Śmiertelne błędy lekarzy.
Czy państwo bardziej chroni pacjenta czy lekarza? Jolanta Budzowska mówi wprost: pacjent bez wiedzy proceduralnej „nie ma szans” w sądzie — nawet gdy ma rację. Rozbieramy na czynniki pierwsze, czym jest błąd medyczny (a czym powikłanie), dlaczego dziś trudniej go udowodnić, jak wyglądają koszty procesu, rola biegłych i czas (lata), oraz kiedy Fundusz Kompensacyjny ma sens, a kiedy jest tylko „półśrodkiem”.W rozmowie padają mocne przykłady z praktyki: opóźniona operacja kończąca się stanem wegetatywnym, tragiczna pomyłka lekowa i mechanizmy, które sprawiają, że odpowiedzialność zawodowa bywa fikcją. Na koniec dostajesz konkret: co robić krok po kroku, gdy masz podejrzenie błędu — od dokumentacji po terminy i decyzję, czy iść do
Robiliśmy zdjęcie w takiej przestrzeni publicznej. Ja byłam akurat z psem, bo nie miałam co z nim zrobić. I ten pies wtedy, buldog francuski, mój kochany pies, wchodził nieustannie w kadr. I ostatecznie wszyscy stwierdzili, że zdjęcie z tym buldogiem jest świetne, bo to tak jak taki film chyba był kiedyś o prokuratorze, który miał buldoga angielskiego, ja miałam buldoga francuskiego. Wszystko grało. Ostatecznie ten wywiad, ta rozmowa się ukazała. Otwieram Gazetę Krakowską. I co widzę? Tytuł. Jolanta Budzowska. Po strach w szpitali. To była jedyna rzecz, jeden fragment całej tej układanki, której nie zautoryzowałam. Więc na początku to bardzo przeżyłam.
Natomiast to nadal nie są błędy medyczne w takiej czystej postaci, więc trudno jest ocenić ile ich jest. Ale jedno można powiedzieć, że często pacjenci mylą błędy medyczne z powikłaniami. Jeżeli coś pójdzie nie tak podczas leczenia, to nie oznacza od razu, że mieliśmy do czynienia z błędem medycznym. To może być normalne powikłanie wpisane w ryzyko leczenia. Niestety nikt nam nie daje gwarancji powodzenia leczenia. No może poza zabiegami na przykład z zakresu medycyny estetycznej czy chirurgii plastycznej, gdzie ta gwarancja, niemal gwarancja powinna być dana i zobowiązanie powinno być dotrzymane. Ale to odsuńmy na bok. W tym normalnym procesie leczenia, kiedy mówimy o jednostkach chorobowych, wiadomo, że lekarze, czy personel medyczny, czy szpitale rozlicza się z tak zwanej należytej staranności.
Po trzecie, pacjent często nie ma wyjścia, no bo nie dość, że złapał Pana Boga za nogi, bo wreszcie ma termin wyczekiwanej operacji i to jeszcze być może w oczekiwanym szpitalu, no to jakżeżby mógł zrezygnować? Mamy do czynienia z formularzem, ale on nie jest w cudzysłowie glejtem uwalniającym lekarzy od wszelkiej odpowiedzialności. Nawet jeżeli coś może być powikłaniem, ale można było uniknąć tego działając prawidłowo, to lekarz nadal odpowiada. Więc To nie jest tak, jak często myślą lekarze, szpitale, że im dłuższy formularz i im dłuższa lista wyłączeń, za co nie chcieliby odpowiadać, to tym bardziej są chronieni.
Ja się sprawami o błędy medyczne zajmuję od prawie 30 lat, chociaż może trzymajmy się Aż ciężko uwierzyć. Ponad 25, żeby aż tak jeszcze Rzecznika Praw Pacjenta nie było na świecie. Jak ja to mówię, to znaczy nie było tej instytucji nawet, kiedy my już jako kancelaria działaliśmy w interesie poszkodowanych pacjentów. Więc z mojej perspektywy te błędy medyczne były, są i będą. I ich liczba jest, nie wiem czy większa. Powiedziałabym, że chyba taka sama na przestrzeni czasu, ale zmieniła się trochę sytuacja prawna, świadomość z jednej strony pacjentów, z drugiej strony szpitali, lekarzy. Kiedyś dokumentacja medyczna była bardzo skąpa, bardzo łatwo było...
