Mentionsy Mentionsy
Ślady | Radio Katowice
Ślady | Radio Katowice

Ślady. Rozmowa z Agatą Morawską, wolontariuszką w hospicjum w Oświęcimiu

06.10.2025 ·45 min 1 s

Dziś w śladach posłuchamy o spotkaniach, które pozwoliły nadać sens życiu i o książkach, które są owocem tych spotkań opowie p. Agata Morawska. Z Agatą Morawską, wolontariuszką w hospicjum w Oświęcimiu i autorką książek rozmawiać będzie ks. Marcin Wierzbicki.

Mówię szczęść Boże w imieniu swoim i realizującego audycję Rafała Drabka. Zapraszamy do wysłuchania magazynu religijnego Radia Katowice. Ślady. Dziś w śladach o spotkaniach, które pozwoliły nadać sens życiu i o książkach, które są owocem tych spotkań. Z Agatą Morawską, wolontariuszką z Hospicjum w Oświęcimiu i autorką książek rozmawiać będzie ksiądz Marcin Wierzbicki. Jednak przedtem posłuchajmy o wybranych wydarzeniach z życia Kościoła Powszechnego, jakie miały miejsce w minionym tygodniu. W tym to najważniejsze dla wiernych mieszkańców Śląska

I podobnie jak poprzednicy na tym urzędzie, będzie robił wszystko, żeby Chrystus był uwielbiony w Kościele i na ziemi Górnego Śląska, żeby jaśniał pięknym swojego oblicza, blaskiem swojej prawdy, żarem miłości, pewnością nadziei, która jest w nim i radością w Duchu Świętym. Arcybiskup Przybylski przyznał, że widzi w kościele katowickim szczególną syntezę tego, co tradycyjne, mocne i zakorzenione z tym, co nowoczesne i rozwijające się. Zwrócił uwagę na konieczność działalności ewangelizacyjnej i duszpasterskiej. Wśród dzieci i młodzieży, aby śląskie parafie były dla młodych przestrzenią do budowania relacji z Bogiem i między sobą, jako nieodłączną część lokalnego kościoła, wymienił także działania na rzecz osób ubogich i potrzebujących.

Zachęciłby oprócz pomocy charytatywnej tę płaszczyznę traktować jako wielkie dzieło ewangelizacji, bo najwięcej cudownego działania Boga można doświadczyć w świecie ludzi słabych. Na zakończenie Nowy Metropolita zachęcił wszystkich wiernych lokalnego kościoła do podjęcia wspólnej drogi, która rozpoczyna się w roku świętym 2025, a zmierzać będzie do obchodów dwutysięcznej rocznicy odkupienia w roku 2033. Przed nami osiem lat wspólnej drogi do rocznicy najważniejszych źródeł naszego zbawienia. Chciałbym, abyśmy nie zaniedbując wspólnej drogi z Kościołem Powszechnym i Kościołem w Polsce, który nam będzie podpowiadał konkretne kierunki tej drogi, przeszli te lata drogami człowieka, poświęcając je kolejno dzieciom, młodzieży, małżeństwom i rodzinie, ludziom pracy i nauki, kapłanom i osobom konsekrowanym, ludziom starszym, chorym i ubogim, żeby na koniec pochylić się nad rzeczywistością parafii i wspólnot kościelnych, podsumował arcybiskup Andrzej Przybylski.

Maksymilian zdawał sobie sprawę, że nawet tam, za murami i drutami obozu, w tym nieludzkim świecie trzeba do końca i bez żadnego uszczerbku zachować Boże zasady oparte na wierze i miłości, podkreślił biskup Piotr Greger podczas mszy świętej w Oświęcimiu sprawowanej z okazji 43. rocznicy Kościoła. kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbego. Hierarcha uznał męczennika z Auschwitz za proroka na dzisiejsze czasy, człowieka odwagi, duchowej wolności i nadziei, której współczesny świat tak bardzo potrzebuje. Uroczystości odbyły się w kościele pod wezwaniem św. Maksymiliana męczennika oraz na terenie miejsca pamięci w Auschwitz.

Temat wieczoru. Szczęść Boże! Bardzo serdecznie witam w kolejnych śladach, które są poświęcone sprawom społecznym. Dzisiaj porozmawiamy na temat wolontariatu dosyć specyficznego, bo dotyczącego posługi ludziom chorym, umierającym, odchodzącym, czyli wolontariat w hospicjum. Ale porozmawiamy także o konkretnych ludziach i o książkach. Bardzo serdecznie witam. Dzisiaj moim i Państwa gościem jest pani Agata Morawska. Dzień dobry, witam serdecznie. Szczęść Boże wszystkim. Szczęść Boże, witamy serdecznie. Pani Agata jest właśnie wolontariuszką w hospicjum w Oświęcimiu, ale jest także autorką książek, więc o tym spróbujemy dzisiaj sobie porozmawiać.

