Mentionsy Mentionsy
Smak Karmelu
Smak Karmelu

Jak siebie samego (Rozmowy o Małej Teresie #12)

27.12.2025 ·24 min 50 s

Teresa od Dzieciątka Jezus została kanonizowana dokładnie 100 lat temu. Czy jej przykład wciąż jest dzisiaj świeży i aktualny?Miłość bliźniego to nie tylko jeden z centralnych motywów w pismach św. Teresy, ale także fundament chrześcijańskiej duchowości. Czy miłość bliźniego musi oznaczać pozytywny stosunek emocjonalny? Jak ma się do solidarności i wyrozumiałości? A także - jak znaleźć równowagę między miłością do siebie i miłością bliźniego?„Rozmowy o Małej Teresie” to wakacyjna seria Smaku Karmelu, w której chcemy zmierzyć się z kluczowymi fragmentami tekstów Świętej z Lisieux i spróbować osadzić je we współczesnym kontekście.—Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:⁠Smak Karmelu na Patronite

Natomiast ona właśnie tam pisała, że zrozumiała w jednym momencie, że miłość, przede wszystkim miłość Jezusa, Jego miłosierdzie wyrażało się w akceptacji tych słabości Jego uczniów, w ogóle każdego człowieka, którego spotykał na swojej drodze. I później Teresa, kiedy będzie nawet mówić o tej siostrze, z którą było tak trudno w relacjach, Ona właśnie zrozumiała, że z jednej strony to jest heroizm, ale o to chodzi, w sensie dawanie Boga innym. W prostych rzeczach, w codzienności, w prostych gestach. Przepraszam, ona też odkrywa to, że bardzo ważne jest

To przełożenie miłości Boga na miłość bliźniego. Przez jakiś czas żyła z taką świadomością ogromnej miłości do Jezusa i bardzo się z tego cieszyła, ale w pewnym momencie odkryła, że ta miłość do Jezusa musi się wyrażać w bardzo konkretnych dziełach, w bardzo konkretnych czynach. Nie można jej zatrzymać tylko do takiego taniego sentymentalizmu i do egzaltacji przeżywania relacji z Jezusem na modlitwie. Oczywiście one są ważne, czy mogą być ważne, ale o tyle, o ile będą się przekładać na konkretną miłość bliźniego w codzienności. Ona też tam cytuje ten tekst, nie każdy kto mówi mi, panie, panie z Ewangelii, chodzi właśnie o tą miłość w konkrecie.

Mieli wyrzuty sumienia, że nie pełnią dzieł miłości właśnie z taką egzaltacją, z takim poruszeniem serca, że to jest wymuszona miłość, że to są wymuszone gesty, że to są wymuszone czyny. Ja mówię, że zawsze wtedy komentuję, właśnie wracając do Teresy od Dzieciątka Jezus, że To, że nie ma w jakimś czynie takiego ciepła w serduszku i tej egzaltacji, to po pierwsze nie obniża wartości tego czynu, a po drugie właściwie pokazuje, na czym polega czysta miłość, że ona niekoniecznie będzie się karmić emocjonalną egzaltacją, tylko będzie czystą odpowiedzią mojej woli otwartej na miłość Boga, która będzie się czasem objawiać w tym,

Na modlitwie się nic nie dzieje, nie przeżywam relacji z Nim w sposób taki emocjonalnie przyjemny. No i później tak samo to się przekłada na codzienność. W takim znaczeniu też Teresa pisze tam o tej sytuacji, kiedy przyjechali jacyś panowie z choinkami i trzeba było tworzyć furtę. Miały siostry rekreację. I to jest właśnie niesamowite. Bóg zna intencje. On zna serce człowieka. I Teresa specjalnie wolno do tego wstawała, żeby otworzyć tę bramę, bo chciała, żeby jakaś inna z sióstr mogła zdobyć zasługę. No ale oczywiście w oczach innych sióstr wyszło jak wyszło, że Teresa...

