Mentionsy Mentionsy
Rynek Hejterski
Rynek Hejterski

LESZEK MILLER. Najgorszy premier w historii Polski

04.09.2025 ·43 min 30 s

Dziś wielu stara się przedstawiać go jako autorytet – idol liberalnych mediów, a nawet, ku zaskoczeniu, części młodej prawicy. Ale kiedy spojrzymy na fakty, jego rządy z lat 2001–2004 jawią się jako czas biedy, bezrobocia i gigantycznej korupcji. 📌 W tym materiale przypominam najważniejsze sprawy tamtego okresu: AFERA STARACHOWICKA – politycy SLD ostrzegający gangsterów o działaniach policji. AFERA RYWINA – największa afera III RP, w której za pieniądze chciano kupować zapisy ustaw. AFERA DOCHNALA–PĘCZAKA – lobbysta z walizką pieniędzy i politycy SLD biorący łapówki w zamian za wpływy. BEZROBOCIE – rekordowe 20% w skali kraju i nawet 40% wśród młodych. Całe miasta, jak Starachowice czy byłe PGR-y, pozbawione perspektyw. KORUPCJA – według badań CBOS w 2004 roku aż 95% Polaków uznawało ją za problem bardzo duży lub duży. POLITYKA ENERGETYCZNA – Miller zablokował Baltic Pipe i uzależnił Polskę od gazu z Rosji. NOTOWANIA RZĄDU – z początkowych 50% poparcia do dramatycznych 8% ocen pozytywnych pod koniec kadencji. To nie są tylko liczby. To były realne ludzkie tragedie: dzieci z głodnych domów, emigracja zarobkowa na masową skalę, kradzieże na ulicach jako codzienność. I państwo, które zamiast pomagać obywatelom, uwikłane było w korupcję i układy. A dziś ten sam Leszek Miller – dawny działacz PZPR i premier rządu, który zostawił po sobie społeczne zgliszcza – staje się idolem i recenzentem polskiej polityki. Jak to możliwe? No właśnie.

Coś tam kojarzy, co się działo. Ale tak ze szczegółami to mało kto. Była bardzo znacząca może bardziej niż ciekawa nawet, ale ciekawa też była. Otóż w Starachowicach w tych trudnych czasach byli, jak to zwykle bywa, ludzie bardziej obrotni. I akurat tam się tak złożyło, że ludzie bardziej obrotni to byli lokalni gangusi i ich koledzy z SLD. Co akurat trudno było rozróżnić, bo oni się dość dobrze mieszali. Na przykład jeździli sobie razem na rodzinne wakacje. Gangusi zajmowali się przede wszystkim tym, że kradli samochody. Przy czym z tym był pewien kłopot, bo żeby móc kraść samochody, to ludzi musi być stać na samochody. Muszą coś kupić, żeby taki ganguz mógł samochód ukraść.

W Starachowicach nie było z tym najłatwiej. Pewnie trochę kradli gdzieś po okolicach, może jeździli na jakieś gościnne występy do Niemiec. W tamtym czasie to się działo dość często i nagminnie. Więc w każdym razie znaleźli taki sposób, że zamiast te samochody kraść, to oni je po prostu rozbijali. Kupowali, wiecie, nowego Plastrę. Czy tam jakoś go ogarniali, żeby był? Później go rozbijali i brali odszkodowanie z autokasko. Naprawiało się w warsztacie, albo się nie naprawiało, który wystawiał i brał dużo mniej pieniędzy niż ta stwierdzona szkoda, trzeba było tylko zorganizować odpowiedni system. No i z tego systemu korzystali lokalni radni SLD. No, ale ci goście z SLD, to pomijając już to, że kolegowali się z tymi gangusami, rozbijali sobie te auta dla Autokasko, no to w ogóle byli tacy goście, to chyba mówi o nich najwięcej, że jedne wybory samorządowe w Starachowicach to wygrali, wiecie jak?

No, wygrali je tak, że każdy, kto poszedł zagłosować, no takiego typka, To dostawał flaszkę wódki i kiełbasę. Więc teraz wyobraźcie sobie, co to był za kraj, ten kraj rządzony przez pana Leszka Millera, w którym głos w wyborach kupowało się za 30 złotych i ludzie szli głosować i frekwencja była 80-procentowa i goście z SLD na prostu zmiatali wszystkich z planszy. Takie było to starachowickie SLD. Ale takie rzeczy działy się w całej Polsce, nie tylko w Starachowicach. Co więc Starachowice wyróżniało, że trafiło na pierwsze strony gazet? Po pierwsze to, że ci goście dali się złapać.

