S06E21 Karolina Chrapek
Byliście kiedyś na igrzyskach? Nie? A my znamy kogoś, kto był!W kolejnym odcinku Stalkant FM gościmy Karolinę Chrapek – olimpijkę z Soczi, wielokrotną medalistkę mistrzostw Polski oraz Uniwersjady. Rozmawiamy o jej narciarskiej drodze, podpatrywaniu najlepszych zawodniczek na świecie i o tym, jak radziła sobie z licznymi kontuzjami. Jest też sporo refleksji o sporcie z perspektywy czasu oraz o życiu po zakończeniu kariery.To odcinek, którego naprawdę warto posłuchać – Karolina jest po prostu fantastyczną osobą i gdybyśmy tylko postawili przed nią mikrofon, sama pociągnęłaby rozmowę bez najmniejszego problemu.Jak macie ochotę to możecie nas wesprzeć na: https://buycoffee.to/stalkantfm
Ale nie tylko mój tata, którego gdzieś tam wspominaliście wcześniej, ale on był tym pierwszym. Hobby, pasja, uwielbiam narciarstwo. Niestety jego rodzice byli na przekór, moi dziadkowie, więc on troszeczkę jakby nadrobił faktem, że i ja i mój brat Adam, którego dobrze znacie, weszliśmy w to pełną piersią. I na pełnej. Natomiast dodatkowo trochę rys historyczny tego jest taki, że i babcia ze strony mojej mamy i dziadek, babcia jeździła na nartach i siostra również, a dziadek był kombinatorem norweskim. Także to jest trochę takie wiadomo, że w tamtych czasach na tamtą skalę oni byli bardzo regionalnie, ponieważ wyjazdy za granicę i w ogóle wyjazd do samego Zakopanego był już wyprawą.
Także o tym się, ja gdzieś tam nigdy nie mówiłam za dużo i oni też nie osiągali nie wiadomo jakich wyników, ale muszę powiedzieć, że z moim dziadkiem to chyba za późno zaczęłam rozmawiać, bo byłby świetnym psychologiem. Bardzo fajnie do pewnych rzeczy podchodził. Rok przed śmiercią udało mi się troszeczkę z nim porozmawiać przed moim kolejnym tam wyjazdem na narty i tak dopiero wtedy mnie olśniło, że ma naprawdę bardzo fajne, takie spokojne podejście, czego... Troszeczkę brakuje ogólnie rzecz biorąc w podejściu do jakiegokolwiek sportu, myślę, że w polskim mentalu. Zdecydowanie. Ale to powiedz dziadek, można powiedzieć, dobra, w tych latach to ciężko mówić o zawodostwie, bo sport zawodowy w kraju, w bloku wschodnim nie istniał. To wszyscy byli amatorzy, ale normalnie brał udział w zawodach jakichś międzynarodowych, ogólnopolskich? Czy jak to wyglądało? Tak z ciekawością.
Tak, chyba tak, chociaż ja szczerze mówiąc super szczegółów nie znam, natomiast on również chodził na różne takie wyprawy i ja się śmieję, można powiedzieć, prekursorski turów. Generalnie on na biegówkach gdzieś tam granią Beskidów, z Wisły przeszedł pod Pilsko czy dalej nawet, jakaś Barania Góra, Babia Góra potem. Jakby dosyć szeroko to poszło, także miał takie różne wyprawy, które na tamten czas były... No myślę, że dużą abstrakcją generalnie rzecz biorąc. Jeszcze przebijanie się przez zaśnieżone szczyty prawdziwych zim, których teraz już prawie ze świetą szukać. Także trochę tak to gdzieś tam ruszyło. Ale tak, tata był pierwszą osobą, która mnie postawiła na narty. To było za granicą w ogóle, bo to się zaczęło w Niemczech, bo tam się urodziłam.
Potem wróciliśmy do Polski. I trochę zaczęło się to toczyć z dnia na dzień. To nigdy jakby Puchar Świata, Igrzyska Olimpijskie, Mistrzostwa Świata były po drugiej stronie ekranu. Jakby myśmy tam nigdy nie mieli być. Jakby ja jechałam na stożek, tutaj właśnie plakat za mną i tam startowałam w Mistrzostwach Gliwic, w Pucharze Stożka, w Pucharze Wisły, w Pucharze Szkół Podstawowych Wiślańskich i tym podobnych. I rzeczywiście zazwyczaj wygrywałam, ale po prostu było fajnie. I to była ta część gdzieś tam, gdzie się jeździło na nartach, a Puchar Świata, wracałam z tych zawodów i szłam do cioci do restauracji, gdzie oglądaliśmy Puchar Świata, kropka. Także taki był początek. No właśnie, ale Karolina, no to co w takim razie poszło źle, bo ja też chyba stałem na pudle na Pucharze Stożka kiedyś.
