S06E21 Karolina Chrapek
Byliście kiedyś na igrzyskach? Nie? A my znamy kogoś, kto był!W kolejnym odcinku Stalkant FM gościmy Karolinę Chrapek – olimpijkę z Soczi, wielokrotną medalistkę mistrzostw Polski oraz Uniwersjady. Rozmawiamy o jej narciarskiej drodze, podpatrywaniu najlepszych zawodniczek na świecie i o tym, jak radziła sobie z licznymi kontuzjami. Jest też sporo refleksji o sporcie z perspektywy czasu oraz o życiu po zakończeniu kariery.To odcinek, którego naprawdę warto posłuchać – Karolina jest po prostu fantastyczną osobą i gdybyśmy tylko postawili przed nią mikrofon, sama pociągnęłaby rozmowę bez najmniejszego problemu.Jak macie ochotę to możecie nas wesprzeć na: https://buycoffee.to/stalkantfm
Puchar Polski i od razu Fisy pewnie potem, nie? Potem był Puchar Polski, ale Puchar Polski zaczął się troszeczkę, ja nigdy nie startowałam w żadnych ligach, tych zakopiańskich czy podobnych, jakby na to nigdy nie jeździliśmy. Bo troszeczkę tutaj mój tata sobie gdzieś tam w głowie ubzdurał, że to jest, no dla tych co trenują, no to my tam nie mamy żadnych szans, kropka. No nie miało się tej wiedzy, że tak powiem, jak to rzeczywiście wygląda. No i następnie Chyba w jakimś tam pucharze, jakimś jednym z pucharów, nie wiem czy nie puchar MKN Gliwice, klubu takiego. Był taki, był taki, Puchar Lwa to się nazywało. Puchar Lwa właśnie. Mam puchar, też mam puchar z tych zawodów. Ja też mam, nawet chyba nie jeden, a dyplom to na pewno. No, więc zaczęło się od takich różnych jazd i tam gdzieś dziewczyny typu Ala Zostawna i Towarzystwo Całe podpowiedziała mi, że oni jeżdżą na Puchar Polski i w sumie ja z nimi tu wygrywam, a one tam w tym Pucharze Polski na przykład są w top ten i czemu bym nie spróbowała pojechać?
No, randomowo na jakichś urodzinach którejś z koleżanek wyszło. Chyba już wtedy, bo ja na początku mieszkałam w Wiśle, a potem się przeprowadziliśmy do Gliwic. I to już chyba było w Gliwica. I właśnie w piątej klasie, czyli w moim pierwszym roku, kiedy mieszkałam w Gliwicach, pojechaliśmy w połowie sezonu do Szczyrku na zawody. To był styczeń, był supergigant i gigant, gdzie chyba... Teraz nie pamiętam dokładnie. Któreś zawody wygrałam, w którejś byłam trzecia. Oczywiście poruszenie w całym Pucharze Polski, co się wydarzyło, bo laska z ostatnim numerem startowym zjechała i wygrała zawody. Więc to było takim samym szokiem dla mnie, jak dla całej reszty. Jasne, potem znam to, to tak jak na Winter Cupach ktoś nowy się pojawia z tym 40 numerem i nagle tutaj patrzysz, a tutaj już wiedziałem, że będę o 17, że będzie świetne miejsce do ataku na drugą 15, a tutaj jestem pięterko niżej jednak po przejeździe.
Dogadane było Witek Pruski, Natalka, mój tata i ja, jakby deal cały, żeby zrobić i dogadać, czy na pewno mogę pożyczyć, czy nie zniszczę, no bo to wtedy towar prawie, że jakby na wagę złota. No i w tych gumach jakby ta guma mi bardzo pomogła, no więc zaraz na szczęście po tych pierwszych dwóch startach została zamówiona guma dla mnie. Guma pierwsza to w ogóle była guma ze Sportfula. Ochydna, brzydka, szaro-czerwona. W ognie takie? Nie, nie, nie. Ja miałam taką szaro-czerwoną, która miała takie... Pamiętacie, jak były takie sweterki do slalomu z takimi tymi prążkami gumiastymi? Paseczki, paseczki takie. Tak, dokładnie. No to tutaj były już piankowe, lżejsze, nie gumiaste, ale generalnie tego typu ochraniacze. Natomiast w takiej gumie właśnie do końca, no kolejne z dwa sezony przynajmniej jeździłam.
