Pozew MISZALSKIEGO. Hipokryzja PLATFORMY. Bat na WOLNE MEDIA
Prezydent Aleksander Miszalski zapowiada proces karny z artykułu 212 Kodeksu Karnego. Jak to możliwe, że polityk, który jeszcze niedawno był "bezwzględnym bojownikiem o wolność słowa", dziś sięga po narzędzie nazywane przez ekspertów "przepisem białoruskim"?W tym odcinku analizujemy fenomen artykułu 212 – postkomunistycznego przeżytku, który służy do uciszania krytyki i wywoływania efektu mrożącego (SLAPP). Przyglądamy się politycznej metamorfozie: od płomiennych haseł o "fundamencie państwa prawnego" w opozycji, po stosowanie "bata na obywatela" zaraz po przejęciu władzy.Dlaczego obietnice Adama Bodnara o wykreśleniu tego przepisu utknęły w martwym punkcie? Dlaczego polscy politycy wolą płacić odszkodowania przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, zamiast zrezygnować z możliwości karania niepokornych dziennikarzy i watchdogów? Omawiamy mechanizmy autocenzury, niejawnosć procesów karnych i uderzającą hipokryzję władzy – zarówno tej lokalnej w Krakowie, jak i centralnej.
No po pierwsze, jest nawet gorszy od tego, po co sięgano za komuny, żeby gonić, tłumić opozycję. Znam jeszcze przepisy sprzed 1997 roku. I jak ja mówię, zresztą pan rzecznik doskonale zwrócił na to kiedyś uwagę. Jak mnie pytają, kiedy ja mówię, że proszę państwa, to jest tak, że ten obecny przepis jest gorszy od komunistycznego. A po drugie, jak mówimy cena spluta, nie będzie mówił, że jest to przepis bolszewicki, bo dzisiaj bardziej chyba pasuje, tak wynika z tego, co od niego usłyszeliśmy, określenie białoruski. Zdarzyło mi się nazwać publicznie ten przepis bolszewicki. Nie powtórzę tego, choć już powtórzyłem. Natomiast korzystając z wypowiedzi pani Dominiki, będę go nazywał białoruskim od tej pory. I właśnie dlatego, że Polska to nie jest Białoruś, od wielu, wielu lat organizacje pozarządowe zajmujące się wolnością słowa starają się zlikwidować ten przepis.
Starają się to zrobić także politycy, ale tylko wtedy, kiedy są w opozycji. Bo jak dochodzą do władzy, to zdanie zmieniają o 180 stopni i bardzo im się podoba, że jest taki artykuł 212 Kodeksu Karnego. Do tego już wszystkie ważniejsze organizacje międzynarodowe, które zajmują się prawami człowieka i wolnością słowa apelowały do Polski lub piętnowały Polskę w związku z tym, że ta wykorzystuje kodeks karny do ścigania np. ludzi, którzy zajmują się patrzeniem władzy na ręce. Robiło to OBWE, robił to ONZ. A w Europejskim Trybunale Praw Człowieka przegrywamy z tego powodu sprawę za sprawą. No więc prawie wszyscy chcą wykreślić ten artykuł. Już np. w 2011 roku m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka angażowała się w taką kampanię Wykreśl 212. Chciano go po prostu zlikwidować, żeby politycy stracili bat na niewygodnych obywateli.
Ale przede wszystkim bardzo chciał go zlikwidować Adam Bodnar. I wtedy, kiedy był szefem NGOs-a, i wtedy, kiedy był Rzecznikiem Praw Obywatelskich, i nawet wtedy, kiedy został ministrem. I na przykład jeszcze w 2019 roku miał wykład poświęcony temu, jak w Polsce wygląda cenzura. I o 212 w kontekście mediów mówił tak. Drugi, drodzy państwo, taki przykład, gdzie się dyskutowało o potencjalnej cenzurze. To było stosowanie artykułu 212 Kodeksu Karnego. Ja nawet przyniosłem publikację przygotowaną wtedy jeszcze magistra, teraz już profesora Dawida Sześciło. Paragraf 212. Karanie dziennikarzy za zniesławienie w polskiej praktyce. I w tej publikacji wydanej już kilkanaście lat temu, 2009 rok, Pan magister Sześciło wtedy opisywał różne przypadki wykorzystywania artykułu 212, zwłaszcza w stosunku do dziennikarzy lokalnych, żeby ich uciszać.
Problemem i to ważnym i dużym problemem jest tu także to, że jak chodzi o postępowanie z kodeksu karnego z 212, to ono jest domyślnie niejawne. Czyli człowiek, który jest oskarżony przez takiego polityka, nie za bardzo ma się jak publicznie bronić. I może w takim niejawnym procesie przegrać, zostać skazany, a później ten wyrok... Wiąże Sąd Cywilny. Pan Adam Bodnar, kiedy już został ministrem w 2024 roku, zapowiedział, że artykuł 212 Kodeksu Karnego zostanie wkrótce zlikwidowany. Właśnie po to, żeby ograniczyć postępowania typu SLAB. Nie bez powodu te słowa padły właśnie w czasie konferencji poświęconej pozwom typu SLAB. SLAB, w której uczestniczyli różni mądrzy ludzie, generalnie mówiąc, że trzeba coś z tym wreszcie zrobić.
