Mentionsy Mentionsy
Smak Karmelu
Smak Karmelu

Modlitwa tak po prostu (Rozmowy o modlitwie #3)

09.07.2024 ·15 min 18 s

W wakacyjnych miesiącach mamy Wam do zaproponowania nieco inną formę podcastów: będziemy z Wami krócej, ale częściej. W serii trwających około kwadransa rozmów przyjrzymy się fundamentom modlitwy i najważniejszym fragmentom z tekstów Świętych Karmelu. Od początku września wracamy do Was ze zwykłymi, podcastowymi rozmowami. Dziś przyjrzymy się, czym była modlitwa dla innej karmelitańskiej Świętej, Teresy od Dzieciatka Jezus. I okazuje się, że trudno o coś bardziej naturalnego. Modlitwa rodzi się spontanicznie z tego, co w danym momencie przeżywa i podnosi ku Niebu – nawet, gdy wydaje się zasłonięte. „Dla mnie modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym wejrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i w radości; na koniec jest to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem”. (św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Dzieje duszy, Mns. C, 25r-25v) — Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:⁠Smak Karmelu na Patronite

To ja wchodzę w tą relację. Ta modlitwa nie będzie jakimś takim kurtuazyjnym spotkaniem z Panem Bogiem, tylko prawdziwym moim spotkaniem z Nim. A żeby spotkanie było prawdziwe, pewien poziom spontaniczności musi mieć miejsce. Myślę, że to właśnie bardzo mocno tutaj widać, że modlitwy nie da się sprowadzić do jakiejś techniki, do jakiejś metody. Oczywiście o metodzie będziemy jeszcze mówić. Metoda jest czymś, co jak najbardziej może pomóc, co może poprowadzić. Natomiast jeśli popatrzymy na to określenie Teresy, właśnie wzniesienie serca, proste wejrzenie ku niebu, trudno znaleźć jakąś technikę, metodę prostego wejrzenia do nieba. Żeby prosto wejrzeć ku niebu, musisz przejść przez takie następujące kroki. Brzmi to absurdalnie. I oczywiście nie znaczy to, że wszelkie metody są do odrzucenia, ale że Teresa tą istotę umieszcza zupełnie gdzie indziej, że ona już być może na tym etapie życia duchowego, na którym jest, zupełnie nie przeżywa modlitwy jako pewnej metody, jako jakichś kroków, przez które musi przechodzić.

Ale zobaczmy, że to bardzo współgra z tym, co napisała święta Teresa od Jezusa. Ona także mówi o modlitwie jako relacji, która nie wymaga pewnego usystematyzowania w takim znaczeniu, że ja muszę bardzo konkretnych środków się trzymać. Żeby była relacja z Bogiem, to tak naprawdę ta spontaniczność jest konieczna, więc w tym akurat aspekcie, chociaż wyrażają to inaczej, są do siebie bardzo podobne. Ja bym jeszcze zwrócił uwagę w tej definicji na takie słowo, które może spowodować, że takie napięcie z nas zejdzie i lęk związany z życiem modlitwy, z takim zaangażowaniem się w życie modlitwy, bo Teresa mówi, że jest to proste wejrzenie ku niebu. Że to nie jest coś skomplikowanego. Że żeby rozpocząć modlitwę, to trzeba po prostu rozpocząć.

To znaczy ta spontaniczność znowu nie jest obarczona pewnym lękiem, pewnym jakimś takim kołnierzem czy kaftanem, który nas jakoś będzie mimo wszystko trzymał w jakiś ryzach, tylko jest bardzo prostym aktem. Mam wrażenie, że to jest prawda, do której często bardzo długo dochodzimy, że właśnie nie trzeba stawać na głowie i nie trzeba szukać jakichś bardzo skomplikowanych technik do zrealizowania, że często właśnie większość pracy wręcz polega na tym, żeby usunąć takie fałszywe, często skomplikowane koncepcje, których skądś nabraliśmy i nauczyć się tego prostego bycia z Bogiem. Tak, to zresztą jest też prawo relacji przyjaźni.

W relacji przyjaźni te przebywanie ze sobą dwóch przyjaciół staje się coraz prostsze. Tak, kiedy spotykamy się na jakimś spotkaniu dyplomatycznym, jest cały savoir vivre, który musi zostać zachowany i uczymy się jak kłaść sztućce i ile ma być łyżeczek i która leży w którą stronę i to budowanie relacji jest czymś Tak, ale na początku życia modlitwy może być tak, że będziemy bardzo tego savoir vivre duchowego, tej relacji z Panem Bogiem przestrzegać i oby było tak, że im dłużej będziemy w tym życiu modlitwy, tym więcej tej prostoty i spontaniczności w tej relacji z Bogiem będziemy zyskiwać.

Tak, chodzi o pewien proces, o pewien kierunek, który tutaj jest wskazany. No, dla mnie jest zawsze taką, może dziwnie to zabrzmi, pewną nobilitacją czy okazaniem zaufania, kiedy ktoś zaprasza mnie do siebie, kiedy to mieszkanie nie jest jakoś tak wypielęgnowane, wszystko jest poukładane na swoje miejsce, no ale jest tam taki codzienny chaos, może nie jakiś wielki bałagan, ale nie jest to w najdrobniejszych szczegółach ogarnięte. To właśnie pokazuje mi, że wpuszcza mnie gdzieś do swojego życia w taki bardzo prosty, naturalny sposób, że nie próbuje czegoś przede mną udawać, stwarzać jakiegoś obrazu. Tak, że jest pewna naturalność, jest bliskość i ta spontaniczność, o której pisze święta Teresa tutaj w tej definicji. No i to oczywiście wprost się przenosi na tą relację z Bogiem. Czy potrafię wpuścić Boga do tego mojego życia, takie jak jest dzisiaj? Niekoniecznie najpierw wszystko tam posprzątawszy i poukładawszy tak, jak wydaje mi się, że to powinno wyglądać.

