Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Bajki i baśnie Świata. MRILLE - baśń kongijska.

11.10.2026 ·24 min 48 s · 4 rozdziały

Dzisiejsza Słuchanocka zabiera nas ponownie do Afryki, ale pewnym zaskoczeniem może tu być, że nie jest to jedna z opowieści o zwierzętach należąca do zbioru z 1949r. autorstwa Kamila Giżyckiego, a innej znanej nam książki "Baśnie księżycowe", Wandy Markowskiej i Anny Milskiej. Co ciekawe, baśń ta zachowuje charakter i narrację charakterystyczną dla baśni afrykańskich. Sprawdźcie zresztą sami😎 Mam nadzieję, że i Wy będziecie mieć taką przyjemność ze słuchania tej baśni, jak ja z jej czytania!!😊 Miłego słuchania😎😊 eeee... no... i tak... zachęcam do subskrybowania kanału!☺️☺️☺️

0:00 · Wprowadzenie i opowieść 6

Na co jeszcze czekasz? Uruchom swój biznes, zanim będzie za późno. Zacznij za darmo na Shopify.com. Bajki i baśnie świata. MRILLE. Baśń kongijska. Poszła matka z hambą i mrillem kopać bulwy słodkich patatów. Kop, mrille, synku, kop, hamba, synku, słodkie pataty, dobre pataty, słodkie pataty, dużo, dużo, dużo patatów. Mrille motykę odłożył. Głowę zadarł do góry. W górze ptak się kołysze. Wielkie skrzydła ma.

W dziobie zakrzywionym zajączka trzyma. — Puść zajączka, Orle! Puść maleńkiego! — Nie zabijaj, Orle, zajączka biednego! — krzyczy Mrille, rękami macha. Orzeł zajączka z dzioba upuścił. Zajączek wpadł Mrillemu prosto w objęcia. Zaniósł go do dziupli w drzewie, matce i bratu, nic nie opowiada. Każdego ranka zanosi Mrille zajączkowi świeże liście, aż zajączek wyrósł duży i pognał do lasu. Ale zawsze jak tylko Mrille zawołał, msura kwi vire, vire tsa kambingu, una kosanga,

Zajączek chyc i już leci z lasu i cieszy się i raduje, że Mrille go widzi. Ujrzał raz Hamba, starszy brat, jak Mrille z zajączkiem rozmawia. Nic nie mówi Hamba. Na drugi dzień Hamba zajączka przynosi zabitego. Hamba mówi. Matko, dużo mięsa, dobrego mięsa będziemy dziś jeść. Cieszy się matka, cieszy się ojciec. Dobre mięso, smaczne mięso jeść będę. Hamba dobry, synek, hamba dzielny, myśliwy. Mrille na zajączka zabitego spojrzał, w płacz wielki uderzył, a potem powiedział tak.

Msura kwi wire, vire tsa kambingu, una kosanga. Jak tylko te słowa wymówił, w powietrze się wzbił i do góry się unosi, coraz szybciej, coraz wyżej. MRILLE, MRILLE, do nieba leci! krzyczy Hamba. Matko, MRILLE, nasz MRILLE do nieba leci! krzyczy ojciec. Co to za głupstwa wy gadujecie? woła z chaty matka. MRILLE, MRILLE, już pod chmurą! MRILLE, MRILLE, już pod niebem! Wysoko! wołają syn i ojciec. Matka z chaty wyleciała, głowę do góry wznosi, ledwie wzrokiem może dosięgnąć synka swego, MRILLE kochanego.

MRILLE, wracaj, synku! woła. Wracaj do chaty! Wracaj, MRILLE! woła ojciec. Wracaj, bracie! krzyczy hamba. Nie wrócę więcej, woła z góry MRILLE. Nie wrócę matko, nie wrócę ojcze, nie wrócę bracie. Wróć mój MRILLE, wróć syneczku, płacze matka. Już nie wrócę, aż urosnę duży, woła. Wracaj MRILLE, woła wuj. Wracaj MRILLE, ciotka woła. Wracaj MRILLE, dziadek woła. – Wracaj, Mrille! – babcia woła. – Wracaj, Mrille!

