#247. Mordercy przedwojennej Polski
Mord w Rydzynie. Okrutna zemsta odrzuconego kochanka ujawnia mroczne tajemnice. Szajka Kazimierza Kozińskiego. To była jedna z największych obław policji przedwojennej Polski.
To był też czas, gdy do Polaków na emigracji wyjeżdżało młode pokolenie. Czasy powojenne, a właściwie międzywojenne, były w Polsce szczególnie trudne. Brak dobrze płatnej pracy, brak perspektyw, wszystkiego właściwie uczono się na nowo. Dla pieniędzy wielu ludzi wyjeżdżało szukając zatrudnienia za granicą i tak zrobił również Stanisław Górny. Znalazł dobrze płatną pracę we Francji. W roku 1931 wrócił jednak do Polski. Uznał, że dość emigracji. że odłożył dość pieniędzy na lepsze życia. I rzeczywiście na takie miał teraz nadzieję. Wrócił do kraju ze sporymi zapasami gotówki. Przystojny, bogaty, pragnął także dobrze się ożenić. Zaczął zaloty do Marianny K., która była córką bogatego gospodarza z Rydzyny.
Niemcy jednak zaczęli szukać pretekstu do przełożenia daty ślubu Marianny. Chłopak nie rozumiał o co chodzi, dlaczego tak się nim bawią. Był zakochany w dziewczynie i wierzył, że zapewni jej świetlaną przyszłość. I wówczas zaręczyny zostały zerwane przez rodziców wybranki. W chłopcu najwyraźniej coś wówczas pękło. Nie rozumiał, dlaczego ojciec byłej, już narzeczonej, się na niego uwziął. Co mogło mu się w nim nie podobać? Górny kipiał. Poczucie niesprawiedliwości w nim narastało. Gdy nadeszła noc, zaczął realizować swój krwawy, pisany zemstą plan. Podszedł cicho do gospodarstwa rodziny K. Obserwował chwilę dom, upewniając się, że nikt z domowników nie krząta się po obejściu.
Ścisnął mocniej siekierę, którą ze sobą przyniósł. Ostrożnie zbliżał się do zabudowań. Ale do domu wszedł pewnie, bywał tu niemal od roku, wielokrotnie, więc znał doskonale rozkład pomieszczeń. Wiedział, w której izbie domownicy śpią. Zakradł się tam ostrożnie, by nie zdradziły go skrzypiące drzwi. Jeszcze raz spojrzał na znienawidzonego, niedoszłego teścia i teściową, a następnie uniósł siekierę w górę i z całej siły uderzył obuchem. Jeszcze raz i kolejny. Gospodarz K. i jego żona nie zdążyli nawet krzyknąć. Górny podszedł też do łóżka dziewczyny, którą tak kochał i znów uniósł siekierę.
Zaledwie dzień wcześniej w końcu usłyszał o odwołaniu ślubu, do którego już się szykował. Policja postanowiła przesłuchać owego niedoszłego pana młodego Stanisława Górnego. Nie zastała go jednak w jego rodzinnym domu w Tarkowisku, jak błędnie tutaj nazwę miejscowości Targowisko zapisał dziennikarz Nowego Kuriera. Przeszukanie okolicy tej miejscowości również niczego nie dało. Wyglądało na to, że sprawcy wszystko ujdzie bezkarnie. A jednak w tej sprawie dochodzi do dwóch zwrotów akcji. Po pierwsze...
Przyczyną odrzucenia zalotów Stanisława Górnego nie był jego zmienny gwałtowny charakter jak plotkowano we wsi. Musimy wtrącić, że część dzienników sugerowała, iż to Staszek zerwał zaręczyny, bo gospodarz obiecał zbyt mały posak dla córki. Prawda, którą udało się ustalić śledczym brzmiała następująco. Ojciec Marianny zasięgnął języka i najprawdopodobniej dowiedział się o tym, że Stanisław Górny we Francji ma już żonę, a nawet, że z owego związku urodziło mu się dziecko, a więc do ślubu w Polsce po prostu dojść nie mogło. Rodzina K. nie miała wyjścia, musiała ślub odwołać. I drugi zwrot akcji. Zapewne nie udałoby się organom ścigania odnaleźć Stanisława Górnego za granicą.
Pewnie ukrywałby się kilka lat, a później, jak wiemy, niestety wybuchła wojna, która wszystko zmieniła. Jeśli morderca przyczaiłby się, mógłby zacząć zupełnie nowe życie. A jednak prasa pod nagłówkami Sensacja pisała o naprawdę zaskakującym finale tej sprawy. Kilka miesięcy po tej potwornej zbrodni, robotnik, którego zadanie było tępienie w lesie szkodliwych ptaków, wspiął się na jedno z potężnych drzew w lesie gryżyńskim. Chciał stamtąd wypatrywać szkodników. Zamiast tego, na jednej z najwyższych gałęzi odnalazł zwłoki wisielca w znacznym stopniu rozkładu. Policja ustaliła po przedmiotach, jakie znajdowały się przy samobójcy, że jest to Stanisław Górny, najprawdopodobniej naprawdę kochał Mariannę, a gdy po zabójstwie jej i jej rodziców uświadomił sobie, jak straszny był jego czyn, uznał, że już nie ma po co żyć i postanowił ze sobą skończyć na tej gałęzi.
Za ujęcie względnie przyczynienie się do ujęcia bandyty Kozińskiego Kazimierza. Syn Jana i Julianny, urodzony 1904 roku we wsi i gminie Korabiewice powiatu skierniewickiego. Ostatnio zamieszkały w Żyrardowie przy ulicy Głównej 14. który dnia 14 lutego w Rembertowie, powiatu warszawskiego, zabił posterunkowego Karwińskiego Tomasza oraz postrzelił starszego przodownika Policji Państwowej, Sikorskiego Józefa i posterunkowego Dzięcioła Piotra. Wzrost średni, wysmukły, jasny blondyn, oczy niebieskie, małe wąsiki strzyżone, brak dwóch siekaczy w górnej szczęce.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.