Z tym tylko, że Bodnar zapowiedział, że zlikwiduje artykuł 212, ale nie udało mu się tego zrobić, bo, jak już powiedziałem, ten bat na niepokornych obywateli to lubią likwidować politycy znajdujące się w opozycji, ale jak już znajdują się u władzy, to zwykle bardzo szybko o tym zapominają. Natomiast zrobił Bodnar jedną rzecz, za którą należą mu się pochwały Okłony w tej sytuacji. On wycofał wszystkie pozwy tego typu, które skierowało Ministerstwo Sprawiedliwości za czasów jego poprzednika. A tych było całkiem sporo. Jednak samo wycofanie pozwów nie zmieniło tego, że tych pozwów w różnych miejscach jest bardzo dużo. Są na przykład pozwy w małych miejscowościach, gdzie właśnie jacyś wujci czują się urażeni tym, że ktoś krytykuje to, w jaki sposób zarządzają swoimi miejscowościami.
Efekt jest taki, że sprawa za sprawą trafiają do sądów Pozew MISZALSKI, Aleksander, Bodnar, Adam. Dlaczego? Mecenas Dariusz Pluta wyjaśnia to bardzo prosto. Bo bardzo dobrze, jak obywatel się takiego polityka boi. O co chodzi człowiekowi, który występuje z artykułu 212? Ja nie wiem. Chodzi mu o to, żeby drugiego nazwać przestępcą. Przestraszyć go. Zablokować. A każdy polityk lubi, kiedy się go bać.
To jest naprawdę bardzo straszna informacja. Chciałabym zwrócić uwagę na co nie chcieli zwrócić uwagę politycy Prawa i Sprawiedliwości. Aktualnie mamy 172 procesy, które są wymierzone w niezależnych dziennikarzy. I te procesy są procesami, w których oskarżającymi są... I różnych tego rodzaju wypowiedzi było więcej. Zwracano uwagę na to, jak bardzo niebezpieczne są takie praktyki. O co tak naprawdę chodzi PiS-owi? Pokazano po co są instytucje państwowe. Właśnie po to, żeby zamykać usta dziennikarzom. Wszystko oczywiście w kontekście artykułu 212.
Jeżeli będzie nasz projekt, który jest, na który cała opozycja się godzi, likwidacja art. 212 Kodeksu Karnego, to zobaczymy, jak zagłosuje pani poseł Lichocka, wnioskodawczyni tej dzisiejszej komisji i pan poseł Suski, który przedstawia się jako demokrata walczący o wolność. A jeszcze tu na przykład pani Joanna Schering-Wielgos mówi, że to wszystko jest w ogóle do likwidacji. Drugi artykuł, to jest oczywiście artykuł 212 Kodeksu Karnego, który każe dziennikarzy za zniesławienie danej osoby. Wiemy, że rząd Prawa i Sprawiedliwości, departamenty, ministrowie ścigają naszych dziennikarzy za to, że piszą
I ujawniają różne afery związane z prawem i sprawiedliwością. Z ostatniej Komisji Kultury wiemy, że tych procesów, które na przykład ma Gazeta Wyborcza m.in. Newsweek i Yonet jest około 176. Też uważam, że ten artykuł powinien być zniesiony. Dlaczego zatem nie zlikwidowała tego, kiedy zaczęła mieć wpływ na rządy w Polsce? No właśnie, bo w opozycji wszyscy chcą bronić krytyków władzy, ale jak sami stają się władzą, to wolą mieć na nich bat. Co ciekawe, ponieważ wszystko czasami jest w Polsce na odwrót niż się zwykło myśleć i mówić, to na przykład z ratunkiem dla osób skazanych za zniesławienie z artykułu 212 potrafią przychodzić... Prezydenci z PiSu. Robił to Andrzej Duda. Nieogranie na tym zależy, żeby się właśnie młodzi ludzie w sprawy społeczne angażowali.
Przede wszystkim w sprawy tych ludzi, którzy są w trudnej sytuacji. W takie właśnie sprawy bardzo trudne zaangażował się pan Jan Śpiewak w Warszawie. W sprawy związaną z reprywatyzacją i sytuacją ludzi, którzy w tych kamienicach mieszkają. Bardzo często... Bardzo często po prostu prześladowanych, jak pokazuje życie i choćby przykład św. pani Jolanty Brzewskiej. Walczył o to bardzo odważnie, bardzo zdecydowanie i został, jak to mówią, jedyny w sprawach reprywatyzacyjnych skazany. Uważam, że jest to sytuacja kuriozalna w demokratycznym państwie. Przeanalizowałem tą sprawę dokładnie i powiem państwu tak. Nie może być tak, że młody człowiek przegrywa z elitami prawniczymi. I nie może być tak, że wszyscy patrzą na to i nic się nie dzieje.