Te szpitale są przeładowane itd., itd. Zastanawiam się, czy często rzeczywiście te błędy wynikają z tego, że po prostu nie ma kto się zająć danym pacjentem. Tak, to się zdarza. Na przykład nie tak dawno zakończyłam sprawę, gdzie poszkodowanym był młody mężczyzna, student medycyny skądinąd, który trafił do szpitala z złamaniem długi kości udowej i z objawami, które świadczyły o tym, że zagraża mu zator tłuszczowy. Czyli już nie będę wchodzić w medyczne szczegóły, ale to jest sytuacja poważnego zagrożenia dla zdrowia. Można temu zapobiec jak najszybciej operując złamaną kość.
On trafił do szpitala referencyjnego z oddziałem urazowo-ortopedycznym. Urazowo, czyli takim, który ma być przygotowany do szybkich interwencji. Trafił w godzinach wczesnonocnych czy też późnowieczornych w stanie w ogóle ogólnym dobrym. Miał złamaną po prostu tą kość. A oprócz tego był przytomny, w kontakcie. Miał bardzo dobre wyniki badań laboratoryjnych, bo to akurat wykonano, ale ponieważ na dyżurze był jeden lekarz-ortopeda, a drugi musiałby być wzywany, bo miał chyba dyżur pod telefonem, ewentualnie mógł po prostu być wzywany ad hoc, no to zdecydowano, że nie zrobią tej operacji od razu, tylko zaplanowano ją na bliżej nieokreślony czas następnego dnia.
Wiemy, że są określone normy, czyli ile pielęgniarek ma być na oddziale w przeliczeniu na pacjenta. Ale czasami to jest traktowane dosyć swobodnie w tym sensie, że usprawiedliwione nieobecności są niezastępowane innymi pielęgniarkami, czyli w danej sytuacji są rzeczywiste braki kadrowe. To się przekłada na obciążenie pracą takich pielęgniarek czy położnych, a to się przekłada na potencjalne ryzyka, czyli pośpiech w wykonaniu zlecenia. Jestem przekonana na przykład, że w takiej sprawie śmierci pięciomiesięcznej Zosi, do której doszło zresztą w szpitalu uniwersyteckim, właśnie to obciążenie pracą, ten pośpiech, ten brak staranności
Zastanawiam się, jak wygląda w ogóle potem proces w takich sytuacjach dochodzenia, odszkodowania i czy mówimy raczej o takiej dość długiej walce kilkuletniej, czy pewnie znowu zależy, jakby to dobry psycholog powiedział, zależy. Prawnicy też uwielbiają, to zależy. Zależy od sytuacji, ale jak wygląda rzeczywiście ten proces i czy państwo jednak bardziej chroni tutaj pacjenta czy lekarza? To znów trudne pytanie, no ale dobrze, jestem gotowa na wszystko. Może zacznę od końca, bo ten koniec jest szczególnie dyskusyjny. Czy państwo chroni bardziej pacjenta, czy lekarza, czy też szpital? Lekarze mówią, że pacjenta, bo pacjent zawsze może złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, robi to
Jest to instytucja utworzona dzięki staraniom i przy rzeczniku praw pacjenta. I ten fundusz przyznaje świadczenie kompensacyjne za zdarzenie, jak sama nazwa wskazuje, w sytuacji, w której do błędu medycznego, przekładając to na nasze, doszło w szpitalu w ramach leczenia właśnie finansowanego ze środków publicznych, czyli na NFZ, czyli to nie może być leczenie prywatne. Czas na złożenie takiego wniosku o wypłatę świadczenia to jest rok od zdarzenia, więc krótki czas, trzeba szybko się decydować. I wówczas świadczenie jest wypłacane ze środków Skarbu Państwa, czyli nie obciąża budżetu szpitala ani jego ubezpieczyciela, co skądinąd uważam za niesprawiedliwe, że ubezpieczyciel jest zwolniony od odpowiedzialności finansowej, a za to płacimy za to my, czyli podatnicy z naszej składki zdrowotnej, bo z tego
To łatwo jest zidentyfikować, że to on był osobą podejmującą tę decyzję, prawda? Więc w takiej sytuacji odpowiada szpital, no bo pacjentka poszła rodzić do szpitala. I tam była otoczona opieką nie tylko tego lekarza, ale dodatkowo odpowiada też ten lekarz jako osoba, która mogła zapobiec temu, co się wydarzyło. I to ona podjęła wadliwe decyzje. I wtedy, pozew może być przeciwko szpitalowi i jego ubezpieczycielowi i przeciwko lekarzowi i jego ubezpieczycielowi. Ale to jest początek całej historii, bo szpitale dzisiaj, mimo że mają obowiązek tego ubezpieczenia OC, często są niedoubezpieczone, czyli ta kwota, ta suma gwarancyjna jest niewystarczająca.