Był Puchar Polski, tutaj zdobyłaś miejsce, a jak się zaczęły Fisy? Jakiś klub czy coś? Czy to dalej było na własną rękę? Ja tutaj tak dodam jakby tytułem wstępu jeszcze, że całość, tak, tata jako trochę pozytywny wariat w tym wszystkim, mama, bo mama jest bardzo istotna w tym samym planie, ponieważ bez mamy to byśmy chyba nie przeżyli. Generalnie ze szkołą byłby problem, z wszystkim byłby problem prawdopodobnie. Mama byłaby grantem organizacyjnym, jak to ona się śmiała, że była dietetykiem, organizatorem, logistykiem, pakowanie, pranie, sprzątanie, ogarnianie dzieci. Names mentioned by Karolina Chrapek.
Było tam kilka osób, które się pojawiały i znikały przez sezon cały. Generalnie było tak, że ja ten drugi rok FIS-u jeździłam w kadrze juniorów i od trzeciego już byłam w kadrze narodowej. To dość szybko poszło. Niestety pierwszy sezon przygotowawczy już będąc w kadrze narodowej, czyli jeżdżąc z Agą, jeżdżąc z Kasią, jeżdżąc z Dagmarą jeszcze. Chociaż nie, przepraszam, z Dagmarą myśmy się minęły, sorry. Widziałyśmy się jeszcze na zawodach Mistrzostw Polski, które były organizowane we Włoszech w moim drugim roku FIS-u. A potem Daga już skończyła, została Kasia i jeszcze Ola Kluś. I ogólnie rzecz biorąc, wtedy niestety miałyśmy wyjazd do Argentyny i ja tam kolano rozwaliłam. To już był drugi raz, jak rozwaliłam nogę, bo pierwszy jeszcze się zdarzył za juniora.
Nie, po prostu all in albo out. A bo ty byłaś jeszcze z czasów, w których była jakaś ekipa. I zastanawia mnie, jak to się... Bo teraz tej ekipy, no uznajmy, że nie ma. Nie ma czegoś takiego. Wtedy, pamiętam, było to słynne zdjęcie, nie pamiętam, która z was leżała na stole do masażu, ale na pewno była. Ola Kluś, Ania Berezik. Nie wiem czy wiesz o jakim zdjęciu mowa w ogóle. Macie takie zdjęcie z około 2009 roku, gdzie wszystkie jeszcze młode tam siedzicie dookoła stołu masażu. Chyba Agnieszka Gąsienica Daniel mi się wydaje, że leży na stole do masażu i tam cała mocna ekipa dookoła tego siedzi. Ale ja mnie zastanawia o to jaka była moc tego i czy była w ogóle jakakolwiek moc i wpływ tego, że jeździłyście i miałyście jakąś pakę i w jaki sposób to wyglądało.
Ma się do kogo porównać, więc nawet jak nie było miłości, to myśmy się i tak nakręcamy do tego, żeby próbować być lepszą, lepszą, lepszą i pchać do przodu cały czas. I potem wymieniać się z sytuacją taką na przykład, no to była mega beznadziejna sytuacja dla Agi, gdzie ja zyskałam, ale Ale z drugiej strony wypełniłyśmy lukę i po prostu to był jedyny puchar świata dla kobiet w Beaver Creek, gdzie był super gigant, zjazd i nie wiem czy nie gigant nawet. 2013 jesień, gdzie myśmy poleciały do Stanów. Wtedy to był pierwszy sezon kolejnego Włocha trenera. Wtedy okazało się, że Aga nie ma wystarczająco niskich punktów w zjeździe i nie może w nim wystartować. I ja miałam. I po prostu mnie wystawili. To jest właśnie po to Steam.