Nie, ja się po prostu z tym stanowczo nie zgadzam. A zaledwie w poniedziałek o tym, że osobę skazaną z artykułu 212 ułaskawił prezydent Karol Nawrocki, poinformowała jego kancelaria. No i teraz, jak już mamy pana prezydenta kraju, to trzeba zajrzeć do prezydenta miasta, do pana Aleksandra Miszalskiego, który, tak jak wszyscy inni, kiedy był w opozycji, to był demokratą z krwi i kości. Demokratą, który wolnych mediów bronił z wielkim zaangażowaniem. Bo wolne media to fundament państwa prawnego. Do tego pisał, że wolne i niezależne media są gwarantem tego, że dowiemy się o przekrętach i patologiach władzy. Atakował Morawieckiego za ataki na wolne media i krytykował Kaczyńskiego za to, że ten chciałby, żeby nikt nie wykrył i nie mówił o aferach.
Władzy. A co robi, kiedy już został prezydentem? No, kiedy już został prezydentem, to przestał być bojownikiem, bezwzględnym bojownikiem o wolność słowa i sięga po narzędzie, które zdaniem jego własnego obozu politycznego, jak widzieliśmy przed chwilą, służy przede wszystkim do tego, żeby tłumić krytykę, żeby neutralizować osoby, które są dla władzy niewygodne. No nie, panie Olku, bardzo, bardzo nieładnie. Ja nie wiem, dlaczego z tymi gośćmi musi być tak, że jak oni są po pozycji, to są takimi dorany przyłóż demokratami. Szanującymi wolność słowa, otwartymi na krytykę, rozumiejącymi, że ktoś może mieć inne zdanie niż oni. A jak dorywają się do władzy, no to wychodzi po prostu zamordyzm i jakieś autorytarne ciągotki. Wychodzą też postawy skrajnie niedemokratyczne, co widać na przykład w Krakowie, w którym demokratyczna władza zniechęca właśnie ludzi do tego,
Można się za to spodziewać tego, że jak znowu będą w opozycji, to wtedy obiecają, że tym razem to już na pewno dowiozą tą likwidację 212. Tak samo ją dowiozą, jak dowieźli podwyżkę kwoty wolnej od podatku. I tak się składa, że potem podobną obietnicę podniesienia kwoty wolnej do 60 tysięcy w poprzedniej kampanii złożył Donald Tusk. To było w stu konkretach, że to zrobi. Zrobił? Minęło półtora roku i nie podniesie kwoty wolnej od podatku. Ale nawet więcej. Złożyliśmy jakiś czas temu już do Sejmu ustawę o podniesieniu kwoty wolnej od podatku do dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę nie więcej niż 60 tysięcy złotych. I wiecie co zrobili posłowie Platformy Obywatelskiej, partii Rafała Trzaskowskiego? Złożyli wniosek o odrzucenie tej ustawy w pierwszym czytaniu. A ja na koniec chciałem Wam bardzo, bardzo podziękować, bo jestem szalenie wzruszony.
Od kilku dni, odkąd okazało się, że prezydent Aleksander Miszalski chce przeciwko nam wykorzystać właśnie ten artykuł 212, dostaję setki, nie setki, dostaję tysiące słów wsparcia. To bardzo ważne. Bardzo pięknie Wam za to dziękuję. Ale chciałem też podziękować osobom, które wsparły nas na inne sposoby. Na Patronite, na Supi, ciągle się coś dzieje. Naprawdę nie wiem, jak Wam dziękować. Każde takie wsparcie to dla nas sygnał. I zapraszam Was do subskrypcji kanału, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście. A wielu z Was nie zrobiło, bo wiemy, że ogląda nas regularnie dużo więcej osób, niż kliknęło suba.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Opis zastosowania art. 212 Kodeksu Karnego w kontekście mediów i małych miejscósci.
Krytyka rządów Prawa i Sprawiedliwości i ich zastosowania art. 212 Kodeksu Karnego.
Przykłady korzystania z art. 212 Kodeksu Karnego przez prezydenta i jego kancelarię.
Krytyka partii Platformy Obywatelskiej za odrzucenie ustawy o podniesieniu kwoty wolnej od podatku.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym odcinku analizujemy fenomen artykułu 212 – postkomunistycznego przeżytku, który służy do uciszania krytyki i wywoływania efektu mrożącego (SLAPP). Przyglądamy się politycznej metamorfozie: od płomiennych haseł o "fundamencie państwa prawnego" w opozycji, po stosowanie "bata na obywatela" zaraz po przejęciu władzy.
Dlaczego obietnice Adama Bodnara o wykreśleniu tego przepisu utknęły w martwym punkcie? Dlaczego polscy politycy wolą płacić odszkodowania przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, zamiast zrezygnować z możliwości karania niepokornych dziennikarzy i watchdogów? Omawiamy mechanizmy autocenzury, niejawnosć procesów karnych i uderzającą hipokryzję władzy – zarówno tej lokalnej w Krakowie, jak i centralnej.