Ja dodam, że ja również kiedyś mam cały czas dyplom z Mistrzostw Śląska, ze Stożka z 2002 roku, także może się tam widzieliśmy nawet. No dokładnie, tak jak to wiem, z pewnością. Tak, oczywiście żartuję, mam jeszcze kolejny żart. Urodziłaś się w Niemczech, także patrzcie, drodzy Polacy, chcecie zaimportować dobre auto, to z Niemiec. Chcecie olimpijkę, to też musi się w Niemczech urodzić. Katastrofa na tej polskiej ziemi, to chyba jest jakiś nieurodzaj. Oczywiście żartuję, ale no właśnie, dobra. Wydaje mi się, że tak jak mówię, sam byłem na Pucharze Stoszka parę razy, czy na tego typu zawodach, ale odstęp do nawet prób zawodowej jazdy, no to jest dość daleki od Pucharu Stoszka do, nie wiem, Pucharu Polski, czy co było potem?
Puchar Polski i od razu Fisy pewnie potem, nie? Potem był Puchar Polski, ale Puchar Polski zaczął się troszeczkę, ja nigdy nie startowałam w żadnych ligach, tych zakopiańskich czy podobnych, jakby na to nigdy nie jeździliśmy. Bo troszeczkę tutaj mój tata sobie gdzieś tam w głowie ubzdurał, że to jest, no dla tych co trenują, no to my tam nie mamy żadnych szans, kropka. No nie miało się tej wiedzy, że tak powiem, jak to rzeczywiście wygląda. No i następnie Chyba w jakimś tam pucharze, jakimś jednym z pucharów, nie wiem czy nie puchar MKN Gliwice, klubu takiego. Był taki, był taki, Puchar Lwa to się nazywało. Puchar Lwa właśnie. Mam puchar, też mam puchar z tych zawodów. Ja też mam, nawet chyba nie jeden, a dyplom to na pewno. No, więc zaczęło się od takich różnych jazd i tam gdzieś dziewczyny typu Ala Zostawna i Towarzystwo Całe podpowiedziała mi, że oni jeżdżą na Puchar Polski i w sumie ja z nimi tu wygrywam, a one tam w tym Pucharze Polski na przykład są w top ten i czemu bym nie spróbowała pojechać?
No, randomowo na jakichś urodzinach którejś z koleżanek wyszło. Chyba już wtedy, bo ja na początku mieszkałam w Wiśle, a potem się przeprowadziliśmy do Gliwic. I to już chyba było w Gliwica. I właśnie w piątej klasie, czyli w moim pierwszym roku, kiedy mieszkałam w Gliwicach, pojechaliśmy w połowie sezonu do Szczyrku na zawody. To był styczeń, był supergigant i gigant, gdzie chyba... Teraz nie pamiętam dokładnie. Któreś zawody wygrałam, w którejś byłam trzecia. Oczywiście poruszenie w całym Pucharze Polski, co się wydarzyło, bo laska z ostatnim numerem startowym zjechała i wygrała zawody. Więc to było takim samym szokiem dla mnie, jak dla całej reszty. Jasne, potem znam to, to tak jak na Winter Cupach ktoś nowy się pojawia z tym 40 numerem i nagle tutaj patrzysz, a tutaj już wiedziałem, że będę o 17, że będzie świetne miejsce do ataku na drugą 15, a tutaj jestem pięterko niżej jednak po przejeździe.
