Losy skazanych w Procesie Szesnastu
Porwani w marcu 1945 przez agentów NKWD przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego w czerwcu tego samego roku zostali przez postawieni prze sądem kapturowym w Moskwie. Po sfingowanym procesie, który miał na celu skompromitowanie przywódców Państwa Podziemnego zapadły wyroki więzienia. Cześć z Szesnastu została dość szybko zwolniona, część uniewinniona, ale wielu zmarło w sowieckich celach. O losach Szesnastu opowiadają prof. Rafał Habielski i Andrzej Mietkowski
Podkast Polskiego Radia. To nieludzka ziemia, to jest Rosja sowiecka. Z założeniem kultury było oddziaływanie na kraj. A wam zagram hymn polski, proszę wstać. Ślady pamięci Witamy Państwa, Rafał Habielski i Andrzej Mietkowski. Mówiliśmy poprzednio o wydarzeniach sprzed lat osiemdziesięciu w Pruszkowie, w willi przy ulicy Pęcickiej. Tam szesnastu przywódców Polski Podziemnej zostało podstępem zwabionych do potrzasku NKWD pod pretekstem rozmów politycznych.
Aresztowani, porwani do Moskwy, zostali postawieni przed sądem kapturowym. Niektórzy wrócili do kraju, inni na zawsze zaginęli w sowieckim systemie więzień i łagrów. Dziś opowiemy o losach niektórych z nich skazanych w Moskwie. Tak po latach mówił na antenie Wolnej Europy o Procesie Szesnastu Tadeusz Żęczykowski w rozmowie z ambasadorem i prezydentem Rzeczypospolitej na wygnaniu Edwardem Raczyńskim. Ta sprawa porwania akt terroryzmu politycznego, jeden z pierwszych na taką skalę, jaki mieliśmy w okresie wojennym i powojennym, był potępiany przez rządy alianckie. Trzeba pamiętać, że to była taka śmietanka polityczna Polski Podziemnej.
Przedstawiciele czołowi wszystkich stronic i Rady Jedności Narodowej. Ich porwanie właściwie przez NKWD i ukrycie tego faktu miało swoją wymowę. Parokrotnie ambasador brytyjski w Moskwie K.R. zwracał się do Mołotowa, do Wyszyńskiego. Nie było żadnych wyjaśnień. Przez porwanie i ukrycie szesnastu przywódców polskich odpadają oni już jako ci ewentualnie kandydaci do konsultacji w Moskwie. Konsultacji prowadzonej przez Mołotowa i dwóch anglosaskich ambasadorów. Porwani w marcu 45, postawieni w czerwcu 45 przed sądem, w kilkudniowym procesie skazani. Zgodzić się wypadła z Tadeuszem Rzęczykowskim. To jest operacja, która ma wyeliminować z polskiego życia politycznego elitę Polskiego Państwa Podziemnego.
Przywódców partii politycznych, które działały w podziemiu po wrześniu 39 roku. których przywódcy byli naturalnymi kandydatami do tego, żeby brać udział w rozmowach dotyczących formowania pierwszego, zakładano, demokratycznego rządu Polski powojennej. Decyzję w tej sprawie podjęli zresztą Alianci podczas konferencji w Jałcie w lutym 45 roku przy akceptacji Stalina, którzy zgodzili się, że powinna powstać taka konstrukcja obejmująca przedstawicieli środowisk politycznych krajowych, emigracyjnych, w tym także te osoby, które znalazły się Najpierw w willi NKWD pod Warszawą, a potem w Moskwie.
I nie wszyscy z tej Moskwy po latach wrócili. Taki jeden z aktów założycielskich Polski Ludowej. Aresztowanie... Wywiezienie, postawienie przed sądem szesnastu również miało na celu wyprowadzenie w pole zachodniej opinii publicznej co do rzeczywistego przebiegu wypadków nad Wisłą. Jak dalece zdołano zmanipulować Zachód? O tym wielokrotnie mówiły komentarze Wolnej Europy, no bo przypomnijmy w PRL sprawa objęta była całkowitym zapisem cenzorskim. W dniu 22 czerwca czytamy we wstępnym artykule The Times. Trzech spośród oskarżonych uniewinniono. Większość pozostałych z gen. Okulickim na czele przyznała się w różnym stopniu do udziału w akcji sabotażowej ruchu podziemnego przeciwko Armii Czerwonej na podstawie dyrektyw otrzymywanych od rządu polskiego w Londynie.