Ale to była najlepsza decyzja, jaką podjęłam w życiu. Czyli po prostu początki depresji doprowadziły mnie właśnie do tego miejsca i to było najlepsze 10 lat mojego życia. Dość oryginalny motyw podjęcia służby. Tak, bardzo. Polecam każdemu, bo wtedy człowiek po prostu przestaje, no bo tak naprawdę do wyboru to ja mówię tak, nie wiem, albo co tygodniowa wizyta u psychologa, żeby po prostu coś, bo no nic. ani w prawo, ani w lewo. Nic nie pomagało. Ale potem się zmienił mój w ogóle punkt widzenia. Oczywiście te problemy moje dalej zostały. One są dalej do dnia dzisiejszego. I tak sobie pomyślę teraz z perspektywy czasu tych dziesięciu lat, że gdybym wtedy się nie ruszyła, nie poszłabym, to ja mówię, ja bym już w tym własnym problemie chyba zginęła, a nie wydarzyłoby się tyle cudownych rzeczy i nie poznałabym tylu ludzi, których Pan Bóg po prostu mi podarował jakby w prezencie.

Zupełnie sobie na to nie zasłużyłam. To po prostu prezent dobrego Boga. A możemy usłyszeć o tych właśnie cudownych rzeczach. Oczywiście nie o wszystkich, bo przez 10 lat wiele się pewnie wydarzyło. Tak, tak, to ja bym była tu 10 godzin. Ale kilka przykładów. Kilka przykładów. Ja powiem tak, bo teraz mi tak się nasunęło w serce. Powiem o pięknej młodej kobiecie, zaledwie czterdziestoparoletniej, która trafiła do nas... Z już takim nowotworem bardzo, bardzo ciężkim. Generalnie zostało jej bardzo mało życia. Była piękna, mimo to, że choroba odcisnęła swoje piętno na niej, ale była tak piękna, miała tak piękne orzechowe oczy i tak patrzyła z ufnością tymi orzechowymi oczami na mnie. Jak przechodziłam obok sali i miała radyjko takie, więc tam sobie słuchała albo Radia M, albo Radia Maryja.

I zawsze mówiła różaniec i o godzinie piętnastej zawsze mówiła koronkę dołżego miłosierdzia i po prostu była nawet zdenerwowana, jak ktoś wszedł w tym czasie i tam jej przeszkodził. Bardzo wierząca kobieta. Tak zastanawiałam się, ja mówię, mój Boże, no czas pożegnania z nią był bliski. Ona miała troje nastoletnich dzieci, trzy córki i miała jeszcze jednego synka. Synek miał cztery latka. I ja po prostu mówię taka, nigdy od niej nie usłyszałam pytania, dlaczego ja, dlaczego mnie to spotkało. Ja po prostu wierzyłam, że ona wyjdzie w ogóle cała i zdrowa z tego hospicjum, więc po prostu ile modlić, ile nowen, ile po prostu postów w tej intencji, no Pan Bóg miał inny plan. na Danusie. Natomiast ja nie potrafiłam sobie poradzić już ze smutkiem, prawda, jak tam wchodziłam do niej.

No i widziałam, że to po prostu biegnie ten czas bardzo, bardzo i czas pożegnania się zbliża. Więc nawet nie chciałam być smutna, więc tak się starałam trzymać, ale ona patrząc na mnie tymi przenikliwymi, orzechowymi oczami widziała. I kiedyś mi powiedziała, wiesz co, nie bądź smutna, nie bądź smutna. Ona do mnie mówi, nie bądź smutna, mówi, przecież mówi, kiedyś się spotkamy, mówi, czemu się smucisz? Mówi, Pan Bóg doskonale wie, co robi, mówi. Ja jestem gotowa, zawsze na Niego jestem gotowa. Mówi, ja tylko troszeczkę mi smutno, że nie naciszyłam się zbytnio moim synkiem czteroletnim, ale mówi, Pan Bóg się zatroszczy o mnie, Pan Bóg się zatroszczy o moją rodzinę. Więc po prostu słysząc coś takiego, to ksiądz, no to ja mówię, no nie wiem, no... Dla mnie to były największe rekolekcje, na jakich byłam, słysząc coś takiego od młodej kobiety, która zostawia rodzinę, zostawia dzieci i mówi, tak, mówi Panie, wola Twoja, niech się dzieje, amen.