Nie za bardzo się chciała, nie za wolno się zbierała, więc stwierdziły, że jakaś ta gorliwość nie była wielka. Natomiast Pan Bóg, tak jak mówię, patrzy przede wszystkim na intencje, na wnętrze człowieka. I mimo, że właśnie Teresa też tam mówi, że ona po tym doświadczeniu, kiedy zrozumiała, czym jest prawdziwa miłość, przestała oceniać. Przestała oceniać, szukała zawsze pozytywnych cech w człowieku. A tu jest jeszcze jeden chyba motyw, jedna przyczyna, która sprawia, że Teresa przestaje oceniać i która ściśle wiąże się z tym doświadczeniem nocy. O tym też chyba wspominaliśmy w tym ostatnim odcinku. W samej Teresie dokonuje się bardzo duża zmiana jej doświadczenia wewnętrznego, gdzie najpierw pisze, że nie wyobrażała sobie, że mogą istnieć niewierzący, że oni muszą jakoś sami siebie oszukiwać, żyć w zakłamaniu i chwilę później pisze, że ona sama w sobie przeżywa myśli największych ateistów, największych bezbożników w tym ówczesnym języku.

Orientuję się, że no tak, da się i jest to możliwe. No i pytanie, czy wtedy jestem w stanie te same kryteria przyłożyć, przyjąć drugiego i podejść z takim samym zrozumieniem do intencji drugiego, jak podchodzę ze zrozumieniem do własnych intencji. Też pewnie macie takie doświadczenie, słuchacze też mają, ile razy jest tak, że myślimy sobie o czymś, a jak on mógł coś tam zrobić, albo ja bym to zupełnie w inny sposób zrobił. Dosłownie dzień później, albo kilka dni później jest taka sytuacja, którą daje ci Bóg, stawia, po prostu jesteś rozłożony na łopatki i wtedy no... To jest też to poznanie siebie i rodzi pokorę, jak dobrze do tego się podejdzie, nie? I oceniasz. Trzeba też pamiętać, że, bo wiedzieć o oburzeniu, kiedy oceniamy innych, to też trzeba też pamiętać, że oburzenie, czy w ogóle każda emocja, to niesie mi informację o mnie, a nie o drugiej osobie, więc jak

Oburzam się na drugą osobę, na jej czyny. To już Teresa od Jezusa powiedziałaby. Najpierw zrób rachunek sumienia swój. To znaczy, po pierwsze, dlaczego na to zwróciłeś uwagę? To językiem Teresy od Jezusa dzisiaj psychologia by pewnie powiedziała, że są to jakieś mechanizmy obronne i próby obrony swojego obrazu poprzez to, że w drugim widzę jakieś wady i słabości. Ale może w tamtym kierunku się już nie zagłębiajmy. To, co mnie uderzyło też w tym tekście Teresy, I na co też zwróciłem bardzo mocno uwagę, to połączenie tej miłości bliźniego i pokazanie, że wymóg miłości bliźniego Jezusa, który powiedział w Wieczerniku, czy podniósł tą poprzeczkę miłości, już nie jak siebie samego, tylko jak ja was umiłowałem, on wynika, czy ta możliwość tego, że Pan Bóg właśnie w taki sposób

Przedstawił nam przykazanie miłości bliźniego wynika z faktów cielenia, że Jezus przyszedł na ziemię, że stał się w pełni człowiekiem i nas tak ukochał i dlatego my możemy kochać taką samą miłością jak On. Dopóki tego nie zrobił, dał nam Bóg takie przykazanie, którego naturalnym limitem jest taka miłość, jaką mamy do siebie. Skoro siebie kocham jakąś miłością, to znaczy, że innych też teoretycznie i praktycznie taką samą miłością kochać mogę. No bo mam taką miłość, ale teraz Pan Bóg powiedział, ja Cię ukochałem tak i Ty dzięki temu, że ja Cię ukochałem właśnie tak... Ty możesz kochać do takiej granicy. Swoją drogą tutaj chyba dokonuje się przejście od tego poziomu prawa naturalnego do poziomu czegoś więcej, no bo ten poziom, gdzie kieruję się własnym egoizmem, gdzie stwierdzam, że mogę siebie traktować według innych, bardziej wyróżnionych kryteriów, dlatego że ja to jestem ja, a inni to są inni, no to jest poziom jakiegoś takiego pierwotnego egoizmu, gdzie nie liczę się zupełnie z wartościami.