The Chronicle perorowała. W ten sposób został szczęśliwie rozwiązany największy i najbardziej krytyczny z licznych problemów pozostałych po likwidacji nazizmu. Także i Daily Telegraph był zdania, że przez zawarcie porozumienia pomiędzy przywódcami zebranymi w Moskwie rodzi się nadzieja na późniejsze wyrównywanie wszystkich różnic stanowiących niebezpieczeństwo dla powrotu Europy Wschodniej do stanu równowagi. Zebrano rzeczywiście przywódców polskich w Moskwie. Jednych prawdziwych w więzieniu na Łubiance, drugich fikcyjnych na Kremlu. Pierwszych po to, aby ich zmiażdżyć i poniżyć, drugich, aby przy ich pomocy rządzić Polską i wysunąć macki komunizmu daleko na zachód. Pierwszych sądzono w tym czasie, gdy drugich wyposażono we władzę. Był to szczytowy znak triumfu cynizmu i gwałtu nad wolnością i prawem.
Związku Sowieckiego w budowie tej szczęśliwej, demokratycznej, powojennej Europy. No, prawda była nieco inna. Przekonano się o tym niebawem, ale póki co w 1945 roku. Niestety, z punktu widzenia Polski i szesnastki przede wszystkim, tych, którzy wtedy siedzieli w sowieckich więzieniach, rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Jednym z najważniejszych świadków sprawy szesnastu był Zbigniew Stypułkowski, polityk, adwokat, poseł na Sejm przed wojną z ramienia Stronnictwa Narodowego. On ocalał i napisał swoją relację zatytułowaną Zaproszenie do Moskwy.
On też świadczył o manipulowaniu światową opinią publiczną. Narosła nowa fala złudzeń, że Rosja Sowiecka ulega procesowi demokratyzacji, Podbudowana zawartym na Kremlu porozumieniem o utworzeniu dla Polski tymczasowego rządu jedności narodowej. To porozumienie podpisał Stalin w czasie toczącego się Procesu Szesnastu. Nazwał je wielki dziennik brytyjski Daily Express wspaniałym ułatwieniem w rozwiązaniu problemów międzynarodowych w Europie powojennej. Jakie losy spotkały oskarżonych w Procesie Szesnastu? Historyk londyński, Józef Garliński, wciąż na falach wolnej Europy, mówił o tragedii generała Okulickiego i delegata rządu na kraj, Jana Stanisława Jankowskiego.
Tak, według danych sowieckich generał Okulicki zmarł 24 grudnia 1946 roku. Był osobą szczególnie traktowaną przez Związek Sowiecki. Przede wszystkim miano z nim porachunki. On był szefem podziemia na okupację sowiecką i został aresztowany po raz pierwszy we Lwowie w styczniu 1941 roku. Wyszedł z więzienia w efekcie amnestii. Zaliczył i Brygidki, i Łubiankę, i Lefortową. To miał bardzo ciężki brak, bardzo ciężkie śledztwo. Kiedy wydawało się, że kontakt ze Związkiem Sowieckim, z jego służbami specjalnymi należy już do przeszłości, no historia życia generała Kolickiego potoczyła się w ten sposób, że został zrzucony do Polski w maju.
Zaleciono im arysz śledczy. Były to, jak na stosunki sowieckie, łagodne wyroki, bo oni byli oszkarżeni o współpracę z Niemcami, czyli więc o zdradę wspólnego frontu. I normalnie nikt by z nich żywy nie wyszedł, ale chodziło o to, władzom sowieckim chodziło o to, żeby pokazać, że są liberalne. Przywoływaliśmy parokrotnie Zbigniewa Stypułkowskiego, autora Zaproszenia do Moskwy. On wrócił do Warszawy bardzo prędko, ale uznał również bardzo prędko, że powinien z Polski uciekać dalej na zachód. Opowiadał o własnych losach już na falach wolnej Europy. Wróciwszy w sierpniu 45 roku z Moskwy, nie miałem zamiaru opuszczać kraju.