– woła stryj. – Wracaj, Mrille! – stryjenka woła. – Mrille, wracaj! – woła cała wioska. – Mrille, zrobię ci dobrą, smaczną fufu! – woła matka. MRILLE dostaniesz zupę z orzechów palmowych. Będziesz jadło jam, koka, plantany ile tylko zechcesz, krzyczy ojciec. MRILLE dam ci codzień smacznego mięsa, woła dziadek. Nie chcę fufu. Nie chcę jam, ani koka, ani mięsa. Ja na księżyc lecę, do mego zajączka, odpowiada MRILLE z wysoka i znika za chmurą.

5:05 · Baśń MRILLE - opowieść 15

Leci Mrille, długo leci, aż zaleciał na księżyc. Patrzy, ludzie banany zrywają w lesie. — Witajcie, dobrzy ludzie! — woła Mrille. — Pokażcie mi drogę do króla księżycowego. — Dobrze, pokażemy ci, synku, tylko pomóż nam zerwać trochę bananów. Mrille cały dzień im pomagał. Wieczór już zapadło, a on jeszcze banany zrywa. Mówi do niego starzec z łysą jak kolano głową. Dobrześ pracował, synku. Dziękujemy ci za pomoc. Teraz idź spać, a jutro rano pójdziesz prosto przed siebie.

Zobaczysz kobiety, co jam i pataty kopią na polu. Na zajutrz idzie MRILLE dalej. Widzi kobiety na polu, pataty i jam kopią, Dzień dobry, matko, wita Mrille najstarszą. Pokaż mi drogę do króla księżycowego. Chętnie, synku, odpowiada staruszka. Tylko wpierw pomóż nam wykopać bulwy. Mrille cały dzień kobietom pomagał. A kiedy już słońce chyliło się ku zachodowi, najstarsza z nich mówi. Dobrześ pracował, synku. Teraz odpocznij, a jutro z rana pójdziesz dalej prosto przed siebie.

Tam ujrzysz ludzi, co ziemię orzą. Na drugi dzień poszedł dalej przed siebie Mrille, aż zobaczył ludzi, którzy orali ziemię bawołami. Dzień dobry, wujkowie, mówi Mrille. Powiedzcie mi, gdzie mieszka król księżycowy? Dobrze, synku, ale najpierw pomóż nam orać. MRILLE cały dzień pomagał oraczom. Pod wieczór najstarszy z nich mówi. Dziękujemy ci za pomoc, synku. Dobrześ pracował. Idź teraz spać, a rankiem pójdziesz dalej, wciąż naprzód i naprzód, aż zajdziesz w góry. Tam pasterze bydło pasą. Oni na pewno dalszą drogę ci wskażą.

Pożegnał Mrille o raczy i rankiem poszedł dalej, póki nie zobaczył pasterzy. — Dzień dobry, pasterze — mówi. — Powiedzcie mi, gdzie jest dom króla księżycowego? — Chętnie pokażemy ci drogę, ale pomóż nam, już nóg nie czujemy z tego uganiania się za bydłem. Pozostał Mrille na pastwisku przez cały dzień. Pilnie strzegł trzut. O zachodzie słońca najstarszy pasterz mówi. Pomogłeś na mnie na żarty, chłopcze. Idź teraz spać, a rano pójdziesz naprzód, wciąż naprzód. Zobaczysz zielone plantacje, a na nich ludzi, którzy zrywają kawę.

Oni powiedzą ci, gdzie mieszka król księżycowy. Poszedł Mrille w dalszą drogę, aż zobaczył ludzi, co zbierali ziarna kawowe do koszy. Witajcie, dobrzy ludzie! Możecie mi wskazać drogę do króla księżycowego? Tak, tak, pokażemy ci, ale pomóż nam trochę przy zrywaniu kawy. Mrille dzień cały z nimi się trudził. Wiele koszy kawy napełnił. Pod wieczór najstarszy z ludzi mówi. Porządnieś się na pracowo, synku. Teraz idź spać, Mrille, a rano pójdziesz prosto przed siebie, aż zobaczysz ludzi, co zrywają orzechy palmy oleistej.

Idzie Mrille przed siebie, ciągle naprzód i naprzód. Zobaczył w lesie palmowym pełno ludzi, co orzechy zrywali. — Hej, ludzie dobrzy! — krzyknął głośno, żeby go usłyszeli siedzący wysoko na drzewach. Powiedzcie mi, gdzie mieszka król księżycowy? Niedaleko stąd, synku. Ale nim tam pójdziesz, pomógłbyś nam przy zbiorze orzechów. Wdrapał się Mrille na palmę i orzechy zrywa. Potem na drugą, trzecią, czwartą wchodzi. Cały dzień przepracował. Wieczorem najstarszy z ludzi rzecze. Z ciebie pomocnik to się zowie, synku.

