O homo ludens i konwersacjach z szarą Barbie
A gdyby tak w centrum rozwoju technologii postawić człowieka? Magdalena Bigaj, medioznawczyni i twórczyni Fundacji Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa, pyta o społeczne koszty postępu technologicznego. Ile za niego płaci homo sapiens digitalis? I jak higiena cyfrowa może nam pomóc zachować zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne? Słuchajcie co miesiąc na kanale Pismo do słuchania.-----------Wykup prenumeratę, aby przeczytać ten i inne teksty oraz zyskać dostęp do wszystkich wydań AUDIO miesięcznika. https://magazynpismo.pl/prenumerata/ Materiał nagrano w Studiu Plac.
Niedowiary, pomyślałam. Czyli teraz kolej na zamach na spontaniczną zabawę. Ale jeśli sądzicie, że to felieton jedynie o dzieciach, to pozwólcie, że wyprowadzę Was z błędu. Bo zabawa, choć się przypisywana głównie okresowi dzieciństwa i uznawana za jego fundamentalną część, powinna być obecna na wszystkich etapach rozwoju człowieka. Holenderski historyk i filozof kultury Johan Huizinga, autor wydanej w 1938 roku książki Homo Ludens. Zabawa jako źródło kultury twierdzi, że zabawa jest najpierw i przede wszystkim swobodnym działaniem. Nakazana zabawa nie jest już zabawą, najwyżej może być poleconym odtworzeniem zabawy. Przełożyli Maria Kurecka, Witold Wirbsza.
Czy zatem swobodnie mówiąca i moderująca dziecięcą aktywność lalka Barbie nie stanowi jej zaprzeczenia? Kto tu kim się bawi? Huizinga stawia ciekawą tezę, że zabawa jest starsza od kultury, bo bawić potrafią się nawet zwierzęta, które przecież kultury nie wykształciły. Twierdzi również, że człowiek nie wniósł do zabawy niczego nowego i wystarczy popatrzeć na młode psy, by zauważyć w ich igraszkach podstawowe elementy gry każdego gatunku. Zapraszanie do niej innych osobników, przestrzeganie zasad, odgrywanie ról czy wyrażanie bezkresnej przyjemności. Poza kwestiami kulturotwórczymi, swobodna aktywność ma więc też znaczenie społeczne. Buduje wspólnotę, kształtuje rolę, wzmacnia relacje.
Jesteśmy, zdaniem Huizingi, homo ludens, istotami bawiącymi się, a zabawa stanowi ważną część naszej tożsamości. Ale czy w czasach wszechobecnej, łatwo dostępnej rozrywki ekranowej rzeczywiście mamy się w co bawić i potrafimy to robić? Holenderski filozof pisze, że zabawa jest dobrowolną czynnością lub zajęciem wykonywanym w pewnych ustalonych granicach czasu i przestrzeni według dobrowolnie przyjętych, lecz bezwarunkowo obowiązujących reguł. Jest celem sama w sobie, towarzyszy jej zaś uczucie napięcia i radości oraz świadomość odmienności od zwyczajnego życia. Czy nie brzmi to jak internet? Dobrowolnie wchodzę na Instagram i moim celem jest, dajmy na to, scrollowanie.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
A gdyby tak w centrum rozwoju technologii postawić człowieka? Magdalena Bigaj, medioznawczyni i twórczyni Fundacji Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa, pyta o społeczne koszty postępu technologicznego. Ile za niego płaci homo sapiens digitalis? I jak higiena cyfrowa może nam pomóc zachować zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne? Słuchajcie co miesiąc na kanale Pismo do słuchania.
-----------
Wykup prenumeratę, aby przeczytać ten i inne teksty oraz zyskać dostęp do wszystkich wydań AUDIO miesięcznika. https://magazynpismo.pl/prenumerata/
Materiał nagrano w Studiu Plac.