Bajki i baśnie Świata. Pieśń Kolibrów - baśń Indian Peru
To kolejna baśń "zasłyszana i spisana", przez panie: Wandę Markowską i Annę Milską. Bardzo przyjemna magiczna historyjka na uspokojenie i wyciszenie 😊 A takie przecież też nam są potrzebne - szczególnie przed Świętami (i nie tylko). Więc zatrzymajmy się na chwile w tym pędzie, odłóżmy "zestawy sprzątające" (ja wiem, że Wy wiecie, że ja wiem jak to jest - pomimo, że niedziela i w dodatku palmowa😉) - oddychamy głęboko i przygotowujemy się do relaksu przed snem 😉 Miłego słuchania😊 I jeżeli się podoba - zachęcam do subskrybowania kanału - na YouTubie też😎
Dniem i nocą czuwali, by im ktoś nie porwał jedynaczki. Otoczyli Haciendę wysoką, mocną palisadą z zaostrzonych pni drzewnych i trzymali Kama i Kore w ukryciu, zamkniętą na siedem spustów. Biedna Kamaikore żyła odtąd samotnie. Nie widziała słońca ani księżyca, ani drzew zielonych, ani ludzi. Płakała gorzkimi łzami i śpiewała smutne piosenki. Miała Kamaikore starą piastunkę, która się nią opiekowała od dzieciństwa. Oprócz rodziców ona jedna miała do niej dostęp. Przed nią jedynie mogła się biedna dziewczyna skarżyć na swój los. Piastunce żal było wychowanki i nieraz nocą, mimo srogiego zakazu swych panów, na prośbę Kamaikorę otwierała zamki i kłódki i wypuszczała ją do ogrodu w tajemnicy przed domownikami.
Pewnej nocy księżycowej, kiedy Kamaikorę błądziła po ogrodzie pod czujną strażą swej piastunki, posłyszała śpiew jakiegoś ptaka. Zdziwiona przystanęła na ścieżce. Śpiew dobiegał skępy róż rosnących nad źródełkiem, które tryskało z wysokiej skały. Było to ulubione miejsce Kamaikore. Tu najczęściej siadywała na małej darniowej ławeczce i żaliła się na swój los gwiazdom na wysokim niebie. Znów zabrzmiały w powietrzu czyste, jasne tony. Zawibrowały perliście, rozniosły się po całym ogrodzie, jakby ktoś w srebrne dzwoneczki uderzał raz po raz.
Aż ścichły, niby szum strumyka płynącego w trawie. – Nianiu, słyszysz? – Co to za ptak może śpiewać tak pięknie? – zapytała Kamajko, rozdziwiona. I to nocą, kiedy wszystko co żyje pogrążone jest we śnie. Zdawało ci się dziecko. Nie słyszę żadnego śpiewu. To tylko cykady grają w trawie. Powiedziała Piastunka. Posiedź tu sobie nad źródełkiem, a ja pójdę pod dom i będę czuwać na progu. Kiedy klasnę trzy razy w dłonie, wracaj jak najszybciej.
Gdy tylko Piastunka odeszła, Śpiew się rozdzwonił na nowo, tym razem bliżej, tuż nad głową Kamajkore. Wtedy w promieniach księżyca dostrzegła dziewczyna na gałązce róży maleńkiego ptaszka. Piórka mieniły mu się w miesięcznej poświacie tęczowym blaskiem. Cały wyglądał jak klejnot drogocenny. Chwiał się na gałązce niby motyl różnobarwny i aż się zanosił od śpiewu. Kamaikorę, nie chcąc spłoszyć cudnego śpiewaka, stanęła bez ruchu i długo tak trwała zasłuchana.
To powiedziawszy, młodzieniec zniknął. W tej samej chwili stara piastunka klasnęła w dłoni i Kamaikorę musiała wrócić do swego zamknięcia. Minęło wiele długich dni. Każdej nocy czekała Kamaikorę w ogrodzie na znak u źródełka. Lecz znak się nie zjawiał. Śpiew Kolibra ani razu nie zabrzmiał w nocnej ciszy. — Nianiu — pytała Kamajkore — czy nie słyszałaś dzisiaj w nocy śpiewu Kolibra? — Nie, Kamajkore, noc była cicha, ptaki spały. Tylko z puszczy dobiegał ryk Pumy.