To jest. Czyli taka delikatna kocuwa, dobrze. No to nie? Pytam, że delikatna kocuwa taka, jak wchodziła, to było zazwyczaj dobrze. Wiesz co, ale to jest generalnie... Ja uwielbiam dygresję w naszym podcaście i to, że możemy sobie gadać o wszystkim i to jest bardzo ciekawy temat. I wydaje mi się, że faktycznie dla większości to może najlepiej działać, ale mamy też takich świrów, nie wiem, jak Boddy Miller, którym pewnie w hotelu w pokoju nikt by nie wytrzymał. Są tacy ludzie jak Henry Christophersen, który nie wygląda na takiego, który chciałby dzielić trasę treningową z kimkolwiek innym oprócz równaczy mu trasy.
I tak nam było wstyd strasznie, pamiętam. Śmieszna sprawa. Proszę, proszę. Generalnie tak, w Inner Krems udawało się też całkiem sporo treningów przeprowadzić. Tam na przykład często się dogadywałyśmy, znaczy nie często, tam był na przykład sezon jeden, gdzie się akurat tak złożyło, że z Edith Miklosz, z tą Węgierką, która miała przez jakiś czas właśnie trenera Austriaka i ona całkiem fajnie te szybkie konkurencje zaczynała jeździć. Więc to też dla mnie było zawsze, był to ktoś szybszy, więc było się do kogo porównać. I w tym Inet Camps to było trochę tak, że się porażyło od punktu do punktu i budowało w cudzysłowie bazę, że ci trenerzy tam cię już na miejscu rozpoznawali. Ci wszyscy, którzy przyjeżdżali lokalnie na treningi, oni już wiedzieli, że kto ty jesteś i że masz jedną, dwie, trzy zawodniczki.
Karolina, troszkę zmieniamy temat. Uniwersjada, czy to jest fajna impreza dla krajów narciarskiego drugiego świata? Czy szansa na wybicie się, czy po prostu puchar pocieszenia? Przepraszam, że tak brzydko to nazwę. Zanim Roman Zeinheuser stał się sławny, był również na Uniwersjadzie i tam wygrywał, także wiecie. No właśnie, bo ja jeszcze się wtrącę, na przykład patrzę na twoje wyniki z Earthroom i kurczę, no muszę przyznać, że z dziewczyn, które tu były w topce, no to chyba nikt. Chyba nikt niestety, nie. Nie, nie, tam stamtąd, szczerze mówiąc, to dopiero chyba albo w Hiszpanii, albo we Włoszech, ale też, nie, umówmy się tak, to jest...
Drugi sort, no nie, bo brzydko brzmi, ale generalnie druga linia, druga grupa. I to są takie lepsze zawody uniwersyteckie, bo coś tam trzeba już jechać, żeby jednak na tych supergigantach nie zginąć. Z drugiej strony te trasy są łatwiejsze, te przejazdy są krótsze i przyjeżdża tam dużo osób, które przyjeżdżają tam dla fanów zabawy, przyjemności. Ale to uniwersjada zawsze była dosyć ważnym punktem, szczerze mówiąc, na mapie polskich zawodów. Bo z tego można było również jakieś... Po pierwsze się wygrywało pieniądze i można było potem stypendium na bazie tego dostać. Także, umówmy się, było to po prostu opłatalne. To nie były duże pieniądze, żeby tutaj teraz nie było wyobrażenia jakiegoś niewiadomo hajsu, ale dalej narciarstwo raczej zostawia cię na minusie, jeżeli nie zaczniesz wygrywać regularnie Pucharu Świata.
