Leśne opowieści. Wiosna w lesie. (sam głos)
UWAGA!To jest ten sam tekst jak w epizodzie nr 25 - tylko bez dodatkowych dźwięków przyrodniczych w tle :)
Głowa i cały wierzch ciała połyskiwały błękitno-zielonymi piórkami, upstrzonymi małymi plankami. Pod gardłem miał dużą białą plamę. Spód ciała rdzawo-brązowy. Krótkie, czerwone nóżki obejmowały mocno gałązkę, podczas gdy ptaszek ze smakiem spożywał swoją zdobycz. Króciutki ogon wyglądał zabawnie, jakby ucięty. Leżące nad wodą po drugiej stronie strumienia dzieci przyglądały się ptakowi w milczeniu, bojąc się go spłoszyć. Wreszcie Joasia nie wytrzymała i pochylając się ku Krzysiowi szepnęła cichutko. – Co to za ptak? – Imorodek!
– odszepnął Krzyś. – Uważaj, bo jest bardzo pochliwy. – Teraz pewno odleci – szepnęła jeszcze Jaśa, kiedy ptaszek skończył jedzenie. Ale Zimorodek ani myślał ruszyć się z miejsca. Nadal wpatrywał się w wodę, oczekując nowej zdobyczy. Choć żywi się on przeważnie małymi rybkami, nie robi jednak szkodów w gospodarstwie rybnym. Przeciwnie. Wyłapuje najczęściej drobne albo chore rybki i w ten sposób nawet przynosi pożytek rybakom. A że mu się zdarzy porwać młodego pstrąga z górskiego potoku, to już można mu tę winę darować. Nie robi tym wielkiej szkody, bo żyje samotnie i odpędza inne zimorodki spotkane na swoim terenie łowieckim.
Długo przyglądały się dzieci ptaszkowi, jak chwytał rybki i larwy wodnych owadów. Wreszcie Krzyś poruszył się nieostrożnie, łamiąc jakąś suchą gałązkę. Na ten odgłos Zimorodek zerwał się i szybko poruszając krótkimi skrzydełkami odleciał o kilkanaście metrów dalej. Zimorodki męczą się zbyt długim lataniem i wolą całymi godzinami przesiadywać samotnie nad wodą. Nie są wcale towarzyskie, poza okresem wysiadywania jajek i wychowywania piskląt. Spłoszony przez dzieci ptak przysiadnie zgrabnie na ziemi. Trudno mu było chodzić, bo miał częściowo zrośnięte palce u słabych, krótkich nóżek. Tuż obok w krzakach siedziała jego rodzina.
Mama zimorodkowa z gromadą dzieci. Małe zimorodki rodzą się w ziemnej jamce, wykopanej z wielkim trudem i mozołem przez rodziców. Żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, musieli oni najpierw wykuć dziobami w urwistym brzegu strumienia długi korytarzyk, a dopiero na jego końcu niedużą izbę mieszkalną. To gniazdko wyściełają zimorodki wyplutymi ośćmi i łuskami ryb, których ich żołądki nie mogą strawić. Mama zimorodkowa ledwie mogła objąć skrzydełkami swoje duże lśniące białe jajeczka. Było jej duszno i ciemno w norce, ale siedziała wytrwale, nie ruszając się, podczas gdy truskliwy mąż przynosił jej pożywienie.
Świeżo wyklute zimorodki są bardzo brzydkie, nagie i ślepe. Dopiero kiedy wyrosną im pióra, rodzice wyprowadzają je po raz pierwszy na światło dzienne. Po wyjściu z norki muszą zaraz nauczyć się fruwać, bo otwór wykuty jest w urwisku i nie ma nawet gdzie usiąść. Koniec.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
UWAGA!To jest ten sam tekst jak w epizodzie nr 25 - tylko bez dodatkowych dźwięków przyrodniczych w tle :)