Uważałem, że o los narodu trzeba walczyć przede wszystkim na własnym gruncie. Kiedy jednak przekonałem się, że dni moje na wolności są policzone, nie miałem wyboru. Alternatywą byłoby bezpłodne zasilenie więzień bezpieki. Gdy potajemnie wyjechał z Polski 30 listopada 1945 roku, nie wiedziałem, że już parę godzin później bezpieka była w moim mieszkaniu. Przypomnijmy, on był jedynym z oskarżonych, który zdecydował się nie przyznawać do winy, co nie uchroniło go od karą, ale mamy trzech oskarżonych, o których wspominał Józef Galiński, którzy zostali uniewinnieni. Wszyscy ci, którym dane było stosunkowo szybko albo później wrócić do Polski,
Gdy bowiem w 1953 roku ośmioletni wyrok Jankowskiego dobiegł końca, rodzina nie doczekała się jego powrotu. W ogłoszonym trzy lata później oficjalnym komunikacie stwierdzono, że zmarł 13 marca 1953 roku, dwa tygodnie przed upływem kary. Znów brak pewności. Czy jednak ówczesne władze ZSRR zgodziłyby się na uwolnienie i powrót do kraju byłego delegata rządu Rzeczpospolitej na kraj? Jego śmierć była dla nich z pewnością najlepszym rozwiązaniem. A pomóc komuś umrzeć w sowieckim więzieniu nie jest sprawą trudną. Los Jana Stanisława Jankowskiego przypomina los generała Małokolickiego. To są dwaj najważniejsi funkcjonariusze państwa podziemnego i osoby, na których unieszkodliwieniu Związkowi Sowieckiemu zależy najbardziej.
Data śmierci Jankowskiego, jeśli ona rzeczywiście jest prawdziwa, marzec 1953, to jest czas zupełnie inny niż czas, w którym został aresztowany. Społeczeństwo jest spacyfikowane, nie ma żadnej opozycji, nie ma żadnego podziemia. Natomiast z perspektywy Związku Sowieckiego, tak trochę jak mówił o tym Witold Pronobis, wygodniej czy naturalniej jest, żeby ta osoba została na zawsze w Związku Sowieckim i nigdy do Polski nie wróciła. Pronobis opowiadał też o losach Stanisława Jasiukowicza, pseudonim Opolski. To był też polityk przedwrześniowy, wiceprezes Stronnictwa Narodowego, poseł na Sejm, rocznik 1882.
Co było potem, czy został rozstrzelany, czy zmarł na serce pozostaje tajemnicą radzieckich służb więziennych. Losem Jasiukowicza zajmował się też w swojej książce Zaproszenie do Moskwy Zbigniew Stypułkowski. W październiku 1955 roku brytyjski Czerwony Krzyż zwrócił się znowu do Sowieckiego Czerwonego Krzyża o informacje co do losu Jasiukowicza. Po dwóch latach otrzymał odpowiedź, że Jasiukowicz nie został odnaleziony na terytorium Związku Sowieckiego. Rozgłośnia Kraj w programie z 31 sierpnia 56 roku dopuściła się haniebnego kłamstwa, ogłaszając, że Jasikowicz powrócił do Polski w dzielnicy 45 i zmarł przed kilku laty.
W ten sposób końcowy los więźnia Niemiec hitlerowskich, a później przywódcy polskiego Jasikowicza, Pozostanie tajemnicą już chyba na zawsze Związku Sowieckiego. W 10 lat po wojnie, w 1955 roku, władze PRL w porozumieniu z władzami sowieckimi uruchomiły taką akcję repatriacyjną i to dało pasu między innymi wolnej Europie, ale także środowiskom polskim w Londynie Jerzemu Giedrujciowi, do tego, żeby energicznie upominać się o to, co się stało z szesnastką. To znaczy z tymi, o których wiadomo było, że nie wrócili z Moskwy. Radiostacja Kraj, o której mówi Zbigniew Stypułkowski, była właśnie taką radiostacją używając języka z systemu dywersyjną, znaczy dywersyjną skierowaną na emigrację i przy pomocy jej audycji miała nakłaniać Polaków do powrotu.