Mniej więcej. Ja generalnie byłam wtedy chyba na czwartym miejscu w kadrze, a trzeba było zjechać do trzydziestki Pucharu Świata licząc, nie powiem, czy to można nazwać metodą olimpijską, ale generalnie licząc po cztery zawodniczki z każdego państwa. Wtedy tak sobie to wymyślili. Oczywiście wiadomo, Puchary Świata i punkty Puchary Europy były zawsze tym głównym celem, natomiast tutaj teoretycznie punktów się nie zdobywało, ale ja rzeczywiście w kombinacji Całhenze zjechałam jakby, licząc tylko po cztery zawodniczki, byłam na 28 miejscu. Jasne, to jest naciągane dla mnie, jakby naciąganie rzeczywistości, ale wtedy były takie między innymi kryteria. Natomiast co jeszcze było, to nie pamiętam. Dzisiaj właśnie z Mateuszem rozmawialiśmy na skiturach o tym troszeczkę, wracając do całej sytuacji, że on był prawdopodobnie dorzucony.
I to bardzo brzydko brzmi, ja się bardzo cieszę, że Mateusz pojechał i powinien być z tego w całości bardzo dumny, zresztą jest, jakby gadaliśmy dzisiaj dosłownie na świeżo o tym, ale po prostu potrzebowali działaczy, tak? Potrzebowali miejsca na działaczy i nie może być więcej działaczy niż zawodników, więc potem potrzebują więcej zawodników, żeby wysłać więcej działaczy, tudzież oficjelów, jak to się ładnie mówi, przepraszam. Także może nikt mnie nie z nim czuje za to, ale tak wtedy było. Nie wiem teraz, kto jeszcze może zadecydować o tym, żeby wysłali więcej, a nie mniej zawodników. Wiesz co, teraz są też limity odgórnie narzucone chyba przez federację. No a potem co zrobi z tym Federacja, no to wiadomo. Znaczy wiadomo, że ci najszybsi mogą mieć czwórkę, a u nas jest tylko dwa miejsca dla dziewczyn są... Nie wiem jak to działa per konkurencja, czy mogą różne pojechać, bo z tym się nie orientuję, bo pamiętam, że taka sytuacja chyba była z Kusakiem i Jasiczkiem, że Jasiczek jechał po prostu slalom, a Michał Kusak jechał...
Pamiętam, że tam były mega lodowe trasy, że generalnie te konkurencje szybkie. No w ogóle tam się ciekawe rzeczy dzieje. Slalom ustawiony przez Ante Kostelicia u facetów w drugim przejeździe, którego nikt nie wiedział jak pojechać. Zjazdy, które naprawdę były takie, że... Śmierć zaglądała w oczy. Jak to ty widziałaś jako zawodniczka, która tam była i stawała na starcie? Tak, trasy były trudne. Trasy były zawiłe, kręte i generalnie lodowe, to się zgadza. Było szybko. Ale na tamtym czasie, jakby nie powiem, nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo. Po prostu ja się już wtedy nauczyłam koncentrować na tym, co mam zrobić na trasie. Jakby dla mnie liczył się przejazd, nic innego dookoła. I w sumie w zjeździe, ja chyba w zjeździe tam przegrałam, w samym zjeździe licząc, teraz żebym się nie pomyliła.
Powiedz mi jeszcze, co jeszcze najfajniejszego było? Dobra, atmosfera na igrzyskach. Jeszcze jedna rzecz. Pamiętam, że przed igrzyskami oczywiście się śmiano z ruskiej techniki i widziałem takie... Toalety z sedesami dwoma skierowanymi do siebie, że tam można we dwójkę sobie wejść. Widziałeś takie? Nie, takich nie widziałam. Niestety, muszę powiedzieć, że... Ale jak przyjeżdżaliśmy do wioski, to dopiero asfalt kładli na wjeździe. A trawa pomalowana, bo Wołodia Wielki przyjeżdża, więc na zielono, nie? Prawie, że nie. Błoto było przysypane śniegiem, na szczęście. Potem stopniało pod koniec pobytu. Więc zrobiło się brązowo, bo to był plac budowy, umówmy się, to był plac budowy, to były bardzo szybko i kiepsko wybudowane bloki dla olimpijczyków i tylko, żeby tutaj otworzyć troszeczkę szerzej może właśnie świadomość niektórych osób, które w tym nie siedzą tak całkiem.