Więc to był niesamowity taki dla mnie przykład. I tak sobie pomyślałam, mówię, Boże, jak ja bym chciała, to tak, nie wiem, przez sześć lat temu, pięć lat temu te książki powstały, to takie miałam tylko jedno pragnienie w sercu. Ja powiedziałam, że to 6 lat temu to było w ogóle nierealne, niemożliwe. Ja mówię, bo gdzie, jak, gdzie? Niestety na środku ulicy i nie będę mówić, słuchajcie ludzie, ja znałam kobietę, która była prawdziwą bohaterką, prawdziwą. Jej łóżko było uświęcone modlitwami, jej łóżko było uświęcone przez cierpienie. I po prostu tak sobie właśnie wtedy marzyłam. Ja mówię, Boże, ja mówię, żeby to można było kiedyś komukolwiek opowiedzieć. No i właśnie dzisiaj te marzenia się spełniają. To się dzieje po prostu. Ale wracając właśnie jeszcze do tych spotkań z ludźmi chorymi, umierającymi. W Pani przypadku to bardzo konkretnie wpłynęło na Pani życie, na sposób patrzenia na świat, na drugiego człowieka, też na siebie, na to, co mnie dotyka.

Ale chciałbym zapytać, czy takie spotkania też otwierają nas na Pana Boga? Czy może to cierpienie i te ludzkie dramaty mogą zamknąć na doświadczenie Pana Boga, który jest miłością? Tak, tak. No i tutaj takie to pytanie właśnie. Ja mówię, wiecie co, z jednej strony tak, widząc bohaterskie postawy tych ludzi, którzy byli przytuleni do krzyża Pana Jezusa, Kiedyś ja temu panu, pamiętam, zadałam pytanie, bo jemu tam się wcześniej spalił dom, zmarła mu żona, zginął jego ukochany syn, jemu na rękach i na koniec jeszcze ta choroba. I ja tak mówię, no przecież, ja mówię, panie Władysławie, no na jednego człowieka, no ile można, no nie wiem, obdarowałby przynajmniej, nie wiem, szesnastu. A on takie zdanie mi też powiedział, które ja zapamiętałam i myślę, warto zapamiętać. Takim prosty człowiek takie zdanie mi powiedział.

Pani Agatko, niech pani zawsze pamięta, z drugiej strony krzyża jest miejsce wolne. Można się po prostu połączyć z Panem Jezusem. Z drugiej strony krzyża jest zawsze miejsce wolne. I ja właśnie spod tego krzyża czerpię siłę od Niego. I takie słowa umacniały, prawda? Umacniały, bo ci ludzie byli bohaterami, prawdziwymi bohaterami. Natomiast kiedy odchodziły osoby młode, tak jak po prostu wyżej wymieniona Danusia, czy odchodziła Karolina, która miała 30 lat, czy odchodził chłopak, który miał wtedy 19 lat, był w wieku prawie mojego syna. Więc jak odchodziły osoby młode, no to tak nieraz, oczywiście nie na Pana Boga, bo po prostu Pan Bóg nic nie ma wspólnego z chorobami, to ja o tym wiem. Ale tak nieraz szłam i ze złości muszę się przyznać, kopałam kamienie po drodze.

Ja nieraz siedziałam na takim przystanku, tam obok hospicjum był taki przystanek autobusowy, taka ławeczka i tak z bezradności siedziałam na tej ławce. No i też ze wstydem się przyznam, że ja zadawałam pytanie, no Panie, dlaczego, dlaczego, dlaczego nie uzdrowiłeś, dlaczego nie pomogłeś, ale to były tylko takie jakby chwilowe, natomiast potem wracałam na adorację i mówię, nie no, Bóg jest absolutnie doskonały i On wie, co robi, ale były takie momenty właśnie. I takiego umocnienia, ale tak jak mówię, jak żegnaliśmy osoby młode, bardzo młode, które całe życie miały przed sobą, albo matki, które musiały zostawić swoje rodziny, no to były takie właśnie historie, że tam ze złości coś tam czasnęłam, czy coś tam kopnęłam w kamień, ale potem oczywiście przychodziłam na kolanach i mówię, Panie Boże, no przepraszam, Ty wiesz, co robisz.

