Modlitwa tak po prostu (Rozmowy o modlitwie #3)
W wakacyjnych miesiącach mamy Wam do zaproponowania nieco inną formę podcastów: będziemy z Wami krócej, ale częściej. W serii trwających około kwadransa rozmów przyjrzymy się fundamentom modlitwy i najważniejszym fragmentom z tekstów Świętych Karmelu. Od początku września wracamy do Was ze zwykłymi, podcastowymi rozmowami. Dziś przyjrzymy się, czym była modlitwa dla innej karmelitańskiej Świętej, Teresy od Dzieciatka Jezus. I okazuje się, że trudno o coś bardziej naturalnego. Modlitwa rodzi się spontanicznie z tego, co w danym momencie przeżywa i podnosi ku Niebu – nawet, gdy wydaje się zasłonięte. „Dla mnie modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym wejrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i w radości; na koniec jest to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem”. (św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Dzieje duszy, Mns. C, 25r-25v) — Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:Smak Karmelu na Patronite
Smak Karmelu. Rozmowy o modlitwie. Witajcie! Z tej strony ojciec Marcin Fizia, ojciec Marcin Wojnicki, karmelici, bosi, którzy rozmawiają o modlitwie. Jak dobrze pamiętacie, podczas naszych ostatnich dwóch spotkań Rozmawialiśmy na temat definicji modlitwy według św. Teresy od Jezusa, która okazała się bardzo bogata w treść, a dziś chcieliśmy ją uzupełnić o definicję jej duchowej córki św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Może na samym wstępie warto tutaj wspomnieć, bo te dwie Teresy bardzo często się mylą.
Święta Teresa od Jezusa, zwana Świętą Teresą z Avila, zwana Świętą Teresą Wielką, czyli reformatorka naszego zakonu, XVI wiek, Hiszpania. I Święta Teresa od Dzieciątka Jezus, prawdopodobnie bardziej kojarzona, zwana również Świętą Teresą z Lizję, zwana również Małą Teresą, Tereską. I tu z kolei jesteśmy już w XIX wieku we Francji. I ta XIX-wieczna francuska święta o modlitwie pisała tak w swoim rękopisie C. Dla mnie modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym wejrzeniem ku niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i w radości. Na koniec jest to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem.
Kiedy tak czytasz tą definicję, co najpierw cię uderza? Czy bardziej podobieństwa z tym określeniem modlitwy u Teresy od Jezusa, czy raczej różnice, które tutaj wychodzą? Myślę, że kiedy słucham tej definicji modlitwy, to zwracam uwagę na te różnice, które wynikają z tego, że Święta Teresa od Dzieciątka Jezus była po prostu kimś innym niż Teresa od Jezusa. Widać w tej definicji jej temperament, jej sposób przeżywania relacji. Tak naprawdę te definicje są bardzo do siebie zbliżone i bardzo podobne. Ale sposób wyrażania ich i Świętej Teresy od Jezusa, tą definicją zajmowaliśmy się ostatnio, i tej Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus, one są różne dlatego, że te dwie Teresy są po prostu różne.
Tak, już na samym takim poziomie językowym można sobie to zacząć analizować. Ta definicja Teresy faktycznie jest definicją w takim najbardziej klasycznym znaczeniu. Modlitwa jest czymś tam, które coś tam. Takie bardzo może nie techniczne określenie, ale jednak bardzo precyzyjne, konkretne, mocno dookreślone. U Teresy od Dzieciątka Jezus jest to bardziej opis. Tutaj pojawiają się różne określenia, które są blisko znaczne, ale jakoś wzajemnie się uzupełniają. No i widać, że ona próbuje wyrazić coś, co jest w niej. Posługuje się tu różnymi słowami, wieloma słowami, ale jednak nie jest w stanie tego tak chwycić i wyrazić w jednoznaczny, konkretny, suchy sposób. Tak, no i zobaczmy, że dla niej modlitwa jest wzniesieniem serca, okrzykiem wdzięczności.
To jest właśnie coś takiego, co jest bardzo spontaniczne i co bardzo spontanicznie z naszego serca wypływa. Tak samo jak ta definicja jest taka, widać, bardzo spontaniczna. Zresztą Teresa napisała ją w swoim rękopisie, o który została poproszona przez swoją matkę przełożoną, gązagę. Czyli spontaniczność byłaby tym pierwszym, co jakoś w tej definicji nas uderza. Jak się to przenosi na naszą modlitwę? Jak tą spontaniczność w niej umieścić? No, według Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus, tej spontaniczności na modlitwie powinno być sporo, dlatego że ta spontaniczność będzie świadczyć o tym, że ja prawdziwie wchodzę w tą relację.
