Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Bajki i baśnie Świata. Pieśń Kolibrów - baśń Indian Peru

13.04.2025 ·18 min 42 s

To kolejna baśń "zasłyszana i spisana", przez panie: Wandę Markowską i Annę Milską. Bardzo przyjemna magiczna historyjka na uspokojenie i wyciszenie 😊 A takie przecież też nam są potrzebne - szczególnie przed Świętami (i nie tylko). Więc zatrzymajmy się na chwile w tym pędzie, odłóżmy "zestawy sprzątające" (ja wiem, że Wy wiecie, że ja wiem jak to jest - pomimo, że niedziela i w dodatku palmowa😉) - oddychamy głęboko i przygotowujemy się do relaksu przed snem 😉 Miłego słuchania😊 I jeżeli się podoba - zachęcam do subskrybowania kanału - na YouTubie też😎

Rosła Kamaikorę w szczęściu i bogactwie, piękna i dobra, że drugiej takiej nie było na całym świecie. Pewnego wieczora stanął przed ogrodzeniem haciendy stary Indianin i poprosił o nocleg, ale właściciel kazał mu iść precz i przegnał go kijami. Stary człowiek odchodząc w dziką puszczę zawołał. Ukaże was wielki duch. Pamiętajcie, waszą córkę porwie syn puszczy. Zlękli się rodzice Kama i Kore przekleństwa Indianina i chcieli go zawrócić z drogi, ale starsa już nie było. Zniknął w mroku. Odtąd nie mieli ani chwili spokoju.

Dniem i nocą czuwali, by im ktoś nie porwał jedynaczki. Otoczyli Haciendę wysoką, mocną palisadą z zaostrzonych pni drzewnych i trzymali Kama i Kore w ukryciu, zamkniętą na siedem spustów. Biedna Kamaikore żyła odtąd samotnie. Nie widziała słońca ani księżyca, ani drzew zielonych, ani ludzi. Płakała gorzkimi łzami i śpiewała smutne piosenki. Miała Kamaikore starą piastunkę, która się nią opiekowała od dzieciństwa. Oprócz rodziców ona jedna miała do niej dostęp. Przed nią jedynie mogła się biedna dziewczyna skarżyć na swój los. Piastunce żal było wychowanki i nieraz nocą, mimo srogiego zakazu swych panów, na prośbę Kamaikorę otwierała zamki i kłódki i wypuszczała ją do ogrodu w tajemnicy przed domownikami.

Nie teraz, Kamajkore, nie teraz. Za chwilę ojciec twój nadejdzie. Już słyszę jego kroki. Gdyby cię zobaczył w ogrodzie, zabiłby mnie pewnie w gniewie. Kama i Kore krzyknęła z rozpaczy. Ręce załamała, łzami się zalała. Wchodzi ojciec i pyta. Czemu płaczesz, córko? Czy ci czego brak? Masz najpiękniejsze suknie, przysmaków drogich w brud. Kupuje ci wszystko, o czym tylko zamarzysz. Na wabędziem śpisz puchu. Czemu wciąż płaczesz i płaczesz? Dlaczego niewdzięcznością nam odpłacasz? Ojcze, nie chcę złota, ni srebra, ni łabędzich puchów.

Uradowała się Kama i Kore na te słowa, ale zaraz na powrót posmutniała, patrząc na grube mury i kraty swego więzienia. Jakże się stąd wydostanie? Przecież strażnicy strzegą jej dzień i noc z rozkazu srogiego ojca. Noc upłynęła szybko. Kamaikorę od świtu stała ukradna słuchując. Minął ranek. Słońce wysoko wędrowało po niebie, lecz wszędzie było cicho. Ptaki umilkły zmęczone upałem. Pić mi się chce. Przynieś mi wodę ze źródełka. Prosi kamajkorę piastunkę.

Posłyszały śpiew Kolibrów inne słuszki. Przyszły nad źródełko i już odejść nie mogły. Stały jakby do ziemi przykute. A Kolibrów wciąż więcej i więcej. Całe ich gromady mienią się w powietrzu niczym tęczowe chmurki. Pełno ich na każdej gałązce drzew. Siedzą w kielichach kwiatów, fruwają nad całym domem jak stubarwne motyle. Przyszli nad źródło sami rodzice Kama i Kore, zwabieni śpiewem czarodziejskim ptaków i stanęli jak wryci, ni kroku nie mogąc uczynić. Na końcu wybiegli z domu strażnicy pilnujący uwięzionej dziewczyny. Za nimi postępowały gromady niewolnic i niewolników pracujących w domu i obejściu pańskim i wszyscy oni razem pociągnęli nad źródło.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.