Pomogłeś nam setnie. Teraz idź spać. Rankiem ruszysz w dalszą drogę. Za tym lasem palmowym będzie źródło. Tam zobaczysz kobiety dźwigające wodę. Poszedł Mrille dalej. Mija las palmowy. Nad źródłem staje. Patrzy kobiety wodę. Nabierają wielkie kalabasy. Inne noszą ciężkie dzbany na głowach. Dzień dobry, mówi Mrille. Czy nie wiecie, gdzie mieszka król księżycowy? Pewnie, że wiemy. Tu, niedaleko wioski. Pokaż mi, drogę ciotko, prosi najstarszą Mrille.

Dobrze, synku, dobrze. Pokażę ci, ale pomóż nam zanieść wodę do chat. Mrille pomógł kobietom zanieść wodę do wioski. Właśnie była pora obiadu. Kobiety mówią. Dobry z ciebie synek, pewnieś głodny. Masz tu proso, mięso, jarzyny, owoce? I dały mu garść surowych ziaren prosa, kawał surowego mięsa, kilka surowych bulw jam, parę kolb kukurydzy razem z liśćmi. — Matko? — pyta MRILLE najstarszej. — A czemu nie gotujecie mięsa, prosa, kukurydzy? Dlaczego nie pieczecie jam w ogniu?

— A co to jest ogień, synku? — pytają kobiety. — Nigdyśmy o nim nie słyszały. Czy to zwierzę, ptak, czy może drzewo? Ogień jest gorący, czerwony, sypie iskrami i bucha dymem. U nas na ziemi wszyscy ludzie gotują potrawy na ogniu. Są wtedy dobre i smaczne? wyjaśnia Mrille. Pokaż nam, jak to się robi. Proszą kobiety. Dajcie mi pęk suchej trawy i dwa ostre krzemienie. Zwraca się do nich Mrille. Kobiety przyniosły pęk suchej kawy i dwa ostre krzemienie. Mrille tak długo pocierał kamienie, aż iskry spadły na trawę.

Buchnął płomień. Mrille dodał drew i po chwili wielkie ognisko zapłonęło. Potem Mrille nauczył kobiety księżycowe jak gotować mięso, jarzyny, jak piec pataty, jam, banany w ogniu. Cała wioska się zebrała i każdy jadł po kolei, a tak wszystkim smakowało, że miski do czysta wyskrobali. Nadeszła noc. – Brrr, jak to u was zimno! – skaży się Mrille. – Czemu nie palicie ognisk? Wnet cała wioska drwa znosi, rąbie, stos wielki układa. Mrille znów ogień roznieca.

Płomienie w górę tryskają, żar bije aż miło. Wszyscy się ogrzali, przy ogniu siedzą, tańczą, śpiewają, w tamtamy biją z radości. Rano pytam Rille najstarszej kobiety w osadzie. Mateczko, powiedz mi wreszcie, gdzie mieszka król księżycowy? Pójdziesz, synku, na prawo, miniesz Gajfig i Pomarańcz i staniesz pod wysoką górą. Poszedł Mrille na prawo, minął gaj figowy i pomarańczowy.

Pod skałą wysoką staje i stopniami w głazie wykutymi w górę się wspina. Na szczycie chata z bambusa stoi, wysokim dachem nakryta jak u naczelnika w wiosce MRILLEGO. Przed chatą król księżycowy siedzi i małym zajączkiem się bawi. MRILLE krzyczy MRILLE i do zajączka biegnie. Zajączek słuchy położył po sobie, do góry z uciechy skacze. Król Księżycowy pyta. Czy znasz tego chłopczyka, Zajączku? To jest Mrille, królu, chłopiec z małej wioski na ziemi, mówi Zajączek.

Był dla mnie bardzo dobry. Dawał mi jeść, przynosił świeże korzenie manioku, a czasem słodkie banany i figi. Król Księżycowy, słysząc to, nie wie, czym Mrille'ego ugościć. I mięso mu daje, i owoce najpiękniejsze, i ryż, i proso, ale wszystko surowe. Mrille ogień rozpalił, nagotował ryżu, jarzyn z owocami i mięsem. Z orzechów palmowych tłuszcz wycisnął. Zalał wszystko złotą oliwą. Król je, je, jaż głową kręci z zadziwienia, tak mu smakuje. A zajączek skacze i śpiewa.