To jest też właśnie ważne, że skoro Jezus dał nam takie przykazanie, to też dał nam siłę do tego, żeby razem z Nim dzień po dniu uczyć się takiej miłości. Też Jan od krzyża o tym pisze, że najpierw musi być to zakochanie w Bogu, jakieś dotknięcie, wejście na drogę w ogóle relacji z Nim takiej głębszej. I dopiero później to może załadować tym, że Tobie chce się poprawiać, zmieniać, pracować nad sobą, wychodzić naprzeciwko komuś innemu, przebaczyć i tak dalej. To tak działa. W drugą stronę, tak jak Ty powiedziałeś, nie zadziała, bo będzie albo frustracja, albo gniew, albo po prostu wypalenie i koniec. Tak, albo po prostu krzywda, kiedy ktoś pod presją, czy właśnie taką powiedzmy kościolno-duszpasterską, że tak należy, czy pod presją jakiegoś swojego poczucia, że musi dawać, dawać, dawać,

To znaczy, jeśli moją motywacją jest to, żeby zarobić na tą miłość Jezusa, to jest właśnie to, co powiedziałeś, Ja najpierw przecież muszę się na tej miłości osadzić. To znaczy mogę żyć w sposób niewolniczy albo transakcyjny. Ja będę kochał po to, żeby ktoś mnie pokochał. Będę miły, żeby ktoś był dla mnie miły. Będę się modlił, żeby Pan Bóg mnie wysłuchał. Teresa pokazuje perspektywę dokładnie odwrotną, to znaczy ja wierzę i przyjmuję miłość Boga, a wszystko to co robię jest odpowiedzią na to, że tą miłość przyjąłem i tylko wtedy jest ta miłość możliwa właściwie, bo Jezus może wymagać od nas takiej miłości tylko dlatego, że najpierw sam ją nam udzielił.

To znaczy w ogóle to jest kwestia motywacji właśnie i nie ograniczyłbym tego tylko do tej kwestii pragnienia i poczucia winy, ale każda inna motywacja nie wynikająca bezpośrednio z przyjęcia miłości Boga, czyli właśnie z tego pragnienia będzie ostatecznie mogła doprowadzać do Do destrukcji, ale jednocześnie myślę, że tak wsłuchując się w to, co Jan odkrzywa, pisze, że żeby też mieć świadomość, że my czystych motywacji do końca nie będziemy mieć nigdy i teraz przeskakując na Teresę od Jezusa, modlitwa i doświadczenie Boga to jest poznawanie siebie, znaczy wiąże się z poznawaniem siebie i z oczyszczaniem tych motywacji. I z taką odwagą przyznania się, że naprawdę jeszcze wiele, wiele przede mną, żeby te motywacje wszystkie oczyścić.

Ale dla mnie takie też kluczowe, myślę, akurat w tym kontekście, co mówicie, to jest wolność. W sensie, że ja jestem w tym zupełnie wolny. I robię to po prostu nie dlatego, że tak jak też Ty mówiłeś, że muszę, czy tam nie wiem. Ktoś się obrazi, zarobię na miłość. Po prostu jestem wolny. Czyli z jednej strony to jest jakieś doświadczenie, poznanie Boga, a z drugiej strony ja w tej relacji się muszę czuć totalnie wolny. Bo jeżeli ja jestem wolny, to ja odpowiem w sposób też Może niedoskonałe i na przykładzie Teresa, Dzieciątka Jezusa też to widzimy. Ona dojrzewała, wiele razy uciekała z różnych sytuacji trudnych z siostrami, bo nie dawała rady. Natomiast z czasem dojrzewała coraz bardziej i była w stanie sprostać tym słabościom sióstr, w sensie potrafiła zaakceptować, ale od razu tak się nie działo.

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.