Witamy po przerwie. Przypomnę, że dzisiaj w studiu razem ze mną jest pani Agata Morawska, wolontariuszka w hospicjum w Oświęcimiu, ale także autorka książek, które powstały na bazie doświadczeń właśnie tego wolontariatu. Oni wiedzieli, kto jest ich siłą, na jego słowo biegną do zagrody i grabie w rękach dobrego Boga. O czym są te książki? Może zacznę od tej pierwszej, czyli Grabi w rękach dobrego Boga. Grabi w rękach dobrego Boga, tak spisałam naprawdę na prośbę pacjentów, tych pacjentów, którzy mieli problem z alkoholem, na prośbę byłego więźnia i na prośbę takich ludzi, którzy mieli to życie zupełnie tak po ludzku, według nich przegrane.

Zawsze mówiłam, że jestem, nie zgadzam, ja mówię, bo Bóg i Panowie żyją do ostatniego oddechu, to nie jesteście żadnymi przegranymi. Zawsze można powiedzieć tak. No i pamiętam, jak jeden z tych panów, niejaki pan Władysław, właśnie mi mówi, wie pani co, mówi, ja jestem prosty człowiek Władek, który nic światu nie zaoferował, ale świat też nie miał dla mnie specjalnych propozycji. Kopałem rowy gdzieś tam całe życie, lubiłem sobie wypić i mówi, i wie pani co, mówi. Tu pani tak do mnie przychodzi, mówi, tyle fajnych tu wspólnie, mówi, chwil, mówi, dane nam jest spędzić, mówi, może by pani, mówi, coś tam napisała, jak tutaj pani tego Władka poznała, mówi, bo ja już niedługo stąd wyjdę, wie pani, on tak jeszcze zażartował, więc ja powtórzę ten jego żart, bo miał bardzo specyficzne podejście humoru do śmierci, w ogóle do odchodzenia, mówi.

O bezdomnych. Był tam też jeden więzień, który 30 lat tam chyba spędził w więzieniu. Więc generalnie o ludziach przegranych według nich, natomiast oni wszyscy byli wygrani, bo oni praktycznie wszyscy odchodzili zatopieni w ramionach Pana Boga. Każdy z nich żałował bardzo, bardzo tego swojego przegranego życia, żałował relacji, więc ta książka powstała na ich prośbę w zasadzie. I bohaterami pierwszej książki Grabek w rękach dobrego Boga są właśnie ci w cudzysłowiu niegrzeczni chłopcy. Czyli inspiracja jakby od podopiecznych. Wspomniała Pani, że oni sami twierdzili, że ich życie było przegrane, ale finalnie można powiedzieć, że jednak wygrali. Pewnie dzięki też takim osobom jak Pani, które gdzieś jakąś nadzieję wylały w ich serca.

Ja to tak zawsze jestem wyczulona, bo tam, ja mówię, tam niektóre takie bardzo gorliwe wolontariuszki, to uch, tak jak śmieję się, że tak jak te wyprawy krzyżowe były, że już musisz do konfesjonału ten. Nie no, ja tak zawsze jakoś tak prosiłam Pana Boga, żeby taką delikatność dał w tej kwestii, prawda, bo z jednej strony rozumiałam, że nie ma na co czekać, prawda, bo śmierć się zbliża, a z drugiej strony sobie pomyślałam, no skoro Chrystus mówi, chcesz, chodź za mną, będzie super, będzie przygoda, nie chcesz, no po prostu odejdź, no nic, nic. ci się złego nie stanie, jak odejdziesz. Więc ja mówię, byłam bardzo szczęśliwa, jeżeli któryś z tych niegrzecznych chłopców po takiej rozmowie, takiej zapytaniem, no nie, bo widziałam, że niektórzy się bali bardzo. Więc ja mówię, że może kapłana, może, wie pan, troszeczkę tego strachu będzie mniej. Ja mówię, no zawsze warto spróbować. I byłam bardzo szczęśliwa, jak oni nieraz po 40 latach, po 50, po 30, tak, mówi, tak, kierowniczką tam byłam nazwana przez większość z nich, tak, kierowniczką, niech pani tego księdza tu sprowadzi.

Po prostu z takimi błyszczącymi oczami i wypiekami na twarzy, że ksiądz tak uznał, że jakby pan Wacław miał możliwość przeżyć to życie jeszcze raz, to on dokładnie by nic nie zmienił. No i tutaj się nie udało niestety. Ale idźmy jeszcze do książek. Te książki to jest jakieś świadectwo pani doświadczeń, pani przeżyć. Dla kogo pani napisała takie książki? Z książkami to była taka historia, że pierwsze egzemplarze Grabię w rękach dobrego Boga napisałam dla przyjaciół, bo ja zupełnie nie wiedziałam, przecież w życiu nie wydawałam książki, więc zupełnie nie miałam zielonego pojęcia. Ja w ogóle z wykształcenia jestem chemikiem, więc no nie miałam, w ogóle dla mnie w ogóle niezrozumiałe. I tak dzwoniłam po tych wydawnictwach i tak chyba z pięć było na tak, z tym, że muszę rozbudować temat.

