Przeprowadzam sekcję zwłok.
Jak wygląda praca medyka sądowego bez filmowych mitów: od oględzin na miejscu zgonu i ustalania czasu śmierci, przez sekcje, opinie dla prokuratury i sądów, po wizje lokalne i eksperymenty procesowe. Dr Anna Smędra (medycyna sądowa, UMed Łódź) tłumaczy, kiedy w Polsce robi się sekcję, co realnie widać w prosektorium, czy da się odróżnić samobójstwo od zabójstwa upozorowanego, jak działa toksykologia (i dlaczego „pełny panel” nie istnieje), oraz jak w praktyce wykorzystuje się DNA. W drugiej części rozmawiamy o zeznawaniu jako biegły, sprawach, które najbardziej poruszają (zwłaszcza przemoc wobec dzieci), i o tym, czy codzienny kontakt ze śmiercią zmniejsza lęk przed umieraniem — oraz jak mądrze o śmierci rozmawiać.
Więc ja zaczęłam też im tłumaczyć, dlaczego to tak jest, żeby zrozumieli. Bo w tym momencie oni mają też większą chęć pomocy. Bo tak to często już to było na takiej zasadzie machali ręką, bo to było na zasadzie, aha, no przyszła, przyszedł, tak, coś zgłosił, przyjdzie za tydzień, odwoła, za dwa miesiące przyjdzie, znowu zgłosi, odwoła, nic się nie zmieni. Więc to trzeba tłumaczyć. No i to tak staram się robić między innymi. Więc dla mnie bardzo ważną częścią jest ta profilaktyka, czyli tłumaczenie jak ta przemoc działa i profilaktyka na zasadzie takiej, żeby rozpoznawać wczesne objawy i od razu reagować, żeby później te dzieciaki nie lądowały u mnie na stole sekcyjnym.
I na przykład spalenie? Tak, ale to była taka wyjątkowa sytuacja, gdzie doszło do wybuchu gazu. I ponad 10 godzin trwał pożar tego gazu. Temperatura była bardzo wysoka, bo to było kilka tysięcy stopni. I tam zginęły dwie osoby w tym zdarzeniu. I materiał, który pozostał, nie nadawał się do badań genetycznych. Po prostu tam już całe DNA było uszkodzone, ale tutaj muszę powiedzieć, że udało się, dzięki pani doktor, która pracuje u nas w zakładzie, pani doktor Wochnie, udało się dokonać identyfikacji, bo co ciekawe, w jednej z tych partii materiału, który dostaliśmy, zachowało się kilka zębów.
I ta rodzina się bardzo nim zajmowała. Podejrzewam, że to była standardowa sytuacja. Pewnie ktoś go chciał wziąć do tej rodziny, żeby mieszkał z kimś, ale starych drzew się nie przesadza i podejrzewam, że starszy pan powiedział, że nie ma mowy, on tu mieszka i tyle. Ale oni praktycznie codziennie byli u niego. Ściany w mieszkaniu były całe pokryte zdjęciami tego mężczyzny z jego liczną rodziną. W różnych takich bardzo ciepłych, fajnych momentach, jakieś święta, jakieś wyjazdy, jakieś przebieranki. Było widać, że to jest bardzo fajna osoba i że on jest bardzo ważną osobą dla tej rodziny, taką pewnie może... Senior, konsolidujący, łączący wszystkich.
Pewnie, że tak. Więc to są tego typu sytuacje. Natomiast takiego zdziwienia na sekcji, słuchaj, to rzadko się zdarza, u nas przynajmniej, ale powiem Ci dlaczego, bo najpierw my mamy tę oględzinę. I zdziwienie to może być na oględzinach najczęściej się zdarza. Ale my już na tych oględzinach poznajemy tą sprawę i potem wiemy więcej. Ale myślę, że są takie miejsca w Polsce, gdzie medyk sądowy może być zdziwiony, bo nie zawsze są te oględziny z udziałem medyka sądowego. My jesteśmy jedną z mniejszych specjalności medycznych w Polsce. Medyków sądowych w całym kraju jest około 200. To dalej mało, bym powiedziała. To jest mało, jest mało. Nie wszyscy są czynni zawodowo, nie wszyscy jeżdżą na oględziny.
No ale tak jak mówię, to też do końca nie jest wina tych osób, które wykonują te sekcje, no bo one nie są specjalistami medycyny sądowej. Do końca to też nie jest wina prokuratorów, którzy im to zlecają, no bo jak nie mają tego medyka sądowego, to co oni mają zrobić? Więc to jest taka trochę patowa czasami sytuacja. Więc nieraz jest też tak, że na przykład w województwie łódzkim, w którym ja mieszkam, w Łodzi, jak jest jakaś już prokurator, który czuje pismo nosem i wie, że ta sprawa będzie poważniejszą sprawą gdzieś tam z rubieży naszego województwa, wtedy dzwoni do nas i prosi, czy można by było przewieźć ciało, mimo że to jest powiedzmy ponad 100 kilometrów, że nie chce u siebie na terenie wykonywać.