I nie jesteś w stanie zasnąć. Jakby okej melatonina, te te te te, jakby wszystko można próbować, ale To ja już wolałam drugi koniec świata polecieć i po prostu wtedy już człowiek jest tak zmielony, że jest ok. A tutaj takie małe niuanse nagle, po prostu których nie znasz, nie wiesz, dopóki nie pojedziesz. I to były takie jakby ciekawe dodatki. Oprócz tego jedzenie na wspólnej stołówce to jest zawsze dla mnie na tych wszystkich dużych imprezach fajna rzecz. Spotyka się tam naprawdę... Sportowców wszystkich najlepszych przychodzą z medalami, bo akurat właśnie wracają z zawodów, które wygrali. To jest ekstra, to jest niesamowite. Ja takie coś bardzo doceniam i bardzo dobrze wspominam. Udało mi się pojechać na wycieczkę do Coastal Village, gdzie łyżwiarze byli i hokeiści.
Wtedy był ten, był ta akcja Bachleda, Tauron, Kasia Wąsek, właśnie nie wiem czy Zuza Czapska też nie była częścią tego. Bardzo mocno w młodzież. Ja dla nich już wtedy byłam stara i miałam 25 lat. Więc jak teraz na to tak sobie patrzę, to jakby można było jeszcze spokojnie śmigać. I nie mówię tu o Lindyvon, ale generalnie chociaż do 30 pociągnąć. Biorąc pod uwagę, jak sama mówiłaś, że byłaś 4 lata spóźniona, to narciarską miałeś 21 lat. Tak, dokładnie. Jakby... Nie mówię, że tego żałuję. Myślę, że teraz już jestem z tym pogodzona, ale bardzo długo walczyłam z tym faktem, że tamten sezon był ostatnim. Był hype po igrzyskach i to było, chyba Zuza też tak samo powiedziała.
Na zasadzie, że jadę i to nie jest walka o przetrwanie, tylko że ja walczę, żeby jechać szybciej. Takie czucie się włączyło. Mi to trochę zajęło, ja nie mówię, ja się zawsze bałam prędkości ogólnie rzecz biorąc, żeby była jasność i jeszcze skakania i wysokości i wszystkiego, więc dla mnie te zjazdy i supergiganty zawsze były bardzo dużym wyjściem ze strefy komfortu, ale na koniec dnia sprawiało mi to radość. Więc cisnęłam. I w tym momencie jakby złapałam takie czucie, że to może w którąś stronę pójść, ale no nie było z tego z kim trenować. No jakby nie widziałam naprawdę żadnej możliwości, żeby to dalej ciągnąć, bo wchodziły te młode. Ja byłam wtedy najstarsza, bo wszystkie... Ola już nie jeździła, Aga już nie jeździła. Jakby wszystko się wykruszyło z tego starej gwardii, że tak powiem.
I rzeczywiście było naderwanie. I to było trochę, myślę, że to był większy stres dla mojego taty, czy w ogóle rodzinny, niż dla mnie, bo ja idąc na operację wtedy na artroskopię, sobie totalnie nie zdawałam sprawy, z czym to się je. Jakby ja po prostu myślałam, że ja pójdę do lekarza, on mi to kolano otworzy w gabinecie jakby, pokroi tam co trzeba, postrzywa i zaraz będzie gotowe, naklei plasterek i jesteś gotowa do działania. Więc wtedy się zderzyłam dopiero z tym, że o kurczę, że to chyba jest poważniejsze, ale... Miałam fizjo na przykład wtedy, to jeździłam raz w tygodniu do Katowic. Żadne fizjo to nie było, jakby umówmy się, to było śmiechu warte. To był ten 2002 rok, więc ja miałam 12 lat, także też za dużo jeszcze nie można było i tak zrobić, ja ciągle jeszcze rosłam, to było bardzo wcześnie. Potem była trochę dłuższa przerwa, jeżeli chodzi o Argentynę, 2007.