A jak już się wydarzy kilka błędów medycznych w danym okresie, w danym roku, No to szybko się ta pula, ta suma gwarancyjna kończy i wtedy przechodzimy na odpowiedzialność szpitala, czyli szpital wtedy płaci z własnych kieszeni i na przykład może taką rentę. Płacić z własnej kieszeni, czyli z własnego budżetu szpitalnego do końca życia pacjenta. Jeżeli szpital jest publiczny, to nie ma problemu, bo stoi za nim jednostka samorządu terytorialnego czy jakiś inny podmiot publiczny, czyli skarb państwa, mówiąc tak bardzo, bardzo szeroko. Ale jeżeli to jest szpital prywatny, I na przykład jest to spółka za o kilku lekarzy, to może się okazać, że taki szpital ogłosi bankructwo, ogłosi upadłość.
I wtedy poszkodowany pacjent nie ma już tego źródła, z którego mógłby zaspokajać nawet kwoty zasądzone w wyroku. Co wtedy może zrobić pacjent? Może przejść na odpowiedzialność finansową lekarza i jego ubezpieczyciela. I znów, pewnie polisa się kiedyś skończy, w sensie ta suma gwarancyjna się wyczerpie, ale zostaje lekarz, który, jeżeli ma 35 lat, no to pytanie, czy on do końca życia będzie płacił poszkodowanemu pacjentowi to... Co mu się należy, a na co nie wystarczyło pieniędzy z POLIS i tak dalej i tak dalej. To jest sytuacja hipotetyczna, ale po pierwsze się zdarza.
Te duże szkody na zdrowiu, kiedy rzeczywiście brakuje środków z POLIS szpitala, kiedy szpital czy klinika ogłasza bankructwo, są stosunkowo rzadkie, ale jak wspomniałam, zdarzają się i nawet w praktyce widziałam takie sytuacje. Co więcej, mam też sytuację, kiedy Umarł lekarz, który został tym ostatnim odpowiedzialnym. No i wtedy rodzina, która jeśli nie odrzuci spadku, to musi się zastanowić co dalej, bo ten obowiązek przechodzi nawet na rodzinę lekarza. Więc morał jest z tego taki, że Po pierwsze, podmioty lecznicze i lekarze powinni się bardzo starannie ubezpieczać i wysoko, a po drugie jednak, od lat zresztą o to apeluję, nasze państwo powinno dać gwarancję tym pacjentom, którzy
Są przecież leczeni zgodnie z prawem, ale nie w publicznych jednostkach, a w sytuacji błędu medycznego mogą być w diametralnej linii różnej sytuacji. W sensie takim, że jeżeli na przykład kobieta w ciąży wybiera do porodu klinikę, która ma umowę z NFZ-em, ale jest prywatną spółką, Trojga lekarzy, już odwołajmy się do tego przykładu wcześniej przeze mnie danego, a wybiera szpital, którego założycielem jest jednostka samorządu terytorialnego i też działa na podstawie umowy z NFZ-em, to przecież ta pacjentka nie wie, jaka jest jej sytuacja prawna na wypadek błędu medycznego.
Nie miałabym pojęcia. No właśnie, a jeżeli pójdziesz rodzić do szpitala takiego publicznego, nazwijmy tak, i znalazłabyś się w sytuacji właśnie na przykład potrzeby renty czy wysokiego zadośćuczynienia, no to masz tą pewność, że jesteś zabezpieczona do końca życia. A tu, mimo że rodziłaś też na NFZ, może się okazać, że zostaniesz zniczyn. Mam do czynienia zresztą nadal z moim byłym klientem, pacjentem, Który podczas porodu, gdzie nie było czasu już na cięcie cesarskie, bo właśnie lekarza nie było na miejscu i żeby zespół operacyjny skompletować i lekarz jedyny, który był na miejscu zdecydował o próżnociągu.