To ja wchodzę w tą relację. Ta modlitwa nie będzie jakimś takim kurtuazyjnym spotkaniem z Panem Bogiem, tylko prawdziwym moim spotkaniem z Nim. A żeby spotkanie było prawdziwe, pewien poziom spontaniczności musi mieć miejsce. Myślę, że to właśnie bardzo mocno tutaj widać, że modlitwy nie da się sprowadzić do jakiejś techniki, do jakiejś metody. Oczywiście o metodzie będziemy jeszcze mówić. Metoda jest czymś, co jak najbardziej może pomóc, co może poprowadzić. Natomiast jeśli popatrzymy na to określenie Teresy, właśnie wzniesienie serca, proste wejrzenie ku niebu, trudno znaleźć jakąś technikę, metodę prostego wejrzenia do nieba. Żeby prosto wejrzeć ku niebu, musisz przejść przez takie następujące kroki. Brzmi to absurdalnie. I oczywiście nie znaczy to, że wszelkie metody są do odrzucenia, ale że Teresa tą istotę umieszcza zupełnie gdzie indziej, że ona już być może na tym etapie życia duchowego, na którym jest, zupełnie nie przeżywa modlitwy jako pewnej metody, jako jakichś kroków, przez które musi przechodzić.
Ale zobaczmy, że to bardzo współgra z tym, co napisała święta Teresa od Jezusa. Ona także mówi o modlitwie jako relacji, która nie wymaga pewnego usystematyzowania w takim znaczeniu, że ja muszę bardzo konkretnych środków się trzymać. Żeby była relacja z Bogiem, to tak naprawdę ta spontaniczność jest konieczna, więc w tym akurat aspekcie, chociaż wyrażają to inaczej, są do siebie bardzo podobne. Ja bym jeszcze zwrócił uwagę w tej definicji na takie słowo, które może spowodować, że takie napięcie z nas zejdzie i lęk związany z życiem modlitwy, z takim zaangażowaniem się w życie modlitwy, bo Teresa mówi, że jest to proste wejrzenie ku niebu. Że to nie jest coś skomplikowanego. Że żeby rozpocząć modlitwę, to trzeba po prostu rozpocząć.
Tak, chodzi o pewien proces, o pewien kierunek, który tutaj jest wskazany. No, dla mnie jest zawsze taką, może dziwnie to zabrzmi, pewną nobilitacją czy okazaniem zaufania, kiedy ktoś zaprasza mnie do siebie, kiedy to mieszkanie nie jest jakoś tak wypielęgnowane, wszystko jest poukładane na swoje miejsce, no ale jest tam taki codzienny chaos, może nie jakiś wielki bałagan, ale nie jest to w najdrobniejszych szczegółach ogarnięte. To właśnie pokazuje mi, że wpuszcza mnie gdzieś do swojego życia w taki bardzo prosty, naturalny sposób, że nie próbuje czegoś przede mną udawać, stwarzać jakiegoś obrazu. Tak, że jest pewna naturalność, jest bliskość i ta spontaniczność, o której pisze święta Teresa tutaj w tej definicji. No i to oczywiście wprost się przenosi na tą relację z Bogiem. Czy potrafię wpuścić Boga do tego mojego życia, takie jak jest dzisiaj? Niekoniecznie najpierw wszystko tam posprzątawszy i poukładawszy tak, jak wydaje mi się, że to powinno wyglądać.
Tym bardziej, że się nie da tego samemu, samemu posprzątać. Dokładnie. Tylko żeby wpuścić go do tego życia, takie jakie ono jest w tym momencie. Tak. To co? Idziemy dalej? Kolejny element, który wydaje mi się tutaj bardzo ważny, że jest to okrzyk wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu jak i w radości. I wydaje mi się, że Teresa obala tu jakiś kolejny mit o modlitwie, który możemy nosić, że modlitwa to jest mówienie Panu Bogu miłych rzeczy. I że musimy Mu powiedzieć coś, co wydaje nam się, że bardzo chciałby usłyszeć. No przecież modlitwa to jest pielęgnowanie relacji, przyjaźni. No więc jak idę na modlitwę, to mówię Panu Bogu, że w ogóle cieszę się, że jestem na tej modlitwie i że Go kocham i że jest tak wspaniale, chociaż we mnie kompletnie inne emocje się pojawiają.