Pewnie gdzieś polowała w pobliżu — mówiła Piastonka. Aż raz pewnej jasnej nocy, gdy księżyc był w pełni, rozległ się w ogrodzie śpiew ptaka. Kamaikore, Kamaikore, czy mnie słyszysz? Słyszę cię, ptaku, odpowiada Kamaikore z okna swego więzienia. Tej nocy bowiem stara piastunka jakoś długo nie otwierała jej wrót. Czas nadszedł, śpiesz się do mnie, zachęca pieśń Kolibra. Piastunko, otwórz mi drzwi, chcę wyjść do ogrodu, prosi Kamajkore.
Nie chce słowa przemówić do nikogo. Nawet na matkę rodzoną nie spojrzy. Mężu, nasza córka umrze, jeśli jej nie wypuścimy na wolność. Trudno utrzymać w klatce cóż dopiero człowieka. Błagam cię na wszystko uwolnij ją. Prosi matka Kamajkorę. Ale bogacz ofuknął żonę ostro i jeszcze pilniej strzec córki rozkazał. Stara piastunka, co spojrzy na Kamajkorę, to łzy gorzkie łyka. Tak jej żal biedaczki. Ale cóż może zrobić przeciw woli srogiego pana? – Nianiu, nianiu moja, czyś nie słyszałaś śpiewu Kolibra?
– zapytuje ją pod wieczór dziewczyna. – Nie, nic nie słyszałam. Drugiego wieczora znów pyta Kamajko repiastunki. – A dziś nie słyszałaś śpiewu Kolibra? – Słyszałam tylko, jak papugi skrzeczały w ogrodzie. Nadszedł trzeci wieczór. Kamajkor znów pyta swej piastunki. Nianiu, a czy dziś nie słyszałaś śpiewu Kolibra? Słyszałam, kochanie, tak, tak, słyszałam. Przez cały dzień od świtu. Nasłuchiwałam w ogrodzie. W samo południe usiadłam pod tym wielkim krzakiem róży, co rośnie nad źródełkiem i nagle słyszę śpiew.
Żaden ptak na świecie nie śpiewa tak pięknie. Zerwała się kamaikorę z łoża, oczy jej zabłysły. Rumieniec oblał twarz. I tak jakoś dziwnie śpiewał ten koliber, zupełnie jakby ludzką mową mówił. Aż mnie strach obleciał, szeptała Piastunka. Przypomnij sobie, nianiu, przypomnij sobie koniecznie jego słowa, błagała kamaikorę Piastunkę. Zdaje się, że to było tak. Jutro, jutro, czekaj na mnie u źródła, u źródła.
Uradowała się Kama i Kore na te słowa, ale zaraz na powrót posmutniała, patrząc na grube mury i kraty swego więzienia. Jakże się stąd wydostanie? Przecież strażnicy strzegą jej dzień i noc z rozkazu srogiego ojca. Noc upłynęła szybko. Kamaikorę od świtu stała ukradna słuchując. Minął ranek. Słońce wysoko wędrowało po niebie, lecz wszędzie było cicho. Ptaki umilkły zmęczone upałem. Pić mi się chce. Przynieś mi wodę ze źródełka. Prosi kamajkorę piastunkę.
Nie rygluj drzwi za sobą. I tak zaraz wrócisz. Mówią strażnicy stojący u proga. Poszła piastunka do źródła w ogrodzie, drzwi zostawiła uchylone. Zaczerpnęła dzban wody i już miała wracać, gdy wtem śpiew posłyszała tak cudny, że o świecie całym zapomniała. Tysiące kolibrów sfrunęło z drzew i furkocząc skrzydełkami, krążyć zaczęło nad jej głową. Cały ogród mienił się barwami tęczy od ich kolorowych piórek. Zasłuchała się stara niania, zapatrzyła. O nie miała zachwytu.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To kolejna baśń "zasłyszana i spisana", przez panie: Wandę Markowską i Annę Milską. Bardzo przyjemna magiczna historyjka na uspokojenie i wyciszenie 😊
A takie przecież też nam są potrzebne - szczególnie przed Świętami (i nie tylko). Więc zatrzymajmy się na chwile w tym pędzie, odłóżmy "zestawy sprzątające" (ja wiem, że Wy wiecie, że ja wiem jak to jest - pomimo, że niedziela i w dodatku palmowa😉) - oddychamy głęboko i przygotowujemy się do relaksu przed snem 😉
Miłego słuchania😊
I jeżeli się podoba - zachęcam do subskrybowania kanału - na YouTubie też😎