No ale sposób jaki to robiła, O czym świadczy to kłamstwo wspomniane przez Stypułkowskiego dowodzi tego, że tak jak wspomniałeś tego aktu założycielskiego życia politycznego w PRL, czyli próby eliminacji z życia politycznego szesnastu przywódców Polski Podziemnej, że to była taka trochę tajemnica stanu tego systemu, że jedyną reakcją na dopominanie się o Informacje o losie były kłamstwa i insynuacje. Kilka chwil temu historyk Józef Garliński jednym tchem wymieniając ofiary procesu szesnastu podał nazwisko Kazimierza Kobylańskiego.
To był przedwojenny przedsiębiorca, menadżer, przedstawiciel Stronnictwa Narodowego w Radzie Jedności Narodowej. Był też członkiem sztabu Narodowej Organizacji Wojskowej. Powrócił do Polski Ludowej i dalsze jego losy opowiada Wolna Europa jako historię pierwszego naiwnego PRL-u. Kazimierz Kobylański był niewiniony w procesie moskiewskim i wrócił do Warszawy w końcu 1945 roku. Tam usłyszał od Osóbki-Morawskiego, ówczesnego premiera Polski Ludowej, że tylko takie rządy są dobre, które mają swoją opozycję. Obóz Narodowy miał przed wojną znaczny odłam opinii za sobą. Jeśli zatem stanie na gruncie nowej rzeczywistości i będzie gotów pełnić rolę lojalnej opozycji, może pod zmienioną nazwą zostać zalegalizowany jako partia.
To byłoby za mało, wobec tego stawiają się zarzut współpracy z Niemcami, bo tego rodzaju zarzut był propagowany na Zachodzie przez propagandę sowiecką przez szereg lat, 1942, 1943, 1944, a po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z rządem polskim... Prawda na wielką skalę, że w ogóle podziemie w Polsce to jest zawracanie głowy, że żadne podziemie polskie nie egzystuje poza komunistycznym i poza sowieckimi spadochroniarzami, a polskie podziemie, które jest AK-owskie, związane z rządem w Londynie, nie chce w ogóle walczyć, że to wszystko jest fikcja, a po cichu porozumiewają się z Niemcami. Powiedzmy, gdy po odkryciu grobów katyńskich rząd polski zwrócił się do Czerwonego Krzyża z prośbą o zbadanie sprawy, a do tego samego Czerwonego Krzyża zwrócił się rząd niemiecki, Czerwony Krzyż niemiecki, no to propaganda sowiecka powiedziała, że to jest cicha współpraca polsko-niemiecka.
I ten zarzut miał nogi i ręce z tego punktu widzenia. Tu program drugi Polskiego Radia, Rafał Habielski i Andrzej Mietkowski. Dziś o aresztowaniu szesnastu przywódców Polski Podziemnej, o konsekwencjach politycznych procesu moskiewskiego. Wracając do pytania, na które usiłował odpowiedzieć Galiński, mianowicie co zyskał na procesie szesnastu Józef Stalin. Trzeba jeszcze o jednej rzeczy mam wrażenie wspomnieć, mianowicie on pokazywał, Zarówno polskim komunistom, polskiemu podziemiu, polskiemu społeczeństwu, ale także polskim komunistom i światu zachodniemu. Czym jest de facto żelazna kurtyna?
Czym jest jałtański podział świata? To znaczy traktował Polskę jako obszar, w którym de facto przyznawał sobie prawo do tego wszystkiego, co uważał za stosowne robić. Polscy komuniści nie byli zachwyceni, nie ze względów humanitarnych, broń Boże, Tym to się stało, znaczy procesem i skazaniem. Uważali słusznie, że to stawia polską opinię publiczną wbrew im, uważając, że przykładają rękę do działań, które są niegodne, ale z perspektywy Stalina ta operacja była ze wszech miar pożądana, pragmatyczna. To znaczy usuwanie przeciwników politycznych, którzy jeśli byli przeciwnikami politycznymi polskich komunistów, nawet potencjalnymi, to tym samym byli przeciwnikami Stalina, więc z punktu widzenia interesów bloku wschodniego najlepiej, żeby można było ich na czas określony albo na stałe unieszkodliwić.
