działaczy. Czy w ogóle nagłe wyjścia ze scen montażowe, które sprawiają, że cały film ma bardzo nerwowy, niezwykły rytm i także świetnie posługuje się montażem równoległym, jak na początku, kiedy Willkommen jest montowany naprzemiennie z przybyciem Briana do Berlina. Genialnych momentów zdjęciowych, muzycznych, montażowych, aktorskich w całym filmie jest ogromnie, ogromnie dużo, a scena, w której Sally śpiewa Mein Herr jest chyba, zasługuje tuż obok deszczowej piosenki Gina Kelly'ego Miano najlepszej sceny musicalowej wszechczasów.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.