W sensie trochę to jest takie marnowanie czasu. Ja myślę, że z moim bratem to bardzo często poruszyłam, ale to jest może też problem w ogóle polskiej edukacji, szerzej patrząc na to. Nie szanuje się tego studenta, nie szanuje się generalnie tego czasu. Znowu się wtrącę i polecę klasykiem filmowym. Gotowi są pomyśleć, że my tu jesteśmy dla nich. Tak to było? Co to było? Chłopaki nie płaczą znowu? Chyba tak. To profesor właśnie mawiał te słowa na temat studentów, więc to jest niezmienne i brak elastyczności polskiego systemu edukacji jest chyba już legendarny. No, po prostu fajnie jakby ktoś wtedy był, albo nie wiem, może fajnie jakbym ja trochę więcej szukała, tak jak mówię, i rozkminiała.
Karolina, po tym co powiedziałaś, musimy kończyć samorząd. Ja się ostatnio dowiedziałem, że media robi nasza Polka, w sensie Polka po prostu, Ola Król, jest odpowiedzialna za całą tą oprawę social mediów i też robi to naprawdę dobrze, bodajże z Innsbrucka. Też może ją zaprosimy, nie wiem co prawda, czy te wszystkie nasze rzeczy, które opowiadaliśmy o Łukaszu i to, że nie do końca jesteśmy, my stare dinozaury za tym nadążamy, czy to... Będzie dobra karta przetargowa i dobre otwarcie dyskusji, ale kto wie, może. Ja to muszę przyznać, że będąc młodym korwinistą jednak mocno i z każdym rokiem się przesuwam w lewo i coraz mniej lubię marki, które są luksusowe.
Dobra, dobra. Spodnie piankowe były z Knurowa firmy Piro. Wszyscy pewnie takie mieliśmy, nie? Nie, nie, nie. To były jakieś takie z żółtym napisem, nie pamiętam jakie. No to żółty Piro, tak. Takie były. Nie wiem, ale w każdym razie fantastyczne Świetna rzecz. Jak startowałem na Ampach w tym w 2022 roku i z Rossignolami, mojego taty, naprawdę dodawało to bardzo dużo do prędkości, ale przede wszystkim do stylu. Także Łukasz wtedy mógłby się ode mnie uczyć. Dokładnie. Karolina, ty jakie miałaś spodnie piankowe? Pamiętasz markę? Nie, nie miałam spodni piankowych właśnie. Ja jeździłam już takich zwykłych i miałam piankowe. Ale co by było, jakbyś miała piankowe? To to wiesz, to jest cecha do przodu. No właśnie, piankowa by nie była potrzebna, no. To było dla dobra wszystkich innych zawodników na stożku po prostu.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Byliście kiedyś na igrzyskach? Nie? A my znamy kogoś, kto był!
W kolejnym odcinku Stalkant FM gościmy Karolinę Chrapek – olimpijkę z Soczi, wielokrotną medalistkę mistrzostw Polski oraz Uniwersjady. Rozmawiamy o jej narciarskiej drodze, podpatrywaniu najlepszych zawodniczek na świecie i o tym, jak radziła sobie z licznymi kontuzjami. Jest też sporo refleksji o sporcie z perspektywy czasu oraz o życiu po zakończeniu kariery.
To odcinek, którego naprawdę warto posłuchać – Karolina jest po prostu fantastyczną osobą i gdybyśmy tylko postawili przed nią mikrofon, sama pociągnęłaby rozmowę bez najmniejszego problemu.
Jak macie ochotę to możecie nas wesprzeć na: https://buycoffee.to/stalkantfm