Pierwszy tytuł to jest Grabie w rękach dobrego Boga. Drugi tytuł to jest na jego słowo biegną do zagrody. I trzecia, taka najbardziej wymowna, Droga Krzyżowa, moich przyjaciół, którzy tak dzielnie zdali ten największy egzamin swojego życia. A dlatego mieli taką siłę, bo oni byli przytuleni do swojego Boga. Więc trzeci tytuł jest Oni wiedzieli, kto jest ich siłą. Zachęcamy do zapoznania się z tymi książkami, książki świadectwa z głębokim przesłaniem, także z pewnymi historiami ludzi odchodzących, cierpiących, no i modlitewnik, który pewnie może też nas wspomnieć. zainspirować do osobistej modlitwy. Bardzo dziękuję pani Agacie za to, że przyjechała do nas aż z Oświęcimia.

Dziękuję za to świadectwo, jak właśnie spotkanie z człowiekiem chorym, cierpiącym może odmienić nasze życie, może nas też otworzyć na drugiego człowieka, na Pana Boga. I raz jeszcze zachęcamy do ewentualnego sięgnięcia po książki autorstwa pani Agaty. Bardzo dziękuję. Ja też bardzo dziękuję. Jestem bardzo szczęśliwa, że tu mogłam być, bo moje marzenie się spełniło, więc zawsze tak myślałam, żeby powiedzieć o Danusi, żeby wybrzmiało o bohaterskiej kobiecie, która zostawiła rodzinę, dzieci i zgodzona, zupełnie pogodzona z wolą Bożą poszła tam. Ufam, że jest w jego ramionach szczęśliwa. Bardzo dziękuję. I na zakończenie Dana Catherine w utworze o pięknej miłości. Niech ta piękna miłość będzie podsumowaniem naszej dzisiejszej rozmowy.

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim Państwu za uwagę. Życzę dobrego wieczoru. Szczęść Boże. Ksiądz Marcin Wierzbicki. W naszym magazynie mamy jeszcze zaproszenie wspólnoty Chrystusa Zmartwychwstałego Galilea Winnicy Śląsk Północ na niecodzienne rekolekcje, o czym powie jeden z organizatorów Zbigniew Nawrót. Organizujemy jako wspólnota Galilea rekolekcje krótkie, weekendowe, kurs dla mężczyzn, kurs dla kobiet. Ten męski to kurs Jakub, na wzór biblijnego Jakuba, gdzie chcemy przypatrywać się tej postaci i

My jako mężczyźni chcemy iść za Bożym głosem, za Bożym prowadzeniem. Tak jak Jakub, który w swoim życiu miał ciągle pod górkę, o wszystko musiał walczyć, zabiegać. Tak samo przyglądając się jemu, chcemy jakby podjąć tą drogę, gdzie patrzymy, jak przychodzi taki moment, kiedy... Jakub z tego, że sam kombinuje, sam próbuje, sam walczy, przychodzi moment, gdzie Bóg mówi, dobra Jakub, wystarczy, teraz wpuść mnie i pozwól mi działać, a ja cię poprowadzę i ja uczynię z ciebie wielki naród i ja dam tobie zwycięstwo. I rzeczywiście w naszym życiu tak jest, nie? My faceci chcemy sami dawać radę, wszystko potrafimy, wszystko ogarniemy, kto jak nie jo.

Także musimy się zmagać, dawać sobie radę i mamy to tak mocno wdrukowane w nasze serca, w nasz mental. A Bóg mówi, zrób mi miejsce, daj mi tą przestrzeń, zobacz, ja objawię swoją moc, ja objawię swoją potęgę w tobie i poprzez ciebie. I ten Jakub, czasami nieporadny, czasami oszust, czasami walczący rozpaczliwie o uznanie w oczach swojego własnego ojca i o jego błogosławieństwo, nagle zawiera z Bogiem przymierze i mówi, dobra, to ty mnie prowadź, nie? I doświadcza wielkich rzeczy w swoim życiu dzięki Bożemu prowadzeniu. I my też chcemy tego się uczyć i podpatrywać, jak to robił on. Bo nie uważamy siebie ani za skończonych mężów, za skończonych ojców, za skończonych synów, ale ciągle w procesie, ciągle w budowie.

Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.