Przy swej trzeźwości sądów rozumiał dobrze, że bolszewicy nie pozwolą mu długo cieszyć się nawet tą względną wolnością. Był chyba najbardziej doświadczonym w sensie politycznym i zasłużonym dla sprawy polskiej z szesnastki. Był przewodniczącym Rady Jedności Narodowej, był jednym z przywódców Polskiej Partii Socjalistycznej. Był, co charakterystyczne, więziem kwaratu. Za działalność w Polskiej Partii Socjalistycznej. Był osobą groźną, niebezpieczną po wyjściu. On został skazany na półtora roku więzienia w procesie moskiewskim. Objęła go amnestia i zwolniono go po czterech miesiącach. Wrócił do kraju, ale rachłby na to, że będzie mógł nie tyle prowadzić działalność polityczną, ale spokojnie funkcjonować.
Okazała się płonna. Tadeusz Żęczykowski, prominentny działacz Polskiego Ruchu Oporu, a po wojnie wicedyrektor Wolnej Europy, opowiadał o postawie Pużaka w czasach, gdy w maju 1944 roku dostał z Londynu propozycję zostania następcą prezydenta Raczkiewicza. Oto reakcja. Niewielu ludzi wiedziało w latach okupacji i nawet później, że prezydent Rzeczypospolitej Władysław Raczkiewicz Depeszą z 29 maja 1944 roku mianował Pużaka na stanowisko swego następcy. W dokumentach AK znajduje się list jego do prezydenta Raczkiewicza z odmową objęcia tego zaszczytnego stanowiska.
W nim też zakończył 30 kwietnia 1950 roku swe życie, które poświęcił wolności i niepodległości Polski. Jeszcze raz proponuję spotkanie z historykiem londyńskim Józefem Garlińskim, który w kolejnych komentarzach, analizach zastanawiał się, co zyskał na Procesie Szesnastu Stalin. Przede wszystkim otumanienie zachodniej opinii publicznej. Według pojęć sowieckich i propagandy sowieckiej tych ludzi skazano słusznie. A wyroki były łagodne, bo już wtedy chodziło o to, że pokazać, że Rosja to przecież jest kraj demokratyczny, kraj praworządny, kraj słow obywatelskich.
No ale także brano pod uwagę stosunek do komunistów w Polsce, nieakceptowanych, o których było wiadomo, że nie mają żadnej legitymacji do rządzenia. Ta władza komunistyczna, mówię o polskiej władzy, była słaba, w związku z tym Stalin jakby się trochę do tego dostosowywał, to znaczy uważał, że te wyroki nie mogą być takie, jakichby sobie mógł życzyć, to znaczy takie, które by trwale eliminowały Z życia, a nie z działalności politycznej oskarżonych. Gdyby do Procesu Szesnastu doszło w okresie późniejszym, można mieć pewność co do tego, że byłyby głównie orzeczone wyroki śmierci. Dowodem jest zresztą to, czym kończyły się procesy pokazowe w krajach socjalistycznych na przełomie lat 40. i 50.
Korboński został aresztowany przez NKWD w Krakowie w nocy z 29 na 30 czerwca. Udało mu się opuścić areszt Urzędu Bezpieczeństwa. Brał przez pewien czas udział w działalności politycznej w Polsce. Był działaczem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Tak jak Kazimierz Bagiński i tak jak Zbigniew Stypułkowski zdecydował się na opuszczenie Polski i na kontynuowanie działalności politycznej. Na emigracji dzięki niemu, jego relacjom i dzięki relacji, przede wszystkim dzięki relacji Stypułkowskiego, o której wspomniałeś, mogliśmy od lat pięćdziesiątych rekonstruować rzeczywiste losy szesnastu, którzy zostali zwabieni przez NKWD w pułapkę, a potem sądzeni w Moskwie w Procesie Szesnastu.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.