Kto? Co to jest? Powiedzcie mi. Znam to dokładnie. Ale to tak z nami było przecież, że wiesz, już ktoś wchodził do trzydziestki i już tam myślał, że wiesz, a my tutaj... Już jest, a ja tu 29 miejsce, tak? To 8 sekund straty. 8 sekund to jest błysk, panie, to jest tak blisko. Dokładnie tak. Karolina, teraz zadał też takie pytanie może z innej paki, ale czy patrząc na to z dystansu teraz, mając bagaż doświadczeń, czy nie wydaje ci się, że może to było lekkim nawet błogosławieństwem, że nie była ściśnięta na te wszystkie zawody Puchary Reksia, ubieranie sześciolatka w gumę i tak dalej i tak dalej? Ja generalnie, moja personalna opinia jest taka, że to zrobienie dzieciom krzywdę i oduczanie ich frajdy z narciarstwa, ale
Jak ty to widzisz? Widziałaś... Chyba braków nie było, biorąc technicznych i narciarskich, biorąc pod uwagę, że na pierwszych zawodach ogoliłaś tych, co tak robili. No nie do końca. Generalnie rzecz biorąc, u mnie sytuacja była taka, że ja nigdy gumy narciarskiej nie miałam. Zawsze jeździłam w spodniach i na to polarek, na szelki ubrany oczywiście, żeby było trochę bardziej opływowo, ale... Tak, kurtkę się ściągało, klasyka. No oczywiście, klasyka musiała być zdjęta, nie? Więc tutaj było w ten sposób i przed pierwszymi zawodami Już stwierdziłam, że troszeczkę jest mi głupio tam jechać w spodniach narciarskich, no ale nie załatwię gumy narciarskiej w ciągu kilku dni jeszcze na tamte czasy. I pojechałam razem z moim tatą do Natalii Pruskiej i pożyczyłam od Natalki gumę na dwa starty.
Dogadane było Witek Pruski, Natalka, mój tata i ja, jakby deal cały, żeby zrobić i dogadać, czy na pewno mogę pożyczyć, czy nie zniszczę, no bo to wtedy towar prawie, że jakby na wagę złota. No i w tych gumach jakby ta guma mi bardzo pomogła, no więc zaraz na szczęście po tych pierwszych dwóch startach została zamówiona guma dla mnie. Guma pierwsza to w ogóle była guma ze Sportfula. Ochydna, brzydka, szaro-czerwona. W ognie takie? Nie, nie, nie. Ja miałam taką szaro-czerwoną, która miała takie... Pamiętacie, jak były takie sweterki do slalomu z takimi tymi prążkami gumiastymi? Paseczki, paseczki takie. Tak, dokładnie. No to tutaj były już piankowe, lżejsze, nie gumiaste, ale generalnie tego typu ochraniacze. Natomiast w takiej gumie właśnie do końca, no kolejne z dwa sezony przynajmniej jeździłam.
Miałam... Po jakimś czasie dostałam również kask Skota, tak jak Janica Kostelicz jeździła, bo ona była generalnie moim takim wzorem do naśladowania. I tak, no jakby tak to się zaczęło. Ja chyba nawet pamiętam, że podcast, który z Adamem prowadziliśmy, z twoim bratem, to chyba nawet nazwaliśmy Polski Kostelicz, bo ta historia... No dobra, no wszystko Adam zepsuł, nie? Mógłby jeździć trochę szybciej, nie? Bo tak, gdyby nie to, to tutaj ty i Grzyska zaliczone. Też tata, absolutny pasjonat. To powiem tutaj, oczywiście to nie ma pejoratywnego zabarwienia. No wariat, pozytywny wariat tego sportu, który... Stwierdził, że można zrobić po właśnie lokalnej tutaj zabawie zawodników, no nie mając chyba wielkiego backgroundu technicznego, no bo jak to poszło dalej?
Był Puchar Polski, tutaj zdobyłaś miejsce, a jak się zaczęły Fisy? Jakiś klub czy coś? Czy to dalej było na własną rękę? Ja tutaj tak dodam jakby tytułem wstępu jeszcze, że całość, tak, tata jako trochę pozytywny wariat w tym wszystkim, mama, bo mama jest bardzo istotna w tym samym planie, ponieważ bez mamy to byśmy chyba nie przeżyli. Generalnie ze szkołą byłby problem, z wszystkim byłby problem prawdopodobnie. Mama byłaby grantem organizacyjnym, jak to ona się śmiała, że była dietetykiem, organizatorem, logistykiem, pakowanie, pranie, sprzątanie, ogarnianie dzieci. Names mentioned by Karolina Chrapek.
I następnie, jak zaczęły się Fisy, to i tak, ja byłam w klubie, ja reprezentowałam na początku Wisłę Ustroniankę. To jeszcze teraz inaczej się chyba nazywa, ale generalnie jaka jest Wisła Ustronianka. I furczę, to się zaczęło naprawdę randomowo. Pojechaliśmy na jakieś pierwsze Fisy w styczniu dopiero, gdzieś do Czech czy na Słowacji, już nawet nie pamiętam gdzie. Chyba żebyście to tam wygooglali w Fisie, gdzie to było, bo przyznam się, że... Zaraz sprawdzimy, daj nam sekundkę, no przecież to nie może tak być bez tej wiedzy. Co tam było za pierwszym razem? Tak jest. Ja już sprawdzam, ja już sprawdzam. Gadaj dalej. Dobrze. No i generalnie na przykład na tych pierwszych zawodach nauczyliśmy się z tatą i to właśnie ten background był minimalny, że nie można mieć nart startowych i treningowych i jeździć tylko na treningowych i zmienić na starcie na startowe.