Przeżywam różne trudne rzeczy i stąd też może się rodzić żal do Boga, gniew w stosunku do Niego, bunt, poczucie zawodu. I to też są emocje, które na modlitwę ze mną wchodzą. I to też są emocje, o których jak najbardziej trzeba z Bogiem pomówić. Powiedzieć mu, że w tym momencie po prostu czuję gniew, bo czuję, że mnie zostawiłeś i zostałem z tym sam. I dlaczego? I to też jest modlitwa, bo to jest rozmowa z osobą, która jest obok mnie. To jest rozmowa z tą osobą, która jest obok mnie o czymś, co ja prawdziwego teraz przeżywam. Oczywiście do tego trzeba, czy warto dołożyć jeszcze wiarę, która podpowiada nam, że Z jednej strony ja mam prawo przeżywać ten gniew, ale z drugiej strony wiara podpowiada mi, że Pan Bóg jest naprawdę dobry, że Pan Bóg naprawdę mnie kocha, ale to wcale nie oznacza, że ja nie mam prawa przeżywać tego całego wachlarzu emocji, dokładnie takiego samego, jak przeżywam w relacjach z innymi ludźmi i Teresa tutaj genialnie
To punktuje, mówi, ta modlitwa, ten okrzyk wdzięczności może się pojawić, czy powinien się pojawiać nie tylko w tych momentach takiej sielanki miłej, jak ona pisze, w radości, ale również w tych momentach trudnych, tych momentach cierpienia. To jest też, myślę, u Teresy bardzo takie znamienne. Ona pisała czy mówiła przecież, że wszystko jest łaską. To oczywiście można powiedzieć, jako pewien taki truizm, który może nic nie oznaczać w naszym życiu. U Teresy to była bardzo konkretna rzeczywistość. Ona po prostu tak przeżywała codzienność. Że wszystko co w tej codzienności było odbierała jako wyraz łaski Pana Boga, ale patrząc się na tą definicję, wszystko co w tej codzienności było, to co dobre, to co trudne, to co sympatyczne i to co niesympatyczne, to co łatwe i to co trudne,
To mogła wnieść na modlitwę i za to, jako za wyraz łaski Pana Boga, ten okrzyk wdzięczności i miłości do Niego skierować. I ostatni element, który się tu pojawia. Znowu mamy kilka określeń, które próbują coś uchwycić. Jest to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem. I tutaj doświadczenie jakiejś niewyrażalności, że modlitwa nie jest czymś, co właśnie możemy do końca uchwycić, kontrolować, powiedzieć, że już się nauczyliśmy i teraz już umiem się modlić, już to mam, ale coś, co zawsze się wymyka i zawsze wyprowadza mnie gdzieś ponad, poza. Tak, wydaje mi się, że Teresa tutaj też pokazuje swoją taką prawdziwą pokorę, bo ta pierwsza część tej definicji, można byłoby powiedzieć, no jest taka właśnie bardzo zachęcająca, bardzo prosta, przecież wystarczy rozpocząć się modlić, to jest okrzyk wdzięczności, a nagle Teresa zmienia troszeczkę język i mówi, ale oprócz tego, że jest to coś tak prostego,
Czyli to jest chyba ten najmocniejszy element wspólny z tą definicją, o której mówiliśmy ostatnio, definicją Świętej Teresy od Jezusa. Znowu, w centrum jest relacja, w centrum jest Jezus, jest relacja miłości, jakkolwiek byśmy ją wyrażali, czy w metaforze przyjaźni, miłości oblubieńczej, miłości ojca do dziecka, matki do dziecka, cały czas chodzi o relację z osobą. Tak i zauważmy również to, że Teresa od Dzieciątka Jezus i Teresa od Jezusa i generalnie mistycy chrześcijańscy bardzo idą w kierunku takim chrystocentrycznym. To znaczy, że Jezus jest w centrum modlitwy, że ta relacja z Nim jest w centrum. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus mówi, że ta rzeczywistość modlitwy jest taka niewyrażalna, więc może pozostawmy taki niedosyt w związku z tą definicją i zapraszamy wszystkich na nasze następne rozmowy.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W wakacyjnych miesiącach mamy Wam do zaproponowania nieco inną formę podcastów: będziemy z Wami krócej, ale częściej. W serii trwających około kwadransa rozmów przyjrzymy się fundamentom modlitwy i najważniejszym fragmentom z tekstów Świętych Karmelu. Od początku września wracamy do Was ze zwykłymi, podcastowymi rozmowami.
Dziś przyjrzymy się, czym była modlitwa dla innej karmelitańskiej Świętej, Teresy od Dzieciatka Jezus. I okazuje się, że trudno o coś bardziej naturalnego. Modlitwa rodzi się spontanicznie z tego, co w danym momencie przeżywa i podnosi ku Niebu – nawet, gdy wydaje się zasłonięte.
„Dla mnie modlitwa jest wzniesieniem serca, prostym wejrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i w radości; na koniec jest to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co rozszerza mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem”. (św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Dzieje duszy, Mns. C, 25r-25v)
—
Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:
Smak Karmelu na Patronite