Natomiast jeżeli chodzi o eksperymenty procesowe, no to przykładowo to są takie zdarzenia, też taką sprawę robiliśmy, tutaj akurat właśnie w współpracy z WIT-u, gdzie przez wiele lat sąd nie był w stanie ustalić, co się wydarzyło w trakcie polowania. Tam było... Zginął człowiek. Standardowo pomylony z dzikiem. Mogę, bo to tak standardowo, jak się słyszy, że ktoś ginie na polowaniu, to jest, że to dzik był. Tak jak mówię, to się niestety dzieje. I chodziło o to, żeby ustalić, czy to był strzał bezpośredni, czyli... sprawca mówił, że znaczy sprawca akurat mówił, że to był rykoszet, w sensie, że to rykoszet, natomiast czy to był właśnie rykoszet, tak jak mówił sprawca, czy to był strzał bezpośredni, czyli, że on chciał strzelić do tego dzika, no a trafił w tego człowieka, tak?
I tam w tej sprawie wydawało opinię już kilku biegłych, głównie z zakresu łowiectwa. Te opinie były raz, że prykosze, teraz, że bezpośredni, w kolejnej było, że a w sumie to się nie da powiedzieć. I w końcu ta sprawa trafiła właśnie do nas. I razem z VIT-u zrobiliśmy eksperyment, który polegał na tym, że zabezpieczyliśmy ziemię z miejsca zdarzenia, pojechaliśmy na miejsce zdarzenia, tą ziemię, jaka tam była, sztucer, mieliśmy dokładnie tą samą amunicję. No i najpierw sprawdzaliśmy, czy w ogóle ta amunicja rykoszetuje i tak dalej, i tak dalej. I robiliśmy dalsze badania. To było cały dzień badań, bo tam dużo się działo.
Też szczegółów nie będę opisywać, bo to nie o to chodzi. Ale dzięki temu eksperymentowi udało nam się ustalić, co się wydarzyło. To ma dużo sensu, że jednak chociażby taka rzecz, którą już da się wywnioskować z tego, co powiedziałaś, że to mogła być w ogóle taka amunicja, która nie rykoszetuje. Wydawałoby się, że to jest dość prosta sprawa do sprawdzenia. Nikt tego nie sprawdzał wcześniej. Te opinie były tak wydawane trochę na sucho, że tak powiem, bez żadnych badań. I u nas pierwsza rzecz, jak my to dostaliśmy, to po przeczytaniu akt było, no ale to trzeba sprawdzić, trzeba zrobić eksperyment. Bez tego my też nie odpowiemy na to pytanie. No i na początku trzeba było go dobrze skonstruować, zaplanować, co my robimy jako medycy sądowi, co nasi koledzy z WIT-u robią.
Tak o tym nie myślałam, ale coś w tym jest. Tak to trochę jest. Natomiast dla mnie najtrudniejsze i takie doświadczenia, które właśnie były takimi doświadczeniami związanymi z umieraniem, które już było dokonane, ale to były właśnie te miejsca zdarzeń. Dlatego, że jak tam jechałam, to jechałam do czyichś domów i ta osoba była osadzona w pewnym kontekście. Bo u nas na stole sekcyjnym jest inaczej. A tam była w swoim domu, mieszkaniu, wśród swoich rzeczy, tych zdjęć, niejednokrotnie na miejscu była rodzina.
Taka bezpieczna przestrzeń, każdy mówi to, co czuje, nikt nikogo nie ocenia, to nigdzie nie wychodzi potem na zewnątrz, takie są zasady. I każdy może się wypowiedzieć. Właśnie dajemy taką możliwość, a jest bardzo dużo tym zainteresowani wśród studentów. To są głównie studenci medycyny lekarskiego, ale też mamy ratowników, mamy pielęgniarki, kiedyś też zdarzają się stomatolodzy u nas, a wynika to z tego, że na studiach oni praktycznie nie mają zajęć na ten temat. To jest ciekawe. Nie ma rozmów na ten temat. Nie ma rozmów na temat, jak rozmawiać z umierającymi pacjentami i jak rozmawiać z ich rodzinami.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jak wygląda praca medyka sądowego bez filmowych mitów: od oględzin na miejscu zgonu i ustalania czasu śmierci, przez sekcje, opinie dla prokuratury i sądów, po wizje lokalne i eksperymenty procesowe. Dr Anna Smędra (medycyna sądowa, UMed Łódź) tłumaczy, kiedy w Polsce robi się sekcję, co realnie widać w prosektorium, czy da się odróżnić samobójstwo od zabójstwa upozorowanego, jak działa toksykologia (i dlaczego „pełny panel” nie istnieje), oraz jak w praktyce wykorzystuje się DNA. W drugiej części rozmawiamy o zeznawaniu jako biegły, sprawach, które najbardziej poruszają (zwłaszcza przemoc wobec dzieci), i o tym, czy codzienny kontakt ze śmiercią zmniejsza lęk przed umieraniem — oraz jak mądrze o śmierci rozmawiać.