Bo te narty już zupełnie inaczej skręcają, na nich się nie da skręcić, one mają inną sztywność, inną krawędź, jakby wszystko się różni, tak? Ja zawsze byłam bardzo posłusznym dzieckiem, generalnie tylko powiedziałam, że jakby coś jest nie tak, nie jestem w stanie skręcić, bo to był slalom. Czy mogę startować jednak na tych treningowych nartach? No okej, są naostrzone, możesz jechać. No i potem zaczęliśmy analizować, gdzieś tam tata gada po niemiecku, więc zaczął się dowiadywać, troszkę literatury zaczął czytać i wiadomo, Jakby naturalnie zaczął się w to wdrażać coraz bardziej, tak? My tak samo, ja się śmieję, on trafił na podatny grunt. W sensie my się śmiejemy często z taty, że on naprawdę miał po prostu szczęście do dzieci, przecież ma szczęście do dzieci, że one go tak grzecznie słuchały, wykonywały wszystkie polecenia i tak długo szliśmy w to wszystko razem, ale nie było tam żadnego zmuszania, bo tego nie mogę powiedzieć.
Myśmy chcieli oboje, tak? Każdy troszeczkę inaczej, ale generalnie cel był taki, że jeździmy. Mnie się to zaczęło podobać. Ja lubiłam zawsze rywalizację. Nadal trochę mi to sprawia radość. I to się naturalnie zaczęło rozwijać, natomiast to, czego bym powiedziała, to później będzie jeszcze w jakiejś refleksji, ale generalnie, że nie było dalszego planu, że to trochę z roku na rok szło po prostu. I będziemy obserwować, jakie będą wyniki. Kropka. Jasne. Sprawdziliśmy, to była Słowacja, miejscowość Sakticki. A potem widzę kolejne Fisy w Czerwonohorskim Sedlu, jeździłem tam na obozy w Czechach, cudowne miejsce. Ja już nawet nie pamiętam, jak to wyglądało. Byłam tam raz. No właśnie, Karolina, no generalnie widzę, patrzę, że tutaj wyniki w drugim sezonie już były fajne, bo to już było 50 fistpunktów złamane, okolice 40.
Nawet się pojawiły jakieś trzydzieści parę fistpunktów. No to teraz to są naprawdę już niezłe wyniki, które w jakimś stopniu... Było to takie podniesienie ręki, jak to mawiał legendarny komentator Dariusz Szpakowski, pokazuje jestem. No i tak właśnie pokazałaś, czy powiedz mi za młodu wtedy jakikolwiek kontakt ze związku, coś tutaj, czy po prostu byłaś tą jeżdżącą sobie dziewczyną z Waldemarem i z bratem i po tych fisach, czy bez wsparcia, jak to wyglądało? Wsparcie jako takie pojawiło się po pierwszym roku akurat. Ja w sumie miałam trochę szczęścia w tym wszystkim, ponieważ ja do kadry juniorów wtedy z Doris, z Dorotą Kaczmarek, z Anitą Tabaszewską jeszcze wtedy i nie wiem czy Natalia Puszke z nami jeździła i ktoś tam jeszcze dołączał.
Było tam kilka osób, które się pojawiały i znikały przez sezon cały. Generalnie było tak, że ja ten drugi rok FIS-u jeździłam w kadrze juniorów i od trzeciego już byłam w kadrze narodowej. To dość szybko poszło. Niestety pierwszy sezon przygotowawczy już będąc w kadrze narodowej, czyli jeżdżąc z Agą, jeżdżąc z Kasią, jeżdżąc z Dagmarą jeszcze. Chociaż nie, przepraszam, z Dagmarą myśmy się minęły, sorry. Widziałyśmy się jeszcze na zawodach Mistrzostw Polski, które były organizowane we Włoszech w moim drugim roku FIS-u. A potem Daga już skończyła, została Kasia i jeszcze Ola Kluś. I ogólnie rzecz biorąc, wtedy niestety miałyśmy wyjazd do Argentyny i ja tam kolano rozwaliłam. To już był drugi raz, jak rozwaliłam nogę, bo pierwszy jeszcze się zdarzył za juniora.