To jest pierwszy krok do tego, żeby Jeżeli pacjent ma wątpliwości co się wydarzyło i wydaje mu się, że coś było nie tak, no to pierwsze co należy zrobić, to uzyskać pełną dokumentację medyczną. Tylko taką wiesz, nie kartę informacyjną, nie wypis ze szpitala, tylko pełną dokumentację medyczną. W niej masz obserwacje pielęgniarskie, obserwacje lekarskie, kartę zleceń, godziny wykonania tych zleceń, czyli o której małeś podane dane leki. Cały zapis KTG powinien być na wydruku. I to każdy może rozumiem uzyskać tak naprawdę. Każdy może uzyskać. Jest to bezpłatne. Pierwszy egzemplarz jest bezpłatny. I to po prostu warto mieć w papierach w ogóle. Słuchaj, może się odezwę. Ale to wiesz, jeżeli masz takie...
I bywa, że ja po iluś latach cały czas pamiętam pewne szczegóły albo z przebiegu porodu czyjegoś, nie swojego oczywiście, albo z dokumentacji, albo jakiś fragment zeznań. Ale nie da się ukryć, że najlepiej pamięta się coś, czym się zajmowałaś niedawno. I na tym przykładzie mogę powiedzieć, że co mnie najbardziej szokuje chyba, To nie sam fakt, że dochodzi do błędu, tylko często zachowanie jakie pojawia się po tym, jak do tego błędu dochodzi. Mówię oczywiście o zachowaniu personelu. I dam Ci przykład pomyłki lekowej, do jakiej doszło w jednym ze szpitali.
Ona nie zrobiła nic i tu uważamy, że to było skrajnie nieetyczne, niezgodne z zasadami wykonywania zawodu, postępowanie. Co zrobiła Izba Pielęgniarska? Zawiesiła postępowanie do czasu zakończenia postępowania karnego. Czyli pielęgniarka pracuje, ma się dobrze, nikt nie wyciągnął w stosunku do niej żadnych konsekwencji poza tym, że została zwolniona z tego szpitala, w którym do tego doszło, ale znalazła szybko pracę w innym szpitalu, no bo wiadomo, że pielęgniarek jest mało na rynku. Więc niech sobie każdy odpowie na pytanie, jak działają w takiej sytuacji też organy samorządu zawodowego, to tak na marginesie. No właśnie, bo to też mnie zastanawiało, jak często dochodzi w ogóle do zabrania uprawnień, czy to pielęgniarkom, czy lekarzom, no bo o ile, tak jak już powiedziałaś kilka razy zresztą, każdy ma prawo do błędu, o tyle no też pewnie są błędy i błędy, domyślam się, że błąd błędowi nierówny, no i też na ile...
Na ile są takie konsekwencje, że ktoś kto popełnił ten błąd raz, drugi albo taki jak w przypadku tej na przykład pielęgniarki, my wiemy, że nie będzie zaraz pracował i obsługiwał kogoś innego w danym szpitalu. Czy to jednak jest rzadkość w ogóle, żeby tego typu konsekwencje zostały wyciągnięte? Bardzo rzadko to się zdarza. Ja w tej chwili prowadzę badania, zbieram dane z wszystkich okręgowych sądów lekarskich i wszystkich sądów samorządu zawodowego pielęgniarek i położnych, żeby zweryfikować w jakim odsetku w ogóle zapadają orzeczenia potwierdzające odpowiedzialność lekarzy, pielęgniarek i położnych.
Więc mimo, że toczy się postępowanie, że potencjalnie grozi mu taka kara, uczestniczy w szkoleniach, w konferencjach i bardzo dobrze. Wykorzystuje ten czas. I uważam, że taki czas, nawet jeżeli lekarz nie mógłby pracować z powodu właśnie na przykład kary zawieszenia prawa wykonywania zawodu, to ten czas powinien być spożytkowany z korzyścią dla niego i dla pacjentów. Wiesz, pytam się, bo patrzę z perspektywy osoby, która kilka razy miała tą średnią przyjemność, bo to nigdy nie jest przyjemność przebywania w szpitalu i myślę sobie, że jednak pacjent, który trafia do szpitala, no jest trochę na łasce tego personelu medycznego, żeby nie powiedzieć, że bardzo.