No i nie był to ktoś, jak się okazało później, anonimowy, nieważny, jakiś drobny gracz, tylko obieg informacji był taki. Generał Policji powiedział o tym wiceministrowi spraw... Wewnętrznych? Wiceminister Spraw Wewnętrznych powiedział swojemu kumplowi z partii z SLD? Ten kumpel z partii z SLD zadzwonił do znajomego posła akurat ze Starachowic, a ten znajomy poseł ze Starachowic z SLD, no to nigdy nie zgadniecie, był akurat ziomkiem tych radnych z SLD, no i tych gangusów, co tworzyli tą zorganizowaną grupę przestępczą i on ich ostrzegł, że rozpracowuje ich CBŚP. I przy czym nie chodzi tu nawet tylko o to. ...że oni ostrzegli gości, że policja ma zamiar ich aresztować.

Przejąć rynek od polskich firm. Zaczęto dochodzić w czym rzecz i jedna z prawniczek z Biura Legislacyjnego Sejmu powiedziała, że umieściła to tam z powrotem, bo kazał jej tak zrobić Zbigniew Kaniewski, jeden z posłów SLD. Bliski człowiek, nie zgadniecie, Leszka Miller. Potoczyło się to dalej tak, że zapis wykreślono, ale Kaniewski powiedział, że prawniczka z Biura Legislacyjnego Sejmu kłamie, on nic takiego nie mówił. No i biedną babkę wyrzucono z roboty. Pewnie jeszcze dyscyplinarnie. Jak mnie zapytacie, kto miał rację, kto kłamał, ja bym jednak bardziej wierzył pani, która uczciwie pracowała w Sejmie, a przynajmniej próbowała to robić, bo w czasach Leszka Millera nie było o to łatwo, niż panu Kaniewskiemu.

No więc co lobbysta dawał posłowi? Lobbista posłowi zapewniał na przykład rodzinną wycieczkę do Paryża. Albo prawo użytkowania luksusowego samochodu. Przy czym ten poseł SLD, który brał te łapówy, kasę też brał, ale brał te łapówy w formie na przykład właśnie tego samochodu, to był tak bezczelny, że dał się nagrać, jak negocjuje z lobbystą, z Dochnalem, wyposażenie tego auta. Byłoby to pewnie śmieszne, gdyby nie to, że dochnal płacił za dostęp do ucha ministrów, którzy decydowali o polityce energetycznej rządu. Gdzieś się pojawiały informacje, że chodziło o sprzedaż polskich spółek naftowych Łukoilowi.

Czasem celnie punktując, nie da się też temu odmówić. I że to były najgorsze złodziejskie czasy w historii Polski. Koledzy Leszka Millera tak mówią. No to te wskaźniki, że jest korupcja wielkim problemem w Polsce, to tak 60-65%, to 70% dochodziły. Za czasów Leszka Millera, który to teraz wyrzuca i recenzuje innych, było 95%. Te 5% to, podejrzewam, byli po prostu członkowie SLD i ich rodziny, które korzystały na tym, że się kradnie. Oni wiedzieli, że korupcja jest, tylko nie uznawali tego za problem. A jak wam się wydaje, że 5% to dużo, czyli pięciu na sto, to nie tak wcale dużo, bo SLD, jak Leszek Miller zaczynał swoje rządy, było partią naprawdę wielką.

Jedną z największych partii politycznych w historii kraju. Jak kończył, to już było znacznie mniejsze. Już koryto się też skończyło. A potem przyszedł moment, że po prostu wstyd było w tym wszystkim uczestniczyć. Więc wyobraźcie sobie sytuację, że idziecie ulicą i pytacie przechodniów, co jest największym problemem w Polsce. I każdy odpowiada złodziejstwo, złodziejstwo, złodziejstwo, złodziejstwo, aż któryś w końcu mówi... Nie, nie ma problemu z korupcją. Jakie złodziejstwo? A wy się go pytacie, a legitymacja SLD jest? A on mówi, no pewnie, że jest, wiadomo. Tylko powtarzam, nie chodzi o to, że oni nie widzieli, że się kradnie, po prostu sami kradli, a jak sami kradli, to nie uznawali tego za problem. Jak w każdym takim dzikim, źle zarządzanym kraju, gdzie jest zwykle tak, że są ludzie bardzo bogaci,

No i ludzie to złodziejstwo i tę beznadzieję w rządzeniu polską to oczywiście widzieli. Widzieli to, było to widać w badaniach społecznych, które pokazały absolutnie nieprawdopodobny spadek poparcia, niespotykany. Leszek Miller, który startował z bardzo wysokiego poziomu poparcia. SLD wygrało wybory bardzo wysoko i wiązano z nim duże nadzieje. Po zaledwie trzech latach rządów, wiecie jak był oceniany? Dobrze. Jako premiera oceniało go osiem Jego rząd popierało 11% ankietowanych. Dużo to czy mało? Rząd Tuska aktualnie wydaje mi się, że nie jest to najpopularniejszy rząd w historii kraju, ale jeszcze jakoś dla ludzi akceptowalny, przynajmniej dla części.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.