2002 rok, słuchałem twojego wywiadu, wtedy miałaś naderwane więzadło, a potem w 2006, tak? Tak, tak, albo siódmym, siódmym chyba, w 2007, tak, to był okres przygotowawczy, to był wrzesień, kiedy niestety, no i troszeczkę ten pierwszy rok kadry wyleciał i muszę powiedzieć, że ta druga kontuzja była taka najbardziej, najwięcej mnie kosztowała i potem ten powrót, kolejny rok byłam jeszcze w kadrze, ponieważ jak masz te punkty, to one gdzieś tam, no, zamroziliśmy je, zostają, zostajesz w kadrze, idzie to dalej, natomiast no nie byłam w stanie w tym kolejnym roku nic zjechać, miałam totalnie zablokowaną głowę, także... Jakby psychicznie było trudno, mentalnie, a no umówmy się, no wsparcia za bardzo nie było pod tym względem, żeby ktoś z tobą porozmawiał, jak sobie z tym poradzić, tak? Wtedy to w ogóle chyba było takie podejście, że jak ktoś idzie do psychologa, to znaczy, że coś ma z głową, nie?
Chory. Wydaje mi się, że tak. Ja nawet nie wiem, bo nawet o tym się nie mówiło. Teraz z perspektywy wiem, że ja za mało próbowałam sama znaleźć różnych informacji. Internet też jeszcze nie śmigał, Facebook dopiero powstawał. To jest aż śmieszne, że myśmy w takiej erze żyli i cofnąć się te kilka lat było inaczej niż teraz, gdzie czat GPT podpowie ci wszystko. Przy czym generalnie, tak jak mówiliśmy, poszłabyś do biblioteki, może byś znalazła trzy książki o psychologii, ale konkretnie o psychologii sportowej. Byłyby tam bzdury Freuda, nienaukowo potwierdzone, czy jakieś inne bebyły. Ale myślę, że tego typu specjalistycznej wiedzy to byś też nie znalazła, więc ciężko powiedzieć o tym, czy by ci to coś mogło pomóc.
Tak, wtedy to był powrót, nie, to nie był powrót po kontuzji, ale byłam na tym wyjeździe nie z kadrą. Tak, bo to był sezon, kiedy ja wyleciałam z kadry, więc to był sezon, jeden rok, kiedy jeździłam z tatą z powrotem w pełni i pojechaliśmy na ten Puar Europy, no więc w Puarze Europy chyba dalej tak jest, że jest sześćdziesiątka, która kwalifikuje się do drugiego przejazdu. No to wiadomo, jakby przecież... Obviously, będziemy w sześćdziesiątce, nie? No i był zimny kubeł na głowę wody, że jednak do tej sześćdziesiątki na tym parze Europy wcale tak łatwo nie jest wejść. I to nie jest wcale takie oczywiste. No i wtedy trochę taka świadomość zaczęła rosnąć tego, że to zaczyna być coraz bardziej i bardziej poważne. Nie wiem, jak się ten sezon dalej potoczył. Totalnie nie pamiętam właśnie, co tam w tym 2009 siedziało.
Dwa starty w Pucharze Świata. Linz i Cortina. I Mistrzostwa Świata Juniorów we Francji. Tak, to ok, dziękuję. To już mniej więcej odtwarzam. To było tak, że połowy świata były totalnie jakby, ja nie wiem, pewnie tam byłam ostatnia znając życie albo gdzieś tam daleko na końcu. I to były dwa giganty, więc w Cortinie byłam z tatą sama, zresztą w Lińcu chyba też. Agnieszka Gąsienica Daniel była z tego co widzę. Aga też startowała, tak, bo były dwa miejsca. To był chyba ten rok, kiedy Livio, nie wiem czy nie Livio Magoni przypadkiem nie był trenerem. W każdym razie Tamten sezon Mistrzostwa Świata Juniorów, no tam niestety, tam się zaczęły gdzieś tam pierwsze takie przebłyski szybkich konkurencji, bo ja już w Norwegii zjeżdżałam na Pisach chyba w supergigancie 50 punktów, a jakieś tam powoli się zaczęło gdzieś tam przepychać do przodu.