Ho, ho, mój Mrille, mój Mrille, ho, ho. Mądry jest Mrille, mój Mrille, ho, ho. Tymczasem słońce zaszło i zrobiło się naraz tak zimno, tak zimno, że i król księżycowy, i Mrille, i zajączek drżeli na całym ciele. W ręce chuchali, przytupywali dla rozgrzewki, ale nic nie pomogło. Było coraz zimniej. Oddech krzepuł na bargach, mówi Mrille. Królu, czy zawsze tu u ciebie taki mróz? Odkąd pamięcią sięgnę, moje dziecko? Zawsze tak było. A czemu królu ognia nie palisz?

O, jeszcze jest żar w popiele od czasu, jak obiad gotował. Poczekajcie, naniosę drew i zaraz będzie nam ciepło. Nanosił Mrille chrustu, przytaszczył gruby pniaczek drzewa i ognisko rozpalił wielkie. Płomień buchał tak wysoko, aż niebo rozgrzał. Zrobiło się tak gorąco, że z króla księżycowego aż pot ściekał. Długo mieszkał Mrille u księżycowego króla i dobrze mu było. Ale pewnego dnia zatęsknił do matki, do ojca i nawet do hamby swego brata, chociaż mu zajączka zabił. Poszedł do króla i mówi... Wiesz, królu, muszę wracać na ziemię.

17:26 · Wrótka Mrillego do wioski 4

Dlaczego chcesz wracać, synku? Czy ci u mnie niedobrze? Bo ta matka z ojcem pewnie po mnie płaczą, mówi Mrille. Muszę ich zobaczyć. Zasmucił się Król Księżycowy. Zapłakał Zajączek, ale co zrobić? Wiedzą, że Mrille musi do domu wrócić. Królu, nim na ziemię wrócę, chciałbym najpierw posłać do moich rodziców wiadomość o sobie, że żyję, zdrow jestem i cały i że niedługo ich powitam w chacie. Król Księżycowy wezwał wszystkie ptaki i powiada. Wybierz sobie z nich jakiego chcesz posłańca, mój synku.

Patrzy Mrille na kruka o błyszczących czarnych piórach i mówi. Kruku, kochany, jeśli cię wyślę z wieścią o sobie do moich rodziców, to jak im przekażesz tę nowinę? Powiem zwyczajnie. Kurun, kurun, kurun, zakrakał Kruk. Nie, mój drogi Kruku, nic z tego nie będzie, oni cię nie zrozumieją. A ty, kaczuszko, co byś im powiedziała? Po prostu stanęłabym przed nimi i powiedziałabym kwa, kwa, kwa. Och, droga kaczuszko, nic z tego. Ani mój ojciec, ani matka nie zrozumieliby twoich słów. Patrzy Mrille na jaskółkę i mówi.

A ty, jaskółeczko, jakbyś powiedziała? Och, ja zawsze krzyczałabym kiwit, kiwit, kiwit, kiwit. I twojej mowy by nie pojęli. Mówi Mrille i pyta wielkiego jastrzębia z zakrzywionym dziobem. A ty jakbyś powiedział, mój drogi Jastrzębiu? Ot tak! Czyrik, czyrik! Ra, czyrik, czyrik! Zakrzyczał Jastrząb. I ciebie też nikt nie zrozumie. Może więc ty, Koguciku, polecisz do moich rodziców? Poślij mnie, poślij, poślij mnie! Zagdakał Kogut. Ja im powiem tak. Kukuryku, kikeryki! Od razu wszystko zrozumieją.

Jakbyś mnie posłał, to bym twoim rodzicom powiedział tak. Wasz MRILLE, wasz MRILLE z księżyca wróci znów, jak będzie, jak będzie, jak tylko będzie nów. Szpaku drogi, kochany szpaku, ty będziesz moim posłańcem. Leć na ziemię do mej wioski, do mej chatki. Matka tam pewnie prosto tłucze, a ojciec strzały do łuku ostrzy. Pak zebrał się prędko i poleciał na ziemię. Wtedy król księżycowy mówi do Mrillego. MRILLE, synku, dałeś nam krzesiwo i chłupkę. Ogień gorący i czerwony roznieciłeś na księżycu. Ugrzałeś moje stare kości i mój lód już nie marznie po nocach.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.