Tylko to tak trochę jak ze wszystkim. Zastanawiam się, no bo jednak bardzo mocno są nagłaśniane właśnie w ostatnich latach te wszystkie błędy medyczne dotyczące, czy to powikłań wskutek porodu, ciąży, cesarskiego cięcia. No tutaj często niestety to się kończy tragicznie, przynajmniej w tych historiach, o których my słyszymy. Czy z perspektywy, bo to jest taki już bardzo specjalny okres, czy z perspektywy kobiety w ciąży, która Będzie rodziła. Masz jakieś takie wskazówki, na co jednak zwrócić uwagę, wybierając dany szpital czy placówkę, w której będziemy rodzić?
Gdybym to ja miała wybierać, albo może nawet odwołam się do sytuacji, kiedy wybierałyśmy wspólnie z moją córką miejsce na jej poród, to zdecydowanie celowałabym w szpital, który jest szpitalem o wyższej referencyjności, czyli nie jakiś szpital, w którym są sporadyczne porody. I na pewno trzeba patrzeć na zaplecze neonatologiczne. Czyli to, które się już zajmuje dzieckiem, noworodkiem. Bo wszyscy chcielibyśmy, żeby poród i każde inne leczenie przebiegło gładko, ale jak to się mówi, można chcieć pokoju, ale szykować się na wojnę. Akurat to może nie jest adekwatne.
Stwierdzenie, ale po prostu trzeba być gotowym na ewentualne powikłania i mieć na to rozwiązanie. Oczywiście może to też, no ja chyba mam trochę spaczony jednak pogląd, bo do mnie trafiają te wszystkie najtragiczniejsze historie, więc może przesadzam, może tam, gdzie mamy fizjologiczną ciążę, gdzie nie mamy żadnych problemów, No to każdy szpital, który ma oddział ginekologiczno-położniczy jest bezpieczny też z tej strony patrząc. A propos oddziałów ginekologiczno-położniczych, to nie wiem, czy słyszałaś o nowej idei, czyli pokojach narodzin. Tam, gdzie się likwiduje w szpitalach oddziały ginekologiczno-położnicze ze względów demograficznych, ekonomicznych.
Myślę, że gdybym miała radzić kobietom co robić w sytuacji, kiedy czują, że coś dzieje się złego z ich ciążą i mają do wyboru jechać do pokoju narodzin, który jest 5 km od ich miejsca zamieszkania albo jechać od razu do szpitala referencyjnego, który jest 30 km od ich miejsca zamieszkania i dotrą tam w ciągu 15-20 minut, to chyba bym radziła jechać prosto do szpitala. Bo jak nie, to stwarzamy sobie okrężną drogę, czyli pokój narodzin, a w pokoju narodzin ktoś wezwie karetkę. Zanim ta karetka się zorganizuje, zanim się wszystko zapakuje, zanim się uzgodni miejsce w szpitalu, to minie więcej czasu, niż byśmy samodzielnie dotarli do szpitala, który ma pełne zaplecze. Czy jest jeszcze coś w zakresie błędów medycznych czy tego, o czym dzisiaj rozmawiałyśmy, o co ja nie zapytałam, a uważasz, że byłoby jeszcze warte dodania do tej naszej dzisiejszej rozmowy albo do podsumowania jej jakoś?
Ma trzeźwiejszy umysł w tym sensie, że pacjent jest zawsze w stresie, to jego dotyczy. Names mentioned. Names mentioned. To w pierwszej kolejności trzeba zebrać dokumentację, czyli przede wszystkim uzyskać pełną dokumentację medyczną ze szpitala, z podmiotu medycznego leczniczego, w którym być może doszło do tego błędu.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy państwo bardziej chroni pacjenta czy lekarza? Jolanta Budzowska mówi wprost: pacjent bez wiedzy proceduralnej „nie ma szans” w sądzie — nawet gdy ma rację. Rozbieramy na czynniki pierwsze, czym jest błąd medyczny (a czym powikłanie), dlaczego dziś trudniej go udowodnić, jak wyglądają koszty procesu, rola biegłych i czas (lata), oraz kiedy Fundusz Kompensacyjny ma sens, a kiedy jest tylko „półśrodkiem”.W rozmowie padają mocne przykłady z praktyki: opóźniona operacja kończąca się stanem wegetatywnym, tragiczna pomyłka lekowa i mechanizmy, które sprawiają, że odpowiedzialność zawodowa bywa fikcją. Na koniec dostajesz konkret: co robić krok po kroku, gdy masz podejrzenie błędu — od dokumentacji po terminy i decyzję, czy iść do