No i umówmy się, jakby te szybkie konkurencje po prostu, no masa jedzie. Ja nie jestem, nie należę do małych i po prostu gdzieś tam te konkurencje, ja nigdy technicznie nie byłam rewelacyjna i na tych szybkich napadach po prostu szło mi łatwiej. Ale to zawsze było trochę odstawione na bok. I wystartowaliśmy, i na mszyce Świata Inners pamiętam wtedy, że niestety popełniłam błąd. I to jest trochę taki błąd, który wynika z tego, jak nie jest się objeżdżonym w szybkich konkurencjach, kiedy są te tyczki tak poustawiane, że niestety nie widać następne, bo jest za bólą. Naprawdę trzeba bardzo dobrze wiedzieć, w którym miejscu, gdzie najechać, gdzie skręcić, gdzie rozpocząć docisk. Przejechać bule, żeby wyjechać z kierunkiem konkretnym w stronę tam, gdzie ma się jechać. Już nie ma miejsca na korektę, nie? Dokładnie. Tam już nie ma miejsca na korektę, jeszcze to jest jakiś lekki skok, lekka mulda, ona cię wyrzuci na może 2-3 metry do przodu, nic wielkiego, ale jesteś stracony, nie ma szans.
I to była pierwsza taka lekcja, kiedy właśnie poleciała mnie w tą stronę, co trzeba i tam dużo straciłam, bo tam dobrze jechałam. Tam był fajny czas na pierwszej części. Lubię to jak prosi, zawsze oglądają trasę konkurencji szybkich i właśnie jak są te garby, to sobie symulują ten najazd, gdzie podjadą. Tak zawsze się puszczałem na krechę kawałek, więc cenna lekcja. Drodzy słuchacze, jeśli planujecie jeździć w Super Gigant lub zjazd, uważajcie na bóle. Albo na Litwince, na Litwince, Zamoze, ale tam też jest słynna pułapka. Tak, tam gdzie Mario Staszel usypuje, nie? Tą legendarną pułapkę ma w Zeffale, tak? Ładnie o nią chodzi, dokładnie. Dokładnie tak. To moja trzecia wstawka przez 20 minut.
Jedziemy dalej. Ale jaka konkretna. Karolina, no dobra, no i następny sezon chyba wracasz z powrotem do kadry i robisz punkty Puchary Europy. Ja generalnie mam cały czas takie odczucie, że ile zawodniczek z Polski w ostatnich latach robiło punkty Puchary Europy? Magda Łuczak, no oczywiście Maryna, tam Pudła też. Zuza nie robiła punktów Puchary Europy? Nie. Przyznam się, nie mam pojęcia. Nie mam pojęcia w ostatnich 10 latach, kto poza Maryną i Magdą Łuczak, żeby tutaj nikogo, że tak powiem, nie obrazić. Po prostu musiałabym sprawdzić. Wydaje mi się, że chyba nikt nie zrobił. No oczywiście wcześniej Dagmara Krzyżyńska.
Tak, dokładnie. Także one wstawały na podium, wygrywały, także to były top top. Dokładnie, ale to już prehistoria, nie? A ty tutaj jako dwudziestoletnia dziewczyna w Kvitwiel robisz i punkty w supergigancie i punkty w gigancie. Powiedz mi, czy to już był moment, w którym byłaś przekonana, że trzeba iść w kierunku jednak tych szybkich? Bo cały czas widzę, że cały czas też robisz dobre punkty w Stellaromie. Czy to nie był taki moment, w którym troszkę, nie wiem, robiliście wszystko? Czy może jednak w kierunku superkombinacji to było planowane? Jaka była wtedy strategia? Właśnie i brak. Myślę, że był problemem. Trochę było tak, że ja rzeczywiście te szybkie gdzieś tam, one były dodatkiem, one były treningiem pod giganta zazwyczaj.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Byliście kiedyś na igrzyskach? Nie? A my znamy kogoś, kto był!
W kolejnym odcinku Stalkant FM gościmy Karolinę Chrapek – olimpijkę z Soczi, wielokrotną medalistkę mistrzostw Polski oraz Uniwersjady. Rozmawiamy o jej narciarskiej drodze, podpatrywaniu najlepszych zawodniczek na świecie i o tym, jak radziła sobie z licznymi kontuzjami. Jest też sporo refleksji o sporcie z perspektywy czasu oraz o życiu po zakończeniu kariery.
To odcinek, którego naprawdę warto posłuchać – Karolina jest po prostu fantastyczną osobą i gdybyśmy tylko postawili przed nią mikrofon, sama pociągnęłaby rozmowę bez najmniejszego problemu.
Jak macie ochotę to możecie nas wesprzeć na: https://buycoffee.to/stalkantfm