Tym bardziej, że się nie da tego samemu, samemu posprzątać. Dokładnie. Tylko żeby wpuścić go do tego życia, takie jakie ono jest w tym momencie. Tak. To co? Idziemy dalej? Kolejny element, który wydaje mi się tutaj bardzo ważny, że jest to okrzyk wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu jak i w radości. I wydaje mi się, że Teresa obala tu jakiś kolejny mit o modlitwie, który możemy nosić, że modlitwa to jest mówienie Panu Bogu miłych rzeczy. I że musimy Mu powiedzieć coś, co wydaje nam się, że bardzo chciałby usłyszeć. No przecież modlitwa to jest pielęgnowanie relacji, przyjaźni. No więc jak idę na modlitwę, to mówię Panu Bogu, że w ogóle cieszę się, że jestem na tej modlitwie i że Go kocham i że jest tak wspaniale, chociaż we mnie kompletnie inne emocje się pojawiają.

Tylko, że ja nie pozwalam im dojść do głosu, że 10 minut temu pokłóciłem się z sąsiadem i po prostu wszystko to we mnie pracuje, ale Panu Bogu mogę mówić tylko miłe rzeczy, więc mówię mu jak to dobrze, że mogę się z nim spotkać, a tamtej sfery zupełnie do modlitwy nie dopuszczam. Co więcej, za 10 minut znowu zacznę przeżywać to wszystko, co we mnie, ale na te 15 minut przestaję, no bo przecież z Panem Bogiem to trzeba w inny sposób rozmawiać. I wtedy modlitwa nie jest relacją, tylko staje się ustawką, to znaczy ja ustawiam tą naszą relację. I staje się też zupełnie oderwana od życia, od tego konkretu, co w danym momencie przeżywam. Wydaje mi się, że to dotyczy również trudnych emocji wobec Boga, które mogą się pojawić.

Przeżywam różne trudne rzeczy i stąd też może się rodzić żal do Boga, gniew w stosunku do Niego, bunt, poczucie zawodu. I to też są emocje, które na modlitwę ze mną wchodzą. I to też są emocje, o których jak najbardziej trzeba z Bogiem pomówić. Powiedzieć mu, że w tym momencie po prostu czuję gniew, bo czuję, że mnie zostawiłeś i zostałem z tym sam. I dlaczego? I to też jest modlitwa, bo to jest rozmowa z osobą, która jest obok mnie. To jest rozmowa z tą osobą, która jest obok mnie o czymś, co ja prawdziwego teraz przeżywam. Oczywiście do tego trzeba, czy warto dołożyć jeszcze wiarę, która podpowiada nam, że Z jednej strony ja mam prawo przeżywać ten gniew, ale z drugiej strony wiara podpowiada mi, że Pan Bóg jest naprawdę dobry, że Pan Bóg naprawdę mnie kocha, ale to wcale nie oznacza, że ja nie mam prawa przeżywać tego całego wachlarzu emocji, dokładnie takiego samego, jak przeżywam w relacjach z innymi ludźmi i Teresa tutaj genialnie

To punktuje, mówi, ta modlitwa, ten okrzyk wdzięczności może się pojawić, czy powinien się pojawiać nie tylko w tych momentach takiej sielanki miłej, jak ona pisze, w radości, ale również w tych momentach trudnych, tych momentach cierpienia. To jest też, myślę, u Teresy bardzo takie znamienne. Ona pisała czy mówiła przecież, że wszystko jest łaską. To oczywiście można powiedzieć, jako pewien taki truizm, który może nic nie oznaczać w naszym życiu. U Teresy to była bardzo konkretna rzeczywistość. Ona po prostu tak przeżywała codzienność. Że wszystko co w tej codzienności było odbierała jako wyraz łaski Pana Boga, ale patrząc się na tą definicję, wszystko co w tej codzienności było, to co dobre, to co trudne, to co sympatyczne i to co niesympatyczne, to co łatwe i to co trudne,

To mogła wnieść na modlitwę i za to, jako za wyraz łaski Pana Boga, ten okrzyk wdzięczności i miłości do Niego skierować. I ostatni element, który się tu pojawia. Znowu mamy kilka określeń, które próbują coś uchwycić. Jest to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem. I tutaj doświadczenie jakiejś niewyrażalności, że modlitwa nie jest czymś, co właśnie możemy do końca uchwycić, kontrolować, powiedzieć, że już się nauczyliśmy i teraz już umiem się modlić, już to mam, ale coś, co zawsze się wymyka i zawsze wyprowadza mnie gdzieś ponad, poza. Tak, wydaje mi się, że Teresa tutaj też pokazuje swoją taką prawdziwą pokorę, bo ta pierwsza część tej definicji, można byłoby powiedzieć, no jest taka właśnie bardzo zachęcająca, bardzo prosta, przecież wystarczy rozpocząć się modlić, to jest okrzyk wdzięczności, a nagle Teresa zmienia troszeczkę język i mówi, ale oprócz tego, że jest to coś tak prostego,

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.